Victoria Schwab - Mroczny duet



Zdecydowanie wyczekiwałam drugiego tomu serii Świat Verity Victorii Schwab. Bardzo spodobał mi się pomysł na pierwszą część i nie mogłam się doczekać poznania zakończenia tej historii, ponieważ „Mroczny duet” jest drugim i zarazem ostatnim tomem mrocznej, fantastycznej dylogii.

Tytuł: Mroczny duet
Autor: Victoria Schwab
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Akcja drugiego tomu serii Świat Verity zaczyna się sześć miesięcy po wydarzeniach z pierwszej części. Autorka nie próżnuje i przedstawia czytelnikowi całkiem nowe miejsce akcji, ponieważ Kate po wydarzeniach w Prawdziwości udaje się do Dobrobytu, gdzie mierzy się z nowymi potworami, które rodzą się i żerują w pozornie bezpiecznym mieście. August natomiast zostaje przywódcą sił OSF i stara się zaprowadzić porządek i zapobiec większemu rozlewowi krwi w mieście, w którym zapanował kompletny chaos.


"Jestem gotowy kroczyć w ciemności, jeśli to sprawi, że ludzie pozostaną w świetle."
„Mroczny duet” już nie zachwycił mnie tak mocno jak „Okrutna pieśń”. Znaczny wpływ na to miało to, że ciężko mi było ponownie dać się porwać w wykreowany przez autorkę świat. Dlatego myślę, że najlepiej czytać oba te tomy razem, bez przerwy. Sprawi to, że nie zgubi się rytmu powieści, ani trudności nie sprawi ponowne odnalezienie się w tym świecie. Przez to, że „Okrutną pieśń” czytałam na początku tego roku ogromną trudność przyniósł mi powrót do „Świata Verity”. Siedem miesięcy to jednak zbyt długi czas na ponowne odwiedziny w tym świecie. Toporny powrót sprawił, że z trudem przychodziła mi lektura pierwszych rozdziałów i ciężko mi było wczuć się w nową sytuację bohaterów. Dopiero z czasem polubiłam ich za to, co urzekło mnie już w pierwszym tomie, a końcowe rozdziały przyniosły mi dużo czytelniczej radości oraz mocnych wzruszeń, sprawiając, że przewracałam strony w ekspresowym tempie z wypiekami na policzkach.

Akcja książki rozpoczyna się w całkowicie nowym dla czytelnika miejscu – w Dobrobycie. Jest to miasto, które z pozoru nie zostało dotknięte przez potworne zmiany, jakie zaszły w Prawdziwości. Jednak Kate wie swoje. W tym mieście zło przybiera inne kształty, ponieważ pochodzi z innych okrutnych czynów. Popełniane w tym mieście przestępstwa mają charakter bardziej podstępny, a ludzie do realizowania swoich niecnych planów stosują cichego zabójcę, czyli truciznę. To sprawia, że w tym mieście kreują się nowe potwory niż dotychczas były znane nam i Kate. I bach. W momencie, w którym moja ciekawość, co do świata wykreowanego przez autorkę (zwłaszcza co do innych miejsc niż Prawdziwość) została pobudzona do granic wytrzymałości, spotkałam się z nie lada zawodem. Autorka praktycznie całkowicie odcina się od tego wątku, powoli wygaszając go ze strony na stronę. Przyczynia się to do uczucia ogromnego czytelniczego niedosytu. Nie mogę przeżyć tego, jak autorka po macoszemu potraktowała akcję w Dobrobycie i bohaterów, którzy się tam pojawili. Ta historia wymaga większej ilości tomów i mówię o tym z pełnym przekonaniem! Nie można tak porzucać obiecujących wątków!



W „Mrocznym duecie”, tak jak i to było w „Okrutnej pieśni”, na pierwszy plan znów wysuwa się dwójka głównych bohaterów – Kate i August. Teraz już z całą pewnością mogę stwierdzić, że historię tego duetu czytało mi się wyjątkowo przyjemnie. Ci bohaterowie zdecydowanie wyróżniają się na tle młodzieżowej literatury fantasy. On – potwór pragnący być człowiekiem, dążący do pokoju i porządku. Ona – nieustraszona łowczyni potworów, której duszę skaził już okropny uczynek. Podąża własnymi ścieżkami i nie jest pozbawiona wad oraz wątpliwości, co do tego czy postępuje słusznie. Razem tworzą wyjątkowy mroczny duet, który zachwyci niejednego czytelnika. Trzeba przyznać, że Victoria Schwab wie, jak tworzyć wiarygodnych i pełnych życia bohaterów.



