Remigiusz Mróz - Oskarżenie


Duet Joanna Chyłka i Kordian Oryński jak zawsze w formie. Podejmują trudne decyzje, ryzykują ponad miarę, a koniec doprowadza czytelnika po prostu do szału i zostawia go z niczym. Remigiusz Mróz nieprzerwanie trzyma poziom serii, tom szósty nie nudzi, nie wierzycie mi? Przekonajcie się sami!

Tytuł: Oskarżenie
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Cztery lata temu Warszawę nawiedziła seria morderstw. Sprawcę ujęto i skazano, aktualnie odsiaduje wyrok. Dowody na to, że legenda "Solidarności" były niezbite.

Mecenas Joanna Chyłka po ostatnich wydarzeniach przebywa na zwolnieniu lekarskim. Jednak pewnego dnia otrzymuje list od żony skazańca, który przykuwa jej uwagę. Kobieta twierdzi, że odkryła dowody na niewinność jej męża. Chyłka postanawia zająć się sprawą, której z pozoru nie warto poświęcać uwagi...

Wkrótce jednak wydarzenia nabierają tempa, a sprawa zdecydowanie staje się intrygująca. Ginie żona skazańca, DNA jednej z ofiar zostaje odnalezione na miejscu innego przestępstwa, w dodatku sprawa zdaje się być silnie związana z Kordianem Oryńskim. Czy nasz duet poradzi sobie z udźwignięciem tej sprawy?



Piekło w Boskiej komedii ma dziewięć kręgów, ludzka natura z pewnością więcej. I w każdym panuje jeszcze większy mrok niż u Dantego na samym dnie.

Kto czytał "Inwigilację" ten wie, że autor pozostawił nas z zakończeniem, po którym miało się ochotę rzucić w niego książką. Cały czas zastanawiałam się jak Mróz wybrnie z pułapki, którą sam na siebie zastawił, ale wyszło mu to całkiem zgrabnie i dzięki temu Joanna Chyłka ponownie rzuca się w wir z góry przegranej sprawy, ciągnąć za sobą swojego wiernego Zordona, któremu niekoniecznie to pasuje, ale przecież nikt go o zdanie nie pyta.

Pierwsze tomy serii miały na celu raczej pokazanie sprawy, skupienie się na konkretnym temacie, ale już w późniejszych tomach, w tym w Oskarżeniu autor coraz mocniej zagłębia się w życie prywatne głównych bohaterów. Myślę, że to dlatego seria z Chyłką aktualnie nie nudzi i pewnie długo jeszcze nie znudzi czytelników. Nie tylko ja chcę wiedzieć jak rozwinie się współpraca tego niezapomnianego duetu, prawda? Uwierzcie mi na słowo, autor nadal nie oszczędza swoich bohaterów i pakuje ich z jednych tarapatów w drugie. Co tym razem dla nich wymyślił? Co jeszcze ich czeka? Tego bez wątpienia każdy z nas chce się dowiedzieć.

Książki w starciu z obrazem są jak hipotetyczna walka Pudzianowskiego z Piotrem Żyłą w MMA.

Kolejny tom, kolejna sprawa. Tym razem mamy do czynienia z Tadeuszem Tesarewiczem - legendą "Solidarności" i masowymi morderstwami sprzed czterech lat. Jak się domyślacie u Mroza nic nie jest ani łatwe, ani proste, ani czarnobiałe, wszystko jest po prostu skomplikowane. Fabuła miejscami wydawała się trochę mało realna, ale finalna koncepcja autora bez wątpienia zaskakuje czytelnika i wynagradza malutkie niedociągnięcia w realizmie. Każda strona, każdy rozdział naszpikowane są wskazówkami i niezwykłymi zbiegami okoliczności, które nieuchronnie prowadzą do finału, którego żaden czytelnik nie jest w stanie przewidzieć.

Oskarżenie trzyma poziom jak i pozostałe książki serii. Dzięki mocnym zakończeniom o powieściach z cyklu Joanna Chyłka nie da się po prostu zapomnieć, dlatego kiedy czytelnik sięga po kolejny tom bez problemu wkręca się w akcję, która stanowi świetną kontynuację poprzednich wydarzeń. Najbardziej chyba cieszy możliwość spotkania bohaterów, którzy przewijają się przez całą serię i nijak nie zamierzają zniknąć nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że już wypełnili swoją rolę.


