Tarryn Fisher - Bogini niewiary. Ateiści, którzy modlą się i klęczą



Niektóre książki przychodzą do nas niespodziewanie. Niczym niezapowiedziane wkradają się do naszego życia i próbują robić małe przemeblowanie, mimo że nic je tak właściwie z pozoru nie wyróżnia. Jestem zdania, że na niektóre książki musi przyjść odpowiedni czas, a nawet i miejsce. Historie, które pochłaniamy odbieramy różnie na innych etapach naszego życia. Książka, która w innym czasie nic by dla nas nie znaczyła, w innym momencie może być katalizatorem do pewnych refleksji, a nawet zmian. Taką książką była dla mnie ostatnio „Bogini niewiary. Ateiści, którzy modlą się i klęczą”. Może nie przeprowadziła ogromnej rewolucji w moim życiu, ale skłoniła mnie do przemyśleń i ugruntowała mnie w tym żebym wierzyła w miłość.

„Nie da się odzyskać utraconej wiary.”

Tytuł: Bogini niewiary. Ateiści, który modlą się i klęczą
Autor: Tarryn Fisher
Wydawnictwo: Sine Qua Non

„Znajdowałam się w samym środku kryzysu egzystencjalnego, a on brał mnie w posiadanie. Jak mógł pozwolić sobie na taką szczerość? To było tanie, a ja dałam się kupić, bo tak naprawdę większość z nas po prostu pragnie, by ktoś nas chciał.” 

Jest to moje pierwsze spotkanie z prozą Tarryn Fisher i już na wstępie napiszę, że na pewno nie ostatnie. Słyszałam wcześniej o innych tytułach autorki takich jak zachwalana „Bad mommy”, czy też „Margo”. Jednak nigdy nie miałam okazji żeby zapoznać się z jakąkolwiek książką spod jej pióra. W końcu w moje czytelnicze rączki wpadła ostatnio jedna z jej najnowszych, a na polskim rynku wydawniczym najnowsza, powieść. Już na początku ostrzegę Was, że następne trzy akapity poświęcę książce bez zdradzania jej fabuły, ale w następnych akapitach będę wypowiadać się w kontekście całości, ponieważ moim zdaniem bez zdradzenia tego głównego problemu może umknąć mi przesłanie jakie niesie historia Yary.

„Jak często okłamujemy się, że na czymś nam nie zależy, kiedy prawdziwe jest coś zupełnie przeciwnego?”

Yara jest tragiczną muzą, wędrującą po świecie, inspirującą artystów i łamiącą im serca. Nie wierzy w miłość, dlatego nigdy nie pozwala sobie zostać w danym miejscu dłużej niż to konieczne. Musi odejść, zerwać łączącą ją więź póki jeszcze ma kontrolę nad sytuacją. David jest artystą poszukującym inspiracji. W jednym z barów w Seattle odnajduje wędrowną bogini i wie, że odnalazł w końcu kogoś, kogo szukał.

„Młodzi ludzie traktują miłość jak akcesorium, a nie kwestę życia i śmierci. Miłość was bawi, zakochujecie się w samej idei miłości. Piszecie o niej wszystkie piosenki i książki, ale nie macie pojęcia jak ją przeżyć. Miłość to nie jest część większej rzeczy. Miłość to miłość.”

Początek może wydawać się zapowiedzią jednego z tych romansów, w których mamy dwóch bohaterów mających całkowicie odmienne zdanie o miłości. I nie jest to do końca nieprawda. Jednakże to, co zrobiła w swojej powieści Tarryn Fisher, ukazując czytelnikowi uzasadnienie i przyczynę pewnych okoliczności, zaważyło  na wyjątkowości tej historii. Sprawiło, że jej historia nie znajdzie się na półce zwykłych romansideł, ale  trafi do działu z książkami, które potrafią jednak nakłonić czytelnika do refleksji i spojrzenia na pewne rzeczy z całkowicie innej perspektywy.


„Łatwiej nam się rozmawia metaforami. To jak mówienie prawdy bez mówienia prawdy. W ten sposób można rozmawiać wyłącznie z artystą. Nikt inny by tego nie zrozumiał.”

