Światowy Dzień Książki pachnący ziołami


„Tradycja ziołolecznictwa w Karkonoszach”  - pod takim hasłem 21 kwietnia w jeleniogórskiej Książnicy Karkonoskiej odbyły się obchody Światowego Dnia Książki. Było to nietypowe „świętowanie”. Nie powiem bardzo mi się ten pomysł spodobał. 

NOWY SERWIS O BRANŻY WYDAWNICZEJ :)



Dzisiaj Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, a w związku z tym mam dla Was bardzo ciekawą informację

Zarówno recenzenci książkowi, jak i autorzy nieraz zastanawiali się nad prawnymi aspektami działalności branży wydawniczej w Polsce, a mówiąc prościej dlaczego wydawnictwo robi, to czy tamto, a przede wszystkim jak to ma się w stosunku do przepisów prawa. Tak dla przykładu pojawiają się pytania: czy wydawnictwo może zastrzec zakaz sprzedaży egzemplarzy recenzenckich; w jaki sposób autor ma odzyskać swoje pieniądze od wydawnictwa; dlaczego sprzedaż ebooków jest taka skomplikowana; czemu VAT na książkę jest mniejszy niż VAT na ebook oraz czy wydawnictwo może wymagać lojalności od swojego autora.

Dla wszystkich osób, które z jakichś względów interesują się prawnymi aspektami działalności branży wydawniczej w Polsce powstał serwis www.wydawnictwo.oczamiprawnika.pl, którego autorzy odpowiedzą na najbardziej nurtujące pytania. Już dziś, w ten wspaniały dzień zapraszam na pierwszy wpis, który może przydać się bardzo wielu autorom, a jeszcze w tym tygodniu zupełnie nowy temat

Szczerze polecam zapoznanie się z serwisem Oczami Prawnika! Zaglądajcie tam regularnie, a zapewniam, że zawsze znajdziecie coś ciekawego.

Magdalena Witkiewicz, Marzena Grochowska - GPS Szczęścia, czyli jak wydostać się z czarnej D.


Najnowsza współautorska książka Magdaleny Witkiewicz jest swego rodzaju poradnikiem, który ma być kluczem do znalezienia tego co w życiu najczęściej gubimy. Jesteście ciekawi o co chodzi? Zapraszam na recenzję!

Tytuł: GPS Szczęścia, czyli jak wydostać się z Czarnej D.
Autorzy: Magdalena Witkiewicz, Marzena Grochowska
Wydawnictwo: Od deski do deski

Można powiedzieć, że Czarna D. leży za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami, a więc byłoby pięknie jak w każdej bajce. Tyle, że Czarna D. wcale nie jest ładna i bajkowa, wręcz przeciwnie jest zupełnie nieładna, nijaka.

To co magiczne w Czarnej D. to, to że każdy z nas trafia do niej przynajmniej kilka razy w życiu. Nawet jeśli na co dzień nie potrafi znaleźć drogi z punktu A do punktu B, to do Czarnej D. trafia bez większych trudności tyle, że wydostanie się z niej jest już o wiele trudniejsze. Zazwyczaj dostajemy od życia bilet last minute, lądujemy tam nieprzygotowani i bez pożegnania z naszymi bliskimi. 

Nie ma nic złego w Czarnej D., gorzej jednak jeśli jesteśmy tam tak często, że zaczynamy zapuszczać korzenie...

Rób to, co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować.

Główną bohaterką powieścio-poradnika jest Wincentyna Zwyczajna-Takajakty, która jest redaktorką miesięcznika "Kobieta na rozstajach". Za sprawą pewnego artykułu, który mógłby stanowić nadać ton jej karierze trafia do Czarnej D. i za nic nie może odnaleźć swojego GPS-u Szczęścia, dzięki któremu mogłaby się stąd wydostać. 

Spaceruje więc po Czarnej D. odsłaniając przed nami meandry życia jej mieszkańców, którzy są w swoim życiu bardzo nieszczęśliwi. Czasami tak bardzo, że nie są nawet w stanie tego dostrzec. Co jest nie tak z Czarną D.? Dlaczego wszyscy są w niej nieszczęśliwi? 

Czarna Dupa to stan umysłu, a nikt inny tylko ty jesteś jego właścicielką, zatem jeśli uznasz, że już pora odkurzyć pajęczyny, zapraszam w drogę. 

Czarna D. według autorek to metafora najgorszych chwil w życiu, które są wpisane w nasz życiowy scenariusz. To te wszystkie dni, kiedy uważamy, że świat się skończył, słońce już nigdy nie zaświeci, a tym samym nas nie czeka już nic dobrego.