-Bo wiesz jak to mówią. Jeśli jesteś politykiem, aspiruj, by zostać prezydentem.Jeśli księdzem, dąż do bycia papieżem. Jeśli prawnikiem, próbuj zostać Chyłką.(...)
- Nią wprawdzie nie zostaniesz, ale same starania wystarczą -dodała.

Remigiusza Mroza można albo lubić, albo nienawidzić. Ja jestem w tej pierwszej grupie :D Ten tom jest inny niż poprzednie, może nawet odrobinę słabszy, ale według mnie autor ponownie zapewnił czytelnikom świetną i niezapomnianą rozrywkę.

Przede wszystkim styl Mroza pozostał niezmienny. Przezabawne dialogi pełne ciętych ripost i specyficznego poczucia humoru; ciekawa fabuła pełna manipulacji i pułapek, w które czytelnik może wpaść; nieoczekiwane zwroty akcji; napięcie, tempo i niezapomniany duet ponownie sprawiły, że lekturą powieści jestem zdecydowanie usatysfakcjonowana i z niecierpliwością czekam na siódmy tom!

Liane Moriarty - Moja wina, twoja wina [PREMIEROWO]





Jest to moje pierwsze czytelnicze spotkanie z Liane Moriarty. Mimo że nazwisko autorki nie jest mi obce, nie było mi dane przeczytać do tej pory ani jednej z wydanych w Polsce jej powieści. Za sprawą miniserialu produkcji HBO „Wielkie kłamstewka”, który jest filmową adaptacją książki o tym samym tytule, zainteresowałam się twórczością australijskiej pisarki. Z tego powodu nie mogłam przejść obojętnie obok „Mojej winy, twojej winy”, na której premierową recenzję zapraszam Was serdecznie!


Tytuł: Moja wina, twoja wina
Autor: Liane Moriarty
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Premiera: 17 października 2017 r.


Pomimo różnic, Erika i Clementine są najlepszymi przyjaciółkami, znają się od dzieciństwa. Dlatego w momencie kiedy Erika potrzebuje pomocy, Clementine powinna być tą pierwszą osobą, do której się zwróci. Ale czy na pewno? Dla Clementine, jako matki dwójki małych dzieci, rozpaczliwie próbującej ćwiczyć w wolnych chwilach na przesłuchanie życia, prośba Eriki może być ponad jej siły.Idealnym sposobem, aby zapomnieć o problemach, choćby na chwilę, wydaje się być grill organizowany u sąsiadów Eriki i jej męża Olivera – Vida i Tiffany. Trzy pary, trójka małych dzieci, z pozoru sielska atmosfera, do czasu. Nagle wszystko wymyka się spod kontroli…

"Życie składa się z konsekwencji naszych czynów"

Bardzo przypadł mi do gustu styl pisania autorki. Wiem, jest to kwestia indywidualna praktycznie dla każdego czytelnika, ale stwierdziłam, że warta podkreślenia.
Liane Moriarty trzyma czytelnika w niepewności dość długo. Możemy tylko domyślać się, co zdarzyło się tego „zwyczajnego” dnia i dlaczego miało to tak duży wpływ na bohaterów. Puzzli do rozwiązania zagadki autorka zostawia stosunkowo mało, dlatego trudno, a nawet nie da się, przewidzieć tego co stało się podczas grilla u sąsiadów. Rozdziały przeplatane są wydarzeniami po, jak i w dzień pamiętnego grilla. Każdy rozdział przybliża nam coraz bardziej wnikliwie każdą z głównych postaci, dzięki czemu możemy je dobrze poznać, odkryć ich motywy, wstydliwe myśli oraz obawy. Takie odkrywanie zagadki krok po kroku bardzo mi się spodobało, zwłaszcza, że mogłam bliżej zapoznać się z bohaterami „Mojej winy, twojej winy”, jednak zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim może takie przeciąganie wyjawienia tajemnicy przypaść do gustu.

"Starsze kobiety są twarde jak skała, za to mężczyźni z wiekiem miękną; emocje atakują ich znienacka, jakby warstwa ochronna z czasem osłabła."

