"Protektor" - Jola Czemiel


Kiedy zobaczyłam okładkę książki, wiedziałam że muszę po nią sięgnąć. A jak przeczytałam opis, to stwierdziłam, że będzie dla mnie jedną z tych wyjątkowych. Czy tak się też stało?

Weronika Nawara - W czepku urodzone


Do reportaży wszelkiego typu zawsze zabieram się jak pies do jeża. Niewiele z nich naprawdę mnie interesuje. Jednak po Małych Bogach nastał czas pielęgniarek, to temat, o którym nie można nie rozmawiać. I to nie dlatego, że w jednym czasie pojawił się prawdziwy wysyp książek na ich temat. Praca pielęgniarek często jest pomijana, podobnie jak ich sytuacja, a bez nich system ochrony zdrowia nie istnieje. 

W moje ręce trafiła książką Weroniki Nawary o niewidzialnych bohaterkach szpitalnych korytarzy. Autorka jest pielęgniarką w trakcie studiów magisterskich, pracuje na Oddziale Intensywnej Terapii. Prowadzi również bloga W czepku urodzona. Jest kobietą, która nie tylko zna to środowisko od podszewki, ale także pragnie ocenić je obiektywnie, z każdej możliwej strony, bez zbędnego wybielania. Co myślę o książce? Czy autorka sprostała zadaniu? Czy to dobry reportaż? Przekonajcie się!



Autor: Weronika Nawara
Tytuł: W czepku urodzone
Wydawnictwo: Otwarte

Pielęgniarstwo to zawód od zawsze niedoceniany. Droga do zawodu zaczynała się w liceach zawodowych, naukę można było kontynuować na studiach lub wybierać studium. Dzisiaj system ten ujednolicono do studiów licencjackich i magisterskich. Bez względu na tę zmianę droga do zawodu nie jest prosta i usłana różami, a sama praca jest niewyobrażalnie ciężka.

Pielęgniarki i lekarze niekiedy traktowani są jedynie jako pomocnicy lekarzy, chociaż są osobnym zawodem medycznym, ich praca jest ciężka, a wiedza i umiejętności, które posiadają nie zawsze znane są lekarzom. Praca jest więc trudna wymagająca, a pacjenci często niewdzięczni, dający w kość, ale o ile zrozumieć można chorego człowieka, to już roszczeniowe rodziny pacjentów potrafią wykończyć nawet najlepszą pielęgniarkę... Mimo to pielęgniarki i pielęgniarze kochają to co robią, czerpią z pracy satysfakcję i pragną opiekować się chorymi.


Jestem pielęgniarką,
a jaka jest Twoja super moc?


W czepku urodzone, to swego rodzaju reportaż. Książka wypełniona jest rozmowami z pielęgniarkami i pielęgniarzami: różnych specjalizacji, na innym etapie kariery zawodowej; o małym, średnim i ogromnym doświadczeniu; wypalonych i pełnych pasji, a także w zróżnicowanej sytuacji życiowej.

Długo nie wiedziałam czego spodziewać się po tej pozycji. Początkowo miałam więc mieszane uczucia. Środowisko pielęgniarek jest wewnętrznie niespójne, nawet wtedy gdy walczą o wspólną sprawę. Myślałam, że to będzie laurka, próba przedstawienia środowiska w samych superlatywach, ale zostałam miło zaskoczona. To rzetelna i prawdziwa pozycja, dotykająca bardzo różnych kwestii, niekoniecznie tych sympatycznych.

Autorka oddała głos pielęgniarkom. Wspólnie opowiadają o blaskach i cieniach tego zawodu. Nie tylko o trudnych studiach, niskich pensjach i niedocenianiu ich przez pacjentów oraz współpracowników. Opowiadają o pacjentach, którzy ich nie szanują; rodzinach pacjentów, które bywają bardziej upierdliwe niż sami chorzy, chociaż często brakuje im ku temu powodu; o wypaleniu zawodowym; problemach w życiu rodzinnym; zmęczeniu; błędach systemu, w którym funkcjonują. Jednak to nie wszystko... Bardzo dużo mówią o pacjentach, o chęci ulżenia im w cierpieniu, o tym jak potrafią o nich walczyć, że są przy nich wtedy, gdy ich potrzebują. Piszą nie tyle o powołaniu, co o niezwykłej pasji. To nie jest zawód dla każdego, to nie jest praca, która kończy się po wyjściu ze szpitala. Pielęgniarką jest się zawsze.