Książkę czytało mi się bardzo dobrze. Styl autorki idealnie wpasował się w moje gusta czytelnicze, a sama historia mimo że z pozoru mogłaby się wydawać niezbyt ciekawa pochłonęła mnie bez reszty. Na uznanie zasługuje również bardzo dobre tłumaczenie, które świetnie oddało ducha tej powieści. Bardzo lubię książki, które zaskakują mnie nieprzewidzianymi zwrotami fabularnymi, ale również bardzo cenię sobie powieści, które przede wszystkim skupiają się na konkretnej jednostce lub jednostkach i, jakkolwiek by to kolokwialnie nie zabrzmiało, wchodzą im do głów. Taką powieścią  jest właśnie „Bogini niewiary” i mimo że autorka w większości skupiła się na Yarze, to przyznam szczerze nie wpłynęło to negatywnie na odbiór tej powieści. Moim zdaniem najsłabszym punktem tej historii jest David. Choć dostajemy parę rozdziałów, które napisane są z jego perspektywy, to autorka nie zagłębia się za bardzo w jego psychikę, a szkoda!



UWAGA – teraz pojawią się akapity, które mogą zdradzić fabułę, więc jeżeli jeszcze nie czytaliście „Bogini niewiary” to czujcie się ostrzeżeni i zmykajcie!

„Jak często okłamujemy się, że na czymś nam nie zależy, kiedy prawdziwe jest coś zupełnie przeciwnego?”

Postanowiłam podzielić moją recenzję na te dwie części, ponieważ czuję, że nie mogę z Wami w pełni porozmawiać o tej książce bez omówienia pewnej kwestii, która chcąc czy nie chcąc rzutuje na całą fabułę tej powieści.

„Moja twarz to nie wszystko. Miałam dość słuchania, jaki potencjał we mnie drzemie. Mogłam być tym, kim tylko chciałam, a teraz chciałam być barmanką. Piękno bywa zdradliwe, tak samo jak karty kredytowe. Wydawało się, że są darmowe, ale miały wysoki procent.”

Chylę czoła przed Tarryn Fischer za świetny profil psychologiczny bohaterki. Jako czytelnik całkowicie uwierzyłam Yarę. Zrozumiałam ją i czułam jej ból, który trzymała ukryty od dziecka w swoim sercu. Już na początku tej powieści autorka nakreśla nam na czym polega problem Yary. Została wychowana bez miłości. W dzieciństwie non stop żebrała o uwagę matki, która będąc pochłoniętą własnymi problemami odtrącała córkę jak tylko mogła na każdym kroku. Nie trudno jest wobec czego dziwić się tym patologicznym relacjom, w które wciąż wchodziła bohaterka. Nic dziwnego, że przestała wierzyć w miłość, a w wszelkich relacjach damsko-męskich, w które wchodziła była w roli koniecznej ofiary do poniesienia w imię sztuki. Mimo że przez cały czas krzywdziła i dawała się krzywdzić, to działała w imię sztuki myśląc, że naprawia złamanych artystów będąc dla nich odpowiednią muzą, tak jakby im to była winna. Prawdziwa bogini niewiary. Bogini, która nie wierzy w miłość. Kobieta, która nie dostrzegła, że jej toksyczna relacja z matką rzutowała na całe jej życie utwierdzając ją w błędnym przekonaniu, że nie zasługuje ona na uczucie.


„Problemem byłam ja czy ona? Dlaczego postanowiła, że nie będzie moją matką? Nie kochała mnie? Nie wiedziałam, bo nigdy jej o to nie zapytałam. Duma ma to do siebie, że czyni nasze serca krótkowzrocznymi.”

Końcówka powieści, mimo że moim zdaniem naiwna i przesłodzona, wywołała u mnie wzruszenie. Tarryn Fisher przywraca czytelnikowi wiarę w dobre zakończenia pokazując, że nigdy nie jest za późno na zrozumienie, przyznanie się do błędów i na uzdrowienie ludzkich relacji i duszy. W miłość trzeba wierzyć.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu SQN!



Remigiusz Mróz HASHTAG


Najnowsza książka Remigiusza Mroza wzbudziła mój niepokój już w momencie, w którym dotarła do mnie pewna czaszka, bo chociaż w gruncie rzeczy całkiem sympatyczna to czaszka zawsze zwiastuje kłopoty. 

Inna sprawa, że Hashtag był już sławny na długo przed swoją premierą przy okazji afery "Mrózgate", w której jeden z autorów próbował zwrócić uwagę na siebie i swoją twórczość dając w nagłówku nazwisko Mroza, bo ona jakoś teraz przyciąga uwagę.

Jak było tym razem? Czego zapowiedzią była czaszka? Czy warto było się o nią kłócić jeszcze na długo przed jej premierą?


Tytuł: Hashtag
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Czy jedna tajemnicza przesyłka może odmienić czyjeś życie? 

Tesa nawet nie podejrzewała, że sms "Twoja paczka już na ciebie czeka!" zwiastuje nadejście przesyłki, która tylko na początku wydaje się zwykłą pomyłką. Tesa oczywiście niczego nie zamówiła, nie czekała na żadną przesyłkę i nigdy nie wybierała opcji dostawy do paczkomatu. 

Mocno zakompleksiona i miejscami niezrównoważona psychicznie czuje się dobrze jedynie zamknięta w swoim mieszkaniu razem z mężem, który akceptują ją taką jaka jest. A jednak paczka na nią czekała, postanowiła więc ją odebrać. W środku niewielkiej paczki znajduje się ametystowa czaszka i krótka wiadomość "#apsyda". 

Do czego ją doprowadzi ten hashtag? Czy podejmie wyzwanie? Czy będzie miała okazję się wycofać?

Przypadek to tylko beznadziejne określenie na przyczynę, której się jeszcze nie zna.

Hashtag to thriller psychologiczny i bez wątpienia całkiem nieźle wpisuje się w ten gatunek. Książka już od pierwszych stron wywołuje niepokój, który towarzyszy nam aż do jej końca. Wszystko jest niejednoznaczne, nie ma prostych odpowiedzi, a i zakończenie pozostawia czytelnika z mętlikiem w głowie, ale tak właśnie powinno być. Bo thriller psychologiczny powinien nie tylko wnikać w najdalsze zakamarki psychiki bohatera, ale także powinien mocno oddziaływać na czytelnika.

Dobry rys psychologiczny postaci, rozbudowana warstwa psychologiczna oraz dwutorowe prowadzenie narracji bez wątpienia wpływa na atrakcyjność książki. Fabuła nie pędzi i nie gna na łeb na szyję, więc wyróżnia się na tle pozostałych książek autora. Mam jednak wątpliwości co do oparcia fabuły w pewnej części na filozoficzno-socjologicznych rozważaniach rodem ze starożytnej Grecji. W ogólnym rozrachunku wątek oczywiście się broni, ale nie do końca wizja autora pasuje mi nowoczesnego wątku, który stworzył.

Skoro nie wiem, co mnie czeka po śmierci, skąd mogę wiedzieć, czy mój świat jest realny? Może stanowi tylko jakąś przejściową formę między istnieniem a nieistnieniem?
Mróz jak zwykle sięgnął po tematy, które ostatnio bardzo często przewijają się zarówno w mediach jak i prasie. Porusza przypadki zaginięć osób, o których coraz częściej się mówi, problem wyobcowania społecznego i kompleksów, które mogą nas prowadzić do podjęcia różnych decyzji w życiu, feedersów i wreszcie mediów społecznościowych. 

W dzisiejszych czasach zarówno dziennikarze, jak i zwykli ludzie otrzymali wspaniałe narzędzie - media społecznościowe. Pozwalają nam się komunikować, dzielić zdjęciami, nawiązywać nowe znajomości, reklamować się czy poznawać najnowsze newsy zanim pojawią się w telewizji czy prasie, ale jednocześnie stanowi niesamowite narzędzie do rozpowszechniania fałszywych informacji, popełniania przestępstw. Nigdy nie wiemy kto jest po drugiej stronie i czego tak naprawdę od nas chce...


Hashtag to kolejna powieść autora, która udowadnia, że cały czas poszukuje czegoś nowego, jego pióro rozwija się, a przy tym jest świetnym obserwatorem, który przelewa to co nas otacza na karty powieści. 

Szczerze polecam Hashtag szczególnie osobom, które nie znają twórczości autora i zastanawiają się od czego zacząć. Ta jednotomowa historia może być dobrym początkiem do rozpoczęcia przygody z jego twórczością.

Zainteresowani?

Za egzemplarz oraz tajemniczą przesyłkę 
dziękuję wydawnictwu

"The wish. Poradnik spełniania marzeń" - Bill Griffin


Czy kiedykolwiek chcieliście spełnić swoje marzenia? A może nie wiecie, jak się do tego zabrać? Przedstawiam Wam dziś "The wish. Poradnik spełniania marzeń", którego pomysłodawcą jest Bill Griffin. Sam pomysł na taki poradnik jest całkiem niezły. A czy wykonanie jest równie dobre? Przekonajcie się.