"Wyparcie - tak to się nazywało. Złudne przekonanie, że jeśli nie mówiło się o czymś na głos, to to coś nie istniało. Ponieważ słowa mają moc, słowa nadają kształt, dodają ciężaru i siły, a powstrzymując je, można nie dopuścić do tego, by coś stało się prawdziwe..."
Jeżeli chodzi o samo zakończenie, to muszę stwierdzić, że wyjątkowo bardzo mi się podobało. Jest to idealne domknięcie tej historii, w szczególności historii Kate. Myślę, że każde inne rozwiązanie fabularne nie pasowałoby do „Mrocznego duetu” ani do samej postaci Kate. Bardzo się cieszę, że autorka zdecydowała się na ten krok i tak postanowiła opowiedzieć czytelnikom swoją historię. Jak już wspomniałam wcześniej, z tego świata chciałabym otrzymać więcej powieści. Może autorka zdecyduje się napisać coś więcej o Auguście? Myślę, że wielu czytelników ucieszyłaby dalsza eksploracja świata wykreowanego przez Victorię Schwab z przewodnikiem w postaci Augusta! Niezaprzeczalnie w tej serii tkwi potencjał na inne historie i mam nadzieję, że autorka go wykorzysta. Jeżeli nie, to niestety będę musiała się zadowolić moimi domysłami, co do dalszych losów Prawdziwości i Dobrobytu.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!


K.N.Haner - Zapomnij o mnie [PRZEDPREMIEROWO]


Muszę przyznać, że już dawno nie wyrobiłam się z recenzją przed premierą książki, ale może to ze względu na to, że i ta premiera jest w pewnym sensie wyjątkowa? O jakiej powieści mowa?

K.N.Haner to już naprawdę dobrze znany pseudonim i swego rodzaju marka znana w środowisku. Kasia szybko zawędrowała na listy książkowych bestsellerów za sprawą swoich powieści z pieprzykiem. Autorka sama zamknęła się w jednym gatunku, robiąc to w pełni świadomie. Czytelniczki sięgając po jej książki doskonale wiedzą czego się spodziewać. Właśnie dlatego premiera Zapomnij o mnie będzie wyjątkowa. Kasia pierwszy raz sięgnęła po gatunek new adult. Czy ta zmiana wyszła jej na dobre?

Tytuł: Zapomnij o mnie
Autor: K.N.Haner
Wydawnictwo: Kobiece
Data premiery: 30 sierpnia 2018 r.

Marshall ma 28 lat i w życiu popełnił błąd, który rzucił cień na całą jego przyszłość. W celu ucieczki od swojego dawnego życia przeprowadził się do Nowego Jorku. Chce wierzyć, że nowa praca, nowe miejsce będą oznaczać dla niego nowe życie. 

Para studentów szuka współlokatora, tak właśnie poznają Marshalla, który od razu się do nich wprowadza. Tu zaczyna się też historia Marshalla i Sary. Dziewczyny nie odstraszają ani tatuaże, ani groźny wygląd chłopaka, wręcz przeciwnie zaczyna go prowokować, z każdym dniem coraz bardziej. Powoli w Marshallu budzą się uczucia, których istnienia u siebie nie podejrzewał. Sara skrywa w sobie wiele tajemnic, a każda z nich jest bardziej niebezpieczna od drugiej. Im bardziej Marshall się do niej zbliża tym mocniej wkracza w niebezpieczną grę. Sara jest na krawędzi i w szybkim tempie zmierza w kierunku autodestrukcji. Czy Marshall zdoła ją uratować?


Męska narracja nadaje tej powieści unikalny klimat i trzyma czytelnika w napięciu. Podobnie jak wiele niedomówień, odsłanianie tajemnic krok po kroku, z wyczuciem, tak aby czytelnik cały czas na coś czekał. Jednak to wszystko nic... Autorce pierwszy raz naprawdę udało się wykreować spójnych, realnych bohaterów, którzy nie chwieją się jak chorągiewki na wietrze i nie zachowują się irracjonalnie (bywają czasami denerwujący, żeby nie było), są jednak realni w swoich zachowaniach, wyborach, które podejmują, a przede wszystkim emocjach, które nimi kierują.

Powieść porusza wiele różnych tematów, m.in. sposobów zatarcia własnej przeszłości, stereotypów, akceptacji siebie, konfliktów rodzinnych, kłamstw z których trudno się wyplątać, sekretów którymi nie można się z nikim podzielić, a także zmierzania do autodestrukcji na własne życzenie. Autorka nie ułatwia życia swoim bohaterów, co rusz rzucając im kłody pod nogi i nie pozwala im uwolnić się od dramatu, który na nich czyha. 


Zapomnij o mnie żądzą emocje, przepełniają one dosłownie każdą kartę powieści, a autorka z ich pomocą funduje czytelnikom emocjonalny rollercoaster, o którym trudno zapomnieć nawet po przeczytaniu powieści. Przy tym powieść ta jest znacznie dojrzalsza niż pozostałe w dorobku twórczym autorki. Jest to bowiem powieść niezwykle przemyślana, dojrzała i do pewnego stopnia wyważona. 


Akcja powieści gna przy tym wszystkim na łeb na szyję i chociaż czasami wydaje się odrobinę nierealna, to bez wątpienia nie daje czytelnikowi żadnej szansy na wytchnienie. A finał rozbije w drobny mak niejedno delikatne serduszko. Muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie, bardzo pozytywnie. Nie sądziłam, że posunie się tak daleko, ale dzięki temu ta powieść wyróżnia się jeszcze bardziej na tle innych.


Jest on. Jest ona. Jest bagaż doświadczeń. Jest miłość. Niby new adult jak się patrzy, a jednak nie do końca... K.N.Haner do tej pory pisała same powieści z pieprzykiem i najwyraźniej autorce trudno porzucić swoje dawne przyzwyczajenia na rzecz nowego gatunku, dlatego miejscami wydawać się może, że nie mamy do czynienia z powieścią NA, chociaż to bez wątpienia znacznie delikatniejsza wersja autorki. 

NA to oczywiście gatunek nie tylko specyficzny, swego rodzaju wyjątkowy, ale także pojemny. Wykreowana przez autorkę fabuła powieści oraz kaliber doświadczeń bohaterów wydają się odrobinę naruszać granice NA i zapewne nie przekonają wiernych fanów tego gatunku, jednakże to co w NA stawiać zawsze powinniśmy na pierwszym miejscu to emocje, a tego bez wątpienia nikomu nie zabraknie.


Zapomnij o mnie to zapewne jeden z najlepszych tytułów w dorobku autorki. I chociaż to NA zawiera więcej scen erotycznych niż przeciętna powieść tego typu, to ogromny ładunek emocjonalny, realistyczne konstrukcje bohaterów i ich niebagatelny bagaż doświadczeń bez wątpienia zainteresują czytelników.


Więc...

Czy pierwszy tytuł new adult bestsellerowej 
polskiej autorki K.N.Haner przypadnie Ci do gustu? 

Przekonaj się sama!




Wszystkie grafiki w niniejszym poście pochodzą z fanpage'a autorki. Nie mogłam się im oprzeć.




Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Mark Sullivan - Pod szkarłatnym niebem



Wyjątkowe powieści wyróżnia to, że wyczuwa się w nich ten wyjątkowy klimat, który może powstać tylko dzięki włożonemu w opowiadaną historię sercu i duszy. Uwielbiam czytać takie książki i to właśnie przez takie historie pokochałam czytanie. Kiedy w moje ręce trafiło „Pod szkarłatnym niebem” Marka Sullivana nie przypuszczałam, że będzie to książka wywoła we mnie tyle emocji. Zdecydowanie jest to jedna z tych wyjątkowych historii, które trzeba poznać.

