Paulina Świst - Komisarz [PRZEDPREMIEROWO]


Nie skłamię, jeśli napiszę, że Prokurator Pauliny Świst to najgłośniejszy i zapewne najlepiej sprzedający się debiut tego roku. Świst wbiła się szturmem na listy bestsellerów, a o jej powieści było naprawdę głośno. Według mnie Prokurator to dobry debiut, ale niepozbawiony wad. Autorka miała ciekawy pomysł i zgrabnie skonstruowała fabułę. Udało jej się stworzyć wyrazistego głównego bohatera, którego da się lubić i jedną mniej udaną kreację, ale jak to kobietę bardziej interesuje mnie ta męska postać. Faktem jest, że powieść czyta się niezwykle szybko, bo fabuła wciąga czytelnika, który jak najszybciej chce poznać zakończenie tej sprawy, która rozpoczęła się w nocnym klubie. Nie przypadł mi jednak do gustu sposób wykorzystania tajemnicy adwokackiej, odrobinę wydało mi się to nierealne. 

Komisarz to kontynuacja Prokuratora. Ci sami bohaterowie, kontynuacja poprzedniej sprawy, nowe postacie i kolejna niecodzienna para. Jak wypadł tom drugi na tle pierwszego? Cóż...mam mieszane uczucia.

Tytuł: Komisarz
Autor: Paulina Świst
Wydawnictwo: Akurat
Premiera: 22 listopad 2017 rok

Życie Zuzanny Kadziewicz na pierwszy rzut oka było jak z bajki. Kochający ojciec, bogaty biznesmen, którego ulubionym zajęciem jest rozpieszczanie jego ukochanej jedynaczki. Zuzanna lubi drogie ubrania, ekskluzywne samochody, a jej pasjom jest praca pedagoga. Wszystko jest piękne i idealne. Szczególnie, gdy Zuzanna poznaje przystojnego, wykształconego, męskiego, zamożnego i dobrze wychowanego Radosława, nawet w łóżku wydaje się prawdziwym gentlemanem. Ten chłopak jest jej ideałem i ma wobec niego poważne plany.

Niestety bańka mydlana pęka. Wyśniony mężczyzna okazuje się komisarzem Radosławem Wyrwą, który nie jest korposzczurem, a specjalistą od działań "pod przykrywką". Zuzanna nie jest wybranką jego serca a figurantką, która jest narzędziem służącym do rozpracowania nielegalnych interesów jej ojca. Antoni Kadziewicz to nie tylko ojciec na zabój kochający swoją jedynaczkę i rozciągający nad nią parasol ochronny, ale także mężczyzna ponad wszystko kochający pieniądze. Ideał jaki widziała w nim córka nie istnieje. W rzeczywistości był zadłużony i szantażowany przez ukraińską mafię. Swoją szansę widzi we współpracy z prokuratorem Łukaszem Zimnickim "Zimny", a w zasadzie w grze na dwa fronty...


(…) sukces przychodził tylko wtedy, kiedy okupiło się go odpowiednią liczbą poświęceń...

Pierwszy tom reklamowany był za pomocą słów "Ostry seks. Ostry język. Ostra jazda", już w przypadku Prokuratora polemizowałam z tym czy to dobry tekst na okładkę. W przypadku Komisarza wiem, że ten tekst jest chybiony albo przesadzony, ale to tak na marginesie.

Jak oceniam kontynuację? Mam mieszane uczucia. Uważam, że styl autorki poprawił się. Lepiej panuje nad fabułą, wydarzenia są bardziej realne, książkę szybko się czyta, a konstrukcje bohaterów są ciekawe, ale... Nadal uważam, że autorka tworzy lepsze postacie męskie niż żeńskie. Na minus zaliczam kreowanie schematów. Najpierw Łukasz i Kinga, teraz Radek i Zuza, niby inne historie, ale trudno nie zauważyć podobieństw. I jest coś jeszcze...para Łukasz i Kinga wyszła chyba autorce ciekawiej.

Co do kreacji postaci myślę, że "Wyrwa" udał się autorce. Nie dało się go nie zauważyć już w pierwszym tomie, dobrze więc, że dostał swoje pięć minut. Ten facet to prawdziwy cham i prostak, ale spokojnie potrafi mieć mniej świńską twarz, przez to jest tylko jeszcze bardziej ciekawy. Co do Zuzy ponownie uważam, że postać kobieca ustępuje postaci męskiej. Mam wrażenie, że w jej kreacji jest za wiele niespójnych elementów albo sprzecznych.