Muszę Wam powiedzieć, że byłam absolutnie oczarowana tym jak szczegółowo i dobrze zostali wykreowani główni bohaterowie tej powieści. Liane Moriarty zaimponowała mi tym, że nie boi się wyciągnąć od swoich bohaterów tych najbardziej wstydliwych myśli, przez co wydają się być oni bardzo realistyczni. W szczególności zachwyciłam się przedstawieniem dwóch głównych bohaterek – Eriki i Clementine. Każda z nich ma swoje lęki i nadzieje, a łącząca ich przyjaźń nie jest taka łatwa jaka mogłaby się wydawać. Relacja łącząca obie bohaterki ma w sobie nie tylko coś spajającego, ale również i niebezpiecznie toksycznego.



Głównym tematem w tej książce jest poczucie winy. Odczuwa ją na swój sposób, każdy z bohaterów i każdy z nich będzie musiał przejść drogę do wybaczenia samemu sobie. Moriarty pokazuje jak poczucie winy może narazić więzi w pozornie silnych związkach, jak może mocno oddziaływać na nas to, czego nie robimy, niż to co robimy i jak szybko potrafi się piękne sielskie popołudnie zmienić w koszmar. W „Mojej winie, twojej winie” poruszone zostają również tematy przyjaźni, miłości, pożądania, rodzicielstwa, bezdzietności i chorób psychicznych.

"Błędne koło dysfunkcji i choroby psychicznej nie musi przechodzić z pokolenia na pokolenie. Trzeba się dokształcić"

Rzeczą wartą uwagi jest to, że na końcu powieści znajdziemy pytania do dyskusji. Moim zdaniem jest to bardzo ciekawy zabieg, który pozwala czytelnikowi zastanowić się nad problemami ukazanymi przez autorkę w powieści. Budzi to przede wszystkim chęć dyskusji i zmusza nas mimowolnie do analizy pewnych tematów. Niektórym czytelnikom może taka forma się nie spodobać, ze względu na to wręcz akademickie wyłuszczenie problemów, jednak mi ona przypadła bardzo do gustu i bardzo się cieszę, że w innych książkach autorki również będę mogła w ten sposób pozastawiać się nad różnymi problematycznymi kwestiami.

Jeżeli będziecie chcieli porozmawiać o danym problemie, ukazanym w książce, serdecznie zapraszam Was do dyskusji w komentarzach czy poprzez prywatne wiadomości. Jestem ciekawa Waszych przemyśleń i opinii!



Zdecydowanie miejcie na uwadze tę pozycję. Porusza bardzo ważne tematy i zmusza nas do refleksji. Na pewno nie jest to moja ostatnia książka tej autorki i koniecznie będę musiała sięgnąć po jej inne powieści!


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka! 


Efekty Uboczne - Michael Palmer


"Efekty uboczne" Michaela Palmera to druga jego książka. O ile wydawało mi się, że "Siostrzyczki" to jest już mistrzostwo thrillera medycznego, to brak mi już skali jeśli chodzi o tę powieść. Ciekawy prolog, wprowadzający w arkana wojennych doświadczeń medycznych, daje już do myślenia o fabule książki. Nielegalne i nieetyczne badania prowadzone na grupie kobiet w obozie koncentracyjnym w Ravensbruck prowadzone są przez dr Beckera. Jak to ma się do teraźniejszości, w której toczy się pozostała część akcji "Efektów ubocznych"?

Adam Faber - Kroniki Jaaru. Księga luster







Są takie książki, które pozwalają nam zapomnieć o zmartwieniach. Potrafią ukoić nasze nerwy po ciężkim dniu i zaciągnąć nas raz jeszcze do baśniowego świata, tak dobrze znanego nam z czasów dzieciństwa. Taką książką była dla mnie ostatnio pierwsza część „Kronik Jaaru” autorstwa Adama Fabera. „Księga luster” była dla mnie niezastąpionym towarzyszem w czasie jednego wieczoru, podczas którego, pokonana przez przeziębienie, leżałam w łóżku szczelnie opatulana kocem z herbatą w dłoni.