GPS Szczęścia to specyficzna książka. Jak mówią same autorki nie jest to ani poradnik o życiu, ani o gotowaniu, ani o zawodach w prasowaniu tylko książka o tym, że każdy z nas czy chce, a szczególnie kiedy nie chce trafia do Czarnej D. 

Muszę przyznać, że coś w tym jest. Z tym, że trochę ciężko w ogóle uznać tę książkę za jakikolwiek poradnik ze względu na jej specyficzną formę i oprawę. Nie dość, że jest to bajkowa powieść, to jeszcze poradnik z lekkim przymrużeniem oka opatrzony pomysłowymi grafikami. Jak sprawdziło się to połączenie w praktyce?

Przymierzyłam szczęście - pasuje. Będę nosić!

GPS Szczęścia to bardzo pomysłowa pozycja. Autorki pod pozorem bajki pełnej metafor, ukrytych znaczeń i morałów starają nam się się wskazać błędy, które popełniamy na co dzień, a które sprawiają, że notorycznie lądujemy w Czarnej D.

Każdy z rozdziałów książki możemy uznać za swego rodzaju osobną bajkę, która opowiada nam o losach konkretnego bohatera, a po niej następuje przystępny komentarz coacha, który ma pomóc nam ją zrozumieć.

Ponadto w książce znajdziemy anegdotki, które Magdalena Witkiewicz często opowiada na sowich spotkaniach autorskich oraz osobiste przeżycia Marzeny Grochowskiej. To wszystko sprawia, że nieraz podczas lektury wybuchniemy śmiechem albo pokiwamy głową w niemym zrozumieniu dla danej sytuacji.

Bo ze szczęściem jest jak z zasięgiem. Czasem hula pełną parą, czasem je gubimy i wtedy jesteśmy bardzo nerwowi, czasem myślimy, że je mamy, a jednak je tracimy.

M i M, dwie niesamowite kobiety usiadły razem i wspólnie napisały poradnik-nieporadnik dla każdej z nas. Pierwsza z nich - Magdalena Witkiewicz to bestsellerowa autorka obyczajowych książek i specjalistka od szczęśliwych zakończeń. Druga - Marzena Grochowska to jednym słowem coach, który pomoże nam zmienić nasze nastawienie i sposób myślenia, co zaowocuje zmianą naszej postawy życiowej, a to w wielu sytuacjach jest niezbędne.


GPS Szczęścia autorstwa dwóch pozytywnie zakręconych kobiet bez wątpienia da kopa motywacyjnego bardzo wielu kobietom. Nie jest bowiem kluczem do rozwiązania wszystkich życiowych problemów, a tytułowym GPS-em, który ma nam pomóc obrać właściwą drogą do odnalezienia tego co zawsze tracimy - szczęścia.

Czytałam wiele poradników różnego rodzaju. Jako poradnika nie uplasowałabym tej pozycji na najwyższym miejscu, ale... postrzegając ją jako poradnik-nieporadnik lub powieścio-poradnik, wręcz przeciwnie. To książka pełna ciepła i naładowana mnóstwem pozytywnej energii, po której przeczytaniu bardzo chcemy wydostać się z Czarnej D. i być może właśnie ta książka stanie się dla nas GPS-em, którego potrzebowaliśmy od dłuższego czasu.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Richard Schwartz - Pierwszy róg [PRZEDPREMIEROWO]




Z niemiecką prozą fantastyczną miałam do czynienia już nie raz. Spotkania te zaliczam do bardziej, jak i mniej udanych. Tym razem w moje ręce trafił debiut niemieckiego pisarza Richarda Schwartza - „Pierwszy róg”, który jest pierwszym tomem serii Tajemnica Askiru rozplanowanych przez autora na sześć tomów. Czy było to spotkanie udane? Moim zdaniem jak najbardziej tak! Mam nadzieję, że również zainteresuje Was Tajemnica Askiru i pewnej gospody położonej na kompletnym odludziu…

Tytuł: Pierwszy róg
Autor: Richard Schwartz
Wydawnictwo: Initium
Premiera: 20 kwietnia 2018 r.

Zasypana śniegiem karczma pod Głowomłotem położona daleko od cywilizacji, a w środku wędrowcy uwięzieni przez śnieżne zaspy w czterech ścianach. Grupa obcych sobie ludzi, których wydawać by się mogło nic nie łączy, będzie musiała przetrwać razem śnieżną zawieruchę, a konflikty, które zaczynają się między podróżnymi rodzić, nie będą ułatwiać ich trudnej już sytuacji. Napięcie narasta kiedy nad ranem odnalezione zostaje ciało brutalnie zamordowanego parobka…


"Nie lekceważcie prostego człowieka, sera. Przez wszystkie te lata często widziałem,jak tacy jak on decydują o losie całych królestw."
Akcja powieści nietypowo rozgrywa się tylko w jednym miejscu – w karczmie. Mimo że po parunastu stronach naszły mnie obawy, kiedy zrozumiałam już, że miejsce akcji raczej się nie zmieni, to muszę przyznać, że autor sprawnie poprowadzoną fabułą rozwiał wszelkie moje wątpliwości. Obszar do popisu i rozwoju akcji autor miał niewielki, ale wyszło mu to fenomenalnie. Książka już od pierwszej strony trzyma czytelnika w napięciu. Wyczuwalna jest ciężka atmosfera niepokoju, tajemnicy, ledwo trzymanej w ryzach przemocy oraz rodzącego się strachu. Mimo że karczma pod Głowomłotem wydaje się być dużym budynkiem, ponieważ została założona w starej twierdzy, to nie sposób oprzeć się wrażeniu klaustrofobii. Przytłaczająca atmosfera udziela się nie tylko bohaterom, ale również i czytelnikowi, który wraz z bohaterami będzie musiał odnaleźć się w gąszczu tajemnic oraz ukrytych motywów, ponieważ nie każdy podróżnik w karczmie jest tym, za kogo się podaje.

Trudno uwierzyć, że „Pierwszy róg” jest debiutem literackim. Jest to powieść bardzo dobrze skonstruowana. Nie jest ona pozbawiona wad, takich jak dłuższe przestoje akcji czy nie do końca rozwinięci bohaterowie, jednak myślę, że nie wpływają one mocno na odbiór tej powieści jako całości. Jest ona idealnym wstępem do wydarzeń, które rozgrywać się będą w następnych tomach.


"Magia zawsze ma swoją cenę. Ciepło musi skądś się wziąć, taka jest zasada. Nic nie dzieje się bez zachowania równowagi."
Rzeczą, która autorowi zarazem się udała jak i się nie udała, jest kreacja bohaterów. W tak wąskiej przestrzeni powinniśmy być chyba przesyceni portretami bohaterów, ale jednak tak się nie stało. Autor w większości, z oczywistych względów, skupia się przede wszystkim na starym wojowniku Havaldzie i władającej magią pół elfce Leandrze, którzy są bardzo dobrze przedstawieni, wielowymiarowi. Problemem jest to, że trudno mi było czuć do nich jakąś większą sympatię, co może wynikać z tego, że jest to dopiero pierwszy tom i nie do końca zostały nam przedstawione ich historie oraz motywy. „Pierwszy róg” charakteryzuje duża różnorodność bohaterów pobocznych, ale tak naprawdę tylko paru zostało dobrze dopracowanych. Szczególnie zawiodłam się na głównym antagoniście w tej części. Rozumiem, że utrzymanie jego tożsamości w tajemnicy było częścią tej historii, jednak uważam że można było go ciekawiej przedstawić na końcu powieści wgłębiając się w jego motywy i charakter.

Na dużą uwagę zasługuje świat wykreowany przez autora. Mimo że czytelnik nie poznaje go od razu w całości, to dzięki paru informacjom może złożyć z nich malutki obraz tego, jak on naprawdę wygląda. Zachwycił mnie ten zarys świata i nie mogę się doczekać jego głębszego poznania w następnych tomach. Szczególnie moje zainteresowanie wzbudziły wątki mrocznych elfów i Ostrz Spójni. Ciekawa jestem jak autor je rozwinie i czy dane będzie nam poznać więcej ciekawych ras. Skrycie liczę również na więcej opisów używanej w tym świecie magii.

"Miłość? (...) W waszych ustach brzmi to tak, jakby poborca podatkowy chciał odprawiać nabożeństwo!"

„Pierwszy róg” niezaprzeczalnie bardzo dobrze się czyta. Fabuła konsekwentnie idzie do przodu, a przed czytelnikiem stawiane są coraz większe tajemnice. Z początku kryminał fantastyczny przeradza się w wielką powieść fantasy, która mam nadzieję będzie nabierać coraz większego tempa i rozmachu wraz z kolejnymi tomami. Wszystkim sympatykom fantastyki radzę mieć na uwadze tę jutrzejszą premierę, a ja już z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnych tomów z serii „Tajemnica Askiru”, na które mam nadzieję nie będzie nam dane długo czekać! ;)


Aleksander Michałowski - Szalony król [PRZEDPREMIEROWO]





Naprawdę ciężko jest mi pisać tę recenzję. Nosiłam się z myślą, że może z czystym sumieniem będę mogła Wam polecić coś dobrego z fantastyki, autorstwa polskiego, debiutującego autora. Okładka jak i opis zapowiadały niesamowitą przygodę pełną walk, smoków, namiętności, zazdrości i żądzy władzy. Miała być to powieść trochę schematyczna, z wyraźnym motywem drogi, ale również wyróżniająca się ciekawym pomysłem oraz wartką akcją. Niestety, tak się nie stało...

Tytuł: Szalony król
Autor: Aleksander Michałowski
Wydawnictwo: Novae Res

W tej recenzji wyjątkowo odejdę od trochę utartego już schematu i nie przedstawię Wam dokładnie tego, o czym jest ta książka. Moją decyzję argumentuję tym, że z jednej strony wiem, o czym ta książka miała być, ale z drugiej strony książka o tym, o czym miała opowiadać, po prostu nie opowiada. Dlatego postanowiłam uwiecznić dla Was zapowiadający fabułę książki opis, który pojawia się na tylnej okładce. Natomiast ja przejdę już do części, w której wyjaśnię Wam, dlaczego "Szalony król" był dla mnie tak ogromnym rozczarowaniem.


Niezaprzeczalnym faktem jest to, że w „Szalonym królu” akcja rozgrywa się naprawdę bardzo szybko. W większości powieści ta cecha jest ich niepodważalnym atutem, jednak w przypadku tej powieści działa to na jej niekorzyść. Autor wymyślił historię, która moim zdaniem spokojnie mogłaby być trylogią. Niestety książka ta została skondensowana do nieco ponad 300 stron, mimo że treści miała na dobre 1000. Sprawia to, że powieść tę czyta się dość ciężko, co potęguje uczucie dużego niedosytu i pustki po niewykorzystanym pomyśle. Czytając tę powieść przyszło mi do głowy pewne porównanie. To tak jakby w przyszłości w wyniku strasznej tragedii zniknęły wszystkie dotychczas wydane książki i ktoś, bez większej refleksji, chciałby odtworzyć z pamięci „Władcę Pierścieni” czyniąc to na 300 stronach. Dodajmy jeszcze, że osoba ta oglądała kiedyś tylko ekranizację nigdy nie zapoznawszy się z tolkienowskim pierwowzorem. Tym właśnie jest „Szalony król”. Sklejoną z chaosu twórczego historią, która została w nieumiejętny i nieprzemyślany sposób napisana.

Ciężko mówić o jakichkolwiek bohaterach w tej historii, ponieważ ich najzwyczajniej w świecie nie ma. Autor tak lawiruje pomiędzy różnymi postaciami, że trudno jest skupić uwagę na którymkolwiek z nich lub przejąć się losem któregokolwiek z nich. Przez to, że autor poświęca im bardzo mało czasu na kartach powieści, są oni przerażająco sztuczni i nijacy. Brak im motywacji, charakteru, głębi uczuć, czegokolwiek, co by sprawiło, że moglibyśmy jako czytelnicy w nich uwierzyć. Bohaterowie po prostu są i po prostu postępują tak, a nie inaczej, wpasowując się w wymyśloną przez autora koncepcję świata. Jak trzeba walczyć, to walczą, jak trzeba zdradzać, to zdradzają. Najbardziej fascynowały mnie jednak, takie postacie, które pojawiały się dosłownie znikąd. Tak, o. Bez wprowadzenia, bez niczego, po to by tylko odegrać jakieś powierzone im przez autora zadanie, a następnie by znowu magicznie gdzieś się ulotnić.

Kolejną rzeczą, o której muszę napisać jest sposób prowadzenia narracji w tej powieści. Narrator wydaje się być narratorem wszechwiedzącym, który jest częścią wykreowanego przez autora świata. Jednak już w pierwszym rozdziale sprawa się komplikuje, gdy narrator burzy czwartą ścianę mrugając porozumiewawczo do czytelnika. Na przestrzeni powieści zdarza mu się to jeszcze parę razy, a dodatkowo tę dziwaczność narracyjną potęgują niepotrzebne nawiasowe wstawki, które już całkowicie burzą jakikolwiek narracyjny konspekt. Na łopatki natomiast rozłożył już mnie całkowicie przypis w powieści fantasy (sic!) odwołujący do książki "Mitologia Słowian" Aleksandra Gieysztora. 

„Szalony król” to powieść bardzo chaotyczna. Widzę w niej pomysł autora, który niestety nie udźwignął jego realizacji. Nic tak bardzo mnie nie rozczarowuje w książkach, jak niewykorzystany potencjał, a czytając „Szalonego króla” ze strony na stronę czułam coraz większe rozczarowanie.  Nigdy nie żałuję czasu spędzonego z książką, jednak w tym wypadku lektura była tak nieprzyjemnym doświadczeniem, że z niecierpliwością wyczekiwałam jej końca i z trudem dotrwałam do ostatniej strony. Tak powieści fantasy się nie pisze. Sam pomysł i jego spisanie nie wystarczy do napisania książki. Potrzeba jeszcze uporządkowania myśli, narracji i tchnienia życia w wymyśloną historię, co wymaga dużo czasu, pracy i cierpliwości. Tego niestety w "Szalony królu" moim zdaniem zabrakło.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novae Res!



Max Czornyj - Ofiara



Max Czornyj zadebiutował świetnie zapowiadającym się "Grzechem". Po jego lekturze napisałam, że nie jest to szczyt możliwości autora. Od początku czułam, że może on dać swoim czytelnikom znacznie więcej. Po przeczytaniu drugiego tomu wiem, że miałam rację.

Tytuł: Ofiara
Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia
Trylogia: Komisarz Deryło 
Tom II

Policyjna obława przerwała serię okrutnych zabójstw dokonanych w Lublinie w okresie Bożego Narodzenia. Niestety to co wydawało się sukcesem Policji było jedynie chwilowym wytchnieniem przed tym co miało nastąpić.

W mieście pojawia się kolejny sadystyczny i przebiegły morderca. Może to naśladowca? A może zabójca, który nigdy nie został ujęty?

Porwano kolejną kobietę, a do gry zostanie wciągnięty impulsywny komisarz Deryło, który aktualnie przebywa na zwolnieniu. Bez chwili zastanowienia postanawia on jednak podjąć wyzwanie. Jedyne o czym marzy to zadbanie o bezpieczeństwo własnej rodziny. 

Niestety nic nie jest dla niego proste. Makabryczna gra mordercy ma niejasne reguły za to jest niezwykle śmiercionośna. Z kolei groźba dyscyplinarnej zsyłki nie poprawia sytuacji Deryło. Kto wygra w tej grze?



Przy "Grzechu" miałam lekkie uwagi. Bądźmy szczerzy - marudziłam. Brakowało mi wysunięcia na pierwszy plan postaci profilera, czasami wypalało się napięcie i chociaż książka była lepsza niż standardowy debiut to jeszcze jej czegoś brakowało. Właśnie, jeszcze...autor, albo szybko się rozwija, albo powoli odkrywa przed nami kolejne karty z tali swojego talentu. Bez względu na to jaka jest prawda, nic nie zmieni tego, że Ofiarą autor wskakuje na kolejny poziom, jakby syndrom drugiej książki w ogóle dla niego nie istniał.

Max ma specyficzne pióro. Nie nazwałabym go lekkim, nie napiszę również, że słowami maluje obrazy, to coś pośredniego. W każdym razie jego styl świetnie wpisuje się w powieść, którą tworzy. Tym razem nie ma również mowy o żadnych spadkach napięcia, bo powieść trzyma w napięciu już od pierwszych stron aż do samego końca.

Krótkie rozdziały, dobrze rozplanowana fabuła i wspierający ją styl, to niejedyne plusy tej powieści. Oczywiście mam myślę o kreacjach bohaterów. Sam Deryło jest bardzo ciekawą postacią. Indywidualistą, który udźwignął fabułę powieści, a przy tym nie wydaje się superbohaterem, a zwykłym człowiekiem, który ma naprawdę sporo problemów.

To o czym wspomniałam przed chwilą stanowi ogromną zaletę powieści i zawsze będzie wyróżniało autora na rynku. Max stara się zachować realizm, zarówno w kreacji postaci, jak i w fabule. Zapewne przymyka oko na pewne kwestie, ale stara się być jak najbardziej dokładny. Cóż...trudno tego nie docenić. Szczególnie, gdy na rynku pojawia się wiele książek traktujących o rzeczywistości rodem z fantastyki.

Podsumowując - Max Czornyj to autor, którego należy poznać jak najprędzaj. Wkroczył nagle w świat kryminałów i z marszu zajął tam mocną pozycję, a nie mam wątpliwości, że będzie piął się wyżej, czego dowodzi Ofiara. Zarówno pierwszy, jak i drugi tom to dwa naprawdę dobre kryminały. Pozostaje czekać na więcej.