W drugim tomie powraca Szary, a akcja rozwija się przybierając niespotykany obrót. Zakończenie sugeruje kolejny tom, a ja mam nadzieję, że w nim autorka wróci do Łukasza i Kingi, bo ta para zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu.

Komisarz to kontynuacja pod wieloma względami lepsza od poprzedniego tomu. Autorka rozwija się i to widać. Nie da się jednak ukryć, że to właśnie Łukasz i Kinga stanowią ciekawszą parę. Co autorka zaserwuje nam w trzecim tomie? To dobre pytanie. Myślę jednak, że warto zacząć przygodę ze Świst, pytanie tylko jak ona się skończy. Trzymam kciuki za autorkę ;)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Mia Asher - Arsen. Opowieść o nieszczęśliwej miłości [PREMIEROWO]





Sięgając po drugą pozycję, która wyszła spod skrzydeł Wydawnictwa Szósty Zmysł, spodziewałam się łamiącej serce pięknej historii miłosnej, która poruszy mnie tak samo jak Consolation. Jednak nic nie przygotowało mnie na to, czym w rzeczywistości okazała się ta książka. Moi drodzy, „Arsen. Opowieść o nieszczęśliwej miłości” jest erotykiem...

Tytuł: Arsen. Opowieść o nieszczęśliwej miłości
Autor: Mia Asher
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Premiera: 15 listopada 2017 r.

„Arsen. Opowieść o nieszczęśliwej miłości” opowiada historię Cathy. Żyje ona w wieloletnim związku ze swoim mężem Benem, który jest usposobieniem ideału. Cierpliwy, opiekuńczy, zawsze służący jej oparciem i uwielbiający ją nad życie. Czego mogłaby chcieć więcej? Jednak jej życie nie jest pełne. Pragnie ona dziecka, jednakże jej ciało ma problemy z donoszeniem ciąży, co skutkuje poronieniami, które za każdym razem wprowadzają coraz większy mrok do jej serca. Czuje, że powoli oddala się od swojego męża, a sprawy jeszcze bardziej się komplikują gdy na jej drodze pojawia się zabójczo przystojny playboy – Arsen.



"Miłość może cię zniszczyć. Miłość może cię skreślić. Miłość może cię uleczyć. Miłość może cię udoskonalić. A jeśli masz farta, miłość może cię na nowo scalić. Właśnie to Cathy zrobiła ze mną."
To było moje pierwsze spotkanie z erotykiem. Do tej pory omijałam szerokim łukiem wszelkie Grey’e i inne powieści z tego gatunku, ponieważ niespecjalnie podobają mi się brutalne opisy seksu wraz z przesadnym, wulgarnym nazywaniem części ciała na co drugiej stronie, czy też barwne opisy męskich kaloryferów. To nie jest rozrywka jakiej szukam w książkach. Teraz mam nauczkę – muszę dokładnie przypatrywać się okładkom oraz wczytywać się w opisy, żeby nie dać się znów zaskoczyć! ;) Zdaję sobie sprawę, że mogą istnieć takie erotyki, które prócz pełnego pasji seksu mają również ciekawą fabułę (koniecznie napiszcie w komentarzu jeżeli wiecie coś o takim tytule!), ale nie sądzę bym mogła się do tego typu literatury przekonać.

Ta powieść zdecydowanie powinna nosić inny tytuł. Proponowałabym „Arsen. Opowieść o doskonałym manipulatorze”, natomiast moje wewnętrzne wredne ja bardziej obstawiałoby przy „Arsen. Opowieść o głupiej babie”. Z tyłu książki możemy przeczytać: „Pokochasz tę historię albo znienawidzisz, ale nie pozostaniesz wobec niej obojętna.”. Muszę oddać tu sprawiedliwość, zdecydowanie nie jestem obojętna wobec tej historii. Całkowicie ją znienawidziłam!
Główna bohaterka poraża głupotą i brakiem logicznego myślenia z prawie każdej strony. Jej czyny są praktycznie niczym nieumotywowane, a niekomfortowe sytuacje w których się znajduje dzieją się tylko za sprawą jej winy. Mogłabym tu przytaczać Wam przykłady jej irracjonalnego i infantylnego zachowania, ale wówczas ta recenzja zamieniłaby się w streszczenie, a tego byśmy nie chcieli. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć tu dwa poczynania Cathy z początku powieści, żeby był wilk syty i owca cała.
  • „Zaprzyjaźnia” się z facetem, który jawnie napastował ją seksualnie i przez cały czas nie kryje się z seksualnymi podtekstami w stosunku do niej.
  • Ciężarna Cathy, która ma problemy z donoszeniem ciąży, idzie na drinka.
Decyzje bohaterki i jej poczynania nie trzymają się kupy. Jest zapatrzoną w siebie egoistką, która wymyśla sobie wiele rzeczy postrzegając rzeczywistość jakby w krzywym zwierciadle. Parę razy miałam ochotę złapać główną bohaterkę za ramiona i przemówić jej do rozsądku, ale nie wiem czy cokolwiek by to dało. Reaguje ona bardzo agresywnie na krytykę, zwłaszcza jak ktoś wytyka jej błędy, o których, o zgrozo, ona dobrze wie. Jednak dopóki gdy ktoś ich nie wymówi na głos to usprawiedliwia je w swoich myślach. Najbardziej śmieszyły mnie jej przemyślenia „w końcu mogę być egoistką” albo „nareszcie jestem spełniona”, jakby co najmniej męczyła się w małżeństwie z okropnym, wymagającym mężem. Cóż bynajmniej…



"Okrutna rzeczywistość zawsze do ciebie dotrze, nieważne jak szybko czy daleko będziesz uciekać."

Skupię się teraz na dwóch postaciach męskich wykreowanych przez Mię Asher. Po pierwszego pod lupę wezmę Bena. Mąż Cathy, jest bohaterem, którego po prostu będziecie mocno żałować. Skrzywdzony przez rozwiązłą narzeczoną w przeszłości, będzie musiał ponowienie zmierzyć się z tym okrutnym bólem. Autorka stworzyła, trochę moim zdaniem, przerysowany ideał mężczyzny, dlatego tak bardzo czytelnikowi łamie serce jego los. Mimo że jestem dość zadowolona z samego zakończenia, to nie mogę zrozumieć końcowej decyzji Bena, która jak dla mnie była mocno masochistyczna (jak myślicie?).
Natomiast Arsen jest dla mnie idealnym przykładem świetnego manipulatora. Wie czego chce, a chce wszystkiego. Na opisanie jego zachowania w tej powieści posłużę się cytatem z nowej piosenki Taylor Swift „Georgous”, który akurat idealnie wpasowuje się tutaj w myślenie tego bohatera -  „There's nothing I hate more than what I can't have”. Nic dodać, nic ująć. Całe jego postępowanie można do tego sprowadzić, a ta cała druga strona, którą rzekomo odkrywa nasz bohaterka, moim zdaniem, nie istnieje. Autorka próbuje go trochę wybielić go w rozdziałach widzianych z jego perspektywy, ale ona jedynie utwierdzają mnie w zadaniu, że jest to człowiek, który ponad wszystko lubi dobrą, ostrą zabawę, a im bardziej jest coś dla niego niedostępne, to tym bardziej szaleńczo tego pragnie.




Przyznam Wam się szczerze, że nie wiem jak ocenić tę książkę. Naprawdę. Zdecydowanie nie postawiłabym jej pozytywnej oceny, ale też nie dałabym jej jednej gwiazdki. Mam nadzieję, że taki był zamysł autorki. Żeby zszokować czytelnika, poruszyć go do głębi pewnymi absurdami życia Cathy i wzbudzić dyskusję. Zdecydowanie jest to powieść, która wzbudziła we mnie emocje. W większości niestety te negatywne, bo bohaterowie depczą po wyznawanych przeze mnie wartościach. Czy warto ją więc przeczytać? Oceńcie sami po lekturze mojej opinii.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł.


"Latarnia z Kiss River" - Diane Chamberlain [PRZEDPREMIEROWO]

O Diane Chamberlain słyszałam wiele dobrego. Nigdy jednak nie miałam okazji sięgnąć po żadną jej książkę. Aż tu nagle dostałam propozycję jej zrecenzowania. Nie powiem, ucieszyłam się ogromnie. I stwierdziłam, że w końcu sama będę miała okazję przekonać się, czy faktycznie jej twórczość jest tak dobra. I nie zawiodłam się ani troszkę. Z chęcią napiszę dla Was recenzję „Latarni z Kiss River”. Niemniej jednak jak zaczęłam poszukiwać informacji o samej autorce to natknęłam się na informację, że ta książka jest już drugim tomem z serii „Kiss River”. Obiecałam sobie sięgnąć po jej pierwszą część „Światło nie może zgasnąć”.

Becky Chambers - Daleka droga do małej, gniewnej planety





W tym roku na liście moich książek przeczytanych króluje, jak zwykle zresztą, fantastyka. Jednakże, co jest jak na mnie dość niesamowitym wynikiem, w pozycjach przeczytanych z tego gatunku znajduje się więcej książek science fiction niż fantasy! Bardzo się cieszę z tego obrotu spraw, bo zdałam sobie sprawę jak wiele pozycji SciFi, przez moje ślepe uwielbienie do Fantasy, ominęłam. W tym roku w moje ręce trafiły książki z tego gatunku lepsze i gorsze. „Daleka droga do małej, gniewnej planety” zdecydowanie należy do tych lepszych, a moje serce skradł fakt, że czytając ją miałam wrażanie, powrotu do świata z mojego ukochanego „Tufa Wędrowca” Georga R.R. Martina.

Autor: Becky Chambers
Tytuł: Daleka droga do małej, gniewnej planety
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rosemary Harper postanawia uciec jak najdalej od ścigających ją duchów przeszłości, dlatego gdy nadarza się okazja zatrudnienia na dalekodystansowym statku kosmicznym, nie waha się ani chwili. Dołącza do załogi „Wędrowca” zajmującej się budowaniem tuneli czasoprzestrzennych w kosmosie, które pozwalają na szybkie poruszanie się między układami planetarnymi. Ich statek, mimo że nie należy do najnowszych, sprawnie i profesjonalnie realizuje wszystkie zlecenia. Jednak kapitan statku marzy o lepszej przyszłości dla swojej załogi, dlatego w momencie gdy nadarza się okazja, „Wędrowiec” przyjmuje nowe, wysoko opłacane zlecenie zbudowania tunelu ważnego dla Wspólnoty Galaktycznej.



„Życie w przestrzeni kosmicznej wcale nie oznaczało życia w ciszy”

Uwielbiam powieści science fiction, które zmuszają czytelnika do przemyśleń. Dodatkowo cenię sobie, gdy autor puszcza wodze swojej wyobraźni i pozwala nam na poznanie jego wizji przyszłości, która zarazem fascynuje jak i przeraża. Nie ma dla mnie znaczenia, czy w dana powieść obfituje w pędzącą akcje, wybuchy lub fajerwerki, o ile poruszane w niej tematy oraz prowadzone przez postaci dialogi są interesujące i pobudzające do refleksji. Dlatego czytając tę recenzję musicie koniecznie mieć to na uwadze, bo „Daleka droga do małej, gniewnej planety” mnie zachwyciła.

W „Dalekiej drodze do małej, gniewnej planety” nie znajdziecie zawrotnej akcji. Jeżeli już to jest jej bardzo mało. Akcja powieści toczy się praktycznie przez całą powieść jednostajnym tempem, co moim zdaniem nie jest jej wadą. Pozwoliło to autorce skupić się na innych elementach powieści, o których przeczytacie w następnych akapitach, ale już teraz powiem Wam z czystym sumieniem, że historia ta tylko na tym zyskała. Wartym zaznaczenia jest fakt, że poszczególne rozdziały są napisane w taki sposób, że mogłyby być osobnymi opowiadaniami gdyby nie to, że spaja je w całość podróż do tytułowej małej, gniewnej planety. Ten zabieg bardzo mi się spodobał, ponieważ pozwalał się skupić na konkretnym bohaterze lub zaistniałym problemie.




Tę historię budują bohaterowie, którzy są bardzo dobrze i przemyślanie zbudowani. Podczas lektury nawet przedstawiciele innych, wymyślonych przez autorkę, ras wydają się na tak realistyczni, że czytelnik jest w stanie bez problemu wyobrazić sobie, że takie istoty rzeczywiście mogą zamieszkiwać na jakiejś odległej planecie. Każdy członek załogi „Wędrowca” jest na swój sposób interesujący i wyjątkowy. To nie jest historia o wybitnej jednostce ratującej świat. To opowieść o załodze, która pomimo różnic rasowych i kulturowych, razem staje przeciwko wszelkim przeciwnościom losy i tylko dzięki współpracy udaje jej się osiągnąć wiele. Relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami zostały bardzo dobrze przedstawione. Niektóre z nich są szyte miłością i pasją, drugie zrozumieniem i akceptacją. Każdy z bohaterów musi zmierzyć się z własnymi demonami, jednak ważne jest to, że nie musi tego robić sam. Cała załoga „Wędrowca” tworzy jedną wielką rodzinę, która stanowi oparcie dla każdego z jej członków.

„ „Podaż i popyt” nie znaczy „proszę, kradnij bez skrupułów gówno, bo wszędzie go pełno”.”

Becky Chambers wykreowała piękny i różnorodny świat przyszłości. Ludzie w tym świecie nie grają wiodącej roli. Są raczej rasą, którą od wyginięcia uratowało tylko szczęście w postaci innej rasy dysponującej przekraczające ludzkie pojęcie technologią. Jednak po wielu latach udało im się zaadaptować do panującego stanu w przestrzeni kosmicznej, a nawet zostać członkiem Wspólnoty Galaktycznej. Autorka stworzyła ogromny świat z różnymi rasami, które mają różne przyzwyczajenia, poglądy, historię i kulturę. Przedstawiciele różnych ras, co bardzo dobrze ukazała nam w relacjach między członkami załogi „Wędrowca”, mają całkowicie odmienny sposób myślenia i inaczej postrzegają sprawy, które wydają się bym oczywiste dla nas, ludzi. Wyłania się tu wspaniale nakreślony wątek rasowy, który zwraca uwagę czytelnika na to, jak bardzo szkodliwy i krzywdzący jest rasizm. Becky Chambers również porusza przyszłościowe problemy, które z pozoru mogą wydawać się futurystyczne, jednak z biegiem czasu mogą zyskać na aktualności, są to między innymi przeludnienie, samozagłada, klonowanie oraz genetyczne i techniczne modyfikacje ciała.




Muszę koniecznie wspomnieć Wam o pewnym rozdziale w tej książce, który sprawił, że nie mogłam przez dłuższą chwilę pozbierać szczęki z podłogi, i na który chciałabym żebyście zwrócili uwagę czytając tę książkę. „Ostatnia wojna” jest moim zdaniem głęboko przemyślanym rozdziałem, który mimo swojej statyki ogromnie porusza. Skupia się wokół rozmowy dwóch bohaterów na temat wojny i dążeniu do samozniszczenia. Jest to tylko dziesięć stron, na których zawarto maksimum treści. Autorka snuje w tym rozdziale absolutnie przerażającą wizję świata, który sam doprowadził się do okrutnego zniszczenia i zagłady. Świat, w którym za broń chwytano bezrefleksyjnie, a nienawiść zaślepiła logiczne myślenie i miłość do bliźniego. Zdecydowanie zmusza to przemyśleń i zapewniam Was, że nie przejdziecie obok wyznania Doktora Kucharza obojętnie.



„Wszechświat jest taki, jakim go czynimy”

Z początku miałam cichą pretensję do Wydawnictwa Zysk i S-ka. Dlaczego nie wybrali tej pięknej zagranicznej okładki? – zadawałam w myślach sobie to pytanie. Dopiero po lekturze tej powieści zdałam sobie sprawę, że polskie wydanie ma okładkę wyjątkowo adekwatną do treści w porównaniu z przyciągającym oko wydaniem zagranicznym. Nie wiem, czy to było powodem zmiany okładki, ale szczerze się cieszę, że wydawnictwo zdecydowało się na ten projekt, bo moim zdaniem idealnie koresponduje on z wnętrzem książki.

Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych dwóch książek tej autorki o przygodach załogi „Wędrowca”! Mam nadzieję, że już niedługo zagoszczą u mnie w biblioteczce!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!







Cody McFadyen - Cień bestii



Cień bestii to powieść, która już na starcie wydaje się interesująca. Co prawda okładka nie powala na kolana, ale tytuł i dopisek "z pozdrowieniami z piekła" na pewno przyciągną wielu czytelników. Czy warto skusić się na lekturę?

Tytuł: Cień bestii
Autor: Cody McFadyen
Wydawnictwo: Filia

Smoky Barret - agentka specjalna FBI kierująca grupą zajmującą się tropieniem najgorszych seryjnych morderców, przynajmniej jeszcze jakiś czas temu. Obecnie agentka Barret sama jest ofiarą, która stara się poradzić sobie z tym co przeszła. Tylko jak sobie to wszystko poukładać? Jej mąż i córka ponieśli śmierć z rąk szaleńca, który oszpecił ją na całe życie. Straciła wszystko na czym jej zależało w zaledwie jeden wieczór.

Tymczasem inna bestia dopomina się właśnie jej uwagi, właśnie teraz wdziera się w jej życie, kiedy nie jest na to gotowa. Seryjny morderca rzuca jej bezpośrednie wyzwanie, które musi podjąć. Jej przeciwnikiem jest chory geniusz, który wymyka się znanym schematom. W dodatku pogrywa sobie z nimi wysyłając nagranie z miejsca swojej ostatniej zbrodni.

Agentka specjalna Smoky Barret nie czeka na rozwój wydarzeń, ma dość. Wraca do pracy i staje na głowie, żeby złapać mężczyznę, który wie o niej więcej niżby chciała...

Kochać, to znaczy wiedzieć o tym, co jest najgorsze w drugim człowieku i mimo to pragnąć go nadal całym sercem.

Fabuła powieści oparta jest na zagadce, która została wysunięta na pierwszy plan oraz tle dla wszystkich działań sprawcy. Jeżeli chodzi o samą zagadkę to jest ona odrobinę przewidywalna, ale wynagradza to samo jej rozwiązanie oraz ciekawe tło. Autor nawiązuje bowiem do bardzo znanego seryjnego mordercy, który działał w XIX wieku. Trzeba przyznać, że fabuła jest miejscami brutalna, ale autor poradził sobie z nim.

Kreacji bohaterów nie da się ocenić w sposób jednakowy. Autor starał się, żeby były jak najbardziej realistyczne i charakterystyczne, ale nie zawsze udało mu się osiągnąć zamierzony efekt. Główna bohaterka Smoky to kobieta zmagająca się z traumą, której poharatana psychika została bardzo dobrze ukazana. Członkowie jej zespołu również z pozoru wydają się postaciami charakterystycznymi, ale nie zawsze są przekonujące. Jedna z agentek FBI charakteryzuje się tym, że zawsze zwraca się do rozmówcy per "kochaneczku" i w zasadzie nie wiadomo co z tego wynika. Jest również jeden bohater, który zapowiadał się ciekawie, a w powieści dostał nic nie znaczącą i nie pasującą do niego rolę. Co z mordercą? Bardziej działał w tle i nie wysunął się na pierwszy plan, ale trudno było nie zauważyć jego działań.

Autor ma lekki styl, umiejętnie skonstruował fabułę, ale przede wszystkim powieść trzyma w napięciu i trudno ją odłożyć. Warto również zwrócić uwagę na emocje, które często wysuwają się na pierwszy plan, wręcz oślepiając głównych bohaterów.

Dotąd teraźniejszość nienawidziła przeszłości,a przeszłość była teraźniejszości wrogiem.


Cień bestii, to debiut autora rozpoczynający cykl o agentce specjalnej FBI - Smoky Barret. Przyznam szczerze, że jest naprawdę nieźle. Ciekawy pomysł, charakterystyczni bohaterowie, lekki styl i zakończenie, które trudno przewidzieć. Nie oszukujmy się jednak - nie jest to lektura dla każdego ze względu na brutalność niektórych scen. Mimo wszystko jeśli lubicie thrillery psychologiczne to warto pomyśleć o tej powieści. Nie jest idealnie, ale na pewno będzie lepiej, bo książka ma potencjał. Osobiście jestem ciekawa drugiego tomu.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

"Marzenia Kaliny" - Aneta Krasińska

„Marzenia Kaliny” autorstwa Anety Krasińskiej to moja pierwsza książka tej autorki. Zawsze sięgając po książki nieznanych mi autorów czuję obawę przed rozczarowaniem. Szczególnie jeśli dotyczy to polskiej literatury. Uważam, że polscy pisarze robią tak zwaną dobrą robotę i rzadko kiedy mnie zawodzą. Podobnie było z Anetą Krasińską. Nie zawiodłam się. Czekam na kolejne tomy cyklu „Małe tęsknoty” ale również obiecałam sobie sięgnąć po jej poprzednie książki.