"Szczęście na wyciągnięcie ręki" - Agnieszka Krawczyk


Gdy za oknem szaro, pochmurno i deszczowo tym chętniej sięgam po lekturę. Tym razem padło na trzeci tom cyklu Uśmiech losu Agnieszki Krawczyk. "Szczęście na wyciągnięcie ręki" to kontynuacja wcześniejszych "Kamienica pod Szczęśliwą Gwiazdą" oraz "Dobre uczynki". Ponoć im dłużej czeka się na coś, tym rosną oczekiwania. Czy Agnieszka Krawczyk sprostała im?

"Po drugiej stronie" - Agnieszka Janiszewska


Dawno nie czytałam tak dobrej książki historyczno-obyczajowej. "Po drugiej stronie" Agnieszki Janiszewskiej mnie zaskoczyła. Nie miałam wcześniej okazji do spotkania z twórczością tej pisarki i żałuję, że tak późno ją odkryłam. Ale jak to mówią lepiej późno niż wcale.

Stefan Darda, Magdalena Witkiewicz - Cymanowski Młyn


Magdalena Witkiewicz niekwestionowana specjalistka od szczęśliwych zakończeń i Stefan Darda mistrz grozy. Z pozoru ta dwójka nie powinna mieć ze sobą nic wspólnego, mimo to zdecydowali się razem coś stworzyć. Czy ten eksperyment się opłacił?

Tytuł: Cymanowski młyn
Autorzy: Magdalena Witkiewicz
Stefan Darda
Wydawnictwo: Filia

Niespodziewany prezent może odmienić całe życie pewnego małżeństwa...

Monika i Maciej są małżeństwem, które aktualnie przechodzi głęboki kryzys. Żadne z nich nie łudzi się, że są w stanie z nim sobie poradzić. Niespodziewanie otrzymują prezent - urlop w leśnym pensjonacie z dala od ludzi i cywilizacji. Instynktownie czują, że to ostatnia szansa dla nich. Początkowo jest romantycznie, małżonkowie przeżyją drugi miesiąc miodowy, jednak nagły wyjazd Maćka związany z jego pracą budzi głęboko uśpione demony.

Monika zostaje w pensjonacie w towarzystwie właściciela i jego syna. Łukasz jest łudząco podobny do byłego narzeczonego Moniki. Poświęca jej uwagę, czas, dba o nią, to wszystko przywołuje miłe wspomnienia. Czy podobieństwo jest przypadkowe?

Cymanowski Młyn skrywa wiele tajemnic, a w jego wnętrzu ożywają wszystkie głęboko skrywane demony. Jak skończy się ten niespodziewany urlop?

Czasem lepiej być samemu niż z kimś, z kim się zupełnie nie chce być. Jak jesteś z kimś, kogo nie kochasz, blokujesz sobie szansę na prawdziwą miłość i szczęśliwą przyszłość.

Mam problem z tą książką. Okładka zapowiada mistrzowskie połączenie thrillera i powieści obyczajowej, cóż...niestety tak bym tego nie ujęła.

Cymanowski Młyn, to w przeważającej mierze powieść obyczajowa z elementami grozy. Trudno uznać, żeby te dwa gatunki zrównały się ze sobą. Powieść została niejako podzielona na pół: schematyczna powieść obyczajowa w jednej części, w drugiej powieść obyczajowa z wątkiem paranormalnym. Te dwie części są sobie zupełnie nierówne. Jedna jest nieciekawa, druga interesująca, jako całość wypadają całkiem nieźle, ale od tej dwójki spodziewałam się więcej.

Autorom udało się stworzyć unikalny klimat leśnego pensjonatu otoczonego mgłą tajemnic. To zdecydowanie mocny punkt tej powieści. Bohaterowie choć schematyczni i nieco przewidywalni, wpasowują się w ten klimat całkiem nieźle, a właściciel pensjonatu potrafi jednak zaskoczyć. Zabrakło jednak stopniowego budowania napięcia, które osiągnęłoby maksimum w kulminacyjnym punkcie i tym samym świetnie złączyło obyczaj z thrillerem. 

Czasem los wie lepiej od nas, co jest nam potrzebne w życiu i kieruje nasze kroki tam, gdzie możemy to dostać.

Cymanowski Młyn, to na pewno ciekawy literacki eksperyment, ale nie jestem przekonana co do tego czy w pełni się udał. Powieści brakuje stopniowo i umiejętnie budowanego napięcia, a samej historii być może przydałoby się więcej grozy. Nie wiem, w każdym razie czegoś zabrakło. Mimo to, powieść czyta się szybko i nie mogę napisać, że zmarnowałam z nią po południe. Powiedziałabym, że jest przeciętna i obu autorów stać na więcej.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu


[PRZEDPREMIEROWO] K. N. Haner - Drwal. Miłość, która narodziła się z natury


Drwal w wykonaniu Haner to bardzo sympatyczna historia. Różni się od książek autorki, które poznałam dotychczas. Nie ma bowiem nic wspólnego z przejmującym "Zapomnij o mnie", mafijnymi historiami, czy debiutancką serią. Czy to dobrze, czy to źle? Co skrywa ta piękna okładka? Odpowiedź w recenzji ;)

Tytuł: Drwal. Miłość, która narodziła się z natury
Autor: K.N.Haner
Wydawnictwo: Editio Red

Las. Deszcz. Miłość, która narodziła się z natury.

Jason Parker pewnego dnia porzucił swoje wygodne życie w Cleveland, zostawił rodzinę, przyjaciół, uciekł zraniony, od bólu. Zamieszkał w drewnianym domku w środku lasu, praktycznie zupełnie zrywając kontakt ze światem zewnętrznym. Cały swój czas poświęca psom i rzeźbom, które tworzy w drewnie, to one wyrażają jego emocje, których sam do końca nie jest w stanie zrozumieć. Jego rzeźby przyciągają uwagę, a jego tajemnicza postać sprawia, że ludzie interesują nim się jeszcze bardziej.

Samantha Crow jest jedną z tych osób, dla których człowiek z lasu jest niezwykle interesujący, głównie zawodowo. Marzeniem Sam jest dziennikarska kariera, zaczyna od namierzenia pracowni Jasona. Wkrótce przyjeżdża na miejsce i stara się dotrzeć do tego samotnika. Ma jeden cel - wywiad, a przynajmniej takie sprawia wrażenie.

To jedno spotkanie i nieoczekiwany deszcz, który odcina Sam i Jasona na kilka dobrych dni od rzeczywistości, zamykając ich w leśnej samotni, wiele zmienia w ich życiu. Jason i Sam, są do siebie podobni. Każde z nich cierpi na swój sposób, czy wspólnie mogą przegonić demony przeszłości?

Wszystko inne, co w niej odkryłem, dostałem w pakiecie. Emocjonalny rollercoaster gratis.

Jason i Sam, to wyraziści bohaterowie, z krwi i kości, im bardziej są pogubieni, im więcej złych decyzji podejmują, tym bardziej wydają nam się prawdziwsi. Dwójki głównych bohaterów z pozoru nic nie łączy, jedno z nich żyje w leśnej głuszy, drugie w wielkim mieście, jedno żyje chwilą, drugie goni za karierą. Mimo to nawiązują ze sobą nić porozumienia naznaczoną nie tylko szczęściem, ale także bólem i cierpieniem. Jason rozpamiętuje przeszłość, dawny ból i cierpienie wciąż z nim są, chociaż wydaje się ich nie zauważać. Dla Sam ból jest namacalny, tu i teraz. Każde z nich potrzebuje pomocnej dłoni, nie każde potrafi po nią sięgnąć.

No dobra, muszę przyczepić się do Sam. O ile Haner potrafi stworzyć spójnego męskiego bohatera, to z kobietami idzie jej ciężko. Sam została wykreowana na przebojową dziennikarkę, ale brakuje jej tej przebojowości. Faktycznie okazuje się zupełnie inna, niż postać, na którą autorka starała się ją wykreować. Jest niedojrzała, wewnętrznie niespójna i przede wszystkim nie wie czego chce od życia. Teoretycznie znajduje to uzasadnienie w dramacie, który ją trawi w praktyce wypada mimo wszystko blado. Tak naprawdę ciężko mi powiedzieć czy autorka była pewna co chciała przekazać czytelnikom. Może wahała się pomiędzy motywacją jaka powinna kierować Sam? Nie wiem, ale ta postać zdecydowanie wypada gorzej niż Jason.

Karty przyszłości zawsze są czyste i tylko od nas zależy, jak zostaną zapisane.

Tak jak wspomniałam, to inna Haner. Autorka z niespodziewaną wprawą stworzyła subtelny i osobliwy klimat leśnej samotni, która wydała się absolutnie wyjątkowa na tle wielkiego miasta. Historia jest delikatna, romantyczna, powiedziałabym, że jest "łagodniejsza" niż NA, które autorka napisała jakiś czas temu. Pikanteria oczywiście jest, mówimy przecież o Haner, stanowi jednak dodatek do powieści, a nie jej główny składnik. Osobiście odejście od typowych powieści erotycznych i nabranie pewnej subtelności oceniam zdecydowanie na plus.

Początek książki jest mocny, zakończenie jest adekwatne, a środek ciekawy. Akcja powieści ma swoje przestoje, autorka sporo czasu pozostawia uczuciom i relacji głównych bohaterów, ale potrafi też przyśpieszyć. No dobra, a dokładniej...trzon akcji stanowi relacja głównych bohaterów, to na niej wszystko się opiera, ich problemy stanowią jedynie jej uzupełnienie. Autorka porusza przy tym wiele problemów, tak bliskim ludziom, jak zdrada, kłamstwo, przemoc, uzależnienie, okrucieństwo, pęd do kariery. Z wprawą kreśli emocje, które towarzyszą głównym bohaterom aczkolwiek sam "główny dramat", że tak to określę, chyba został odrobinę przerysowany, autorka chciała za dużo przekazać czytelnikom w jednej historii. Nie zaburza to jednak obrazu całej fabuły.

Życie jest za krótkie, by bać się zmian i podejmowania decyzji. Zawsze przecież można zmienić zdanie.

Umówmy się, ta książka jest odrobinę przewidywalna, ciut nierealna, znajdzie się też trochę nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i nie ma zabójczo pędzącej akcji, ale o to w tym chodzi. To bardzo sympatyczna, subtelna i romantyczna powieść, na swój sposób naprawdę wyjątkowa. To historia, którą przeczytałam z prawdziwą przyjemnością w jeden z niewielu leniwych weekendów i naprawdę nie żałuję. Na co dzień sięgam po kryminały, ale od czasu do czasu lubię złapać oddech.

Podoba mi się, że Haner w każdej swojej książce coś zmienia. Pokazuje, że inaczej patrzy na świat, dostrzega więcej, inaczej interpretuje. Dzięki temu nie daje przypiąć sobie łatki, łatwo się zaszufladkować. Mimo to nie traci swojego unikalnego stylu. Drwal jest tego najlepszym przykładem. Polecam wszystkim wielbicielkom takich historii miłosnych, ale również tym, które szukają oddechu, np. od kryminałów. Ja się nie zawiodłam :)


Za egzemplarz książki dziękuję

Małgorzata Falkowska - Nagranie


Małgorzata Falkowska jest autorką 9 książek i 3 opowiadań w zbiorach. Do tej pory bawiła się gatunkami, w tym komedią, thrillerem, romansem, NA, erotyką i powieściami dla dzieci.  Osobiście bardzo lubię powieść "To nie jest twoje dziecko", "Paleta marzeń" też była całkiem niezła. Tym razem jednak Falkowska sięgnęła po kryminał, czy to był dobry pomysł?

Tytuł: Nagranie
Autor: Małgorzata Falkowska
Wydawnictwo: Kobiece


W ciągu ostatnich sześciu miesięcy w Toruniu zaginęło kilkunastu młodych mężczyzn. Sprawę przydzielono komisarzowi Maciejowi Gorczyńskiemu, który nie potrafi posunąć śledztwa naprzód. Jedyną poszlaką są tajemnicze przesyłki z nagraniami, które otrzymują rodziny zaginionych. Na nagraniach występują porwani, wszystko wskazuje na to, że już nie żyją.

Do Gorczyńskiego dociera, że ma do czynienia z seryjnym mordercą. Nie zna jednak motywacji, która nim kieruje. Nie mając żadnego tropu Gorczyński postanawia skorzystać z pomocy swojej kochanki. Sylwia Trojanowska jest jasnowidzem, krok po kroku jej wizje prowadzą do sprawcy.

Zdołam wykonać wszystko, co było zaplanowane, i nikt mi w tym nie przeszkodzi. Lista jest długa...zbyt długa, lecz się nie poddam. Ukarzę każdego. Każdego, kto na to zasłużył

Nagranie, to kolejna powieść, która doczekała się dopracowanej promocji wydawnictwa Kobiecego. Pakiety dla recenzentów były ciekawe, przyznaję. Nie zmienia to jednak tego jaka jest powieść Falkowskiej. Piszę to z żalem, bo znam Falkowską i wiem, że potrafi pisać lepiej. Niestety kryminał w jej wykonaniu jest po prostu płaski.

Po pierwsze, bohaterowie, to jedno wielkie nieporozumienie. Nie ma tutaj żadnej dopracowanej kreacji, ani bohatera wartego zapamiętania. Prowadzący śledztwo jest jakimś pogubionym życiowo facetem na rozstaju dróg, a śledztwo interesuje go tyle co zeszłoroczny śnieg. Inna sprawa, że nawet gdyby go interesowało, to i tak z jego marnymi umiejętnościami nie złapałby sprawcy. Trojanowska również nie jest ciekawą postacią, miała być główną bohaterką, a czytelnikowi pozostaje zupełnie obojętna. A przełożony naszego prowadzącego? To krzyczący dupek, który nic nie robi. To totalna masakra.

Po drugie, Falkowska chciała poruszyć wątek jasnowidzów i ich udziałów przy policyjnych śledztwach, ale od samej chęci do czynów jeszcze daleko. Totalny brak researchu. Falkowska nie ma pojęcia czy jasnowidz może zostać dopuszczony do śledztwa, w jakiej roli, na jakich zasadach. Nie wie również nic o samych jasnowidzach, a przez to czytelnik także pozostaje nieświadomy. Ten wątek został opisany w tak bezsensowny sposób, że w zasadzie gdyby go nie było to powieść chyba jedynie by na tym zyskała.

Po trzecie, sama fabuła jest dosyć oklepana. W sensie nagrania, porwania, transplantacja to tematy poruszane wielokrotnie. Problemem nie jest to, że Falkowska po nie sięgnęła, ale to że nie miała na to żadnego pomysłu. Można było pociągnąć ten wątek. Ujawnić modus operandi sprawcy, wniknąć w jego psychikę, lepiej opisać grę ze śledczymi. Niestety nic takiego nie miało miejsca.

Oby każdy był tak hojny w dary dla pana jak my. Wesołych świąt!
Nagranie, to chyba najgorszy kryminał jaki przeczytałam w tym roku. Premierę miał wczoraj, podobnie jak powieść Wituszyńskiej, cóż...to smutne, że debiut okazuje się lepszy niż któraś z kolei powieść Falkowskiej. Powieści zabrakło rozbudowanej fabuły, pociągnięcia wątku śledztwa, dopracowanych bohaterów i researchu. Niestety nie polecę tej powieści.

Za egzemplarz powieści dziękuję wydawnictwu