W czepku urodzone, to rzetelna i prawdziwa pozycja, opowiadająca o blaskach oraz cieniach pielęgniarstwa. Można się czepiać, że coś z punktu widzenia technicznego nie wyszło, ale to książka napisana przez pielęgniarkę, która prowadziła rozmowy z innymi pielęgniarkami. To pozycja o pielęgniarkach, stworzona przez pielęgniarki, ale nie tylko dla pielęgniarek. Wielu osobom może otworzyć oczy i następnym razem zanim będąc w szpitalu krzykną "Siostro, basen!", zastanowią się dwa razy.

Sięgnęłam po pozycję tego typu z prywatnych pobudek. Moja mama jest pielęgniarką z długoletnim stażem. Pracuje ciężko, czasami zbyt ciężko, a jej praca nie zawsze jest doceniana tak jak powinna. O pacjentach zawsze wypowiada się jednak dobrze, troszczy się o nich i dba. Zawsze idzie na dyżur, bez względu na to jak byłoby ciężko. Jest pełna pasji, nie widzi siebie w innym zawodzie. Bo jest pielęgniarką i to jedna z wielu jej super mocy. Ona również przeczytała książkę. Powiedziała, że jest dobra i chciałaby, żeby poznały ją nie tylko pielęgniarki. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić ją innym.


Za egzemplarz książki dziękuję:

Colleen Houck - Przebudzeni


Jest to moje pierwsze spotkanie z Colleen Houck, mimo że jej książki z cyklu "Klątwa Tygrysa", machały do mnie już od dłuższego czasu z półek w księgarniach i bibliotekach. Nigdy jednak nie było nam po drodze i dopiero teraz za sprawą pojawienia się nowego cyklu na polskim rynku wydawniczym, udało mi się zapoznać z jej twórczością. Jedno jest pewne, cieszę się, że spotkanie to nastąpiło dopiero teraz, ponieważ to, czego doświadczyłam przy lekturze "Przebudzonych", nie lubię przeżywać zbyt często.


Tytuł: Przebudzeni
Autor: Colleen Houck
Wydawnictwo: We need YA


Siedemnastoletnia Lilianna Young wiedzie życie idealnej córki zamożnych i wpływowych rodziców. Jest piękna, mądra i stać ją na wiele rzeczy. Swój wolny czas zamiast na spotkaniach towarzyskich czy imprezach woli spędzać w Metropolitan Museum of Art na Manhattanie, gdzie bez przeszkód może poświęcić się szkicowaniu i obserwacji zwiedzających. Kiedy próbuje znaleźć dla siebie wolny od innych ludzi kącik do przemyśleń, trafia do zamkniętego skrzydła z staroegipskimi zbiorami. Z zaintrygowaniem przygląda się nowo sprowadzonym eksponatom z Egiptu, gdy nagle okazuje się, że nie jest ona sama, a jeden z przywiezionych sarkofagów jest pusty. Lily spotyka Amona, egipskiego księcia, który raz na tysiąc lat powraca do świata żywych, by razem z braćmi odprawić rytuał chroniący ludzkość przed Panem Ciemności. Skołowany egipski książkę po setkach lat spędzonych w sarkofagu musi zmierzyć się z nową rzeczywistością,  wrócić do Egiptu, odnaleźć swoje urny kanopskie i braci oraz uratować świat, a jego pomocniczką z konieczności zostaje amerykańska nastolatka. Połączyło ich przeznaczenie i razem będą musieli zmierzyć się z wszystkimi przeciwnościami, by ocalić ludzkość.


