ŻYCZENIA :)


Kochani!
W tym wyjątkowym czasie z przyjemnością życzymy Wam świąt spędzonych w rodzinnym gronie, smacznego jajka, zajączka co same książki przynosi i bardzo mokrego dyngusa!
Przede wszystkim jednak niech te święta upłyną w przyjemnej i radosnej atmosferze.
Wesołych Świąt! 

Życzy 
zespół Recenzji z Pazurem


George R. R. Martin - Ogień i krew II



Ten dzień w całości należał do powracającej na mały ekran "Gry o tron". Spektakularny i fenomenalny serial w końcu doczekał się swojego zakończenia, którego wyczekują miliony fanów na całym świecie. Nic więc dziwnego, że dzisiaj wielu z nich towarzyszyły ogromne emocje związane z premierowym, pierwszym odcinkiem ostatniego, ósmego sezonu "Gry o tron". Mam nadzieję, że odcinek wszystkim zainteresowanym przypadł go gustu, tak jak i mi, a emocje zdążyły już trochę opaść, ponieważ mam dla Was iście ognistą recenzję. Przynoszę Wam "Ogień i krew cz.2", czyli drugą część kroniki królów Westeros z Dynastii Targaryenów. 

Tytuł: Ogień i krew cz.2
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka



Wbrew temu czego spodziewałam się na początku, "Ogień i krew cz. 2" wieńczy jak na razie historię Dynastii Targaryenów wydarzeniami z czasów Tańca ze Smokami oraz panowania Aegona III Zguby Smoków. Nie poznajemy  przez to dalszych losów smoczego rodu w Westeros, ponieważ zgodnie z obietnicami autora zostaną opisane one w innych książkach. Przypomnę, że "Ogień i krew" została w Polsce podzielona na dwie części i pisanie o niej oddzielnie stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Przede wszystkim warto przypomnieć, że "Ogień i krew" została napisana w stylu kronikarskim, której autorem jest postać ze świata Pieśni Lodu i Ognia - arcymaester Gyldayn. Sprawia to, że książka ta  nabiera wyjątkowego klimatu i ma się wrażenie jakby dane nam było przeczytać książkę wprost wyjętą z tego fantastycznego świata. Jednakże przez to nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, ale jeżeli ten styl nie będzie dla Was przeszkodą, to spędzicie z tą książką naprawdę wyjątkowe chwile.



Tak jak rekomendowałam to przy okazji recenzji pierwszej części, książkę tę warto czytać uprzednio zapoznawszy się z światem Pieśni Lodu i Ognia wykreowanym przez George'a R. R. Martina. Może okazać się całkowicie zgubne zapoznanie nowego czytelnika od razu z kroniką smoczego rodu ze względu na ogromną ilość wydarzeń i postaci. To pozycja zdecydowanie dedykowana dla osób, które chcą głębiej poznać historię rodów Westeros sprzed Zagłady Smoków. Taniec Smoków w tej części jest główną osią wydarzeń. Szczegółowo poznajemy przyczyny tego konfliktu, najważniejsze bitwy , narady i spiski oraz również konsekwencje tego konfliktu dla całego kontynentu. George R.R. Martin słowami arcymaestra pokazuje nam wszystkie fakty dotyczące tych przełomowych lat w Westeros. Czasami miałam wrażenie, że zbyt szczegółowo opisuje poszczególne wydarzenia, jednak to że niektóre rzeczy nadal pozostały owiane mgłą tajemnicy sprawiło, że nie mogłam oderwać się od tej kroniki i sama snułam domysły oraz wymyślałam własne hipotezy odnośnie poszczególnych zdarzeń.



Po raz kolejny muszę zwrócić Waszą uwagę na ilustracje. Doug Wheatley perfekcyjnie kontynuuje obrazowanie opisywanych w książce wydarzeń za pomocą wyjątkowych grafik. Idealnie oddają one klimat opisywanych wydarzeń. Zwłaszcza moją uwagę przyciągnęły ilustracje bitew smoków i ich jeźdźców znajdujące się na stronach 183 i 235.