Tytuł: Pod szkarłatnym niebem
Autor: Mark Sullivan
Wydawnictwo: Edipresse Książki

„Pod szkarłatnym niebem” to  znajduje się fabularyzowana, prawdziwa historia doświadczeń młodego włoskiego chłopca z czasów drugiej wojny światowej. Sam bohater tej całej historii – Giuseppe Pino Lella, nigdy nie mówił o swoich wojennych wyczynach, dopóki nie osiągnął sędziwego wieku. Jego wspomnienia zainspirowały Marka Sullivana do przeniesienia tej historii na papier i zapoznania z nią całego świata. Tak oto powstała oparta na faktach historia młodego Pino Lelli, zwyczajnego włoskiego nastolatka, któremu nie dane było, tak jak i wielu jego rówieśnikom, przeżywać radosnej młodości z powodu ogarniającej całą Europę wojny. To historia chłopca, który w czasie drugiej wojny światowej najpierw pomagał żydowskim rodzinom w ucieczce z karju przez Alpy, a później został kierowcą jednego z najpotężniejszych nazistowskich generałów we Włoszech.


Druga wojna światowa przyczyniła się do powstania wielu wyjątkowych historii. Są to opowieści o walce z okupantem, horrorze wojny, rozdzierającej serce rozpaczy i przede wszystkim niegasnącej nadziei. „Pod szkarłatnym niebem” jest jedną z tych wyjątkowych historii i bardzo się cieszę, że została ona opowiedziana. Co prawda, autor pokusił się tu na pewne podkoloryzowanie wspomnień Giuseppe Lelli, tak by składały się w przystępną dla czytelnika całość, ale równocześnie również postarał się o to, by za bardzo nie zmieniać wszystkich wydarzeń. Nie jest to dokładny opis zdarzeń z przeszłości Lelli, ale umiejętnie napisana historia, która tymi wspomnieniami jest inspirowana. Autor przeznaczył naprawdę bardzo dużo czasu na to, by napisać historię młodego włoskiego chłopca w sposób jak najbliższy prawdziwym wydarzeniom z zachowaniem historycznych faktów i z zadbaniem o każdy szczegół.


 „Nigdy nikomu nie mówiłem o mojej wojnie, Bob. Ale ktoś bardzo mądry powiedział mi kiedyś, że otwierając nasze serca i ukazując blizny, stajemy się ludzcy, ułomni i cali. Chyba jestem gotów, by stać się całością.”

Historia ta jest dobrze opowiedziana i wciąga już od pierwszych stron. Wywołuje ona wzruszenie i  łamie serca. Nie da się obok niej przejść obojętnie. „Pod szkarłatnym niebem” ukazuje nie tylko losy samego Lelli, ale również pokazuje czytelnikowi aspekty drugiej wojny światowej, o której nie mówi się aż tak często, ze względu na to, że w Polsce przykładamy wagę do poznania przede wszystkim historii naszego kraju. Dlatego byłam zafascynowana możliwością przeczytania o włoskim ruchu oporu oraz o ratowaniu i ucieczce Żydów z Włoszech poprzez szlak w Alpach. Nie są to tematy, na które często możemy natknąć się w historycznych opracowaniach, z tego powodu doceniam autora, że podjął się tak mało popularnego tematu.


Mark Sullivan stworzył powieść nasyconą różnego rodzaju emocjami, które przez postacie z książki wyzierają praktycznie z każdej strony. Autor miał ułatwione zadanie, ponieważ tworzył bohaterów na bazie wspomnień, jednak należy zaznaczyć, że również i w tym przypadku włożył wiele pracy, by odwzorować portrety ludzi, którzy żyli w tamtych trudnych czasach. Jego bohaterowie są pełno wymiarowi i przeżywają zarówno rozpacz, strach, dezorientację, nienawiść, jak i radość, ulgę, nadzieję oraz miłość. Porywająca narracja, interesujące tło historyczne, wyjątkowi bohaterowie - to wszystko składa się w spójną całość i niesamowicie urzekającą historię, którą pochłania czytelnika bez reszty.


