Anne Bishop - Filary Świata [PREMIEROWO]



Anne Bishop po raz kolejny to zrobiła. Stworzyła świat, który pochłonął mnie bez reszty i w który uwierzyłam całym moim czytelniczym sercem. Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Initium postanowiło sięgnąć po jej starszą twórczość, dzięki czemu dane nam będzie w całości poznać trylogię „Tir Alainn”, która jak na razie zapowiada się wyśmienicie!

Tytuł: Filary Świata
Autor: Anne Bishop
Wydawnictwo: Initium

Przejścia pomiędzy Krainą Czarów – Tir Alainn, a światem śmiertelników zaczynają się zamykać izolując mieszkające za przejściami klany. Kiedy liczba dróg między tymi dwoma światami niebezpiecznie maleje, ignorujący do tej pory sytuację Fae zaczynają się niepokoić próbując znaleźć wyjaśnienie w przychodzących z daleka wieści i pieśniach. Stare Miejsca umierają i tylko odnalezienie Filarów Świata może pomóc w zachowaniu równowagi między światami i ocaleniu potężnych niegdyś Fae. Nadchodzi Letni Księżyc, a wraz z nim ogromne zmiany nie tylko w życiu młodej czarownicy Ari, ale również w całej krainie Sylvalan, do której przybyło ogromne zło…


„Jesteśmy wiedźmami. Nie zaprzeczaj temu. (…) Każda z nas sama musi zdecydować, czy uzna to za dar, czy za brzemię. Ale to tylko słowo, dziecko, i tylko ty możesz zdecydować, co będzie ono oznaczać. Jeśli pozwolisz, by inni określali, kim jesteś, pozwolisz odebrać sobie największą moc ze wszystkich”.

Do Anne Bishop czuję ogromny sentyment. Jej serie zawsze zapewniały mi wiele rozrywki i przyjemności z czytania, zwłaszcza „Czarne Kamienie”, dlatego z ogromną ekscytacją przyjęłam widomość o tym, że będziemy mogli zapoznać się z trylogią fantasy „Tir Alainn”, którą autorka napisała ponad piętnaście lat temu! Uważam, że podkreślenie czasu, w którym ta seria powstała już na wstępie jest bardzo ważne, zwłaszcza na fali ogromnej popularności, którą cieszy się seria „Dwory” Sarah J. Maas. Nie jest tajemnicą, że Sarah J. Maas czerpała inspiracje do swoich powieści od Anne Bishop, co było dla mnie jasne zwłaszcza, gdy dostrzegłam wiele podobieństw między serią „Czarne Kamienie” a Dworami. Jednakże dopiero teraz widzę, jak bardzo autorka, która powołała do życia Feyre i Rhysanda, oparła się na twórczości Anne Bishop. „Filary Świata” są w moim odczuciu bardzo zbliżone do „Dworów”, dlatego poczułam się w obowiązku poinformować czytelników o tym komu w tym wypadku należy się pierwszeństwo w pomyśle na świat i bohaterów.


 „Pomyśl o czymś innym, nakazała sobie stanowczo. Twoje myśli są twoją wolą, sprowadzasz na siebie to, czego chcesz.”

 „Tir Alainn” jest serią całkowicie magiczną. Mamy tu pięknie przedstawiony świat, który dzieli się na dwa różne – duchowy i naturalny. Autorka podczas całej powieści poznaje nas z prawami rządzącymi tym światem ujawniając fakty, o których nawet sami bohaterowie nie mieli pojęcia. To bardzo bogaty świat, pełen harmonii i piękna, ale który został zatruty przez nienawiść i drzemiące w zdradzonych sercach zło, co stało się katalizatorem do zmian, które w nim zachodzą i do walki, którą muszą podjąć bohaterowie. Anne Bishop ma absolutny talent do czarowania swoich czytelników magią wykreowanych przez siebie światów. Sprawia to, że jej książki czyta się z największą przyjemnością i naprawdę trudno się od nich oderwać i tak samo jest w przypadku „Filarów Świata”. Problemy, które w nich zaszczepia stają się aktualne również i w naszym świecie, dlatego bardzo łatwo wczuć się w sytuacje poszczególnych bohaterów i zrozumieć ich motywacje.  