"Kropla nadziei" - Katarzyna Michalak


Trzecia część Serii mazurskiej Katarzyny Michalak jak zwykle zaskakuje. Tytułowa "Kropla nadziei" spełnia swoją rolę. w powieści dzieje się jeszcze więcej niż w poprzednich tomach ("Gwiazdka z nieba", "Promyk słońca").  Jak dla mnie to najlepsza seria tej autorki.

Marion Zimmer Bradley - Mgły Avalonu



„Mgły Avalonu” nazywane klasyką literatury fantasy. Wspaniały, monumentalny retelling legend arturiańskich opowiedziany przez kobiety. Ukazuje on autorską wersję dziejów narodzin, rozkwitu i upadku świetności dworu króla Artura. Po paru latach powracam do świata wykreowanego przez Marion Zimmer Bradley. Bardzo cieszę się z tego powrotu, ponieważ miałam szansę spojrzeć na tę historię okiem kobiety z pewnym bagażem doświadczeń, co niestety zabiło zapamiętaną przez nastolatkę parę lat temu magię, ale skłoniło mnie do paru przemyśleń i spojrzenia na pewne kwestie bardziej krytycznym okiem.

Tytuł: Mgły Avalonu
Autor: Marion Zimmer Bradley
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka

Wydawnictwo Zysk i S-ka nie osiada na laurach i zaskakuje czytelników kolejnym pięknie wydanym wznowieniem. Najnowsze wydanie „Mgieł Avalonu” przyciąga i hipnotyzuje wspaniałym projektem okładki, który idealnie oddaje klimat książki. Tak jak i w przypadku poprzedniego wydania nadal mamy tu do czynienia z prawie 1200 stronicową cegłą, która niestety zmieści się tylko w dużych torebkach i podda Wasze nadgarstki nie lada próbie. Jednak ja zdecydowanie popieram takie duże obszerne wydania. Po pierwsze nie dzielą się na parę części, za które w sumie trzeba zapłacić znacznie więcej niż za całość, a po drugie pięknie prezentują się w biblioteczce, co dla książkoholika takiego jak ja jest równie ważne :D.


"Miłość to jedyna modlitwa, jaką znam."

„Mgły Avalonu” są wyjątkową powieścią autorstwa Marion Zimmer Bradley. Bardzo spodobało mi się, że autorka uczyniła głównymi bohaterami tej książki właśnie kobiety, które zazwyczaj w innych autorskich wersjach legend arturiańskich pozostawały w cieniu mężczyzn. Wobec czego już tutaj ostrzegam wszystkich panów, że jest to powieść wyjątkowo kobieca. Lwią częścią tej powieści są osobiste dramaty głównych bohaterek, ich rozterki miłosne, czy knucie intryg zmierzających do przejęcia władzy. Wyjątkowość tej pozycji przejawia się w tym, że porusza ona rolę kobiety w mrocznych wiekach. Były to czasy podczas, których doszło do konfrontacji wierzeń celtyckich z chrześcijaństwem, które zaczęło podbijać wyspy brytyjskie. Rozpoczął się proces zmian systemu wartości oraz zależności społecznych. Religia chrześcijańska przewartościowała różne ważne wartości i zmieniła rolę kobiety w społeczeństwie, która w dobie pogańskich wierzeń była zgoła inna.
Jest to powieść wielowątkowa, trochę skomplikowana ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Bogactwo postaci przede wszystkim kobiet i wyzwania, przed którymi stają potrafią przykuć uwagę i zaangażować czytelnika w stworzoną przez Marion Zimmer Bradley historię, sprawiając, że mimo jej pokaźnych rozmiarów nie będziecie się w stanie od niej oderwać.


"Słowa, które mówimy, tworzą cienie tego, co ma nadejść i wypowiadając je, pomagamy im się spełnić."

Nie jest to jednak powieść bez wad. Przede wszystkim musicie wiedzieć, że momentami nacechowanie feministyczne tej powieści zaczyna przeszkadzać i przytłaczać czytelnika. Zdaję sobie sprawę, że autorka chciała dać upust swoim feministycznym zapędom, jednak moim zdaniem miejscami przesadziła. Przejawia się to w braku balansu pomiędzy postaciami kobiecymi a męskimi, który czasem jest aż nazbyt widoczny. Lubię bardzo czytać o różnych kobietach, dlatego lektura "Mgieł Avalonu" przyniosła mi dużą satysfakcję przyprawioną jednak goryczką wywołaną tą dysproporcją.  
W powieści również autorka przedstawia czytelnikowi rozpoczynający się konflikt pomiędzy wierzeniami celtyckimi a wkraczającą do Brytanii religią chrześcijańską. Jest to bardzo ciekawy i wdzięczny temat, jednak poprzez widoczne faworyzowanie pogaństwa przez autorkę staje się  on przytłaczający i monotonny. W książce wszyscy przedstawiciele chrześcijaństwa wydają się być słabi i niepotrafiący obronić swojej wiary, co już na wstępie zabija  jakąkolwiek dyskusję. Autorka wręcz nie kryje swoich pogańskich preferencji i nawet niechęci do wiary chrześcijańskiej. O ile szanuje jej zdanie, to jednak jestem zdania, że ten wątek mógł zostać poprowadzony znacznie lepiej, zwłaszcza, że został on rozciągnięty praktycznie na całą powieść. Autorka próbuje w tej z góry nierównej walce korespondować z chrześcijaństwem, co z przedstawionych wyżej powodów niezbyt jej wychodzi. 


"Bądź wobec siebie szczery. Jeśli poznasz swoje serce, zawsze będziesz miał przyjaciela, który nie kłamie."

Sama autorka nie cieszy się jednak teraz dobrą opinią. W świetle tego, co wyznała jej córka, wydaje się być wręcz potworem. Sprawia to, że teraz inaczej patrzyłam na jej monumentalne dzieło. Nie będę tu rozpisywać się o tym, jednak chciałabym byście mieli to na uwadze i sami, jeżeli chcecie poznali jej historię. Piszę o tym, ponieważ wiem, że może mieć to dla Was znaczenie przy wyborze lektury. Co prawda, ja jestem zdania, że „Mgły Avalonu” powinno się przeczytać w separacji od tego kim była autorka, jednak wiedza o tym może przełożyć się na inny odbiór tej powieści.

Niemniej bardzo trzymam kciuki by Wydawnictwo  Zysk i S-ka w całości w takich pięknych wydaniach wydało cały cykl arturiański tej autorki. Z chęcią poznałabym go w końcu w całości.

Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz recenzencki!



Becky Arbertalli - Simon oraz inni homo sapiens // Twój Simon



Coraz rzadziej zdarza mi się sięgać po książki, których akcja głownie skupia się na problemach nastolatków i jest osadzona w środowisku szkolnym, wobec czego zdecydowanie częściej sięgam po powieści new adult, których bohaterowie mają zazwyczaj więcej niż 18/20 lat. Tym samym mogłabym ominąć jedną z najlepszych powieści dla współczesnej młodzieży, jaką jest „Twój Simon”, znaną również pod tytułem „ Simon oraz inni homo sapiens”.

Tytuł: Simon oraz inni homo sapiens // Twój Simon
Autor: Becky Albertalli
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc


Ze względu na bardzo dużą marketingową akcję mającą na celu reklamę przede wszystkim ekranizacji tej powieści, „Twój Simon” atakował mnie z każdego możliwego miejsca, co przełożyło się na pobudzenie zainteresowania tym tytułem. O samej książce słyszałam już rok albo dwa lata temu, kiedy pojawiła się ona na polskim rynku wydawniczym. Zapisałam ją sobie na mojej nieskończonej liście „Do przeczytania”, jednak, jak się okazało, dopiero w lipcu tego roku trafiła ona w moje ręce. Początkowo myśląc o tej powieści porównywałam ją do książki Stephena Chbosky’ego - „Charlie” (ang. „ The perks of being a wallflower”), jednak okazało się, że się całkowicie myliłam i chociaż obie te powieści są bardzo ważne i wartościowe, to jednak klimat „Twojego Simona” jest znacznie lżejszy, a sama powieść jest piękna i słodka.


"Doskonale rozumiem, co masz na myśli, pisząc o przekraczaniu granicy. To podróż w jednym kierunku, kiedy już się ujawnisz, nie możesz tego cofnąć. W sumie to przerażające."
„Twój Simon” jest historią zwykłego, normalnego nastolatka, który nosi w sercu sekret o swojej odmiennej seksualności. Ani rodzina, ani znajomi nie są świadomi tego, co skrywa Simon i mimo że sam bohater wie, że ujawniając swój sekret najbliższym otrzyma wsparcie, akceptację i miłość, to postanawia najpierw pod pseudonimem ujawnić swój sekret w e-mailach z anonimowym kolegą, ze szkoły, do której on sam uczęszcza. Simon otwiera się przed nieznajomym Blue, do którego zaczyna żywić coraz głębsze uczucie i dzięki rozmowie z nim zaczyna podejmować decyzję o swoim coming out’cie. Jednakże, jak bywa w tego typu historiach, nie zawsze wszystko dzieje się tak jak byśmy sobie tego życzyli.


„Simon oraz inni homo sapiens” czy też „Twój Simon” jest powieścią bardzo wartościową. Becky Albertalli stworzyła piękną powieść o dojrzewaniu, samoakceptacji, wyzwaniach, z którymi muszą mierzyć się młodzi ludzie, przyjaźni oraz o miłości, którą możemy spotkać w najmniej oczekiwanym momencie i miejscu. Historia Simona porusza, bawi do łez oraz uczy otwartości i akceptacji. Jest to po części komedia romantyczna, którą czyta się przyjemnie i szybko. Możecie się bardzo zdziwić, jak okaże się, że pochłonęliście ją w jeden wieczór. Zdecydowanie, od tej historii nie da się oderwać, w czym zasługę ma również styl autorki, który jest lekki i przyjemny, co zostało doskonale oddane w polskim tłumaczeniu Donaty Olejnik.


"Ludzie rzeczywiście są jak domy o wielkich pokojach i mikroskopijnych oknach. Może to i dobrze, bo dzięki temu nie przestajemy siebie zaskakiwać."
Becky Albertalli stworzyła wyjątkowo wiarygodną historię. Każdy z bohaterów w tej powieści wydawać może się czytelnikowi bardzo bliski, ponieważ na jakimś etapie naszego szkolnego życia spotkaliśmy osoby, które były w jakimś stopniu podobne do Nicka, Martina, Brama, Leah czy Abby. Czytając „Twojego Simona” odnajdywałam moich znajomych z liceum w poszczególnych bohaterach. Nawet sam Simon poprzez swoją obsesję na punkcie Harrego Pottera i ciastek Oreo wydał mi się wyjątkowo bliski, ponieważ sama uwielbiam do tej pory obie te rzeczy.

Co warto zaznaczyć – „Twój Simon” nie jest powieścią przesłodzoną. Autorka książki jest psychologiem klinicznym i  współprowadziła przez siedem lat grupę wsparcia dla nastolatków wykazujących nonkonformizm seksualny. Pozwoliło to autorce stworzyć historię, która mogłaby się wydarzyć w każdej amerykańskiej szkole. Simon i jego znajomi są bardzo dobrze sportretowani i nawet przez chwilę nie zwątpiłam w ich historię. Autorka w swojej powieści porusza kwestię nietolerancji i społecznego ostracyzmu, z którym nadal spotykają się osoby o odmiennej orientacji seksualnej. Podkreśla jak bardzo ważna jest tolerancja i otwartość na innych. Historia Simona uczy akceptacji oraz zrozumienia drugiej osoby i potwierdza to, jak ważna w codziennym życiu jest szczera rozmowa o swoich uczuciach. W dzisiejszym świecie nawet dorośli mają z tym problem. Zamykają się w szklanych bańkach wypełnionych oczekiwaniami i fałszywymi przekonaniami nie dopuszczając do siebie innych. Bohaterowie „Twojego Simona” na każdym kroku pokazują istotną rolę dialogu i spojrzenia w głąb siebie, co pozwala na dostrzeżenie swoich błędów i przyznanie się do nich.


"Blue mówił o oceanie oddzielającym ludzi. I że w tym wszystkim chodzi o to, by znaleźć brzeg, do którego warto będzie dopłynąć."
„Twój Simon” nie jest powieścią zaskakującą. Tożsamości Blue nie jest wcale trudno się domyślić. Jednak dla mnie nie jest to wadą tej powieści. Oczywiście byłabym zachwycona, gdyby udało się autorce mnie zaskoczyć, jednak uważam, że powieść na tej przewidywalności nie traci, ponieważ już niesie ze sobą wyjątkowe ciepło i ważne przesłanie. Nie dziwię się, że „Simon oraz inni homo sapiens” zdobył serca czytelników na całym świecie. Tę współczesną historię miłosną 17- letniego Simona musicie poznać!

Za egzemplarz recenzencki, materiały promocyjne i opakowanie Oreo, które pochłonęłam z Simonem prawie na raz dziękuję bardzo Wydawnictwu Papierowy Księżyc!