Warszawskie Targi Książki 2018 - RELACJA


PIĄTEK
Powyższy obrazek dobitnie świadczy o tym, że Warszawa w tym roku nie powitała mnie zbyt piękną pogodą. W piątek było szaro, buro i ponuro nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na to jak wspaniały to był czas.

Piątek targowy rozpoczęłam w towarzystwie Miłki z Mozaiki Literackiej i Angeliki z Lustra Rzeczywistości. 

W pierwszym dniu targów głównie skupiłyśmy się na rozeznaniu. Wystawcy jak zwykle dopisali. Na stoisku Merlina tradycyjnie już można było napić się kawy, jednak w tym roku to właśnie kawa w StoryTel podbiła nasze serca. Była nie tylko smaczna, ale i piękna :)



SOBOTA

Sobotę rozpoczęłam od spotkania z K.N.Haner. Kasi chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Autorka wielu gorących bestsellerów na stoisku wydawnictwa kobiecego chwaliła się okładką swojej kolejnej powieści. Zdradzę Wam, że będzie niesamowita ;)


Gosią Falkowską zdążyłyśmy się już poznać, dzięki ciężkiej współpracy z wydawnictwem Videograf. Pierwszy raz jednak miałyśmy okazję się spotkać i chwilę porozmawiać. Gosia na stoisku wydawnictwa Lira podpisywała swoją najnowszą powieść "To nie jest Twoje dziecko", którą serdecznie polecam.


Zawitałam również na babskie spotkanie z pisarką Magdaleną Witkiewicz i Anną Szczypczyńską z bloga Panna Anna Biega. Spotkanie odbyło się w kameralnym gronie, w przyjemnej sali, w której można było odpocząć od targowego hałasu i tłumu. 

Magda opowiedziała o swojej niesamowitej metamorfozie. Panie wspólnie rozmawiały o dietach, ćwiczeniach, bieganiu, jedzeniu, ale przede wszystkim o motywacjach i chęci do tego by zrobić coś dla siebie.

Max Czornyj w ubiegłym roku zadebiutował świetnie przyjętą powieścią "Grzech", a promocja na targach w Krakowie, kiedy to rozdano 50 egzemplarzy książki na pewno zapadła wszystkim w pamięć. 

W tym roku ukazała się kontynuacja trylogii pod tytułem "Ofiara", o której miałam okazję już pisać na blogu. Max cały czas obiecuje, że w tym roku będzie miał niespodziankę dla swoich czytelników, która nie będzie miała nic wspólnego z komisarzem Deryło. Wy też jesteście ciekawi?


Janusz Leon Wiśniewski to ulubiony pisarz mojej mamy, ale ja również od czasu do czasu sięgam po jego książki. Pozwalają mi się na chwilę zatrzymać i zawsze skłaniają do autorefleksji.


Daria Skiba znana jest z bloga ***, miałam tę przyjemność, że moją debiutancką powieść objęła patronatem. Niedawno zadebiutowała powieścią "Uwolnij mnie". Książka ma bardzo pozytywne recenzje i nie mogę się doczekać aż znajdę na nią czas.


Jak się domyślacie do Remigiusza Mroza ustawiła się niemożliwie długa kolejka, w której ludzie spędzili długie godziny. Jednak dzięki Justynie z Ona Czyta nam udało się jej uniknąć i zająć chwilę autorowi.

NIEDZIELA

W niedzielę miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu zorganizowanym przez POCISK w strefie kryminału. Spotkanie świetnie poprowadziła Miłka z Mozaiki Literackiej. Rozmawiała z kryminalnymi kobietami: Anetą Jadowską, Olgą Rudnicką, Martą Matyszczak i Magdaleną Kuydowicz.  Zdecydowanie był to najbardziej zabawny panel całych targów książki. 