To co charakterystyczne jest dla książek Anne Bishop to, to, że jest to bardzo feministyczne fantasy. Jest to bardzo widoczne w „Czarnych kamieniach” i również w „Tir Alainn”, ale, co warto zaznaczyć, w mniejszym stopniu. W tej nowej serii autorka wręcz umieszcza na przeciwwadze do mocnej kobiecości Czarne płaszcze wraz z głównym antagonistą, czyli Adolfo – brutalnym, skrzywdzonym w dzieciństwie szowinistą. Charakterystyczne dla postaci kobiecych w twórczości Anne Bishop jest to, że w znacznej większości są to kobiety dysponujące ogromną siłą i wyrazistym charakterem. Silne nie tylko na zewnątrz, ale również i w środku wspaniałe kobiety, a nawet i dziewczynki, które w tą kobiecość dopiero wchodzą. Autorka pokazuje nam postacie kobiece doświadczone przez życie, które poddawane są wielu próbom i nierzadko również pisze dla nich okrutny i brutalny scenariusz. To one w jej powieściach grają główne skrzypce i tak samo robią to główne bohaterki „Filarów Świata”. Każda z nich uosabia inny rodzaj kobiecości, inną siłę, co sprawia, że każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa. Postacie męskie w pierwszym tomie serii „Tir Alainn” stoją w cieniu do postaci kobiecych, jednakże nie wolno i o nich zapominać, w szczególności o wspaniałym Neallu czy Ahernie oraz tajemniczym i potężnym Lucianie. Ujawnia się tym samym kolejna zaleta tej serii, którą jest mnogość bardzo dobrze przedstawionych bohaterów.

Jeżeli chodzi o samą akcję to płynie ona swoim torem z znacznym przyspieszeniem pod sam koniec powieści. Nie ma się co dziwić temu zabiegowi, ponieważ „Filary Świata” są pierwszym tomem i autorka potrzebowała trochę czasu na zapoznanie czytelnika z tym światem, co moim zdaniem udało jej się perfekcyjnie. Z początku możecie czuć się trochę zagubieni w „Tir Alainn”, jednak zapewniam Was, że wkrótce potem zostaniecie pochłonięci przez ten świat bez reszty. Fabuła moim zdaniem jest bardzo ciekawa i angażująca. Mimo tego, że może wydawać się schematyczna i odkrycie głównego zwrotu akcji nie zajmie uważnemu czytelnikowi długo, zwłaszcza, że śledzimy losy wielu bohaterów naraz, to nie sposób zaprzeczyć, że to, co dzieje się pomiędzy bohaterami i w tym świecie budzi ogromne czytelnicze emocje.


„Z radością się poznaliśmy, z radością rozstaliśmy, z radością spotkamy ponownie.”

Bardzo cieszę się, że „Filary Świata” to zaledwie początek nowej serii Ann Bishop. Mimo że książka ta równie dobrze sprawdziłaby się jako jednotomówka, to czułabym ogromny niedosyt tego świata i bohaterów, gdyby nie powstało więcej powieści w nim osadzonych. Z tego co zdążyłam się już dowiedzieć seria ta jest trylogią, wobec czego przed nami jeszcze dwa akty tej magicznej historii. Boję się tylko, że nie wystarczy to na zaspokojenie mojego apetytu na tę serię, zwłaszcza, że czuję ogromny niedosyt po „Czarnych Kamieniach”, a miały one tylko dziewięć (!) tomów. Jestem również bardzo ciekawa, czy nadal będziemy śledzić historię tak, jak to było do tej pory, czy może autorka przedstawi nam całkowicie nowych bohaterów. Niemniej już nie mogę się doczekać premier następnych tomów w Polsce, o których na pewno w przyszłości tu przeczytacie!