"Wracam do domu. Będę niedocenianym bohaterem. Dobro. Zło. To wszystko jest kwestią perspektywy, prawda?"

Warto mieć ten tytuł na uwadze, ponieważ z tego, co się zorientowałam, prawdopodobnie historia ta zostanie przeniesiona na srebrny ekran. Więc jeżeli też wolicie najpierw zapoznać się z książką, a później z ekranizacją, to koniecznie musicie niedługo sięgnąć po tę pozycję! 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki!





K.N.Haner - Piekielna miłość

Pierwszy tom serii Zakazany układ pokazał, że autorka potrafi wyjść poza schemat powieści erotycznej i zepchnąć sceny oprószone pieprzem na boczny plan, a w sam gatunek tchnąć nutę świeżości. Czy o drugim tomie można powiedzieć to samo?


Nicole
Czasami jedna chwila już na zawsze odmienia nasze życie. Kto powiedział jednak, że powinniśmy poddawać się temu, co przyniósł nam los? Dlaczego nie możemy się zbuntować, powiedzieć dość i zrobić wszystko po swojemu? Może dlatego, że nie mamy na to sił?

Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że nie poznaję samej siebie. W lustrze widzę zupełnie obcą kobietę. Jedynie czego pragnę, to zapomnieć o tym, co mnie spotkało. Niestety każdy dzień przypomina mi, że tak naprawdę nic nie znaczę. Nie mam nic. Nie mam serca. Duszy. Przyszłości. 


Marcus
Dojdę do samych bram piekieł, by ją odnaleźć, i wyrwę ją ze szponów tego, który chce nas zniszczyć. Poświęcę wszystko, co mam. Oddam duszę, która znowu żyje właśnie dzięki niej.

Zmieniłem się. Kiedyś wszystko, co robiłem, robiłem ze złości i poczucia niesprawiedliwości. Żyłem nienawiścią, pragnąłem zemsty na tych, którzy tak naprawdę nie powinni mnie obchodzić. Dobiłem do dna, a wtedy poznałem Nicole i to ona sprawiła, że zacząłem piąć się w kierunku światła. Teraz robię wszystko z miłości do tej jedynej. Nicole to moja miłość. Piekielna miłość.


Tytuł: Piekielna miłość
Autor: K.N.Haner
Wydawnictwo: Editiored

Nie chcę Wam w żadnym stopniu zaspoilerować drugiego tomu. Dzieje się tam tak wiele, że mogłabym przez przypadek ujawnić stanowczo zbyt wiele, więc wyjątkowo pominę tę część recenzji. Zdradzę Wam tylko, że do zrozumienia wydarzeń Piekielnej miłości konieczne jest zapoznanie się z pierwszym tomem, a z Zakazanym układem bez wątpienia warto się zapoznać.

Od samego początku akcja gna na łeb na szyję, a utkana jest z nici wielobarwnych emocji. Znajdziemy w niej cierpienie, zdradę, rozczarowanie, nienawiść, zazdrość i miłość w każdej możliwej postaci. Bohaterowie zostają postawieni w anormalnych sytuacjach motywacyjnych, w których niejednokrotnie muszą wykazać się opanowaniem, przebiegłością lub wyrachowaniem. 

Nie obwiniaj się za rzeczy, 
na które nie masz wpływu

Powieść jest naciągana i oparta na kilkunastu sztampowych rozwiązaniach pomimo tego autorce udało się stworzyć klimat powieści gangsterkiej. Wielkie pieniądze, tony narkotyków, nielegalna broń i seksowe kobiety. W tym świecie jest miejsce zarówno na nienawiść, jak i miłość, ból, cierpienie, radość i zwycięstwo, ale nie ma w nim ani grama romantyzmu.

Co do kreacji bohaterów to większość z nich jest wyrazista i świetnie wpisuje się w klimat stworzonej powieści. Gangsterzy i skorumpowani policjanci zdecydowanie nie są miłymi, spokojnymi facetami z sąsiedztwa. Na swoich rękach mają krew i najlepszy towar w mieście. W każdej chwili gotowi są podjąć największe ryzyko by ocalić to co osiągnęli idąc po trupach do celu. Jedyną wadliwą postacią w tym zestawieniu jest irytująca i rozchwiana emocjonalnie Nicole, choć to w pewnym stopniu jest uzasadnione.