"Ogień i krew" jest pozycją, którą zdecydowanie będę polecać każdemu fanowi "Gry o tron". Z całą pewnością kronika rodu Targaryenów pozwoli w tygodniowych przerwach pomiędzy odcinkami, czy też po zakończonym serialu zaspokoić choć trochę głód związany z niedosytem tego świata. George R. R. Martin niezaprzeczalnie stworzył wyjątkowy, magiczny i wielowarstwowy świat pełen akcji i niesamowitych bohaterów.




Remigiusz Mróz - Umorzenie


Na każdą książkę z serii z Joanną Chyłką czekam z niecierpliwością, chociaż później podczas lektury niejednokrotnie denerwuje mnie to co się w niej dzieje. Mróz nie oszczędza swoich bohaterów i nie daje im wytchnienia ani na chwilę, a seria nieubłaganie zmierza ku końcowi albo nie? Kto wie gdzie jeszcze zaprowadzi nas autor?

Tytuł: Umorzenie
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Seria: Joanna Chyłka

Czasami szczęście jest bardziej ulotne niż nam się wydaje. Skalscy. Małżeństwo - kochająca żona, oddany mąż i dwójka wspaniałych dzieci, rodzina idealna. Pewnej nocy sąsiedzi słyszą krzyki, które dochodzą z tego idyllicznego domu. Ktoś wzywa policję, a kiedy funkcjonariusze zjawiają się na miejscu zbrodni odnajdują brutalnie zamordowaną matkę wraz z dziećmi. Wkrótce okazuje się, że jedynym podejrzanym jest głowa rodziny.

Co sprawiło, że idealny mąż i ojciec, który nigdy nie podniósłby ręki na członków swojej rodziny stał się potworem?

Jego obrony podejmuje się adwokat Joanna Chyłka. Ma świadomość, że to może być ostatnia sprawa w jej karierze. I chociaż Skalski od początku przyznaje się do winy decyduje się go bronić i zamierza odejść w chwale. Z marszu rusza do ataku, Skalski okazuje się mieć żelazne alibi, problem w tym, że oskarżony uważa, że zostało sfabrykowane. Podobnego zdania jest prokuratura. Kto ma rację?

Dzień, w którym umrzesz, zacznie się tak samo jak każdy inny.

Jedno jest pewne, to nie jest seria, którą autor ciągnie jedynie dla zysku. Mróz wciąż ma pomysły na kolejne tomy serii, są one niewymuszone, a czytelnik z utęsknieniem wypatruje kolejnego tomu by poznać dalsze losy bohaterów. Dziewiąty tom podobnie jak poprzednie trzyma poziom, jestem pewna, że z dziesiątym będzie podobnie, na co wskazuje zakończenie.

W tym tomie Chyłka dostaje "po dupie", bardziej niż zwykle. Autor jej nie oszczędza, a do jej życia wkradły się wszystkie plagi egipskie, które kładą się cieniem na wszystko co do tej pory osiągnęła. Beznadziejna sprawa sądowa, wspólnicy w kancelarii, którzy są przeciwko niej, zniszczenie relacji z Zordonem, choroba, to wszystko odbija się w kreacji postaci. Chyłka w tym tomie wydaje się rozchwiana, z jednej strony kobieca, z drugiej bardziej ostra niż zwykle, walczą w niej dwa światy, co autor opisuje z dużą wprawą. Postać jedynie na tym zyskuje, chociaż liczba nieszczęść, które na nią spływają wydaje się wręcz nieprawdopodobna.

Róże na górze, fiołki na dole, dawaj tę butlę, bo ci wpierdolę.

W tej książce pierwsze skrzypce gra wątek obyczajowy, sama sprawa kryminalna nie jest oczywista, intryga początkowo wydaje się zupełnie niezrozumiała i w zasadzie jedynym co jest pewna to to, że Chyłka zdaje się bronić prawdziwej bestii. Ostatecznie jednak autor ciekawie prowadzi nas przez batalię sądową i tym samym odsłania przed nami krok po kroku wszystkie elementy intrygi. Dodatkowym atutem jest pojawienie się bohaterki znanej z innej powieści autora, a wraz z nią nie do końca wyjaśnionego wątku.

Styl autora praktycznie niczym nie różni się od poprzednich tomów. Akcja powieści pędzi na łeb na szyję, wątek kryminalny i obyczajowy przeplatają się ze sobą, zdają się wręcz nierozłączne. Bohaterowie nie rezygnują ze swojego ciętego języka, a i nie brakuje im czarnego humoru. Wszystko kończy się w nieoczekiwany sposób i stanowi zapowiedź kolejnego tomu.

Życie jest trochę jak film, to wszystko. Spoiler jest taki, że wszyscy umrzemy. suspens taki, że nigdy nie wiadomo kiedy.
Umorzenie wciąga już od pierwszej strony i trzyma w stanie ciągłego napięcia aż do ostatniego zdania. W tym tomie wątek kryminalny mocno przeplata się z wątkiem obyczajowym, autor niejednokrotnie zaskakuje, a kolejny tom zapowiada się jeszcze ciekawiej.

Ze egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu

Alice Broadway - Iskra


Nie wiem, czy pamiętacie tę piękną świecącą się na kilometr okładkę, która parę miesięcy temu gościła na naszym blogu? "Tusz" Alice Broadway był jedną z piękniejszych książek wydanych w minionym roku, a swoim blaskiem przyciągnął zapewne niejedną okładkową sroczkę. Wydawnictwo We need YA ponownie nie zawodzi czytelników dostarczając im równie piękną, tylko, że tym razem w odcieniach czerwieni, "Iskrę" - drugi tom debiutanckiej serii "Księgi skór" brytyjskiej pisarki. 

Tytuł: Iskra
Autor: Alice Broadway
Wydawnictwo: We need YA


"Iskra" jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń znanych czytelnikowi z pierwszego tomu. Leora w konsekwencji wydarzeń mających miejsce podczas rytuału wspominek zostaje wysłana do  Featherstone. Ukrytego, tajemniczego miasta zamieszkałego przez nienaznaczonych i znanego jej jedynie z mrocznych opowieści. Tam będzie musiała zdecydować o tym czy zostanie szpiegiem na usługach burmistrza Saintstone, czy może przyłączy się do mieszkańców jej rodzinnego miasta Featherstone. Rozdarta pomiędzy dwoma światami będzie musiała poznać prawdę o przeszłości i zdecydować, w którą wersję opowieści powinna uwierzyć. Jedno jest pewne, nic w jej życiu już nie pozostanie takie jak było. 


"Iska" w moim odczuciu podołała i przebiła swoją młodszą siostrę "Tusz". Porównując do siebie te książki widać, jak bardzo poprawił się warsztat pisarski autorki. Na szczególną uwagę zasługuje znaczne rozbudowanie świata przedstawionego. W "Iskrze" poznajemy świat poza Saintstone, a konkretnie akcja skupia się wokół Featherstone. Dane nam jest razem z główną bohaterką poznać drugą, tak bardzo podobną ale inną, historię ludu nienaznaczonych. 

Zaskakujące dla mnie było to, że "Iskra" posiada naprawdę bardzo silne i dobrze napisane pierwsze rozdziały. Potrafią one zaangażować czytelnika, nienachalnie przypominając mu o wydarzeniach z poprzedniego tomu utrzymując zainteresowanie czytelnika powoli z początku rozwijającą się akcją. Później niestety magia książki gdzieś ulatuje i historia powoli powraca na tory schematu i powtarzalności. Tak jak i w pierwszym tomie widoczne są inspiracje autorki wydanymi wcześniej seriami dotykającymi podobnej tematyki (np. "Igrzyska Śmierci" czy "Niezgodna"). Dlatego trudno jest mi mówić o jakichkolwiek zwrotach akcji, czy nieprzewidzianych wydarzeniach. "Iskra" to dobra książka z gatunku fantastyki młodzieżowej, jednak brakuje jej zdecydowanie pazura i niestety również tytułowej iskry.


Tak jak i w "Tuszu" jak i również w "Iskrze" mamy do czynienia z rozdziałami, które stanowią historię ze świata naznaczonych i nienaznaczonych. W stosunku do objętości książki ponownie jest ich całkiem sporo, jednak traktuję to jako jeden z plusów tej serii. Historie te pomagają czytelnikowi lepiej poznać świat "Księgi skór". Dzięki czemu łatwiej nam się wczuć i zrozumieć obie strony budowanego w powieściach konfliktu. 

Ponownie muszę jednak wspomnieć o tym, o czym już napisałam przy okazji recenzji pierwszego tomu. Seria ta w dalszym ciągu cierpi na barak wyrazistych bohaterów. Ciągle brakuje mi w tym świecie złożonych i interesujących postaci zarówno tych złych, jak i dobrych. Po raz kolejny autorka więcej czasu poświęciła rozbudowywaniu świata i przygotowywaniu podłoża pod akcję niż bohaterom. Na tym niestety cierpi już cała seria. Jak czytelnik ma kibicować jakiejkolwiek stronie konfliktu, jeżeli los żadnej z nich go nie przejął. Jak czytelnik może sympatyzować z jakimkolwiek z bohaterów, skoro żaden nie został mu odpowiednio przedstawiony? Niestety w przypadku serii "Księgi skór" los bohaterów był i jest dla mnie przez to obojętny, co muszę z przykrością stwierdzić znacznie utrudniło mi odpowiednie zaangażowanie się w czytaną historię.


Zakończenie drugiego tomu nie pozostawia wątpliwości. Trzeci tom w tej serii na pewno się pojawi. Mam nadzieję, że autorce uda się w tomie trzecim dać zadość wszystkim wydarzeniom opisanym w poprzednich tomach i historia Leory doczeka się satysfakcjonującego zakończenia. Z całą pewnością sięgnę więc po "Bliznę", jak tylko ukaże się nakładem wydawnictwa We need YA.



Max Czornyj - Pokuta


Bardzo, ale to bardzo spóźniona recenzja Pokuty. Z powodu natłoku obowiązków najpierw zwlekałam z jej przeczytaniem, później napisaniem tej recenzji. Muszę jednak już na wstępie napisać, że powrót do historii komisarza Deryło sprawił mi ogromną przyjemność.


Autor: Max Czornyj
Tytuł: Pokuta
Seria: komisarz Eryk Deryło
Wydawnictwo: Filia

Cztery Iks, jeden z najbrutalniejszych seryjnych morderców grasujących w Lublinie wreszcie wpada w ręce policji. Kiedy wydaje się, że sytuacja zostaje opanowana raz na zawsze, a wszystko zmierza ku lepszemu, odnalezione zostają kolejne zmasakrowane zwłoki. Dla policji jasna jest jedna rzecz - Cztery Iks, który jest zamknięty w szpitalu zdecydowanie za to nie odpowiada. Wkrótce okazuje się, że niektóre z uprowadzonych kobiet wciąż żyją. Rozpoczyna się walka z czasem.

Komisarz Eryk Deryło ponownie podejmuje grę z mordercą, której stawką będzie życie wielu niewinnych osób. Podążając za mordercą Deryło powraca do swoich demonów z przeszłości, które odżywają na nowo i uderzają w niego z siłą gotową przyprawić go o szaleństwo.

Cytując: Odpuszczenie Grzechu wymagało Ofiary, teraz przyszedł czas na Pokutę.

Każdego można skrzywdzić. I każdy może skrzywdzić nas. Wystarczy się przywiązać, zaprzyjaźnić lub nie daj Boże zakochać, a potem niech los zrobi swoje.
W tej powieści bohaterowie bez wątpienia grają pierwsze skrzypce. Autor skupił się na postaci seryjnego mordercy, opisał ją bardzo dokładnie i wpuścił nas do jego świata. Dzięki poznaniu jego przeszłości oraz nakreśleniu dokładnego rysu psychologicznego przez Czornyja mogliśmy poznać go bliżej, zrozumieć, bądź znienawidzić. Niestety zawiodła mnie postać Deryły, nie sama kreacja oraz jego upór w dążeniu do celu, a wysunięcie na plan jego sytuacji rodzinnej, która nie wydaje się bezpośrednio związana z historią.

To co zawsze będzie wyróżniać książki Czornyja to styl. W pierwszej kolejności mroczny klimat, który towarzyszy nam na każdym etapie czytania. W dalszej plastyczne opisy okrucieństw, których dopuszcza się morderca i wreszcie konstrukcja fabuły, która pozwala na prowadzenie akcji równym tempem. Wszystko to wpływa na to, że czytelnik niechętnie odrywa się od powieści, bo śledzi losy dalszej akcji z najwyższym zaangażowanie. Dodatkowo napięcie wzmacniają rozdziały zakończone tzw. cliffhanger'ami, których jest mnóstwo.

Ktoś powiedział, że psychopaci są jak tanie dziwki. Pociągają, ale jak się za bardzo zbliżą, mogą zostawić syfa.


Mam wątpliwości co do osobowości wielorakiej, a w zasadzie sposobu jej opisania przez autora. Nie wiem czy Max odrobinę sobie nie pofolgował. W wielu umysłach wciąż trwały jest obraz osobowości wielorakiej, którą pozostawił po sobie Split oparty na historii Billy'ego Milligan'a (amerykańskiego przestępcy o 24 osobowościach), jednakże tzw. dysocjacyjne zaburzenie tożsamości, choć bardzo rzadkie i intrygujące, w rzeczywistości są mniej widowiskowe. Mimo wszystko jest to bez wątpienia interesujący sposób przedstawienia tego zjawiska, który świetnie wpasowuje się w wymyśloną historię. 

Trylogia z komisarzem Deryło trzyma poziom, a ostatnie wieści o czwartym tomie nie przerażają. Jestem ciekawa co nowego pokaże autor i czekam na to z przyjemnością. A Wy? Znacie już komisarza Deryło?


Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu


10 PYTAŃ DO MAŁGORZATY FALKOWSKIEJ



1. Ilias, siódma książka, nowe wydawnictwo, pozytywne opinie czytelników - cieszysz się? 

Cieszę się to mało powiedziane. Ja regularnie wysyłałam propozycje do Wydawnictwa Helion, ale dopiero Ilias się wpasował w profil. Pamiętam, jak dostałam maila, że chcą mnie wydać i wołałam męża, bo sądziłam, że chyba proces rozumienia tekstu kompletnie mi wysiadł. Chcieli mnie wydać? Mnie, zwykłą Falkowską. 

Co do pozytywnych opinii, to nie zapominaj o tych mniej przychylnych, które także mnie cieszą. Lubię je, jeśli nie dotyczą analizy psychologicznej mojej osoby, a i takie się zdarzają. Fakt, więcej jest tych pozytywnych, niby z groźbami, ale to tylko z mojej winy, że ludzie tak reagują na książkę. O to chodziło J 


2. Okej, Iliasa napisałaś po swojej wycieczce na wyspę Kos. Co Cię do tego zainspirowało? 

Ewidentnie miejsce sprzyjające romansom. Morze, piasek i ciepło. Oj, jak ja bym chciała mieszkać w takim miejscu. Już pierwszego dnia poznając hotel, wpadłam na pomysł, by stworzyć książkę, której akcja będzie działa się w tym konkretnym miejscu. Miałam wypocząć, a ja robiłam resarch, wypytywałam pracujące polki o warunki pracy, wyszukiwałam potrzebnych mi imion. I chyba dzięki mojej miłości do sorbetów Ilias jest właśnie Iliasem, bo pracujący na plaży barman (o takim właśnie imieniu) szybko zauważył, że regularnie przychodzę po sorbet truskawkowy i wlewał mi go, gdy tylko ujrzał mnie w drzwiach. Można więc rzec, że inspiracje się wszędzie, a Ilias jest tego najlepszym przykładem. 


3. Gabi to kobieta, która ma za sobą nieudany związek, Ilias to typowy bawidamek, Kos z kolei to idealne miejsce na wakacyjną przygodę…przyznasz, że brzmi to jak typowy romans. Co więc wyróżnia Iliasa na tle innych tego typu książek? 

Według mnie realizm. Postać Gabi jest taka swojska, typowa młoda kobieta, która czasem zachowuje się nielogicznie. Również Ilias jest nie tylko bawidamkiem, jak go określiłaś, ale też facetem, którego w zwyczajnym życiu niby staramy się unikać, ale ta nasza wiara w chęć zmiany sprawia, że to właśnie „takiego Iliasa” darzymy uczuciem. Historia tych dwojga może być dla wielu z pozoru czymś powtarzalnym, ale ja zapewniam, że tak nie jest. Już od samego początku tak nie miało być i według recenzentów i pierwszych czytelników, to się udało. 


4. Od Twojego debiutu „Mąż potrzebny na już” do „Iliasa” wiele się zmieniło. Czy inna Małgorzata Falkowska stawiała ostatnią kropkę w debiucie, a inna w już siódmej powieści? 

Na pewno bardziej wymagająca J Pewnie za kilka książek, stwierdzę, że Iliasa napisałabym inaczej, tak samo podchodzę do pierwszych książek. Ale nie inaczej treściowo, ale warsztatowo. Z każdą napisaną książką mam wrażenie, że wymagam od siebie więcej i to mnie cieszy. Sprostanie samej sobie jest bowiem w mojej twórczości najtrudniejsze i to właśnie Falkowską najtrudniej zaskoczyć. Jeśli podczas pisania tak właśnie się dzieje, to wiem, że i czytelnicy zrobią wielkie WOW, kiedy skończą kolejną książkę. Może nie innej, ale na pewno bardziej świadomej Falkowskiej. 


5. Była już komedia romantyczna, był thriller, była powieść obyczajowa, było new adult, była powieść dla dzieci, a Ilias to gorący romans. Skąd taka różnorodność? Chcesz mieć szeroki repertuar do zaoferowania swoim czytelnikom? Poszukujesz czegoś nowego czy dopasowujesz gatunek do historii, bohaterów? Co jeszcze planujesz? 

I teraz wyjdę na egoistkę (śmiech). Piszę tak różne rzeczy, żeby samej siebie nie zanudzić. Nie mogłabym pisać wciąż jednego. Dzięki „skokom” mogę dziś kogoś zabić, a jutro innym osłodzić życie. Zawsze po czymś z happy endem, marzę by wbić w kolejnej książce bohaterom szpilę. Nie lubię, gdy jest zbyt różowo, ale też nie chcę by było czarno. Podróże gatunkowe pozwalają mi się bardziej otworzyć, zobaczyć w czym czytelnik mniej najbardziej lubi. Co mi wychodzi, a co powinnam zostawić w cholerę. Czasem się śmieję, że muszę zrobić listę, gdzie mnie jeszcze nie było, co dziś traktuję, jak żart, ale nie mogę z całą pewnością powiedzieć, że tego na pewno nie napiszę. Moja wyobraźnia płata mi figle od bardzo dawna. Pamiętam doskonale, jak w jednym z wywiadów powiedziałam, że nigdy, ale to absolutnie nigdy nie napiszę scen seksu… No nie wyszło, a ja teraz muszę publicznie przepraszać. A co jeszcze planuję? Niedługo premierę będzie miał mój kryminał pt. Nagranie, w tym roku jeszcze wyjdzie duet z Darią Skibą, który także był dla mnie ważną lekcją, a rok zakończę książką, którą nawet mi ciężko wrzucić w gatunek, ale mówię o niej „nawołująca do dobroci”. Takie różne twarze Falkowskiej w 2019 roku to zaskoczenie nie tylko dla czytelników, ale przede wszystkim dla mnie. Wierzę, że nie będzie nudy, a to chyba najważniejsze. 


6. Czy do pisania potrzeba specjalnego miejsca? Czy możesz pisać wszędzie? W domu? W pracy? Kawiarni? 

Mój mąż uwielbia, gdy ktoś zadaje mi to pytanie i śmieje się, że powinien pokazać mój kąt. Dosłownie kąt. Bo owszem mogę pisać wszędzie, ale nigdzie nie idzie tak dobrze, jak w kącie narożnika w naszym mieszkaniu. I po co mi biurko, które już w zasadzie wyrzuciliśmy z racji zabierania niepotrzebnie miejsca czy stół, jak ja mam swój kąt. Wojtek czasem nawet sobie ze mnie żartuje, mówiąc „do kąta”, a ja posłusznie siadam i wchodzę w ulubiony świat. Świat mój i bohaterów, gdzie to ja o wszystkim decyduję, choć wiem, że tak wcale nie jest, bo fikcyjni (jak nazywam bohaterów) nade mną dominują. 


7. Jaka jest najlepsza pora roku do pisania? Radosna wiosna? Upalne lato? Melancholijna jesień? Czy mrożący krew w żyłach grudzień? 

Mogę napisać o najgorszej, ale to chyba nie o porę roku tu chodzi. Są dwa miesiące, kiedy pisanie kompletnie mi nie idzie. Marzec (tak, teraz jedynie redaguję, bo o pisaniu mowy nie ma) i wrzesień. Dlaczego? Pewnie będzie to trudne do wytłumaczenia, ale to przez moją pracę zawodową. To właśnie, kiedy nadchodzi wiosenne i jesienne przesilenie, choroby psychiczne (a w takich warunkach pracuję) się uaktywniają i w domu marzę tylko o ciszy i serialu. Nie ma szans, aby skupić się na losie bohaterów, tworzeniu fabuły. Trzeba odczekać aż wiosna i jesień nadejdą, a potem na spokojnie otworzyć plik. 


8. W jaki sposób piszesz? Czego do tego potrzebujesz? Wystarczy Ci kartka papieru i lecisz na żywioł? A może komputer i dokładny plan działania, który realizujesz krok po kroku? 

I tu zależy od gatunku. Przyznam szczerze, że najtrudniej jest z kryminałem. Go sobie rozpisuję najbardziej ze wszystkich, inne historie mam poukładane w głowie i spisane w zeszytach, jeśli spisaniem można nazwać dwie strony J Prawdą jest, że zasiadam do pisania, gdy znam…zakończenie, bo jeśli nie mam takiego w głowie, to bohaterowie są nieznośni. Pewnie brzmi to, jak wyznanie schizofreniczki, bo sama bym to tak odebrała, gdybym nie doświadczała tego osobiście. Trudno mi wyjaśnić, jak to jest, gdy bohaterowie biegają w głowie, gdy każdy z nich chce być najważniejszy, a ja jako „zła matka” muszę ich ustawić do pionu i pokazać, kto rządzi. 


9. Czy istnieje dla Ciebie jakiś autor-wzór? Ktoś kto Cię inspiruje? 

Powiem szczerze, że coraz więcej osób podziwiam i tu nie chodzi tylko o historie, jakie tworzą, ale o to jakimi są ludźmi. Ciężko mi wymienić jedno nazwisko, ale chyba nie zdziwi nikogo, że przywołam Remigiusza Mroza. Nie, nie za twórczość, bo ja sama nie przebrnęłam przez wszystkie książki, ale za samodyscyplinę. Mróz jest przykładem, że ciężka praca popłaca, co mnie inspiruje do otwierania pliku regularnie. 


10. Co chcesz na koniec powiedzieć swoim czytelnikom? 

Moim czytelnikom chcę przede wszystkim podziękować za to, że są. Wiem, że mam w nich wsparcie, ale wiem też, że są skorzy do krytyki, co szanuję i podziwiam. Mam nadzieję, że nasza wspólna przygoda będzie trwać, jak najdłużej, bo mi się ona bardzo, ale to bardzo podoba. Dziękuję <3