W książce nie została zawarta niestety mapka świata, wobec tego dla dociekliwych przesyłam adres strony autorki, na której została ona umieszczona: https://www.annebishop.com/s.tir.alainn.map.html

Kay Redfield Jamison - Niespokojny umysł



Z książką „Niespokojny umysł” spotkałam się przy okazji jej ponownego wydania nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. Mimo że nie studiowałam psychologii, ani nie czytałam wielu naukowych publikacji związanych z tym tematem, to jednak na mojej czytelniczej ścieżce zdarzało mi się sięgnąć po pozycje związane z tym tematem. Zaciekawiona opisem książki Kay Redfield Jamison postanowiłam po nią sięgnąć i bardzo się cieszę, że to uczyniłam, ponieważ „Niespokojny umysł” jest naprawdę kawałkiem solidnie napisanej książki opisującej psychozę maniakalno-depresyjną. Chorobę, która niestety do tej pory często uchodzi w opinii niektórych osób za wydumaną i nieistniejącą.

Tytuł: Niespokojny umysł
Autor: Kay Redfield Jamison
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Niezaprzeczalnie „Niespokojny umysł” jest wyjątkową książką. Nie dość, że autorka sama cierpi na psychozę maniakalno-depresyjną, to również sama prowadzi badania nad tą chorobą, stając się tym samym jednym z czołowych ekspertów w tej dziedzinie. Wobec czego możemy z pierwszej ręki poznać przemyślenia dotyczące tej dotkliwej choroby od osoby, która ma z nią osobiste jak i naukowe doświadczenie. Kay Redfield Jamison pisze w sposób akademicki, ale i przystępny dla zwykłego czytelnika, dzieląc się z czytelnikiem w tym wyjątkowo osobistym i szczerym pamiętniku swoim życiem pokazując, jak wyglądały i wyglądają jej zmagania z chorobą maniakalno-depresyjną.


To co pojawia się bardzo często przy recenzjach tej książki jest uznanie odwagi autorki za napisanie „Niespokojnego umysłu”. Uważam, że każdy, kto zapozna się z tą książką całkowicie zgodzi się z tym stwierdzeniem. Kay Redfield Jamison podjęła bardzo duże ryzyko dzieląc się ze światem swoimi osobistymi doświadczeniami. W imię niesienia pomocy innym ludziom dotkniętym tą chorobą oraz uświadomienia innych, nawet z nią nie związanych, otworzyła swoje życie prywatne na widok każdego z nas.  Ponadto poddała pod wątpliwość swoją karierę naukową i wiarygodność swoich badań w związku z tym, że sama cierpi na chorobę, którą de facto bada.


Bardzo ciężko pisać jest o chorobach psychicznych. Zwłaszcza o manii, która często może ulec tak zwanemu zromantyzowaniu. Wynika to z tego, że mania często dla postronnych osób wygląda bardzo interesująco. Nie kojarzy się ona w opinii wielu osób z chorobą psychiczną, ponieważ, co może być złego w osobie, która ma za dużo energii czy jest do przesady bardzo gadatliwa? To prawda taki stan jest zachęcający, posiadanie takiej ogromnej energii. Ale nic nie przychodzi bez swojej ceny. Jak podkreśla autorka, ciężko dla niej było przyjmować leki, które wyciszały przejawy manii, ponieważ nie było to dla niej komfortowe i znacznie hamowało jej życie.   

Kay Redfield Jamison nie kreuje się w książce na ofiarę. Sama odkrywa w sobie nękającą ją chorobę i postanawia, że nie może jej dłużej ignorować. Decyduje się na podjęcie z nią walki i co ciekawe nie obwinia biologii, genów czy losu, tylko po prostu zdaje sobie sprawę, że jeśli chce swojego życia, będzie musiała dokonać w nim pewnych zmian. Bardzo spodobało mi się to, że autorka w swojej książce nie daje w pełni wskazówek mówiących, jak przezwyciężyć tę chorobę, ponieważ sama do tej pory nieustannie z nią walczy. Podkreśla również w swoim pamiętniku to, jak trudno jest dla osób cierpiących na choroby psychiczne powziąć decyzję o podjęciu leczenia. Psychozę maniakalno-depresyjną bardzo trudno leczyć. Nawet będąc w pełni zdrowym w danym okresie czasu nie można być pewnym, czy choroba ta nie powróci niespodziewanie ze zdwojoną siłą. Dlatego tak ważna jest odpowiednia opieka i nie poddawanie się podczas procesu leczenia, który jak mówi autorka często jest wyczerpujący, a nawet i ponad ich siły chorego, co sprawia, że niektórzy po prostu rezygnują z leczenia. 


„Niespokojny umysł” jest książką wartą przeczytania. Będę zachęcać do jej lektury każdego, ponieważ uważam, że można bardzo dużo wynieść z poznania historii Kay Redfield Jamison. W szczególności warto zapoznać z tą pozycją osoby, które marginalizują choroby psychiczne. Uważają je za wymysły dzisiejszych czasów, a ludzi na nie cierpiących traktują z pogardą. „Niespokojny umysł” jest historią napisaną przez życie. Prawdziwą, szczerą i uczciwą. Bez upiększeń i zbędnych dodatków. Moim zdaniem jest lekarstwem przede wszystkim na obojętność, pomagającą czytelnikowi lepiej zrozumieć innych, a nawet i siebie.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!


Ashley Poiston - Geekerella



„Geekerella” jest jednym z wielu retallingów klasycznych baśni, które w ostatnich latach pojawiły się na rynku wydawniczym. Większość tych książek to przede wszystkim pozycje z gatunku fantasy, jednak zdarzają się również takie, które osadzone są we współczesnym świecie, a za głównych bohaterów obierają współczesnych nastolatków. Taką powieścią jest właśnie „Geekerella” stworzona przez amerykańską pisarkę Ashley Poston.

Tytuł: Geekerella
Autor: Ashley Poston
Wydawnictwo: We need YA

Elle Wittimer mieszka wraz z macochą i dwiema przybranymi siostrami w swoim rodzinnym domu w Charleston, w Karolinie Południowej. Od pracy w food tracku „Magiczna Dynia” oraz natłoku prac domowych, które zleca jej macocha, znajduje ukojenie w marzeniach o niezależnej przyszłości oraz w Starfield. Jest to serial science fiction, który stał się całym jej życiem. Poświęca mu się całym sercem prowadząc anonimowo skromnego bloga poświęconego w całości Starfield. Jako oddana fanka nie może przegapić żadnej nowinki dotyczącej swojej ulubionej serii. Dlatego kiedy pojawia się informacja o planowanym filmowym remake’u serii oraz ogłoszeniu jego obsady, Elle nie może powstrzymać swojej ekscytacji. Jednak całe jej nadzieje opadają, gdy okazuję się, że główną postać męską zagra Darien Freeman – ulubieniec nastolatek, gwiazdy oper mydlanych.


„Spójrz w gwiazdy. Obierz kurs. Leć.”       
                  
Zdarzyło się Wam obejrzeć filmy takie jak:  „Cinderella Story”, „Kopciuszek: Roztańczona Historia”, „Współczesna Historia Kopciuszka” czy chociażby „Kopciuszek. W rytmie miłości”? Jeżeli tak, to już chyba domyślacie się, o czym może być „Geekerella”. Jest to prosta historia, która mimo swojej wtórności i znacznej przewidywalności została napisana jeszcze raz. Tym razem bohaterką została dziewczyna-geek, dziewczyna-fanka, co sprawia, że naprawdę bardzo łatwo będzie czytelniczkom czy czytelnikom utożsamić się z tą bohaterką. Nawet mi nie przysporzyło to dużo trudności, ponieważ sama określam się jako tak zwana geekgirl. Ashley Poston podjęła naprawdę bardzo wielkie ryzyko tworząc tę historię. Kopciuszek jest chyba najbardziej przemieloną przez popkulturę baśnią, wobec czego naprawdę ogromnym wyzwaniem jest powtórzyć ten schemat nadal zachowując przy tym pewną świeżość i ciekawy pomysł. Niebywałym osiągnięciem byłoby w tym wypadku utrzymanie uwagi czytelnika przy historii, której zakończenia może się domyślić, a jednak nadal czyta ją z zainteresowaniem. Więc czy autorce udało się podołać temu zadaniu?  Na to pytanie postaram się odpowiedzieć.


„Geekerella” jest historią, którą każdy z nas dobrze zna. Napisana w bardzo przystępny i luźny sposób zapewni Wam rozrywkę na jeden lub parę wieczorów. Lekka i przyjemna, jak taki prosty nastolatkowy film o marzeniach, które się spełniają i o księciu, który prawie że magicznie nagle się pojawia. Wypełniony niemożliwymi scenami czasami wręcz absurdalnymi z schematycznymi bohaterami. A jednak „Geekerellę” pomimo tej powtarzalności dobrze się czyta. Moim zdaniem Ashley Poston podołała zadaniu i mimo że jej historia nie jest wyjątkowa, to na swój sposób potrafi zauroczyć. Powieść ta, tak jak i inne kopciuszkowe historie, niesie ze sobą bardzo proste przesłanie o tym, że warto mieć marzenia, do których spełnienia powinniśmy dążyć. Proste? Oczywiście. Jednak mimo że słyszymy to często z tego typu historyjek, to niestety zdarza nam się o tym zapomnieć.

„Geekerella” to oprócz kopciuszkowej historii również bohaterowie. Autorka stworzyła postacie ciekawe i bliskie współczesnym czytelnikom. Nie są one przesadnie skomplikowane, jednak śmiało każdy z czytelników będzie mógł się z którąś z nich utożsamić. Równocześnie zdarzyło się stworzyć autorce postacie bardzo przerysowane i schematyczne, ale ku mojej uldze występują one w powieści w znacznej mniejszości. Bardzo podobało mi się to, że ciężar opowiedzenia tej historii został rozłożony na Elle i Dariena, których rozdziały się bardzo dynamicznie przeplatają. Sprawia to, że „Geekerellę” można przeczytać dość błyskawicznie.  

    
„Może i się różnimy – może kochamy różne rzeczy, należymy do różnych fandomów – ale jeśli nauczyłem się czegoś w ciągu tych dwudziestu trzech dni biegania w zbyt niebieskim mundurze, udając postać, którą nigdy nie mógłbym zostać, to tego, że kiedy wcielamy się w naszych bohaterów, świecimy jak świetliki w nocy. Oni świecą. My świecimy. Wszyscy razem. A nawet kiedy ktoś z nas wpada do innego wszechświata, to światło nigdy nie gaśnie.”

„Geekerellii” w całej swojej prostocie udało się jednak mnie zaskoczyć. Konfrontacja pod koniec powieści pomiędzy Elle a jej macochą okazała się jedną z najbardziej poruszających scen w tej książce. Bardzo mądrze i przemyślanie została ona napisana. Napięcie budowane przez autorkę między tymi dwiema postaciami w końcu doprowadza do wybuchu po jednej i drugiej stronie, co powoduje nawiązanie wypełnionej sprzecznymi uczuciami i myślami wymiany zdań. Sprawia to, że historia ta nabiera poważniejszego tonu, dając tym samym czytelnikowi szerszy wgląd na to jaką osobą jest główna bohaterka i Catherine. Często brakuje tej konfrontacji w tego typu historiach. Kopciuszek i macocha rzadko stają w finale naprzeciw siebie by wykrzyczeć swoje uczucia ujawniając swoje natury. Dlatego bardzo się cieszę, że Ashley Poston zdecydowała się na tę scenę, ponieważ w mojej ocenie znacząco podnosi ona wartość tej historii.


Myślę, że „Geekerella” świetnie sprawdziła się jako jednotomowa historia. Dlatego z lekkim niepokojem przyjęłam informację o powstaniu następnej części, która będzie osadzona w tym samym świecie, ale z innymi bohaterami. Tym razem autorka przedstawi nam swoją wersję „Księcia i żebraka” w książce „Księżniczka i Fangirl”, w której główną bohaterką będzie znana już czytelnikom pierwszej części Jessica Stone. Nie jestem przekonana do tej historii, jednak myślę, że dam jej szansę ze względu na to jak pozytywnie mnie zaskoczyła sama „Geekerella”. Niestety na premierę drugiej części przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ponieważ jej premiera zagranicą zapowiadana jest dopiero na czwartego kwietnia tego roku. Jednakże jestem przekonana, że wydawnictwo We need YA nie każe nam długo po tej dacie czekać i dostarczy czytelnikom „Księżniczkę i Fangirl” w równie pięknej oprawie graficznej.    
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu We need YA!



J.R.R. Tolkien - Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa ; Dawid Day - Bitwy w świecie Tolkiena



Dziś przyjrzymy się książkom, które moim zdaniem same w sobie są wyjątkowymi dziełami sztuki. Piękne z zewnątrz, piękne w środku. Czego więcej wymagać od książek? Wiem, że wśród czytelników wielu ogłasza się fanami Śródziemia, wobec czego zapraszam Was do przeczytania o tytułach, które stanowią nie lada gratkę dla wszystkich wielbicieli twórczości J.R.R. Tokiena.

Tytuł: Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa
Autor: J.R.R. Tolkien
Wydawnictwo: Zysk i S-Ka

Tytuł: Bitwy w świecie Tolkiena
Autor: David Day
Wydawnictwo: Zysk i S-Ka



 „Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” składają się z pięciu utworów, wyjątkowego eseju o baśniach, wstępu Toma Shippeya oraz posłowia napisanego przez ilustratora Alana Lee. Jest to niezaprzeczalnie magiczny zbiór opowieści oferujących czytelnikowi nostalgiczny powrót, do wyjątkowych i jedynych w swoim rodzaju światów stworzonych przez J.R.R. Tolkiena. Wszystkie historie w tej książce, z wyjątkiem „Przygód Toma Bombadila” nie są związane z Śródziemiem, jednakże trudno nie ulec ich urokowi i wyjątkowości. Mimo że Tolkien pisał te baśni z myślą o dzieciach, to uważam, że nawet dorosły czytelnik znajdzie w nich coś dla siebie. Są tu światy wypełnione pięknem, dobrem, prawdą, sprawiedliwością oraz odwagą. Zawierają w sobie absolutnie wszystko to, co w baśniach najlepsze. Mimo że „Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” są baśniami, to znajdziemy w nich wszystkie elementy prozy Tolkiena, za które cały czytelniczy świat go pokochał i wychwala. Wydanie to zdobią ilustrację Alana Lee, którego tak jak Tolkiena chyba nie muszę Wam przedstawiać. To wznowienie jest prawie identyczne do poprzednich wydań dostarczanych w poprzednich latach przez wydawnictwo Amber, więc jeżeli zastanawiacie się nad zakupem tej pozycji, a już ją posiadacie, to myślę, że lepiej się wstrzymajcie, może, że tak jak ja wolicie mieć kompletne wydania całej serii w tym samym rozmiarze i zgranej szacie graficznej, a zaczęliście już kolekcjonować tę serię wydawniczą.  Natomiast dla wszystkich innych czytelników, który jeszcze nie mają tej pozycji na swojej półce, to zachęcam do nabycia jej przy najbliższych książkowych zakupach ;)!

Lektura „Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” przypomniała mi to, za co tak naprawdę pokochałam prozę J. R. R. Tokiena. Śmiało mogę Wam napisać, że zainspirowana jej lekturą, już szykuję się do ponownego wyruszenia w kolejną podróży do Śródziemia wraz z Drużyną Pierścienia.


„Bitwy w świecie Tolkiena” autorstwa Davida Daya to przyjemny dodatek dla każdego miłośnika Śródziemia. Książka ta zawiera w sobie największe starcia w Ardzie, jak i odnosi się również do tych sprzed jej stworzenia. Jednak wnikliwi czytelnicy, nie znajdą w tej powieści nic odkrywczego. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że niestety wbrew obietnicom z okładki bitwy pokazane są z mniejszą dbałością o szczegóły, niż mogłoby się to wydawać po samym typie książki. Jest rzeczą oczywistą, że autor nie wymyśli, ani nie doda od siebie więcej, aniżeli sam Tolkien, dlatego można na pewne skąpstwo treściowe i ubogość w detale bitew przymknąć oko. Niemniej lektura tej książki po znacznej przerwie od Śródziemia spowodowała, że z wielkim zaangażowaniem przypominałam sobie wydarzenia ze słynnej trylogii oraz rozpoczęłam nostalgicznie odtwarzanie soundtracków z filmów Petera Jacksona. Bardzo spodobało mi się to, że autor również pokazuje jakie inspiracje z historycznych wydarzeń i wierzeń brał Tolkien. To wyjątkowe zestawienie wydarzeń fikcyjnych z historycznymi sprawia, że tym bardziej trudno przejść obojętnie wobec geniuszu Tolkiena i jego zachwycającej prozy – przemyślanej, wielowarstwowej i uniwersalnej.  „Bitew w świecie Tolkiena” nie mogę porównać do innych książek tego autora, ponieważ jeszcze nie miałam okazji się z nimi zapoznać. Jednak już z całą pewnością mogę stwierdzić, że na pewno w bliskiej przyszłości zamówię wydany również niedawno „Atlas Tolkienowski”. „Bitwy w świecie Tolkiena” udowodniły mi, że można z posiadanym materiałem z książek stworzyć pozycje wyjątkowe, całkowicie utrzymane w duchu  Śródziemia i nadal potrafiące czarować swoją wyjątkowością. Tak jak wspomniałam książka ta jest dość uboga w treść, jednak uważam, że jej największą siłą są ilustracje, które mimo że nie są jednolite, to zachwycają na praktycznie każdej stronie.


Zarówno „Bitwy w świecie Tolkiena”, jak i „Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” są pozycjami wartymi uwagi. Piękne wydania, wyjątkowe treści. Bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Zysk i S-ka przejęło inicjatywę w tej sprawie i postanowiło zaspokoić czytelnicze zapotrzebowania na dzieła Tolkiena i wokół Tolkiena się obracające. Nadal, o ile się nie mylę, na rynku wydawniczym brakuje paru Tolkienowskich pozycji, które mimo że zostały już wcześniej wydane w Polsce, to jednak nie doczekały się wznowienia, co spowodowało, że nabycie ich w akceptowalnej cenie dla przeciętnego czytelnika jest niemożliwe. Książki, które wydawane są obecnie przez wydawnictwo Zysk i S-ka zachwycają pod każdym względem, zwłaszcza tym wizualnym. Ta seria wydawnicza praktycznie od początku skradła moje serce i bardzo się cieszę z możliwości polecenia jej Wam tu, na łamach bloga.



Za egzemplarze do recenzji dziękuję bardzo Wydawnictwu Zysk i S-ka!



PODSUMOWANIE ROKU


Ostatni dzień roku to zawsze czas podsumowań i tworzenia planów na kolejny rok. Dla mnie rok 2018 był ciężki, ale będę go dobrze wspominać, bo choć pracy była masa to naprawdę wiele dobrego się wydarzyło i odniosłam kilka sukcesów, których naprawdę się nie spodziewałam :) Na blogu również dużo się działo:

Recenzje, felietony, podsumowania to wszystko dzięki Dorocie i Kamili, które współtworzą ten blog, szczególnie wtedy kiedy ja nie mam nawet czasu napisać choćby jednej recenzji, bez nich pewnie już dawno zamknęłabym blog.