"Przebudzeni" zabrali mnie w nie lada podróż i niestety okazało się, że była to podróż przez mękę. W mojej opinii wszystko w tej książce zostało napisanie nie tak, jak powinno. Dialogi, sceny akcji, bohaterowie. Wszystko jest tu płaskie i naiwne. Książka, jak na to, że jest pozycją dość obszerną, to mało czasu poświęca na lepsze zobrazowanie postaci, czy też świata. Z każdej strony bije ogromny niedosyt, a to, co otrzymujemy od autorki nie wystarcza na zaspokojenie czytelniczego apetytu. Faktem jest, że "Przebudzeni" wypełnieni są akcją. Z tą pozycją nie uraczycie nudy, jeżeli uwierzycie w tę historię. Natomiast jeżeli tak jak ja nie zachwyci Was ten świat, to przynajmniej z dużym prawdopodobieństwem dacie radę doczytać tę książkę do końca. W "Przebudzonych" dzieje się naprawdę bardzo dużo. Bohaterowie co chwila zmieniają lokację i bardzo mało czasu spędzają na zastanawianiu się nad następnymi ruchami. Trudno się im dziwić, w końcu na szali postawiony jest los całej ludzkości, a czas ucieka. Jednak konsekwentne do fabuły tempo akcji jest niestety tą jedyną rzeczą, za którą mogę pochwalić tę książkę.

Moje narzekanie zacznę może od samej fabuły.Nie jest ona skomplikowana, jednak zawiera w sobie wiele wydarzeń, bez których zdecydowanie można by było się obejść. Czytając "Przebudzonych" miałam wrażenie, jakbym miała do czynienia z wieloma zapychaczami, które często spotykamy w takich taśmowych serialach. Niby coś się dzieje i jest to związane z głównym wątkiem, ale zostało przeciągnięte do granic możliwości. I tak niestety jest w tej książce. Dzieje się w niej wiele rzeczy tak karykaturalnych i dziwnych, że bardzo ciężko jest uwierzyć w tę historię i dać się jej porwać. Ze strony na stronę wymyślane są nowe przeciwności, a samo główne zagrożenie, mimo pojawiających się gdzieś na drodze zwrotów akcji, nie przybiera na wadze sprawiając, że ostateczna konfrontacja nie dość, że jest formalnością, to jeszcze mimo tej całej sztucznie groźnej otoczki nie wzbudza większych emocji.


Bohaterowie również nie świecą w tej powieści. Są mało wyraziści, schematyczni i podejmują często, gęsto nieracjonalne decyzje. Z żadnym z nich się nie polubiłam i żadnemu nie kibicowałam. Jeżeli chodzi o główną bohaterkę, to jest ona do bólu idealną nastolatką, której głowy oczywiście przede wszystkim nie zaprząta ratowanie ludzkości, ale idealnie wyrzeźbione ciało Amona, o którym stale czytelnikowi przypomina. Mimo że kreowana jest przez autorkę na idealnie piękną i mądrą romantyczkę, to w poszczególnych scenach daje wyraz bardzo wąskotorowego myślenia i takiego dziecinnego egoizmu. Ciężko mówić o decyzjach, które podejmuje, ponieważ przez większą część powieści wodzona jest praktycznie za rękę przez męskie postacie. Niewymiarowa, nudna, nie wnosząca nic od siebie postać kobieca, którą ciężko za cokolwiek polubić. Taka jest właśnie główna bohaterka tego cyklu - Lilianna Young. Jeżeli chodzi o główną postać męską w "Przebudzonych", czyli Amona, to jest tu niewiele lepiej, ponieważ egipski książę również nie prezentuje się wiarygodnie. Zaskakująco szybko przechodzi on do porządku dziennego z otaczającym go światem. Oczywiście jest bóstwem posiadającym specjalne moce, jednakże mógłby być chociaż trochę bardziej skonfundowany współczesną technologią, zwłaszcza, że zmiany, które zaszły w ostatnim tysiącleciu są bardziej rażące aniżeli w poprzednich. Poza tym można jednak docenić w tej postaci to, że konsekwentnie dąży ona do zrealizowania swojego zadania, mimo że wymaga to od niego najwyższego poświęcenia. Nie ulega on pokusom, jest w pełni świadom swojej roli i gotów jest przeciwstawić się ciemności, a przynajmniej taki wydaje się być do czasu epilogu...


Najbardziej chyba jednak zawiodłam się na wątku egipskim w tej powieści. Powinna być to najmocniejsza strona tej książki, jednak w moim odczuciu okazała się być najsłabszą. "Przebudzeni" jako powieść inspirowana mitologią egipską bardzo pobieżnie z niej czerpie. Czuć, że autorka wolała bardziej puścić wodze swojej fantazji i wyobrażeniom, niż poświęcić czas na zebranie informacji, przez co wyraźnie czuć, że świat ten jest wyjątkowo niedopracowany. Bardzo bolał mnie również obraz w tej książce Egiptu i obcokrajowców pokazany przez autorkę. Jest on wyjęty niczym z wakacyjnej kartki, w której na pierwszym planie jest piękne słoneczko, piramidy i luksusowe hotele. Pełna ignorancja mitologii starożytnego i realiów współczesnego Egiptu. Autorka pisząc książkę opierającą się w ogromnej mierze na egipskiej kulturze powinna moim zdaniem bardziej ją zagłębić, a nie poprzestać na paru pobieżnych publikacjach. Zdaję sobie sprawę, że dla autorki Egipt rysuje się jako fascynujący, kolorowy kraj, ale myślę, że autorka powinna zobaczyć coś więcej niż jaskrawe pocztówki i filmy. Namalowana w "Przebudzonych" została piękna iluzja egzotycznego Egiptu, w którą ja niestety nie uwierzyłam.


Niestety "Przebudzeni" jest jedną z gorszych propozycji z gatunku młodzieżowego fantasy oferowanych przez wydawnictwo We need YA. Ogromnie zawiodłam się na tej pozycji i przyznam się, że przeciągnęła mnie przez nie lada czytelniczą mękę. Książka ta może znajdzie odbiorców wśród młodszych czytelników, jednak starsi nie znajdą w niej nic więcej oprócz niezobowiązującego czytadełka na parę wieczorów. Moim zdaniem jednak na rynku wydawniczym jest znacznie więcej takich czytadełek, na które znacznie lepiej przeznaczyć swój czas, niż na "Przeznaczonych". 
Nie wiem, o czym będą następne tomy, choć zakończenie pozwala mi się tego domyślić, i nie zamierzam się dowiedzieć. Niestety cykl "Strażnicy Gwiazd" pozostanie u mnie czytelniczo niedokończony, ponieważ nie wiem, czy byłabym w stanie znieść kolejną nieudaną podróż do Egiptu.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu We need YA!





"Leningrad. Dzienniki z oblężonego miasta" - Alexis Peri

W czerwcu 1941 r. Hitlerowskie Niemcy sprzeciwiły się swemu sojusznikowi, Związkowi Radzieckiemu, w niespodziewanym ataku. Po sześciu tygodniach naziści okrążyli miasto Leningrad (obecnie Sankt Petersburg), odcięli się od reszty ZSRR - co mieszkańcy Leningradu nazwali "lądem stałym" - i rozpoczęli najdłuższe i najbardziej niszczycielskie oblężenie w historii nowożytnej . Trwało prawie dwa i pół roku i zabiło ponad 800 tysięcy cywilów, czyli 40 procent miasta, głównie z powodu głodu.

"Maria Magdalena" - Paweł F. Nowakowski [Przedpremierowo]

O Marii Magdalenie powstało wiele różnych teorii. Pisano o niej jako nierządnicy, pisano jako żonie Jezusa, pisano jako matce Jego dzieci. A może była tylko umiłowaną uczennicą równą apostołom?  Na te wszystkie pytania stara się odpowiedzieć Paweł Nowakowski w książce "Maria Magdalena. Historia najbardziej tajemniczej kobiety w Biblii".

Remigiusz Mróz - O pisaniu na chłodno


Ostatnimi czasy poradników pisarskich na rynku pojawia się coraz więcej. Osobiście bardzo cenię sobie pozycje autorstwa Haruki Murakamiego oraz Stephen'a Kinga. Czytałam również poradnik Katarzyny Bondy. Każda z tych pozycji czymś się wyróżniała, mniej lub bardziej. Jak jednak na tym tle przedstawia się poradnik pisarski Remigiusza Mroza?

Opis wydawcy
W kraju, w którym rzekomo nikt nie czyta, jego książki rozchodzą się w milionach egzemplarzy. W wieku trzydziestu lat został najpopularniejszym współczesnym pisarzem. 
Kim jest? Jak tworzy?
W tej książce Remigiusz Mróz daje się poznać od dotychczas skrzętnie skrywanej strony. Opisuje swoją pisarską drogę i trzyma czytelnika w napięciu niczym w jednym ze swoich najlepszych kryminałów. Odkrywa kulisy własnego warsztatu, a ostatecznie udowadnia, że każdy z nas nosi w sobie przynajmniej jedną nienapisaną książkę.
Wszystko to robi na chłodno, ale także z przymrużeniem oka - dzięki czemu pozycja ta tonie tylko wyczerpujące kompendium pisarskie dla wszystkich, którzy myślą o stworzeniu własnej powieści, ale także porywająca, zabawna i momentami poruszająca lektura.


Remigiusz Mróz to bez wątpienia jeden z najbardziej znanych polskich autorów, naszych czasów. Ponad 30 lat i ponad 30 książek na koncie. Pisze szybko, sprzedaje się dobrze, a krytyczne recenzje nie tylko jego powieści, ale i stylu pisarskiego wyrastają jak grzyby po deszczu. Wśród jego książek znajdziemy powieści historyczne, kryminały retro, kryminały, thrillery psychologiczne, thrillery prawnicze, horrory, science fiction i...poradnik pisarski.

Tytuł: O pisaniu na chłodno
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona

W książce autor wspomina o tym jak istotne dla powieści jest pierwsze zdanie, a więc o tym jak trudno zacząć. Sam "poradnik" dzieli się na dwie części. Pierwsza z nich to swoisty pamiętnik pisarza, a więc część zupełnie autobiograficzna - o tym kiedy zaczął pisać, jakie odniósł sukcesy, ile razy odmówiono mu wydania książki, o pierwszych blogerskich współpracach, itp. Druga część nazwana "przybornikiem użytkownika słowa" skupia się na istotnych kwestiach dotyczących techniki pisania - o tym skąd brać pomysły na książki, o tym jak tworzyć dialogi, czy konspekt książki jest ważny oraz jaką narrację wybrać, itp.

Na Boga, dbajmy o język! Dopóki nie dorobimy się jako gatunek zdolności telepatycznych, to nasze jedyne narzędzie komunikacji.

Książkę ciężko nazwać poradnikiem pisarskim. Pod względem konstrukcji przypomina "Pamiętnik Rzemieślnika" autorstwa Kinga, który zamiast zamieścić konkretne rady dla pisarzy raczej skupił się na swoim pisarstwie. Podobnie zrobił Remigiusz Mróz. Opowiedział nam o sobie, zdradził całkiem sporo, więc dla osób zainteresowanych nie tylko jego twórczością, ale również samym autorem pozycja na pewno wyda się ciekawa.

Przede wszystkim czeka Cię codzienne chodzenie do pracy, aż do końca żywota. Gorzej ma tylko pracownik prosektorium, bo on stawia się w robocie nawet po śmierci.

Nie da się tej pozycji, ani odradzić, ani poradzić. Dla mnie ten "poradnik" był swego rodzaju spotkaniem ze starym przyjacielem. Rzadko czytam wywiady, bo nie mam na nie czasu, mogłam więc poznać autora, którego lubię bliżej na jego zasadach, w jego stylu...na chłodno. Natomiast jeśli chodzi o część typowo poradnikową to jest ona krótka, autor przekazuje jedynie te najważniejsze rady i zwraca uwagę na najczęstsze błędy, co sprawia, że pozycję bardzo łatwo przyswoić. Ja jestem zadowolona z lektury :)