Tytuł: Kroniki Jaaru. Księga luster
Autor: Adam Faber
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Kate Hallander jest zwyczajną nastolatką, która, ze względu na nieuchronnie zbliżający się rozwód jej rodziców, zamieszkała u swojej cioci w Londynie. Jej życie nie wyróżnia nic szczególnego, do czasu gdy jej wzrok napotyka na wystawiony w witrynie sklepu kamień, który wydaje się ją do siebie przyciągać. Mimo przestróg ciotki, Kate postanawia odwiedzić tajemniczy sklep należący do znajomej jej cioci. Będzie to koniec jej zwyczajnego życia, a początek wielkiej przygody po magicznej krainie, w której żyją baśniowe stworzenia. Kate będzie musiała poszukać odpowiedzi na wiele dręczących ją pytań i stanąć do walki z czającym się zarówno w Jaarze, jak i w naszym świecie, złem.




Piękny i unikalny świat wykreowany przez Adama Fabera przyciąga. Czytając „Księgę luster” mamy wrażenie jakbyśmy przenieśli się do baśniowej krainy pełnej magii i fascynujących stworzeń. W powieści tej znajdziemy fery, jednorożce, nimfy oraz niebezpieczne likantusy. Powieść napisana jest w bardzo przystępny sposób. Czyta się ją bardzo łatwo i szybko. Nie jest napisana w zawiły sposób, przez co czytelnik od razu odnajdzie się w świecie wykreowanym przez Adama Fabera.
Bohaterowie również są poprawnie skonstruowani. Ci co mają wzbudzać naszą sympatię, oczywiście to robią, natomiast postaci złych, nie da się lubić. „Księga luster” jest powieścią przez to dość schematyczną, jednak broni się ciekawą kreacją świata i intrygującą, choć prostą, fabułą.





"- Nie jesteśmy swoimi pragnieniami. -"

Żałuję bardzo, że bohaterka „Księgi luster” nie jest młodsza. To jest mój główny zarzut, który stawiam autorowi. Myślę, że lepiej wpłynęłoby to na strukturę powieści, jak i na docelową grupę czytelników, gdyby bohaterka miała choćby 12 a nie 17 lat. Zresztą Kate, nawet w moim odczuciu, wydawała się młodsza. Gdyby nie to, że jej wiek został w powieści wspomniany, to myślałabym, że mam do czynienia ze znacznie młodszą dziewczyną. Jej zachowanie było dość dziecinne i nieodpowiednie dla jej wieku. Zwłaszcza jeżeli skonfrontujemy ją z Harrym Potterem, którym z podobnymi wyzwaniami mierzył się mając zaledwie siedem lat.

W „Księdze luster” zdecydowanie mocno odczuwane są inspiracje światem wspomnianego Harrego Pottera, wykreowanym przez J.K. Rowling. Może nie byłoby to, aż tak oczywiste gdyby nie to, że na tylnej stronie okładki czeka na nas krzywdząca, moim zdaniem, informacja „Gdyby Harry Potter był dziewczyną, nazywałby się Kate Hallander!”. Rozumiem, że jest to oczywisty chwyt marketingowy, ale takie porównania według mnie znacznie umniejszają oryginalności danej powieści. Przez to w szczególności rzucają się w oczy sceny łudząco podobne do tych z Harrego Pottera. Na przykład scena lotu Kate na motylu – czytając ją nie mogłam pozbyć się wrażenia, że gdzieś w tle słyszę Buckbeak’s Flight z ścieżki dźwiękowej do trzeciej części przygód Harrego Pottera (utwór podczas którego Harry leci na Hipogryfie) oraz scena końcowa z Eos – jakbym czytała scenę z Harrego Pottera i kamienia filozoficznego, podczas której Harry słucha wyjaśnień Dumbledora, dlaczego Quirrell nie mógł wyciągnąć kamienia ze zwierciadła Ain Eingarp. Czy Wam również te sceny wydały się znajome?





"Zresztą... Jawa czy sen - jakie to miało znaczenie?"

Koniecznie muszę Wam również przekazać, że wydawnictwo Czwarta Strona po raz kolejny stanęło na wysokości zadania i przepięknie wydało tę powieść. Twarda oprawa, mieniące się litery i unikalny projekt okładki wykonany przez Tojko, którą poznaliście przy okazji mojej recenzji „Żniwiarza. Pustej Nocy”.

„Księga luster” jest debiutem wartym uwagi. Czyta się ją bardzo szybko i zdecydowanie będziecie dzięki niej mogli oderwać myśli od przyziemnych spraw na wieczór lub dwa. Premiera drugiego tomu miała miejsce 11 października i mam nadzieję, że już niedługo będę mogła z Wami podzielić się opinią na jej temat!







Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!



SPOTKANIE AUTORSKIE Z ALKIEM ROGOZIŃSKIM


Dzisiaj, w szczecińskim Empiku odbyło się spotkanie autorskie z Alkiem Rogozińskim. Pisarz pierwszy raz odwiedził Szczecin, nie dziwne więc, że na spotkaniu pojawiło się sporo osób w bardzo różnym wieku. Jesteście ciekawi jak było?

Alek Rogoziński jest autorem komedii kryminalnych, a jego nazwisko ostatnio jest coraz częściej widoczne. Sam autor tryska niesamowicie pozytywną energią, a jego ADHD nie pozwalało mu usiedzieć na kanapie przez całe spotkanie, za to całkiem zgrabnie pozował do "niespodziewanych" zdjęć z fleszem. 

Pewny siebie, zabawny, sympatyczny, Alek Rogoziński bez wątpienia był gwiazdą tego wieczoru. Jak na gadułę przystało nie potrzebował praktycznie prowadzącej spotkanie, która nie zadała ani jednego intrygującego pytania i w zasadzie jej obecność na tym spotkaniu była niezauważalna i niepotrzebna.

Podczas spotkania autor opowiedział o zbieraniu researchu do swojej najnowszej książki oraz o inspiracji do jej napisania. Okazało się, że Instagram to całkiem przydatne narzędzie w pracy autora, podobnie jak profile mężczyzn szykujących się do konkursu na mistera. Autor wbrew pozorom wykonał bardzo dokładny research, zgłębiając przy tym także tajniki męskiego makijażu. Przy okazji rozmowy o Róży Krull wspominał również o współpracy z Rafałem Maślakiem, który jest jednym z bohaterów książki, a także o kobietach, które są zdania, że mają w sobie dużo z głównej bohaterki. Ciekawe czy taka jak ona wiedzą, która trucizna zabija w ekspresowym tempie?

Autor opowiadał również o książkach Joanny Chmielewskiej, które uwielbia, o tym co nie podobało mu się w filmie "Gladiator", o zarobkach polskich autorów, a także o pewnej wilii w Portugalii, w której będzie się toczyć akcja jednej z powieści.


Na spotkaniu autor zdradził, że pisanie książki w duecie jest naprawdę ciężkie, bo wymaga dużego zgrania autorów i uzupełniania się ich nawzajem. Przyznał, że Magdalena Witkiewicz jest prawdopodobnie jedyną osobą, z którą był w stanie wspólnie napisać powieść. Książka dostępna już od 8 listopada, czekacie? :)

Podsumowując, na spotkaniu działo się naprawdę sporo. Była anegdotka o pewnej firmie kurierskiej, pobycie autora na Korfu, czy wywiadzie z pewną znaną, polską piosenkarką, a także mnóstwo wtrąceń na temat autora poczytnych kryminałów. Spotkanie pełne było pozytywnej energii. Mam nadzieję, że autor nieraz odwiedzi Szczecin. Tymczasem ja zabieram się za czytanie kolejnej książki autora!

P.S. Relacja jest krótka, bo Alek wspominał coś o cenzurze, a że widzimy się na targach w Krakowie to nie chcę podpaść :D

Colleen Hoover - It ends with us


New adult są specyficzne. Czasami to lekkie historie traktujące o miłości i szczęściu, które mają bawić nawet jeśli pojawiają się w ich problemy. Istnieją również takie, które poruszają, ich treść jest głęboka, a temat przewodni powieści pozostaje w pamięci na długi czas. Tak właśnie jest z It ends with us prawdopodobnie najbardziej realną i najlepszą książką Colleen Hoover.

Tytuł: It ends with us
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte

Mówi się, że najbardziej ranimy tych których kochamy. To zawsze działa w dwie strony. Ci których my kochamy również nas ranią. Prawdopodobnie nie ma bardziej prawdziwych słów...

Lily Bloom płynie, zawsze płynie. Nie jest jej lekko, bo zazwyczaj płynie pod prąd, wybierając niełatwe i nieoczywiste rozwiązania. Pewnego dnia otwiera kwiaciarnię, która cóż...nie przypomina typowych kwiaciarni, a bardziej miejsce dla osób, które kwiatów nie lubią. Trochę to pokręcone, prawda? Jednak Lily prowadzi swoją kwiaciarnię z prawdziwą pasją i szybko osiąga sukcesy w życiu zawodowym. W prywatnym również nie jest najgorzej. Pewnego dnia na jej drodze pojawia się lekarz Ryle Kincaid. Pomiędzy tą dwójką momentalnie rodzi się prawdziwa fascynacja. Lily wierzy, że jej życie z każdym dniem będzie piękniejsze...

W życiu jest tak, że nic co piękne nie trwa wiecznie. Związek Lily i Ryle'a wydaje się być niemal doskonały, jednak to co kryje się pod tą ułudą jest w stanie dostrzec jedynie Atlas Corrigan. Kilka lat temu Lily była dla niego bezpieczną przystanią, tym razem to on może jej się odwdzięczyć i udzielić pomocy, której potrzebuje. Czy jednak Lily będzie na tyle odważna by zmierzyć się z własnymi problemami?


It ends with us, to romans,  ale ta miłość jest tutaj odrobinę na drugim planie. Ustępuje bowiem miejsca czemuś znacznie ważniejszemu. Na próżno również szukać w tej książce naiwności cechującej ten gatunek, czy przerysowania rzeczywistości. W tej książce realizm zawładnął fikcją. Bohaterowie, życiowe problemy i historia, którą trudno zapomnieć. Piszę niejasno? Wybaczcie mi, ale nie chcę zdradzać Wam o czym jest fabuła tej książka, a uwierzcie mi wcale nie jest to takie proste.

Nie ma czegoś takiego jak źli ludzie. Po prostu wszyscy czasami robimy złe rzeczy.

Mówi się, że powinniśmy uczyć się na własnych błędach. Rodzice zapewne chcieliby żebyśmy uczyli się na ich źle podjętych decyzjach, ale to nie jest takie proste. W dodatku wydaje się, że mamy wręcz tendencje do powielania ich zachowań. Ile razy przyszło nam do głowy "nigdy nie zachowam się jak mój ojciec", "nigdy nie będę taka jak moja matka", zapewne zbyt często, prawda? Czy jednak kiedy jesteśmy dorośli to przypadkiem nie robimy tego co oni? Życie wszystko weryfikuje i niestety często wpadamy w schemat postępowania swoich rodziców, tworząc błędne koło.

Colleen Hoover wykreowała bardzo realistyczne postacie. Lily, Ryle i Atlas to osoby z krwi i kości, które na co dzień borykają się z własnym bagażem doświadczeń. Autorka w swojej powieści porusza dwa problemu społeczne, na które bardzo często przymykamy oczy i chociaż są wokół nas przez co pozostają tematem tabu. W tej książce widać coś jeszcze - to jak łatwo jest nam wszystko oceniać z boku, bo wszystko jest proste dopóki nie dotyczy nas bezpośrednio.

Styl autorki urzeka czytelnika. Snuje ona swoją historię swobodnym tempem, intrygując już od pierwszych stron powieści. Od It ends with us nie można się oderwać. Na próżno również próbować pozostać obojętnym na tę historię. Autorka naszpikowała ją niezliczoną ilością emocji, które poruszą czytelnika.

Mam wrażenie, że każdy udaje kogoś, kim nie jest, a głęboko w środku wszyscy jesteśmy tak samo popieprzeni. Po prostu jedni ukrywają to lepiej niż inni.

Colleen Hoover przelała do tej powieści wszystkie swoje emocje, ból i strach, które kiedyś czuła. To jedna z jej najbardziej osobistych powieści. Myślę również, że to najlepsza powieść w jej dorobku. Polecam ją wszystkim, nie tylko fanom autorki i new adult. It ends with us porusza bardzo ważny temat, o którym trzeba mówić jak najwięcej.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu