Simona Sparaco - Równanie miłości [PRZEDPREMIEROWO]




„Równanie miłości” będzie pierwszą wydaną nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka w Polsce powieścią Simony Sparaco, włoskiej pisarki i scenarzystki dzielącej życie między Rzymem a Singapurem. Już 22 sierpnia będziecie mogli poznać tę piękną, miłosną historię, bo właśnie wówczas będzie ona miała swoją premierę. Jednakże teraz zapraszam Was do lektury przedpremierowej recenzji tej powieści.



Tytuł: Równanie miłości
Autor: Simona Sparaco
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Premiera: 22 sierpnia 2017 r.



Ignoranci mający niewielkie pojęcie o fizyce nazywają je równaniem miłości.

Singapur. Miasto przyszłości, którego nie sposób nie podziwiać za dobrze prosperującą gospodarkę i dalekowzroczny system zarządzania, czyniący to miasto bezpiecznym, komfortowym i zapewniającym obywatelom wysoką jakość życia. W tym, wydawać by się mogło, niemal perfekcyjnym mieście mieszka teraz Lea. Wiedzie ona idealne życie u bok swojego męża Vittorio, który oprócz lekkiego pracoholizmu wydaje się nie mieć wad. Jest człowiekiem bardzo ambitnym, skrupulatnym i opiekuńczym, kochającym swoją żonę ponad wszystko i pragnącym poszerzyć wkrótce ich rodzinę.

Mimo że rozum podpowiada Lei, że nie mogłaby wieść lepszego życia, jej niespokojne serce wprowadza ją czasami w chwile melancholii. W stanie zadumy myśli Lei często uciekają do jej ojczystych Włoch, do wydarzeń z przeszłości, a w szczególności do Giacomo. Wspomina młodego chłopca pochylającego się nad zadaniami z matematyki, wielkiego pasjonata fizyki, który następnie wyrósł na lubianego nauczyciela, namiętnego kochanka, człowieka łatwo ulegającego nałogom i otaczającego się szczelnym pancerzem nieprzepuszczającym uczuć. Jednak dla Lei rozdziały w jej życiu zatytułowane „Giacomo” są już zamknięte i nie ma zamiaru do nich wracać.

 „- W co się wpatrujesz?- W przyszłość – odpowiada, nie odwracając się.
- W przyszłość? I co widzisz?
- Wydaje mi się, że nadchodzi zbyt szybko. Nawet o tej porze.

Teraz jej życie toczy się w Singapurze, do którego przeprowadzka zainspirowała ją do napisania powieści. Kiedy niszowe rzymskie wydawnictwo odpowiada Lei, wyrażając chęć współpracy i wydania powieści, postanawia ona podjąć decyzję, która może być dla jej życia znamienna w skutki. Zgodnie z sugestią redaktora naczelnego decyduje się na powrót do Włoch na parę miesięcy w celu wygładzenia tekstu przed publikacją.

Na fizykę należy patrzeć oczami umysłu, Leo. I to dzięki nim jesteś w stanie tworzyć nowe światy, których nikt nie zdoła ci wytłumaczyć.

Zanim przystąpiłam do lektury „Równania miłości” zastanowiłam się najpierw nad znaczeniem owego tytułu. Kolejna literacka próba przedstawienia miłości z punktu widzenia nauki? To pytanie zadałam sobie otwierając książkę na pierwszym rozdziale, a zamykając ją udzieliłam na nie odpowiedzi twierdzącej. Spokojnie, nie musicie się martwić! Nie znajdziecie tu skomplikowanych wzorów, czy też trudnych formuł. Pojawiają się, co prawda, pewne zagadnienia fizyczne, które w powieści są szczątkowo opisane, więc jeżeli będziecie głodni większej ilość informacji na ich temat Wujek Google na pewno przyjdzie Wam z pomocą (lub fizyk narzeczony, jak było to w moim przypadku ;) ).


Autorka skupia się w „Równaniu miłości” na porównaniu miłości do zjawiska splątania kwantowego, które zachodzi wtedy, kiedy dwie cząstki łączą się w jeden układ, w którym oddziałują na siebie przez pewien czas, wytwarzając nierozerwalną więź. Nawet jeśli zostaną rozdzielone, oddalone od siebie o kilometry czy lata świetlne, wciąż będą zachowywać się, jakby były jednością, jakby los jednej zależał od losu drugiej. 

- Jesteś inteligentną, wrażliwą, piękną kobietą, ale masz jedną ogromną wadę – zatracasz się w miłości, potrafisz oddać duszę za darmo. Jakbyś chciała powiedzieć osobie, którą kochasz: proszę, to jest moje życie, tu masz klucze, możesz wejść i zrobić, co ci się tylko podoba, tylko nigdy mnie nie opuszczaj.

Lea i Giacomo. To ich relacja jest osią całej historii.  Śledzimy ją oczami Lei powracając do wydarzeń z przeszłości. Obserwujemy jak doszło do ich spotkania i jak później nie raz przeznaczenie splatało ich ścieżki ze sobą. Rzeczywiście wydarzenia przedstawione w powieści pozwalają nam porównać ich serca do owych cząsteczek ze zjawiska splątania kwantowego. Bardzo spodobało mi się to jak Albert Einstein nazwał to zjawisko – upiorne działanie na odległość. W kontekście historii Lei i Giacomo wydaje się ono bardzo trafne. Ich relacja, w moim odczuciu, jest bardzo toksyczna. Zatruwa umysł i rani serca nie tylko bohaterów, ale również i czytelników.



Simona Sparaco wykreowała wyjątkowych bohaterów, moim zdaniem, momentami przerysowanych, czego przykładam jest choćby idealny Vittorio. Jednak nie wpływa to niekorzystnie na historię, a czyni ją jedynie bardziej wyrazistą, bo to właśnie bohaterowie powołani do życia przez autorkę ją napędzają. Mimo wszystko podzielę się z Wami moimi przemyśleniami odnośnie Giacomo, którego
uważam za wielkiego antagonistę „Równania miłości. To jego czyny sprawiały, że jakiekolwiek zakwitające uczucie między nim a Leą było wyrywane jak chwast, a wszystko przez to, że bał się zaufać i otworzyć przed drugą osobą. Giacomo to subtelny mistrz manipulacji o cechach narcystycznych. Mimo poznania pod koniec powieści motywów jego postępowania, uważam je za niewystarczające. Zachowywał się bardzo egoistycznie, a odpychając od siebie wydarzenia z przeszłości odpychał również i Leę. Burzliwe relacje bohaterów prowadzą do zakończenia, którego na pewno nie dacie rady przewidzieć i które, mam nadzieję, wprawi Was w osłupienie tak samo jak mnie.

Czy to dojmujące poczucie kruchości, ulotności to właśnie miłość?

Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na jeszcze jedną rzecz, która nadaje powieści unikatowego charakteru. Autorka, jak i wykreowana przez nią bohaterka, dzieli swoje życie na Rzym i Singapur. Wpływa to na pojawiające się piękne i realistyczne opisy obu miast, które dzieli tysiące kilometrów. Oczami Lei pokazuje nam realia w nich panujące. Na szczególną uwagę zasługuje przedstawienie postaci Lee Kuan Yewa, który wywarł ogromy wpływ na rozwój i ukształtowanie Singapuru jakim znamy go dziś. Był on antykomunistą, entuzjastą wolnego rynku i rozwoju, który stworzył rząd technokratów – ludzi myślących niezwykle pragmatycznie i długofalowo. Wykreował on nowe społeczeństwo i nadał jemu tożsamość. Tym samym z mieszanki etnicznej powstała dobrze funkcjonująca merytokracja, zamożne miejsce niekończącej się pracy, co autorka wspaniale ukazuje nam w swojej powieści.





To książki wybierają nas – pisał. – Wzywają nas, jak gdyby wiedziały, czego nam potrzeba”. Na tym właśnie polegał, według Giacomo, sens czytania, to było jego esencją. Coś, co wraz z nami się porusza, co nas określa i co czasem, jeśli mamy szczęście, może nas ocalić.

Jest to powieść, która zapiera dech w piersiach. Namiętna i poetycka historia wypełniona emocjami, która wzbudza w czytelniku refleksje na miłością i przeznaczeniem, a dzięki lekkiemu pióru Simonie Sparaco pozostanie w Waszych sercach na dłużej.





Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka! 






Katarzyna Boni - Gambare! Warsztaty z umierania.


Kultura japońska diametralnie różni się od naszej. Czasami wydaje mi się, że praktycznie nie ma pomiędzy nimi punktów stycznych. Czytałam i oglądałam reportaże na temat Japonii, część znam również  z opowieści. Jednak to książka Katarzyny Boni naprawdę do mnie trafiła i pozwoliła chyba wreszcie zrozumieć, dlaczego tak bardzo nasze kultury się różnią.

Tytuł: Gambare! Warsztaty z umierania
Autor: Katarzyna Boni
Wydawnictwo: Agora SA

Narzekamy na życie w Polsce. Wkurzają nas powodzie, wichury, czasami myślimy, że natura się na nas uwzięła. Jednak tak naprawdę nie wiemy nic na temat prawdziwych katastrof. Nie jesteśmy sobie nawet w stanie wyobrazić tego ogromu cierpienia i bezmiaru tragedii. To właśnie dlatego tak bardzo nasze kultury się różnią. 

Japonia to kraj naznaczony katastrofą. Codziennie życie obywateli naznaczone jest widmem śmierci, które nie chce ich opuścić. Trzęsienia ziemi. Tsunami. Wybuchy w elektrowni jądrowej. To wszystko to szara rzeczywistość Japończyków. Muszą żyć w tych realiach i radzić sobie najlepiej jak potrafią.

Ganbare! – „Daj z siebie wszystko! Trzymaj się! Dasz radę!"

Katarzyna Boni oddaje głos ludziom, którzy przeżyli trzęsienie ziemi - niejedno, tsunami - niejedno oraz wybuch w elektrowni jądrowej  - niejeden. Opisuje niesamowitą wolę życia, walkę, egoizm, który pozwala przetrwać, samotność, utratę bliskich, niemożność pożegnania się, nieumiejętność pogodzenia się z tym, akceptację tego co się wydarzyło. To zbiór historii, od których ciarki przechodzą po plecach. 

Promieniowania nie widać, nie słychać, nie czuć. Nie można go powąchać ani dotknąć. Niektórzy mówią, że bardziej niż geny niszczy relacje między ludźmi.

Kiedy nadchodzi Tsunami musisz myśleć o sobie. Nikogo nie uratujesz, jeśli nie uratujesz najpierw siebie. Brutalne? Tsunami zabiera wiele istnień, jego fale są wysokie na kilkanaście metrów, a nikt nigdy nie jest w stanie przewidzieć jak wysoka będzie kolejna fala. Niektórzy nauczyli się nurkować tylko po to, żeby odnaleźć ciała swoich bliskich. 

Jak żyć w wiosce, w której promieniowanie przekracza normy? Czy ewakuować się i zostawić zwierzęta gospodarskie na pewną śmierć? Dlaczego rząd milczy na temat szkodliwości promieniowania? Jaka dawka jest tak naprawdę szkodliwa? Jak oczyszczać napromieniowane wioski, rzeczy, jedzenie, zwierzęta, siebie?

Rozmowy z duchami osób, które nagle zmarły i błąkają się po świecie mogą pomóc. A warsztaty z umierania mogą pomóc poradzić sobie z życiem po trzęsieniu ziemi, tsunami. Jest mnich, który wyrusza do rejonów pogrążonych w żalu i tworzy "kawiarnie narzekania", każdy może tam przyjść, powiedzieć co mu leży na sercu i dzięki temu ruszyć dalej. Istnieją również inicjatywy, które pomagają wyzwolić płacz, bo płacz pomaga pozbyć się nagromadzonych emocji.

Czas wcale nie leczy ran. Sam w sobie nie ma właściwości uzdrawiających.  Jedyne, co potrafi, to mijać. To od nas zależy, jak go wykorzystamy.

Gambare! Warsztaty z umierania to przejmujący reportaż zebrany z krótkich rozdziałów. Opowieści ludzi, którzy przeżyli, rekonstrukcji wydarzeń, instrukcji dla osób, które żyją i muszą radzić sobie z sytuacją, o której nam się nawet nie śniło.

Japonia to kraj naznaczony katastrofą, a jego obywatele naznaczeni są śmiercią. Ich kultura różni się od naszej diametralnie, bo i to co są zmuszeni przeżyć jest niewyobrażalne. Czy można w ogóle sobie z tym poradzić? Czy można coś takiego zaakceptować?

Polecam serdecznie, wszystkim. Każdemu z nas przyda się zderzenie z szarą rzeczywistością i zderzenie z kulturą tak inną od naszej.

Viktor Arnar Ingólfsson - Tajemnica wyspy Flatey





„Tajemnica wyspy Flatey” jest to książka, z którą mile spędziłam dwa wieczory. Viktor Arnar Ingólfsson (dobrze, że mogę nazwisko pisarza napisać Wam tutaj, bo na pewno wymówiłabym je źle) zaprasza nas na wyspę Flatey w zatoce Breiðaförður, w północno-zachodniej Islandii. Flatey ma około dwóch kilometrów długości i około jeden kilometr szerokości, jest największą wyspą w regionie, wokół której zgrupowane jest około czterdzieści dużych i małych wysp i wysepek położonych w zatoce. Autor przenosi nas w czasie do czerwca 1960 roku w tę tajemniczą okolicę, do wykreowanego przez niego świata.





Tytuł: Tajemnica wyspy Flatey
Autor: Viktor Arnar Ingólfsson
Wydawnictwo: Editio Black


W pewien czerwcowy dzień na wysepce niedaleko Flatey zostają odnalezione zwłoki. Jest to szokująca wiadomość dla członków niewielkiej społeczności zamieszkującej wyspę. Do rozwikłania zagadki śmierci ofiary zostaje wyznaczony przedstawiciel prefekta – prawnik Krajtan. Bynajmniej nie jest to przypadek łatwy. Po zidentyfikowaniu ofiary pytań przybywa, a czytelnikowi zostaje przedstawiona do rozwiązania kolejna zagadka z średniowiecznego manuskryptu Flateyjarbók – Aenigma Flateyenis. Czy owa zagadka ma związek ze śmiercią ofiary? Kto jest odpowiedzialny za wydarzenia na wyspie? Jakie sekrety z przeszłości kryją mieszkańcy Flatey? Na te pytania odpowiedzi będzie musiał znaleźć Krajtan, a one wcale nie muszą być jednoznaczne.

Poranny wiatr nad zatoką wiał ze wschodu. Chłodna wiosenna bryza burzyła grzywacze między wysepkami archipelagu Vestureyjar. Skupiony maskonur szybko mknął ponad grzbietami fal, a ciekawski kormoran, przycupnąwszy na płaskim szkierze, wyciągnął głowę w górę.

Autorowi należą się brawa za niesamowicie realistycznie oddany klimat, który bije z każdej przeczytanej strony. Wydawać nam się może, że słyszymy gdzieś w oddali krzyk ptaków, szum i zapach morza, oraz czujemy na skórze i we włosach porywisty wiatr. Nie trudno wyobrazić sobie samą wyspę jak i otaczające ją wysepki. Uczucie niepokoju towarzyszy nam przez cały czas. Do praktycznie samego końca jesteśmy utrzymywani w niepewności co do rozwiązań poszczególnych zagadek, a możliwości ich rozwiązań wydają się nieskończone.







Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autora jest umieszczanie na końcu każdego rozdziału fragmentu z Flateyjarbók. Księga ta to średniowieczny, islandzki manuskrypt zawierający teksty skandynawskich sag i poematów. Jeżeli chodzi o rys historyczny to warto wiedzieć, że Flateyjarbók od 1656 była przechowywana w Królewskiej Bibliotece w Kopenhadze. Dopiero 21 kwietnia 1971 roku (a więc 11 lat po wydarzeniach przedstawionych w powieści) powróciła na Islandię i obecnie wystawiana jest w Domu Kultury Narodowej w Reykjaviku, na co zapewne niektórzy Islandczycy odetchnęli z wielką ulgą.


Wybranie wyspy Flatey na akcję powieści nie jest przypadkowe. Ona nierozerwanie łączy się z Flateyjarbók, a tym samym, ze światem wikingów. Czytając „Tajemnicę wyspy Flatey” miałam wrażenie jakbym przez cały czas słyszała echo czasów wikińskich*. Obrzędy, wierzenia, tradycje wikingów w różnym stopniu pozostają żywe wśród bohaterów powieści. Bardzo dobrze wpasowuje się to w jej kompozycję, dostarczając w ten sposób czytelnikowi niesamowitą, nordycką historię.


– Znałem kiedyś człowieka – odezwał się Högni – który powiadał, że kawa to dar od Boga w nagrodę za długi dzień pracy. Ja jednak zawsze uważałem, że Wszechmogący nie musi wynagradzać człowiekowi, że ten może sobie pracować. Ale kropelka kawy ożywia i Bogu niech będą za to dzięki.


Książka ta nie obfituje w spektakularne wydarzenia, czy też niespodziewane, szalone zwroty akcji. Lektura powieści jest niczym obserwowanie jednostajnie jadącego pociągu, który tylko nieznacznie przyspiesza przed stacją docelową. Akcja toczy się swoim torem, co może być dla jednego czytelnika zaletą, natomiast dla drugiego wadą. Moim zdaniem pan Ingólfsson na tym polu się obronił całkowicie ciekawie skonstruowaną fabułą z śladowym wątkiem wikińskim w tle.





*wikiński – jeżeli patrzycie na ten przymiotnik z lekkim niedowierzaniem, to nie martwcie się! Nie jesteście jedynymi, też się dziwiłam. Poradnia PWN rozwiewa jednak wszelkie wątpliwości!





Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Editio Black!




Jorn Lier Horst - Felicia zaginęła


Twórczość Jorn'a Lier'a Horst'a była mi dotąd nieznana, ale od pewnego czasu chciałam ją poznać. Szczególnie po recenzjach "Kluczowego świadka". Jesteście ciekawi czy było warto?

Tytuł: Felicia zaginęła
Autor: Jorn Lier Horst
Wydawnictwo: Smak Słowa


1327 osób uznano w Norwegii za zaginione, część z nich nigdy nie zostanie odnaleziona. Za każdym zniknięciem kryje się tajemnica, bo przecież ludzie nie rozpływają się w powietrzu, prawda? Robią to z własnej woli albo ktoś im w tym pomaga.

Komisarz William Wisting otwiera sprawę zaginięcia kobiety sprzed lat, która do tej pory nie została wyjaśniona. Praktycznie w tym samym czasie zostaje znalezione ciało anonimowej kobiety oraz tajemnicze kręgi na polu golfowym. 

Czy te sprawy są w jakiś sposób ze sobą połączone? W tej sytuacji każdy nawet najdrobniejszy szczegół może mieć kluczowe znaczenie dla prowadzonego śledztwa. Po drodze komisarz odkryje starannie utkaną sieć kłamstw i kolejno postępujących po sobie wydarzeń, których nikt aż do tej pory nie był w stanie powstrzymać. Czy jednak teraz jest to możliwe?


Jorn Lier Horst to norweski pisarz i dramaturg, który był również policjantem. Ma za sobą także studia kryminologiczne, filozoficzne i psychologiczne. To wszystko wpływa na kształt jego powieści oraz konstrukcje bohaterów. Z cyklu o komisarzu Wistingu ukazały się już następujące pozycje: "Kluczowy świadek" (tom 1), "Felicia zaginęła" (tom 2), "Gdy mrok zapada" (tom 0,5), "Szumowiny" (tom 6), "Poza sezonem" (tom 7), "Psy gończe" (tom 8), "Jaskiniowiec" (tom 9) oraz "Ślepy trop" (tom 10). Tom 3 "Gdy sztorm nadchodzi" pojawi się już niebawem. To chyba najlepiej dowodzi, że książek nie trzeba czytać w poprawnej kolejności.

Nie śmiem się wypowiadać na temat przyczyny zgonu, ale jeśli ktoś zostaje zamknięty w szafie i ląduje sześć stóp pod ziemią, to raczej nie ma mowy o nieszczęśliwym wypadku.

Czy warto było poznać twórczość autora? Jak najbardziej tak, chociaż czytając recenzje późniejszych jego tomów mam wrażenie, że autor w drugim tomie dopiero rozwijał się pisarsko.

W książce Felicia zaginęła mamy do czynienia z bardzo ciekawym śledztwem. Nie zostało ono oparte na żadnym popularnym schemacie, chociaż podobne sprawy oczywiście przewijały się już w literaturze. Zaginięcia nie są niczym nowym, ale autorowi udało się stworzyć ciekawą fabułę.

Horst wykreował realistycznych bohaterów, jednych lubimy, inni nas wkurzają, większość intryguje. Autor dokładnie odwzorował realia śledztwa dlatego powieść jest nie tylko realistyczna, ale ma również ciekawy klimat.

Styl autora jest dobry, ale kiepsko tutaj z budowaniem napięcia. Sprawa się po prostu toczy i ma później swoje rozwiązanie. Żadnego obgryzania paznokci ze zdenerwowania nie będzie. Bohaterów jest sporo, więc czasami to czy ktoś jest Haberem czy też innym na H ma dla nas średnie znaczenie, być może to klątwa drugiego tomu, w którym bohaterów powinniśmy już znać, być może coś innego.

Ten, kto pierwszy bąka czuje, bąka pewny to ojczulek. Ta, co pierwsza głośno chrząka, jest prawdziwą matką bąka.

Felicia zaginęła, to powieść o bardzo ciekawej fabule. Czytelnik do końca nie jest pewien jakie będzie rozwiązanie zagadki kryminalnej. Bohaterowie zostali wykreowani bardzo realistycznie, a realia śledztwa zostały wiernie odtworzone. Książkę polecam z czystym sumieniem, a sama chętnie rozejrzę się za innymi powieściami autora.

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu

PIĘĆ MINUT RAISY - AGATA KOŁAKOWSKA [PRZEDPREMIEROWO]


Trzynasty maja 1981 rok na świat przychodzi Raisa – bohaterka najnowszej powieści Agaty Kołakowskiej. Siedemdziesiąt lat później zostaje ona uznana przez WHO i Human Recources Institute za najbardziej pechową osobą na świecie. Cóż takiego się wydarzyło w życiu bohaterki, iż uzyskała taki tytuł?

SIOSTRZYCZKI - MICHAEL PALMER





Thriller medyczny – jeden z moich ulubionych gatunków.  Kiedy w ręce wpadła mi książka mi książka Michaela Palmera „Siostrzyczki” byłam bardzo zadowolona. Czy po przeczytaniu powieści nadal pozostał ten stan?

Huntley Fitzpatrick - Gra miłości


Moje życie obok było moim pierwszym spotkaniem z piórem Huntley Fitzpatrick. Lekturę tamtej powieści wspominam nadzwyczaj dobrze, dlatego z radością zabrałam się za kolejną część. Od razu na wstępie ostrzegam oba tomy można czytać rozłącznie, ale lepiej zacząć od pierwszego jest bowiem odrobinę lepszy, a i więcej wydarzeń z drugiego tomu będzie miało sens.

Tytuł: Gra miłości
Autor: Huntley Fitzpatrick
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Tim Mason jest bardzo zagubionym chłopakiem na progu dorosłości, już teraz boryka się z problemami, które nigdy nie powinny dotknąć osób w jego wieku. Tim prawdopodobnie znajdzie po omacku barek z alkoholem, za kilka lat może potrzebować przeszczepu wątroby lub nie dożyje swojej przyszłości, bo wjedzie samochodem w czyjś dom.

Alice Garrett zmienia chłopaków jak rękawiczki, potrafi być bardzo chłodna i trudna w obyciu. Na głowie ma mnóstwo obowiązków. Studia, rodzinę, finanse rodziny, w domu Garrett'ów nigdy nie jest lekko. Alice ma jednak zasady - nie zamierza umawiać się z przyjaciółmi młodszych braci, szczególnie z tymi posiadającymi spory ciężar z przeszłości. Ma wystarczająco własnych problemów.

Tim powoli staje na nogi - nie pije, rzucił seks z anonimowymi dziewczynami, ale został wyrzucony ze szkoły i z domu rodzinnego. Dzięki Jase'owi zajmuje mieszkanie nad garażem, które zwolnił jego starszy brat, mieszkanie którego pragnęła Alice. Alice i Tim nie są dla siebie mądrym wyborem. Co się wydarzy kiedy tak dwójka da sobie szansę?



Powieść została napisana w narracji pierwszoosobowej, a narratorów mamy dwóch: Alice i Tim, dzięki temu jesteśmy w stanie dobrze poznać głównych bohaterów, ich myśli, powody, dla których postępują tak, a nie inaczej oraz ich środowisko. 

Huntley Fitzpatrick posługuje się językiem lekkim, przyjemnym i... zabawnym. Dialogi pomiędzy bohaterami niejednokrotnie wywołają uśmiech na twarzy bardzo wielu czytelników. Nie znajdziemy tutaj rozbudowanych opisów krajobrazów, za to całkiem zabawne porównania do filmów.

Może jesteśmy trochę poobijani, ale na pewno nie zostaliśmy zniszczeni.

Tima poznaliśmy już w pierwszym tomie, był bratem przyjaciółki Sam. Trudno było go nie zauważyć. Był charyzmatyczny, zabawny i brał od życia to co chciał. Problem w tym, że był wiecznie upalony i pijany. Alice również poznaliśmy w pierwszym tomie jednak wtedy trudno było pałać do niej nadmierną sympatią. Tim i Alice zdecydowanie w drugim tomie bardzo wiele zyskują.

Autorka w powieści porusza wiele trudnych problemów. Ponownie wraca do problemu narkotyków, bardzo mocno wkracza w problem alkoholizmu, odrzucenia przez rodzinę, czy ponoszenia konsekwencji naszych nieprzemyślanych wyborów.

Ponieważ kiedy czegoś chcemy, chcemy tego od razu. Chce nam się pić, potrzebujemy napoju, to go sobie bierzemy. Szukanie czystej szklanki, umycie brudnej i całe to zamieszanie... nie, dzięki Liczą się sprawy podstawowe. Chcemy tego, czego chcemy natychmiast...

To co lubię w powieściach Fitzpatrick to, to że nigdy nie skupia się na jednym wątku czy motywie. Miłość jest tutaj ważna, to w końcu NA, a mimo wszystko nie gra pierwszych skrzypiec. Alice i Tim to główni bohaterowie, a mimo wszystko inni są równie wyraźni i ciekawi, chociaż w pierwszym tomie faktycznie otoczenie głównych bohaterów było mocniej zarysowane niż tutaj.

Chyba jedynym błędem autorki albo raczej niedociągnięciem tej powieści jest spłycenie relacji Tima z jego siostrą oraz jego problemu alkoholizmu. Zostały one zarysowane z dużą wprawą, ale autorka nie poświęciła im należytej uwagi. Można było z tego więcej wyciągnąć.



Gra o miłość autorstwa Huntley Fitzpatrick to powieść ciekawa, realistyczna i świetnie wpisująca się w gatunek NA. Pióro Fitzapatrick ma w sobie niezwykłą lekkość. Myślę, że bardzo wiele osób będzie usatysfakcjonowanych lekturą, szczególnie jeśli przypadł Wam do gustu tom pierwszy.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

7 złotych pytań do PRZEMYSŁAWA GARCZYŃSKIEGO


JAK POPEŁNIĆ KRYMINAŁ IDEALNY?
na podstawie 7 złotych pytań kryminalistyki



PYTANIE PIERWSZE
Quis? Co?
Kryminał od razu kojarzy się ze zbrodnią, inaczej się nie da, jednak skąd taką zbrodnię wytrzasnąć? Z kodeksu karnego? Z gazety? A może po prostu ją wymyśli?

Patrząc na modus operandi innych autorów odnoszę wrażenie, że… skądkolwiek. Osobiście przy jednej ze zbrodni posłużyłem się po prostu wyobraźnią, na drugą zaś nakierował mnie pewien film dokumentalny, oglądany na smartfonie podczas zmywania. Widać nie zna się dnia ani godziny, kiedy w głowie zasieje się takie czy inne ziarenko danej fabuły…



PYTANIE DRUGIE
Ubi? Gdzie?
Czy do pisania kryminałów potrzeba specjalnego miejsca? Czy można je pisać wszędzie? W kawiarni? W pracy? W domu?

Pewnie znów nie powiem nic odkrywczego, ale… gdziekolwiek. Zdarza się i podczas rodzinnego spaceru przypadkiem dostrzec scenę lub podsłuchać fragment rozmowy, które aż proszą się o miejsce na łąkach powieści. Wydaje mnie się, że im większa różnorodność miejsc, w których powstaje książka, tym lepiej dla efektu końcowego, stanowiącego takie literacko-społeczne multikulti. Choć muszę przyznać, że cenię sobie ciszę i spokój, przez co pisałem także wczesnymi rankami (4-5 rano) lub w środku nocy. W życiu natomiast nie wybrałbym się w tym celu do głośnej, zatłoczonej kawiarni – niewiele byłbym tam w stanie napisać.


PYTANIE TRZECIE
Quando? Kiedy?
Jaka jest najlepsza pora roku do pisania? Radosna wiosna? Upalne lato? Melancholijna jesień? Czy mrożący krew w żyłach grudzień?

Idealna pora to taka, kiedy można się wyciszyć, zresetować, założyć klapki na oczy i popłynąć. Pora roku jakoś nie miała dla mnie znaczenia, a okres pisania powieści rozciągnął mi się na wszystkie cztery 😉


PYTANIE CZWARTE
Quomodo? W jaki sposób?
W jaki sposób napisać kryminał? Jakiego narzędzia użyć? Długopis? Ołówek? Komputer? Maszyna do pisania?

Ha! W moim przypadku nie pojawił się żaden z wymienionych! Jak już wspomniałem, część notatek czyniłem na smartfonie, natomiast cała fabuła „Kelnera” powstała w formie powieści tylko i wyłącznie na tablecie. Przyznaję jednak, że wymaga to sporo determinacji 😉 i dużych pokładów cierpliwości…


PYTANIE PIĄTE
Cur? Dlaczego?
O to pytanie, które warto sobie zadać. Po co w ogóle pisać kryminały? Czy to fascynujące zajęcie? Czy po prostu forma psychoterapii - lepiej zabijać fikcyjnie niż realnie?

Mam nadzieję, że w moim przypadku to nie była psychoterapia (śmiech). Każdy z czytelników, Ty, ja – wszyscy mamy pewne ulubione gatunki, wśród których wybieramy interesujące nas lektury. Osobiście słabo u mnie wyglądają relacje z fantastyką, natomiast z kryminałami zakumplowałem się na dobre parę lat temu. Kiedy od pomysłu pt. „napisz powieść” zacząłem przechodzić do fazy realizacji, nie było sensu się zastanawiać, jaki gatunek wybrać – ten, w którym „czuję się” najlepiej.


PYTANIE SZÓSTE
Quibus auxilis? Czym?
Jakimi środkami dysponuje autor? Czy ma rzesze konsultantów? Czyta literaturę naukową, inne kryminały? A może siedzi godzinami w internecie, szukając rozwiązania na forach internetowych?

Autor czerpie zewsząd, nawet nieświadomie. Jednego razu zaintrygowało mnie graffiti umieszczone na mijanej przeze mnie trasie, innym razem fragment filmu. „Twardą” wiedzę jednak czerpałem zarówno z innych, przeczytanych przeze mnie powieści, w których takie czy inne rozwiązania do mnie – jako czytelnika – przemawiały (lub i nie). Ponadto mam to szczęście, że mogłem zasięgnąć opinii osób pracujących na co dzień w policji, zaś o zawiłości dotyczące innej, tworzącej się jeszcze fabuły, bardzo intensywnie dopytywałem podczas cyklicznych wizyt u lekarza 😉


PYTANIE SIÓDME
Quid? Kto?
Kto był w stanie popełnić kryminał idealny? Czy znany jest taki autor?

Rety! Trudne pytanie… Przekornie odpowiem, że być może istnieje taki, ale z pewnością go nie znamy – w końcu zbrodnia doskonała to taka niewykryta, zatem idealny kryminał albo przeszedł wokół nas bez echa, albo… nadal czeka na odkrycie, podobnie jak jego twórczyni lub twórca.

Victor Gorsky - Kameleon. Kulisy pracy w CBŚ [PRZEDPREMIEROWO]



Wszyscy oni mają swoje rodziny, mają kochanków, żony, mężów, dzieci, koty i psy, dla których żyją, ale na robocie zapominają o tym, wtedy stają się twoimi oczami, uszami, plecami. Wiesz, że możesz iść i robić swoje, bo gdzieś tam jest ktoś, kto zrobi wszystko, żeby cię ochronić i żebyś bezpiecznie wrócił do domu. Szacun dla was zetbezety.

Książka Kameleon. Kulisy pracy w CBŚ przyciągnęła mnie do siebie od razu, nie tyle okładką co tytułem i treścią. Byłam przekonana co do tego, że książka będzie ciekawa, a może także posłużyć jako research do powieści kryminalnej. Nie pomyliłam się. 

Autor książki - emerytowany oficer Victor Gorsky jest absolwentem Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Ma ponaddwudziestoletni staż w służbie kryminalnej, zajmuje się zwalczaniem patologii społecznych, prostytucji, narkomanii i poszukiwaniem osób. Od siedemnastu lat jest oficerem Centralnego Biura Śledczego. Odznaczono go m.in. brązowym Krzyżem Zasługi oraz medalem Zasłużony Policjant. Victor Gorsky napisał tę książkę niedługo po przejściu na emeryturę. Miała to być dla niego forma terapii po zakończeniu pracy w świecie, o którym wolałby zapomnieć...





Tytuł: Kameleon. Kulisy pracy w CBŚ
Autor: Victor Gorsky
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 17 sierpnia 2017 r.





Marek Nowacki policjant i agent, mąż i ojciec w jednej osobie od roku nie został przydzielony do żadnej sprawy, aż nagle w jego życiu zaczyna ponownie dziać się naprawdę wiele. Zostaje skierowany do rozpracowywania siatki handlarzy narkotyków na południu Polski, kiedy tylko kończy robotę powoli zaczyna następną, tym razem inną, bo dotyczącą przestępstw w tzw. "białych kołnierzykach". Tak więc z Marka Nowackiego policjanta i agenta, męża i ojca zmienia się najpierw w faceta przy kasie, z dobrą furą, który potrzebuje ogromnej ilości narkotyków, a później w biznesmena w drogim garniturze, który potrzebuje kogoś kto pomoże mu oszukiwać państwo na fakturach. 

Myślicie, że to proste? Mylicie się. CBŚ, Centralne Biuro Śledcze Policji, polskie FBI to nie miejsce dla słabych i leniwych. Tutaj trzeba pracować ciężko za marne pieniądze w niesprzyjających okolicznościach. Przykrywkowcem jesteś w czasie zadania, w miejscu do którego cię wysyłają, ale oprócz tego masz swoją rodzinę, którą musisz zostawić na jakiś czas, ale także pracę, która przecież sama się nie zrobi. Nic nie jest takie jakie powinno być, chciałoby się rzec.

Kochajcie dyrektorów, tak szybko odchodzą.

To pozycja, która burzy cały obraz polskiego CBŚ. Szczerze mówiąc nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak dokładnie wygląda praca tam. Wydawało mi się, że jest trochę lepiej niż w innych wydziałach policji, w końcu w CBŚ pracują najlepsi. Zdawałam sobie sprawę z tego, że praca polskich przykrywkowców jest trudna i na pewno odbija się na życiu prywatnym, ale że także na zawodowym? I że tak naprawdę jest bezpłatna? O tym nie miałam pojęcia.

Czy wiecie, że praca agenta nie jest jednocześnie pracą policjanta? Nie rozumiecie o co mi chodzi? Policjant pracujący w CBŚ ma swoją robotę, którą musi wykonać, żeby statystyki się zgadzały i żeby zarobił. Pracę agenta wykonuje dlatego, że chce, za darmo, poświęcając na to mnóstwo czasu kosztem swojego życia prywatnego i kosztem życia zawodowego, bo przecież nikt nie zrobi pracy za niego.

Stworzony przez autora Marek Nowacki ma rodzinę - żonę i dwójkę synów. Jego relacje z nimi nie są proste, gdyż więcej go w domu nie ma niż jest. W pracy również nie jest lekko. Praca agenta wymaga czasu i wielu wyjazdów, szef nie patrzy na niego przychylnym okiem w dodatku cały czas próbuje skłócić go z zespołem, z którym pracuje, gdy jest na miejscu. To wszystko sprawia, że Marek się sypie. Jednego dnia jest ojcem, drugiego policjantem, trzeciego udaje dilera, a czwartego przestępcę w białym kołnierzyku. To nie jest dla niego dobre, a mimo wszystko to robi. Dlaczego?

Tak jak już wspomniałam to bardzo dobra pozycja, w której realizm gra pierwsze skrzypce. Victor Gorsky pokazuje nam życie policjanta i agenta Marka Nowackiego, jego pracę, jego życie prywatne, jego życie jako agenta. W książce wbrew pozorom nie brakuje emocji, gdyż została napisana w pierwszoosobowej narracji, a życie Marka naprawdę nie jest proste. Oczywiście miejscami były lekko przydługie fragmenty, a sama powieść mogłaby zostać podzielona na większą liczbę rozdziałów, ale to tylko drobiazgi. Czytelnik będzie usatysfakcjonowany lekturą.


...normalność i policja są sobie tak przeciwstawne jak ogień i woda.

Kameleon. Kuulisy pracy w CBŚ Victora Gorsky'ego to bardzo dobra pozycja, dla wszystkich zainteresowanych tematem pracy w polskim CBŚ. Pozycja jest prosta do przyswojenia, ciekawa i niejednokrotnie naprawdę szokuje. Wydaje nam się w końcu, że w polskiej policji nie jest tak źle, prawda? Szczególnie w Centralnym Biurze Śledczym w końcu gdzie jak nie tam powinno być dobrze, prawda? Szczerze polecam zapoznanie się z tą pozycją.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu