Menu

Leisa Rayven - Zły Romeo [PRZEDPREMIEROWO]


Nienawidzę go za to, co robi, a jeszcze bardziej nienawidzę siebie za to, że pragnę, by zrobił to jeszcze raz.

"Romeo i Julia" to dramat napisany przez Williama Szekspira (którego wprost ubóstwiam), który został wydany po raz pierwszy 1597 roku. Jest to lektura obowiązkowa i sztuka nie do pobicia (chociaż ja mam akurat na jej temat własne zdanie i to wcale nie tak pochlebne).

Historia zakazanej miłości dwójki młodych ludzi, która kończy się tragicznie była wykorzystywana przez wielu autorów na przestrzeni wielu wieków. Przysięgam jednak, że nigdy tak się nie uśmiałam podczas czytania jakiejkolwiek książki, która miałaby cokolwiek wspólnego z Romeo i Julią. Serio ta pozycja powala humorem, zresztą nie tylko nim.

Tytuł: Zły Romeo
Autor: Leisa Rayven
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 29 marca 2017 roku

Cassie to grzeczna jedynaczka, która we wszystkim słuchała się swoich rodziców, nigdy nie spotykała się z chłopakami, nigdy nie była w związku, nie piła alkoholu, nie paliła papierosów, nie chodziła na imprezy i nie paliła trawki. Tak naprawdę Cassie raz w życiu zrobiła to czego naprawdę chciała - złożyła podanie do najlepszej szkoły aktorskiej i wyjechała na drugi koniec kraju z daleka od rodziców.

Ethan nie ma zbyt dobrej reputacji. Jego była dziewczyna zdecydowanie nie wypowiada się o nim w superlatywach. Do szkoły aktorskiej próbował się dostać trzykrotnie. Nigdy nie nawiązywał przyjaźni. W zasadzie odciął się od wszystkich i skupił na aktorstwie, żeby dobrze wykorzystać trzecią i ostatnią szansę.

Cassie i Ethan zostali wybrani do odegrania najważniejszych ról w przedstawieniu - Romeo i Julia, to odmieniło całe ich życie. Wielka miłość była im pisana, niestety ta tragiczna z dramatu Szekspira, w której "zły Romeo" niszczy serce swojej "Julii".

Kilka lat później Ethan i Cassie spotykają się na Broadwayu i o ironio losu zostają ponownie zaangażowani do grania w spektaklu - Romeo i Julia. Pomiędzy tą dwójką iskrzy od samego początku, ale nie do końca w sposób pozytywny, ponieważ stare rany z przeszłości nie chcą się zagoić. Ethan za wszelką cenę chce odzyskać swoją Julię, ale Cassie nie chce mieć nic wspólnego ze swoim Romeem. 

Czy historia miłości Ethana i Cassie może skończyć się szczęśliwie?



Nie da się odnaleźć miłości tam, gdzie jej nie ma, ani ukryć jej tam, gdzie naprawdę istnieje.

Powieść Leisy Rayven Zły Romeo składa się z: pieprzu; złamanego serca; humoru. I w tym miejscu mogłabym zakończyć recenzję, ale pewnie chcecie dowiedzieć się więcej.

Podoba mi się to jak toczy się fabuła, a toczy się dwutorowo. Z jednej strony mamy obecny Nowy Jork, w którym bohaterowie odgrywają Romea i Julię oraz czas, w którym odgrywają ten spektakl w czasie studiów.

Autorka ma bardzo lekki styl co sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko. W dodatku bardzo sprytnie wymknęła się ze schematów, które narzuca gatunek NA. Co prawda w jej powieści mamy dwóch zakochanych w sobie bohaterów, którzy razem grają w przedstawieniu teatralnym, ale uwierzcie mi, że jest coś świeżego w pomyśle autorki.

Czasami otaczamy się murem nie tylko po to, by nie dopuszczać do siebie innych, ale i po to, by się przekonać, komu zależy na nas na tyle, by zechciał go zburzyć.