Tylko ludzie bez celu i sensu życia 
boją się śmierci

Jak zwykle w tej książce widać progres. Autorka poprawia swój warsztat i rozwija własny styl, który pozwolił jej zdobyć tytuł Królowej Dramatów nie bez powodu. Haner w każdej książce funduje swoim czytelników emocjonalny roller coaster, a Piekielna miłość nie jest wyjątkiem, wręcz przeciwnie może być tego flagowym przykładem.

Podsumowując Piekielna miłość, to słodko-gorzka opowieść pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów narażając ich na emocjonalny roller coaster. To bez wątpienia świetne zwieńczenie serii.


Za egzemplarz recenzencki 
dziękuję autorce i wydawnictwu


Adriana Locke - Poświęcenie


Pierwszy raz otrzymałam książkę z wyraźnym listownym ostrzeżeniem – „… ta historia może połamać Twoje serce na milion kawałków”. Potraktowałam to jako wyzwanie i pewnego letniego wieczoru uzbrojona w chusteczki zasiadłam do „Poświęcenia” Adrianny Locke.

Tytuł: Poświęcenie
Autor: Adriana Locke
Wydawnictwo: Szósty Zmysł

„Poświęcenie” jest nowością wydawniczą od Wydawnictwa Szósty Zmysł, które na rynku wydawniczym już od prawie roku pobudza zmysły przede wszystkim czytelniczek pragnących kobiecej literatury z nutką pieprzu lub po prostu gorących erotyków (Arsen, Pucked). Jak już wiecie, nie jestem fanką erotyków, dlatego dla siebie postanowiłam wybierać powieści, które nie mają wiele scen erotycznych, a które mimo wszystko niosą ze sobą pewien ładunek emocjonalny. Taką powieścią jest właśnie „Poświęcenie” Adriany Locke.


„Najsilniejszymi są nie ci, którzy wszędzie się tym chwalą, lecz ci, którzy toczą walki tak że nikt inny tego nie widzi.”

 „Poświęcenie” jest historią Julii i Crew, których w przeszłości łączyło bardzo wiele. Teraz łączą ich przede wszystkim tragedie. Julia ledwo wiąże koniec z końcem po utracie męża, pracując na dwa etaty by zapewnić sobie i swojej córce Everleigh dach nad głową. Nie ufa Crew, ponieważ w chwilach próby zawiódł ją już nie raz, na każdym kroku stara się odrzucać jego pomoc, bo nie chce żyć na czyimś poczuciu winy. Ten niewygodny pomiędzy nimi impas zerwie kolejna tagedia, podczas której Crew może odnajdzie swoją szansę na odkupienie.


„Kiedy się kogoś kocha, człowiek jest gotowy poświęcić samego siebie.”

Nie będę tego ukrywać, „Poświęcenie” jest bardzo przewidywalną książką. Już po pierwszych 10 stronach mniej więcej ułożył mi się w głowie zarys całej historii oraz tego, jak się ona potoczy. Nie odebrało mi to jednak radości z samego czytania, ponieważ powieść Adriany Locke czyta się naprawdę bardzo dobrze. Bardzo dobry styl autorki oraz świetne tłumaczenie Klaudii Wyrwińskiej sprawiają, że przez tę książkę się po prostu płynie i nie sposób jej odłożyć. Pewnie chcecie wiedzieć, czy chusteczki, które przygotowałam mi się przydały? Raz rzeczywiście tak. To powieść, która naprawdę potrafi łamać serca. Autorka doświadcza bohaterów bardzo ciężkimi tragediami i nie sposób przejść obok ich losów obojętnie. Dlatego jeżeli jesteście wrażliwi to lepiej miejcie coś pod ręką na otarcie łez.


„Zamiast tego odwracam się, dotykam jej twarzy i patrzę głęboko w oczy. Mam nadzieję, że widzi w nich to, co czuję. Mam nadzieję, że widzi, że kochałem ją od dnia, w którym ją zobaczyłem. Mam nadzieję, że widzi, że będę ją kochał aż do śmierci.”

Bardzo polubiłam główną bohaterkę – Julię. To naprawdę silna kobieta, którą życie wyjątkowo okrutnie doświadczyło. Nie ukrywa, że jest jej ciężko i że czasem po prostu nie daje rady być silna. Jest gotowa poświęcić wszystko dla swojej ukochanej córeczki, dlatego pracuje jak najciężej i daje z siebie wszystko by zapewnić im utrzymanie. W pełni rozumiem to, że trudno jest jej zaufać Crew. Nawet na pewnym etapie powieści podziwiałam ją za to, że jest w stanie ponownie mu w pewnych kwestiach zaufać. Jeżeli chodzi jednak o postać męską, czyli Crew, to jest on takim typowym bad boy’em, który najchętniej uciekałby od wszystkich problemów. Kiedy dochodzi do kolejnej tragedii, postanawia już więcej nie szukać rozwiązania w ucieczce i staje naprzeciw wszelkim trudnościom. Przytłaczające go poczucie winy sprawia, że staje się on postacią z kompleksem bohatera – jest gotów na najwyższe poświęcenie byleby tylko odkupić swoje winy. Mimo że w jego zachowaniu można by się upatrywać chodzącego ideału, to jednak tak nie jest. Crew ma swoje wady i nawet niektórymi zrachowaniami czy myślami wzbudzał we mnie zdenerwowanie i irytację. Nie mogę mu jednak odmówić tego, że w obliczu nowej katastrofy zachodzi w nim całkowita przemiana. Jest w stanie porzucić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia i poświęcić wszystko dla Julii i Everleigh.

Jeżeli czujecie niedosyt w pięknych łamiących serce historiach, które niosą ze sobą nadzieję na lepsze jutro oraz pokazujących, że zawsze warto walczyć w imię miłości i rodziny, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po „Poświęcenie”. Mimo że na początku autorka zrzuca na bohaterów same tragedie, to później daje im czas na walkę i odkupienie. Można powiedzieć, że jest to historia wtórna, jednak zapewniam Was, że jest napisana w taki sposób, że będziecie mogli przyjemnie spędzić z nią czas.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł!


Greg Sestero, Tom Bissell - Disaster artist. Z planu najlepszego złego filmu świata



Czy słyszeliście o filmie „The Room”? A może widzieliście gdzieś ostatnio tytuł filmu „The Disaster artist”? Jeżeli tak, to pewnie już się domyślacie, o czym będzie dzisiejszy tekst. Natomiast jeżeli jakimś cudem nie kojarzycie żadnego z powyższych tytułów, to czuję się zaszczycona zapoznać Was z niezastąpionym Tommym Wiseau!

Tytuł: Disaster artist. Z planu najlepszego złego filmu świata
Autor: Greg Sestero, Tom Bissell
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka

„The Room”, amerykański film wyreżyserowany, napisany i wyprodukowany przez Tommy’ego Wiseau, który również wcielił się w nim w główną rolę. To jeden z najgorszych filmów wszech czasów, który mimo że powinien wraz z innymi okropnymi produkcjami pójść w zapomnienie, to stał się kultowy. Ten film jest tak zły, że aż śmieszny. Pełen zapadających w pamięć, poniekąd ikonicznych momentów („O. Hi Mark” czy „You're Tearing Me Apart, Lisa!”) stał się produkcją, która mimo będąc skazaną na totalną porażkę, pokrętną drogą otworzyła sobie okno na świat.


Z tym przeciwieństwem arcydzieła miałam okazję zapoznać się już parę lat temu. Nie mogłam uwierzyć, że taki film w ogóle powstał. „The Room” jest pełen absurdalnych oraz żenujących scen, tragicznej gry aktorskiej i niewyobrażalnie złych efektów specjalnych. Ten film to istne szaleństwo i tylko szaleniec mógł zrealizować ten projekt do końca. Tym szaleńcem okazał się Tommy Wiseau. Postać absolutnie tajemnicza i również w pewnym sensie przerażająca. To on, twórca najgorszego filmu na świecie, stał się bohaterem sprzedawanej w wielu krajach książki „Disaster artist” oraz świetnego filmu, będącego adaptacją tej książki, który został nominowany do wielu prestiżowych nagród i parę z nich wygrał. Jak tylko dowiedziałam się, że książka „Disaster artist” zostanie wydana w Polsce, wiedziałam, że nie będę mogła odmówić sobie jej lektury, zwłaszcza jeżeli jednym z jej autorów jest nie kto inny jak Greg Sestero – przyjaciel Tommy’ego i odtwórca jednej z wiodących ról w „The Room”.