Szkoda tylko, że osoba/zespół wyznaczona/wyznaczony przez Pocisk do organizacji nie poradził sobie z panowaniem nad harmonogramem spotkań. Opóźnienia, jeden wielki chaos, wyróżnianie spotkań ważniejszych i mniej ważnych, co w konsekwencji oznacza brak szacunku dla autorów oraz osób, które przyszły na dany panel. Dla przykładu panel, na który przyszłam został opóźniony przez czyjąś fanaberię i jednocześnie skrócony, żeby przypadkiem nie nasunął się na "ważniejsze" spotkanie. Mam nadzieję, że za rok organizatorzy lepiej dopracują harmonogram, bo pomysł sam w sobie był naprawdę dobry tylko wykonanie trochę gorsze.



Niedziela była zdecydowanie spokojniejsza. Miałam okazję spotkać się z Przemysławem Borkowskim, którego książkę aktualnie czytam, przelotem z Magdą Witkiewicz i Alkiem Rogozińskim oraz znaleźć idealną ściankę na zdjęcie. Zabawa z Miłką i Angeliką była przednia, ale spójrzcie na tego jednorożca. Czyż Angelika to nie najlepsza mama na świecie?

To tyle. Nie mogę się doczekać kolejnych targów. Byliście? ;)


Mary E. Pearson - Fałszywy pocałunek




Ostatni miesiąc wymęczył mnie co nie miara. Odbiło się niestety to na moim tempie czytania, które radykalnie zmalało. Jednak w końcu powoli przełamuje tę czytelniczą niemoc, a w zadaniu tym pomagają mi lekkie, idealne dla mnie na tę porę roku powieści młodzieżowe i fantastyczne. Tym samym w moje ręce trafił „Fałszywy pocałunek” M. E. Pearson, który mimo że ukazał się na polskim rynku wydawniczym już jakiś czas temu, a na Instagramie widziałam pewnego czasu wysyp zdjęć zarówno polskiej, a jak i zagranicznej okładki, to dopiero niedawno trafił on w moje ręce. Przyznam, że oprócz okładki to wcześniej nie wiedziałam specjalnie nic o tej powieści i powiem Wam, że najlepiej po nią sięgnąć właśnie nie wiedząc o niej nic. Jednak dla tych z Was, dla których to opisy są zachęcającym czynnikiem, następny akapit poświęcę krótkiemu ukazaniu zarysu fabuły.

Tytuł: Fałszywy pocałunek
Autor: Mary E. Pearson
Wydawnictwo: Initium

„Fałszywy pocałunek” opowiada historię Lii, która jest księżniczką i pierwszą córką. Jej rodzice aranżują jej małżeństwo w celach politycznych z nieznanym księciem z innego królestwa. Księżniczka Lia jednak ponad tradycję i potrzebny sojusz postanawia przełożyć swoje szczęście i marzenie życia z dala od królewskiego dworu oraz obowiązków. Dlatego w dniu swojego ślubu wraz z służącą Pauline ucieka z zamku by znaleźć schronienie i możliwy przyszły dom w malutkiej wsi na obrzeżach królestwa. Jej tropem wyrusza odtrącony książę oraz zabójca, któremu zlecono zamordowanie księżniczki.




Mary E. Pearson historię opowiada z perspektyw paru bohaterów. Dominujący jest punkt widzenia księżniczki, jednak czytelnik ma również możliwość zapoznać się z myślami księcia i zabójcy. Co ciekawe, autorka tak prowadzi narrację, że przez większą część powieści trudno jest jednoznacznie stwierdzić, który z panów został wysłany po głowę księżniczki, a który jest jej niedoszłym małżonkiem. Sprawia to, że powieść niewątpliwie przykuwa uwagę czytelnika i trzyma w napięciu mimo że znaczna większość akcji pierwszej części Kronik Ocalałych rozgrywa się w sielankowej wiosce.

Powiecie zapewne „o nie… Księżniczka, Zabójca i Książę… trójkąt miłosny. Znowu” i niestety będziecie mieli rację. W tej powieści jest trójkąt miłosn i przyznam, że trochę się go obawiałam. Jednak ratujący sytuację jest fakt, że nie jest on aż tak oczywisty, jak mogłoby się to wydawać i w tej części (nie wiem jak będzie w pozostałych odsłonach tej trylogii) nie ma go aż tak dużo. Akcja nie skupia się wyłącznie na miłosnych przygodach samej księżniczki, ponieważ również przeplatana jest politycznymi intrygami i konfliktem, który z dnia na dzień zaognia się pomiędzy królestwami.

Muszę niestety zaznaczyć, że powieść ta powiela pewne schematy, które powiedzmy doświadczony czytelnik jest już w stanie zauważyć. Zwłaszcza w oczy rzuca się sama postać księżniczki, która z początku nie widzi nic innego poza własnym szczęściem, a dopiero pod wpływem pewnych wydarzeń postanawia ponieść konsekwencje swoich czynów i ponieść na barkach ciężar odpowiedzialności, którego wcześniej nie potrafiła udźwignąć. Jednak warto zaznaczyć, że mimo tej schematyczności „Fałszywy pocałunek” potrafi zaskoczyć, ponieważ Lia jest bohaterką walczącą z tradycją i która opiera się jak może osobom, które w jakikolwiek sposób będą próbowały ją kontrolować. Jest gotowa zawalczyć o swoje i ze strony na stronę nabiera doświadczenia i ewoluuje jako postać. To ona jest trzonem tej całej historii, ponieważ i książę i zabójca przez to, że początkowo trudno nam określić kto jest kim wydają się przedstawieni jedynie połowicznie. Liczę, że w przyszłych częściach się to zmieni i dane mi będzie bliżej zapoznać się z nimi, jak i innymi postaciami pobocznymi.  




Pierwszy tom Kronik Ocalałych zaintrygował mnie przede wszystkim swoim światem. Autorka, mimo powielanych schematów, kreuje coś nowego i ciekawego. Przyczyniło się to do tego, że śledziłam każdą nawet najmniejszą informację dotyczącą tego świata przekładając to nad śledzenie akcji. Ze względu na to, że mamy tu do czynienia z pierwszym tomem nie poznajemy od razu odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania. Autorka przedstawia nam jedynie ogólny zarys świata, który z strony na stronę niesamowicie się powiększa. Mimo że akcja rozgrywa się w taki ala średniowiecznym świecie, to miałam wrażenie jakby był to świat przyszłości, w którym ludzkość cofnęła się w rozwoju poprzez jakąś wielką katastrofę. Nie wiem, czy są to trafione domysły, czy po prostu za dużo naczytałam się prozy N. K. Jemisin, ale bardzo to przypuszczenie mi się spodobało i dlatego pragnęłam się nim z Wami podzielić. Bardzo ciekawa jestem wszelkich praw rządzących tym światem i co spowodowało powstanie Ocalałych. Intrygują mnie również pierwsze córki i moce, które mogą posiadać. Skrycie mam wobec tego nadzieję, że autorka w następnych tomach pozwoli czytelnikowi na większą eksplorację wykreowanego przez siebie świata i będę mogła dowiedzieć się o nim czegoś więcej!

„Fałszywy pocałunek” jest bardzo lekką i przyjemną lekturą. Nie znajdziecie w niej dużo znanych z gatunku fantasy chwytów, ale za to uraczycie sporo romansu, intryg i pogoni za własnym szczęściem Z niecierpliwością będę wyczekiwać następnego tomu, mam nadzieję, że wydawnictwo nie każe nam długo czekać!



PYRKON 2018


Jak już wiecie Diana gościła na Warszawskich Targach Książki, natomiast ja odwiedziłam już po raz piąty największy w Polsce Festiwal Fantastyki - Pyrkon! Fantastyczne miejsce spotkań wszystkich ludzi, których łączy jedno - miłość do fantastyki. To miejsce, gdzie znikają jakiekolwiek podziały bariery, czy uprzedzenia. Istotna jest tylko pasja i chęć do dzielenia się nią z innymi ludźmi, co widać w oczach każdego uczestnika. Nic więc dziwnego, że jest to wydarzenie bardzo wyczekiwane przez wiele osób. Ja również do nich należę, dlatego te trzy dni - 18, 19 i 20 maja, już od roku miałam zaznaczone w kalendarzu. 



Każdy Pyrkon wspominam bardzo dobrze, mimo że z roku na rok przez powiększającą się liczbę uczestników, odczuwalny jest duży ścisk, co przekłada się na gigantyczne kolejki gdziekolwiek chcielibyśmy się udać poczynając od autografów i prelekcji, a kończąc na jedzeniu i toalecie. Jak już zaczęłam narzekać to muszę nadmienić, że wyjątkowo w tym roku organizatorzy niemile zaskoczyli mnie wyborem hali, którą przeznaczyli na gry planszowe. Nie wiem, czy tylko mi się tak wydawało, ale myślę, że w tym roku miejsce i ilość stołów przygotowanych dla fanów gier planszowych była zdecydowanie za mała. Znalezienie stołu do gry, graniczyło z cudem, a widziałam parę osób, które zrezygnowane, po prostu rozpoczynały rozgrywki na podłodze. Mam nadzieję, że organizatorzy w przyszłym roku przywrócą blokowi gier planszowych większą halę, bo na tak dużą liczbę uczestników to miejsce było po prostu za małe.


Będąc na Pyrkonie przede wszystkim najbardziej nie mogę się doczekać spotkań i prelekcji z autorami, których powieści dostarczyły i dostarczają mi dużo radości. Zazwyczaj po upragniony autograf oraz zdjęcie trzeba odczekać swoje i tak było również podczas tej edycji Pyrkonu. Po upragniony podpis Carda czekałam ponad 1,5 h, natomiast Bretta około 2,5 h, a i tak wiem, że wiele osób czekało zdecydowanie dłużej. Jednakże mimo bolących stóp i pleców, w kolejce zawsze miałam okazję z kimś porozmawiać miło spędzając czas w oczekiwaniu na swoją kolej. Tym samym udało mi się spotkać z poniższymi autorami - z niektórymi po raz kolejny, a z innymi po raz pierwszy. 



Orson Scott Card


Peter V. Brett


Patricia Briggs


Alwyn Hamilton


Paulina Hendel


Marcin Przybyłek



Michał Gołkowski


W sumie zebrałam aż 19 podpisów, a do domu wróciło ze mną aż 10 nowych pachnących książek, które absolutnie nie wiem kiedy przeczytam patrząc na moją listę zaległości. Ale chyba to w sobie ma atmosfera wszelkich festiwali i targów, podczas których czytelnik jest non stop kuszony przez promocje i specjalne oferty. Tylko książkoholik z ogromną samozaparciem będzie im się w stanie oprzeć - ja w tym roku znowu uległam i mówię to całkowicie bez wstydu! :D 

Na koniec podzielę się jeszcze z Wami paroma zdjęciami, które udało mi się zrobić podczas Festiwalu. Wśród nich wyjątkowe kreacje wykonane przez Aldonę Talarczyk czy wspaniała karczma Hearthstona!








Udało Wam się odwiedzić Pyrkon w tym roku, czy może jeszcze nie mieliście okazji wziąć udziału w tym fantastycznym festiwalu? :D

Kolejna edycja odbędzie się 26-28.04.2019 r. Do zobaczenia!

"Cała ja" - Augusta Docher [przedpremierowo]




Istnieją takie książki, które wzbudzają całą gamę emocji i uczuć. Po przeczytaniu ich nie można żyć sobie swobodnie. Zakorzeniają się w naszych sercach. Historie w nich przedstawione dają nam wiele do myślenia i wciągnięcia wniosków dla siebie. Taka właśnie jest najnowsza powieść Augusty Docher vel Beaty Majewskiej „Cała ja”. Nie można przejść obok niej obojętnie.

"Dream me the world" by Once Upon a Candle




Czy są tu jacyś fani świeczek i książkowych gadżetów?! Dziś mam dla Was coś specjalnego :), mianowicie recenzję pierwszego boxa od Once Upon a Candle, który wypełniony jest gadżetami dla każdego książkoholika i oczywiście przepięknymi, sojowymi świecami, których zapachy inspirowane są równymi powieściami.

Pewnego dnia przeglądając Instagrama natrafiłam na profil @byonceuponacandle, który okazał się profilem polskiego, dopiero co rozwijającego się sklepu ze świeczkami sojowymi, których zapachy inspirowane były różnymi powieściami, w szczególności powieściami młodzieżowymi z gatunku fantastyki. Jak wiecie fantastyka jest gatunkiem, w którym się najbardziej zaczytuję, dlatego widząc świeczkę „Winter at Hogwarts”, czy „New Year's Eve in Hogsmeade”, moje zainteresowanie zostało bardzo pobudzone. Postanowiłam jednak wstrzymać się z zamówieniem pragnąc najpierw zapoznać się z opinią innych. Czas płynął, a mój apetyt rósł za każdym razem, jak tylko natrafiałam na piękne zdjęcia i zachęcające opisy u Oli z @pop.books oraz u Agnieszki z @magical_reading. Tym samym muszę przyznać, że świeczki w sumie kusiły mnie tak od ładnych paru miesięcy, ale to dopiero limitowany box, który pojawił się w ofercie OUAC zburzył całkowicie moją wolną wolę, sprawiając, że bez zastanowienia, od razu nabyłam box’a „Dream me the world”.


„Dream me the world” jak na pierwszy box tej firmy prezentuje się naprawdę nieźle. Zajdziemy w nim:
·         3 świeczki – jedną o pojemności 135 ml oraz dwie mniejsze o pojemności 60 ml;
·         kubek;
·         przypinkę;
·         dwie zakładki;
·         notes;
·         art print.
Wszystkie powyżej wypisane elementy zostały wykonane w inspiracji „Królem kruków”, „Szóstką wron” i „Marzycielem” - trzema seriami z gatunku fantastyki młodzieżowej.


Jak tylko otrzymałam box’a nie mogłam nie zwrócić uwagi na to, jak dobrze był on zapakowany. W szczególności na pochwałę zasługuje staranne zabezpieczenie elementów kruchych (kubek i szklane świecki) w dodatkowe małe kartoniki. Widać, że zespół OUAC przykłada dużą wagę do tego by ich produkty były dostarczane kupującym w jak najlepszym zabezpieczeniu z zminimalizowanym ryzykiem uszkodzenia jakiejkolwiek części. Wierzcie mi zamawiałam już nie raz boxy różnych firm, zarówno tych książkowych, jak i kosmetycznych, i nie widziałam, żeby którakolwiek z nich przykładała, aż tak dużą wagę do odpowiedniego zabezpieczenia przesyłki. Zdecydowanie jest to duży plus i zapewnienie dla kupującego, że nie będzie czekało go przykre rozczarowanie przy otwieraniu jakiejkolwiek paczki od tej firmy.


Jak tylko otworzymy boxa naszym oczom ukazuje się przede wszystkim, nieodłączny element każdej tego typu przesyłki, czyli „makaron” w ciemnogranatowym kolorze. Miłym urozmaiceniem tego jest to, że w pudełku, zgodnie z zapowiedzianym tematem, znajdziemy również ozdobne czarne pióra. Z tak piękne przygotowanego wnętrza pozostaje nam już tylko wyłowienie wszystkich produktów, które przygotował dla nas zespół OUAC.  
Zawartość boxa prezentuje się naprawdę dobrze, jednak nie byłabym sobą, gdybym trochę na początku nie ponarzekała. Najbardziej zawiodłam się na wykonaniu niektórych grafik na produktach znajdujących się w boxie. Szczególnie razi oczy bardzo słabej jakości wykonanie zakładek. Nie wiem, czy inni nabywcy boxa mieli również z tym problem, ale moje zakładki po prostu są źle przycięte. Grafika na kubku troszeczkę jest moim zdaniem mało czytelna i mogła być trochę lepiej wykonana. Jednakże są to moje jedyne zarzuty, bo muszę przyznać, że i grafika na notesie, jak i na artprincie jest bardzo piękna i w zadawalającej jakości.


Na deser zostawiłam sobie omówienie ostatnich elementów, które właściwie są trzonem całego boxa, czyli świeczek! Tak jak wcześniej zaznaczyłam w boxie znajdziemy trzy świeczki. Pierwszą świeczką, którą wypróbowałam, było „Dream me the world” o pojemności 135 ml pachnąca czekoladą i miętą. Przyznam szczerze, że moje pierwsze wrażenie po otwarciu słoiczka ze świeczką wyglądało mniej więcej tak – ugh, blee. Jednak już po chwili przy dłuższym wąchaniu przerodziło się w pełne zadowolenia „mmmmm”.
Kolejną świeczką, którą wyłoniłam z boxa było "No mourners No funerals" o pojemności 60 ml. Jest to bardzo specyficzna świeczka o zapachu drzewa sandałowego, jaśminu oraz paczuli. Sama porównałabym ją do takich męskich perfum. Zdecydowanie nie jest to zapach dla każdego i sama nie wiem, czy kiedykolwiek odważę się zapalić tę świeczkę.



Moim absolutnym faworytem jednak została świeczka, którą wypróbowałam jako ostatnią, czyli "Strange the Dreamer" o zapachu zielonego jabłka oraz czarnej porzeczki i pojemności 60 ml. Jest to całkowicie mój zapach. Słodki, świeży, idealny na wiosenny wieczór przy książce.
Dwie z wyżej opisanych świeczek zdążyłam już zapalić i powiem Wam, że naprawdę warte są swojej ceny. Pięknie się palą, a zapach utrzymywał się w całym pokoju, w którym zapaliłam świeczkę, nawet do ponad godziny od jej zgaszenia!
Cena takiego boxa to 85 złotych bez kosztów wysyłki, co przy ogólnym podliczeniu daje nam kwotę bliską 100 złotych. Przyznaję, że jest to czynnik odstraszający i nie wiele osób będzie sobie mogło na taki zakup pozwolić, zwłaszcza w ciemno, dlatego lepszą alternatywą wydaje się najpierw spróbowanie osobno samych świeczek. Jednak powiem Wam, że mimo tego, jestem bardzo zadowolona z dokonanego zakupu. Bez wahania zamówiłam więc następny box „To the stars”, który w całości będzie poświęcony serii „Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas. Co prawda, ten limiowany box już nie jest dostępny, ale ja bardzo Was zachęcam Was do zerknięcia do sklepu internetowego Once Upon a Candle i wypróbowania ich magicznych sojowych świeczek. Naprawdę warto! <3


PS Jak przeszukacie dokładnie książkowe Instagramy to możecie znaleźć kody rabatowe u ambasadorek OUAC, które pozwalają na skorzystanie z -10% zniżki na wszystkie świeczki!

"Zaklinaczki" - Mariola Zaczyńska [przedpremierowo]


O przyjaźni napisano już naprawdę wiele książek. Mogłoby się wydawać, że temat został już gruntownie przepracowany i w tym temacie nie ma szans na powstanie czegoś nowego, odkrywczego, co mogłoby przyciągnąć uwagę czytelników. Nic bardziej mylnego. Udowadnia to w swojej najnowszej powieści Mariola Zaczyńska. „Zaklinaczki”.