W książce jest mnóstwo pieprzu, ale co ciekawe mało w niej seksu, no chyba, że tego "udawanego" na scenie. Autorka miejscami wydawać by się mogło pisze w wulgarny sposób, ale robi to zazwyczaj w tak zabawny sposób, że nie sposób się nie śmiać, więc zgorszenia tu raczej nikt nie dozna.

Uważam, że autorka świetnie wykreowała bohaterów. Jeśli ktoś mi powie, że są nudni, schematyczni i przewidywalni, to wciągnę go w dyskusję i kupię mu czekoladę, jeśli zdoła mnie przekonać. Te postacie po prostu żyją, oddychają tym samym powietrzem co my i podejmują własne, autonomiczne decyzje, chociaż nie zawsze słuszne.

Kiedy cię przy mnie nie było, czułem się jak duch. Byłem nim. A teraz chcę znów być żywym człowiekiem.

Moja rekomendacja

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu


Czytaj więcej >

Sylwia Trojanowska "Szept wiatru" [FRAGMENT]


Z wielkim zadowoleniem patrzyłam na taką matkę. Cieszyłam się, że po prostu przeistoczyła się w kobietę, która nie dawała się już tak perfidnie wykorzystywać, jak wcześniej. Coraz częściej pokazywała ciotce, choć nie bez trudu, że była kimś więcej niż tylko służącą. Nieraz zastanawiałam się nad tym, co takiego się wydarzyło, że nagle moja matka zmieniła się. Przecież jeszcze w październiku asertywność była z pewnością jej najsłabszą stroną. Jej funkcja w rodzinie koncentrowała się na usługiwaniu ojcu, ciotkom i wujkom. Stanowiła dla nich raczej milczące tło niż pełnoprawnego członka rodziny. Coraz częściej dochodziłam do wniosku, że to ja ją zmieniłam. Wydawało mi się, że patrząc na moją walkę o nowe ciało, przekonała się, iż każda zmiana jest możliwa, niezależnie od punktu wyjścia. Jej transformację łączyłam również z tym, że chciała mi udowodnić, iż jest wystarczająco silna, by stanowić dla mnie oparcie.

— No tak, Małgorzato, kieliszki to przyniosłaś, a szampan?

— Nie mówiłaś nic o szampanie — automatycznie odpowiedziała matka.

Ciotka spojrzała się na nią podejrzliwie i niezbyt przychylnie, sprawiając, że matka się odrobinę spłoszyła.

— Ale to chyba oczywiste, że do napicia się oprócz kieliszków potrzebny jest również jakiś trunek!

— Matyldo — odezwał się ojciec — ja też bym się nie domyślił.

— No, akurat tobie to się nie dziwię. Nigdy nie byłeś zbyt dobrze zorientowany w domowych sprawach, ale Małgorzata przecież głównie tym się zajmuje, więc powinna takie rzeczy łapać w mig.

Zagotowało się we mnie! Ciotka Matylda po raz kolejny pokazała się ze swojej prawdziwej i zarazem chyba najgorszej strony. Byłam gotowa powiedzieć, a nawet wykrzyczeć jej to w twarz, ale… zostałam ubiegnięta.

— Matyldo, kiedyś pewnie przygryzłabym wargi — rzekła moja matka w sposób zdradzający dużą pewność siebie — i po raz setny dusiłabym w sobie słowa, które powinnam najzwyczajniej w świecie wypowiedzieć na głos, ale dzisiaj jestem już inną osobą i chciałabym, żebyś przyjęła do wiadomości, że…

Matka na chwilę zawiesiła głos i spojrzała bratowej prosto w oczy. Ciotka, poruszona niespodziewanym zachowaniem matki, podparła się obiema rękoma o stół i poczerwieniała, najpewniej ze złości, a nie z zakłopotania.

— …że nie życzę sobie, abyś traktowała mnie jak kogoś gorszego od siebie.

— Ja ciebie przecież tak nie traktuję, Małgorzato! To przesada! Stwierdziłam po prostu, że oprócz kieliszków powinnaś również przynieść szampana — powiedziała, dużo grzeczniej niż poprzednio.

— Być może tak ci się wydawało, jednak twoje słowa były kąśliwe i nie na miejscu!

— Ciekawe! Robercie, ty możesz potwierdzić, że twoja żona przesadza, prawda? — Ojciec nie odezwał się, tylko przerzucił wzrok z siostry na żonę. — Robercie?

— No, w zasadzie może Małgorzata ma rację — odparł, nie patrząc na ciotkę.

— Pięknie! I ty przeciwko mnie?!

— Matyldo, nikt nie jest przeciwko tobie! Nikt! To ty sprawiasz wrażenie, że jesteś przeciwko nam! No, przeciwko mnie na pewno!

Nie mogłam uwierzyć, że moja matka zebrała się na tak odważne słowa. Duma po prostu mnie rozpierała. Chciałam rzucić się jej na szyję i ją wycałować. Napięcie, które wyczuwalne było w powietrzu, nie pozwalało mi jednak aż na taką zuchwałość. Ta nad wyraz gęsta atmosfera, potęgowana jeszcze dojmującym milczeniem, nieoczekiwanie rozpierzchła się.

— A co tu się wydarzyło? — W drzwiach salonu pojawił się pan Wiesław, przyjaciel ciotki, którego poznałam na jednej z Matyldowych kolacji, a nie usłyszawszy odpowiedzi i robiąc szybki ogląd emocji, rysujących się na naszych twarzach, dodał. — Matyldo?

— Och, Wiesławie! — stęknęła ciotka. — Mamy tu drobne nieporozumienie.


Kolejny fragment znajdziecie już niebawem na Książki w eterze.
Czytaj więcej >

Marie Tourell Søderberg - Hygge. Duńska sztuka szczęścia


Hygge dla jednych może być bzdurą, dla drugich filozofią życia, dla innych może być po prostu inspiracją. Dla mnie tym jest właśnie hygge - inspiracją i motywacją do wprowadzenia kilku zmian w swoim życiu, tak żeby łatwiej odnaleźć i zauważyć szczęście.

Tytuł: Hygge. Duńska sztuka szczęścia.
Autor: Marie Tourell Søderberg
Wydawnictwo: Insignis


Z ciekawością sięgnęłam po książkę Marie Tourell Søderberg, do której przyciągnęła mnie zarówno okładka, jak i świetna cena w Empiku. Marie jest duńską aktorką - telewizyjną i teatralną, urodzoną w Kopenhadze. Sztuka hygge jest dla niej sposobem na uniknięcie dramatów w jej życiu zawodowym i prywatnym. Tworząc swoją książkę na temat hygge, podróżowała po Dani, żeby poznać kilka punktów widzenia hygge.



Hygge to filozofia życia, która uczyniła z Duńczyków najszczęśliwszy naród na świecie. Słowo "hygge" nie ma odpowiednika w języku polskim, ale w wolnym przekładzie może oznaczać chwile szczęścia, ciepła i bliskości, ale dla każdego z nas hygge będzie znaczyło co innego.

Każdy z nas wie czym jest hygge, bo w końcu hygge ma czynić nas szczęśliwymi, musimy potrafić instynktownie rozpoznawać to uczucie. Chyba właśnie to najbardziej podoba mi się w hygge - jego indywidualność, a przez to wyjątkowość. Hygge może pojawić się wtedy kiedy przybierzemy ulubioną pozycję na kanapie z ciekawą książką albo wtedy gdy jemy pyszny posiłek z najlepszymi przyjaciółmi. 

Hygge wypełnia naszą codzienność, wystarczy je tylko dostrzec. W moim przypadku hygge pojawia się na przykład wtedy, kiedy siedzę pod kocem z laptopem na kolanach i tworzę zupełnie nową historię, której nikt jeszcze nie zna.



W książce Hygge. Duńska sztuka szczęścia znajdziemy informacje na temat tego jak mówić w języku hygge, dowiemy się trochę o pochodzeniu hygge, o tym jak ważna jest bliskość i zaproszenie kogoś do stołu, znajdziemy w niej również praktyczne porady, które pomogą nam wnieść hygge do swojego domu, poznamy potencjał hygge, a także dowiemy się jak być hygge cały rok.