„Ten siedzący naprzeciwko mnie człowiek nie miał żadnego zauważalnego talentu, wszystko robił żle, nie chciał zdradzić swojego wieku ani pochodzenia, a nauczenie się czegoś, co większość ludzi opanowałaby w pięć sekund, zajmowało mu godzinę. A jednak, w tamtej krótkiej chwili, uwierzyłem mu. Uwierzyłem, że mógłby mieć własną planetę.”

Czytając wspomnienia Graga Sestero poznajemy, jak naprawdę wyglądała praca nad jednym z najgorszych filmów w historii oraz przede wszystkim dane jest nam bliżej poznać tajemniczego Tommy’ego Wiseau. Kiedy ksiązka ta w końcu trafiła w moje ręce zaczęłam mieć pewne obawy. Czy czeka na mnie właśnie 400 stron, na których non stop wyśmiewany będzie Tommy i jego ekscentryczne zachowanie? Czy „Disaster artist” ma do zaoferowania więcej niż tylko śmieszki z najgorszego filmu w historii kina? Całe szczęście szybko wyzbyłam się tych myśli i powiem Wam, że książka ta znacznie przekroczyła moje oczekiwania!


„Disaster artist” pokazuje mnóstwo niezwykle dziwnych nawyków i cech Tommy’ego. To jak żył, jego podejście do „The Room” oraz to jak bardzo strzegł swojej prywatności. Bardzo się cieszę, że w tej powieści jego zachowania nie zostały jakoś specjalnie napiętnowane i że nie zadrwiono z niego. Sam Tommy mimo że nie jest rodowitym Amerykaninem, a według jednej z hipotez możliwe, że jest Polakiem, realizuje swój amerykański sen.  Wiseau chciał naprawdę zrobić niesamowity film i wierzył głęboko, że to mu się uda. Jego porażka w oczach czytelnika, który dowiedział się o jego przykrych doświadczeniach życiowych oraz o tym ile czasu i wysiłku włożył w ten film, wywołuje w pewnym sensie smutek i przejęcie. Każdy z nas pewnie marzy o czymś wielkim i nie chciałby by jego marzenia zostały wyśmiane przez cały świat, jak to się stało z „The Room”, dlatego trudno jest nie czuć choć odrobiny współczucia do Tommy’ego.

Książka ta nie jest tylko o tym, jak szalony jest Tommy Wiseau i jego film, ale również o tym jak to jest być marzycielem usilnie podążającym za swoimi marzeniami. Greg Sestero postanowił również podzielić się z czytelnikami, oprócz swoich doświadczeń związanych z filmem, również swoją historią początkującego aktora. Możemy prześledzić jego aktorskie początki, na które składały się nieudane przesłuchania, próby zdobycia agentów, małe wpadki i frustracje związane z niepowodzeniami oraz jego początki przyjaźni z Tommym.


Jest to historia niezwykle pouczająca i zabawna. Dawno tak się nie śmiałam podczas lektury, zwłaszcza z czasem absurdalnych pomysłów Tommy’ego. Czasami nawet miałam wrażenie, że historia, którą czytam nie mogła wydarzyć się naprawdę. Przecież tak barwa postać jaką jest Tommy Wiseau nie może być prawdziwa! A jednak. „Disaster artist” jest fascynującą, słodko-gorzką historią powstania najgorszego filmu wszechczasów. Jeżeli nie widzieliście jeszcze tego anty-arcydzieła, to koniecznie musicie obejrzeć „The Room”, a następnie sięgnąć po jego dopełnienie – „Disaster artist. Z planu najlepszego złego filmu świata”.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!