Marie stworzyła ciekawą pozycję, która przybliży nam hygge. Nie skupiła się w niej tylko na własnych odczuciach, ale wiele rozmawiała z ludźmi i bardzo dużo czytała na temat hygge. W jej książce znajdziemy hygge widziane zarówno oczami zwykłych ludzi, jak i ekspertów.

W jej książce znajdziemy także smakowite przepisy w stylu hygge, np. na owsiankę z sosem karmelowym, jabłkiem i prażonymi migdałami, syrop z kwiatów czarnego bzu, czy...dietetyczny snickers, tak wyobraźcie sobie, że niektórzy Duńczycy są fit. Oprócz jedzenia dowiemy się więcej o kolorach i urządzaniu wnętrz w stylu hygge, muzyce idealnej, o tym jak zrobić miskę czy lampki w stylu hygge oraz o tradycji sekretnych przebiśniegowych listów.



Hygge. Duńska sztuka szczęścia to pozycja ciekawa dla każdego kto lubi czytać o hygge i chce się czegoś o nim dowiedzieć. Została ładnie wydana i ma piękną przyciągającą wzrok okładkę. Jej wnętrze jest naprawdę ciekawe, ale...

Będę z Wami szczera. Ja osobiście wybieram Hygge. Klucz do szczęścia autorstwa Meik Wiking. Moim zdaniem dowiemy się z niej o hygge znacznie więcej, w dodatku jej wnętrze zostało ładniej rozplanowane. W zasadzie z Hygge. Duńska sztuka szczęścia moim zdaniem przegrywa tylko okładką.

Tak czy tak polecam Wam poczytać o hygge. Duński sposób na szczęście może być inspirujący. Przynajmniej mnie naprawdę zachęcił do wprowadzenia kilku zmian w swoim życiu.
Czytaj więcej >

Joanna Gawrych-Skrzypczak Księżyc jest kobietą


Mięty to miejsce, do którego od pokoleń powraca pewna rodzina szukając tam prawdziwego szczęścia. Przed wojną posiadłość w Miętach należała do pradziadków Anny, niestety w wyniku okupacji zostali oni pozbawieni swojego majątku... 

Dzisiaj, po wielu latach, w odzyskanym dworku w Miętach, Anna prowadzi stadninę koni i pensjonat. Anna Choyno ma czterdzieści cztery lata, jest kobietą niezależną, upartą i zdeterminowaną w dążeniu do celu, ale przede wszystkim samotną. 

I tak jak to w życiu często bywa, po wielu latach samotności, na drodze Anny staje nie jeden, lecz dwóch mężczyzn, którzy zakochują się w niej praktycznie od razu. Jednym z nich jest Łukasz, który w Miętach szuka ucieczki od swojej przeszłości, drugim Gerald, który jest finansistą z Jersey i wbrew pozorom bardzo wiele go łączy z Anną.

Anna nie zna historii wszystkich członków swojej rodziny, a Mięty kryją przed nią wiele tajemnic. Czy Anna odnajdzie szczęście? Czy przeszłość odkryje przed nią swoje tajemnice?

Tytuł: Księżyc jest kobietą
Autor: Joanna Gawrych-Skrzypczak
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Joanna Gawrych-Skrzypczak przez wiele lat dziennikarka, przez kilka – biznesłomen. Jak twierdzi, to pierwsze to był jej ukochany zawód i praca, to drugie – zmora. Dzisiaj mieszka na wsi, gdzie z mężem Robertem Skrzypczakiem trenują konie i prowadzą niewielki pensjonat. Towarzyszą im więc konie, ale też psy i, w roli niemych świadków, ponadstuletnie dęby. I historie, kiedyś wymyślane dla własnej przyjemności, teraz, w późnym pisarskim debiucie, przelane na papier. Jest w nich sporo tego, co kiedyś w życiu autorki wydarzyło się naprawdę, lub mogło się wydarzyć, lub nigdy nawet nie było prawdopodobne. „Opowiadam, bo wiem, doświadczyłam tego, że w życiu może wydarzyć się wszystko, nie wolno tylko sądzić, że coś jest niemożliwe, i w związku z tym najprościej nic nie robić. Nigdy nie mów nigdy!” [źródło].


Księżyc jest kobietą, to debiut Joanny Gawrych-Skrzypczak. Muszę przyznać, że jest to pozycja ciekawa, która ma coś w sobie.

Fabuła toczy się wielotorowo. Główną bohaterką jest Anna Choyno, głównym jest również wątek, który jej dotyczy, a więc Mięty w 2014 roku. W powieści znajdziemy jednak wielu innych bohaterów, a także czasów. Poznamy historię życia dziadków Anny, jej rodziców, która często nie była prosta. W powieści cofniemy się do lat 1926-1939, ale także do 1944 roku, czy 1945, tych skoków w datach jest naprawdę sporo. Autorka sprawnie przeplata współczesność z teraźniejszością, choć trzeba przyznać, że tych skoków czasowych jest całkiem sporo i bardzo uważnie trzeba śledzić akcję powieści, żeby gdzieś się nie zgubić.

Autorka ma lekki styl i posługuje się prozą, którą bardzo przyjemnie się czyta. Spodobał mi się również sposób w jaki nakreśliła fabułę powieści. Cała jej akcja obraca się wokół historii rodziny, która jest od pokoleń związana z Miętami. 

W "części historycznej" poznajemy m.in. Karola Lewickiego, mężczyznę, który został aresztowany w przypadkowej łapance i wywieziony do obozu na wyspie Jersey, z którego uciekł z pomocą starego farmera. Niestety nie jest w stanie powrócić do swojej ojczyzny.

W "części współczesnej" poznajemy Annę Choyno - kobietę, która zdecydowała się wyremontować dworek w Miętach i założyła tam stadninę koni oraz pensjonat. Kobieta mocno wsiąknęła w życie stadniny i tam pośród nawału obowiązków najlepiej się odnajduje. Jedyne czego tak naprawdę brakuje jej do szczęścia to kogoś kto stałby u jej boku.

Istnieje też część, która łączy historię z teraźniejszością, a mianowicie ta, która bezpośrednio dotyczy Anny i pokazuje relacje z członkami jej rodziny, a także to w jaki sposób zostały ukształtowane.


Zabrakło mi za to porządnego wykreowania Anny Choyno. W powieści bardzo dużo się dzieje, zahacza ona o wiele lat, występuje w niej sporo postaci, wszystko jakoś się ze sobą łączy, ale brakuje w niej emocji, przemyśleń Anny. Ta kreacja nie jest pełna. Nie wiemy co dokładnie czuje Anna, dlaczego zakochuje się w dwóch mężczyznach naraz i czy w ogóle na którymkolwiek z nich jej zależy. 

Anna, Łukasz i Gerald bardzo szybko się poznają, a relacje, które ich łączą nie zostały zbyt wprawnie nakreślone. Ten wątek niestety niekoniecznie mnie przekonał.



Powieść Księżyc jest kobietą Joanny Gawrych-Skrzypczak to z rozmachem nakreślona rodzinna saga. Współczesność Anny Choyno, przeplata się z historią jej rodziny, a wszystkich bohaterów łączy rodzinny dwór w Miętach.

Myślę, że to całkiem ciekawy debiut, na który warto zwrócić uwagę. W powieści bardzo wiele się dzieje i wśród tych wydarzeń odrobinę zaginęła główna bohaterka oraz jej uczucia, ale sama historia zaintryguje czytelnika. 

Jeśli lubicie powieści obyczajowe z historią w tle, zachęcam do zerknięcia na tę pozycję.

Za egzemplarz powieści dziękuję wydawnictwu


Czytaj więcej >

CARPE DIEM

CARPE DIEM
Kliknij w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej na temat fabuły.

ZAJRZYJ TUTAJ

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka