PRZEDPIEKLE [PATRONAT] FRAGMENT POWIEŚCI



„Przedpiekle” to druga część serii kryminalnej ukazującej się pod wspólnym tytułem: „Między prawami”. Konstrukcja tej historii pozwala jednak na zapoznanie się z nią niezależnie od poprzedniej części.
Autorka serii - Vera Eikon - od kilku lat przeciera szlaki polskiego self-publishingu. Idą za tym czasami niespodziewane, zaskakujące metody marketingu. Pierwsza część serii („Polowanie na WIlka”) jest udostępniona do darmowego pobrania na stronie autorskiej www.veraeikon.com.pl
Premiera najnowszej powieści - „Przedpiekle” - planowana jest na 4 września, jednak z myślą o wiernych czytelnikach, uruchomiona została krótka przedsprzedaż, podczas której można zamówić powieść w cenie rabatowej. Żeby zachęcić niezdecydowanych do zapoznania się z historią komisarza Alana Berga, autorka udostępniła fragment otwierający książkę. Dodatkowo, każda osoba zamawiająca „Przedpiekle”, od razu otrzymuje na maila drugi rozdział powieści, co pozwala wypełnić czas oczekiwania na premierę.
Tymczasem zapraszamy do zapoznania się z początkiem tej intrygującej powieści!


„Pokój przesłuchań tonął w półmroku. Siedzący w nim komisarz Wydziału Zabójstw Centralnego Biura Śledczego Policji, Kamil Feliński, czuł się wyjątkowo niezręcznie w roli, którą przyszło mu teraz odgrywać. Zajął miejsce nieco oddalone od centralnego punktu niewielkiego pomieszczenia. Bardziej w cieniu. Może dzięki temu ukryje nerwowy tik mrugania prawym okiem i nachalne dłubanie przy paznokciach. Nieco ulgi przynosiła mu obecność technika siedzącego przy wariografie i młodszej inspektor Olgi Tyrman, która zobowiązała się do przeprowadzenia przesłuchania. Tych dwoje zachowywało pełen profesjonalizm. Zero stresu. Zero nerwowości. Co w zaistniałej sytuacji było oczywiście godne pochwały. Komisarz pomyślał, że zdecydowanie wolałby zajmować się teraz jakimś niezidentyfikowanym zgniłkiem niż mieć do czynienia z napięciem i poczuciem wstydu, swoistymi dla ludzi żywych. Potem przypomniał sobie, że to właśnie jeden z przydzielonych mu denatów postawił go w tej niewygodnej sytuacji. Należało odkryć prawdę o okolicznościach zgonu. Okolicznościach morderstwa. I zdemaskować winnego.
Przebywał w tym pokoju jeszcze ktoś, kto wydawał się podzielać odczucia Felińskiego. Na miejscu przesłuchiwanego siedział czterdziestoletni mężczyzna. Ubrany był w garniturowe spodnie koloru czarnego i ciemną koszulę, której dwa górne guziki pozostawały rozpięte. Za plecy przerzucił marynarkę i czarny krawat. Nie ubrał się elegancko z okazji przesłuchania. Gdyby jego dzień potoczył się zgodnie z planem, byłby teraz w zupełnie innym miejscu. Choć, bez wątpienia, równie przytłaczającym. Jego ciało zostało przed chwilą okablowane czujnikami wykrywacza. Kazano mu się nie ruszać, co jeszcze zwiększało dawkę dyskomfortu, która i tak wydawała się już zabójcza. Nigdy, przenigdy nie spodziewałby się, że przyjdzie mu siedzieć na tym miejscu.
Stojąca naprzeciw niego inspektor Tyrman sprawnie związała długie blond włosy w koński ogon i zajęła swoje miejsce. Z służbowej teczki wyjęła kilka zadrukowanych kartek, po czym spojrzała na technika.
– Możemy zaczynać? Wszystko gotowe? – Otrzymawszy twierdzącą odpowiedź, zwróciła się do przesłuchiwanego: – Muszę pana pouczyć, że przeprowadzamy tę rozmowę na wniosek prokuratora, więc proszę o pełną współpracę. Zadam panu zaraz szereg pytań. Musi pan odpowiedzieć na wszystkie. Wolno panu odpowiadać tylko „tak” lub „nie”. Czy rozumie pan?
– Wiem, jak działa wariograf… Tak – odparł ciszej, niż zamierzał. Odchrząknął więc, żeby odblokować ściśnięte nerwami gardło i uwolnić swój naturalny, mocny głos. 
Wykres wariografu podskoczył kopnięty dawką adrenaliny. Za chwilę nakreśli na kartce linię prawdy i kłamstwa, zapisze specjalny kod, będący odzwierciedleniem wewnętrznego stanu człowieka. Człowiek zareaguje na wszystkie postawione mu pytania. Testowe i właściwe. Niezwiązane ze sprawą i te dla niej kluczowe. Każde wypowiedziane w tym pokoju słowo zamieni się w uczucie, zostawi po sobie ślad i konkretną impresję.
– Czy nazywa się pan Alan Berg?
– Tak.
– Czy zamierza pan odpowiadać szczerze na wszystkie postawione mu pytania?
– Tak.
– Czy ma pan stopień komisarza?
– Tak.
– Czy pracuje pan w szpitalu?
– Nie.
– Czy pracuje pan w Centralnym Biurze Śledczym Policji?
– Tak.
– Czy jest pan żonaty?
– Tak.
– Czy pańską żoną jest Angelina Jolie?
– Nie.
– Czy pańską żoną jest Ewa Berg?
– Tak.
– Czy mamy rok dwa tysiące dwunasty?
– Nie.
– Czy studiował pan w Anglii?
– Nie.
– Czy mamy rok dwa tysiące szesnasty?
– Tak.
– Czy urodził się pan w Pradze?
– Tak.
– Czy kiedykolwiek spotkał się pan z Zuzanną Ostrowską?
– Tak.
– Czy spotykał się pan z nią wielokrotnie?
– Tak.
– Czy prezydentem Polski jest Barack Obama?
– Nie.
– Czy kiedykolwiek pozostawał pan w kontaktach intymnych z Zuzanną Ostrowską?
– Tak – odparł po chwili wahania. Wiedział, że właśnie teraz jest oceniany. 
Technik patrzył na wykres, coś notował. Tyrman miała wzrok pozbawiony emocji. Feliński zerkał poniekąd współczująco. A jednak Berg podejrzewał, czuł w powietrzu nutę osądzenia, potępienia. A może to tylko jego własne emocje? Nerwy? Żal? Dlaczego to zrobił? Dlaczego się nie wycofał? Wszystko mogło być teraz inaczej.
– Czy zamordował pan Zuzannę Ostrowską?
Pytanie jakby do niego nie dotarło. Był teraz gdzieś indziej. Był przy niej. Obejmował ją i przysięgał, że nic jej się nie stanie. Nie dotrzymał słowa. Był winny.

Dwa tygodnie wcześniej…

Wisła płynęła spokojnie. Wyraźnie, niczym lustro, odbijała otaczającą ją dziką przestrzeń i wiszący na nieboskłonie księżyc błyszczący złotym sierpem. Czarny mercedes stał zaparkowany na brzegu. Jego kierowca czekał już od pół godziny na umówione spotkanie i zaczynał się niecierpliwić. Wokół jedynie cykały świerszcze, a pobliskie pola przynosiły jednostajny szum nadciągający z autostrady. Sięgnął po trzeciego papierosa, kiedy usłyszał nadjeżdżający szosą samochód. Światła reflektorów przecisnęły się pomiędzy pniami drzew, rzucając na ziemię wydłużone smugi światła. Wóz stanął obok.
– Czekam już od pół godziny! – zrugał przybysza właściciel mercedesa.
– I co? – odparł nowo przybyły, wychodząc z wozu. Jego szerokie ramiona okrywała czarna skórzana kurtka. 
– Gówno! Piździ jak cholera.
– To nie pierdol, tylko do roboty.
Mężczyźni podeszli do bagażnika mercedesa. Gdy uniosła się pokrywa, spojrzało na nich dwoje przerażonych oczu. Młoda, skąpo ubrana kobieta wydawała z siebie głuche piski i chrząknięcia. Usta zaklejone taśmą. Nie mogła się bronić, bo jej dłonie i stopy skrępowano mocno zaciśniętymi więzami.
– Jezu, szkoda takiej fajnej dupy – powiedział ze szczerością w głosie mężczyzna w skórze.
– Nie byłoby sprawy, gdyby trzymała język za zębami.
– No, po chuj ci to było? – Chwycił ją za ramię i brutalnie wyciągnął z bagażnika. – Możesz już jechać. Zajmę się tym.
– Chcę to zobaczyć.
– Kurwa, nie ufasz mi?
Właściciel mercedesa wzruszył ramionami. Drugi przycisnął dziewczynę ku ziemi. Uklęknęła plecami do nich. Próbowała się obrócić, spojrzeć na nich jeszcze raz. Ostatni raz błagać o życie. Chociażby wzrokiem. Nie interesowała ich jej panika. Mieli swoje sprawy, swoje interesy, które musieli załatwić. Ją – wyeliminować, a potem przedyskutować to i owo. W jej głowie milion myśli. Wspomnienia, ludzie, błędy. Tyle błędów. Trzeba było żyć inaczej. Prośba o wybaczenie. „Mamo, wybacz! Tato, wybacz! Boże, jeśli tam jesteś, przepraszam…”
– Ja pierdolę! – zaklął mężczyzna w skórze. Zaczynało padać. – Nie dość, że mam po tobie sprzątać, to jeszcze mi nie ufasz. – To powiedziawszy, wyciągnął zza kurtki broń i oddał jeden strzał w kierunku dziewczyny. Kula spenetrowała jej czaszkę i ciało bezwiednie opadło na ziemię.
– Teraz mogę już jechać.
– Teraz, kurwa? Czyli dalej sprzątam sam?
– Każdy ma swoją rolę do odegrania.
– Dobra. Mam nadzieję, że dobrze odegrasz swoją rolę przy najbliższym przetargu.
– O to się nie martw. Mamy go jak w banku – odparł z uśmiechem. Był z siebie szczerze zadowolony. Nie musiał już martwić się o niewygodnego świadka. Wierzył, że ciało kobiety zniknie bez śladu. Nie ma problemu. Żadnych pytań, żadnych podejrzeń. Można kontynuować interesy. Żyć spokojnie. Jak dobrze to wszystko rozegrał! Miał wszystko. Pieniądze, wpływy, człowieka od brudnej roboty. Czasami przypłacał to momentami stresu. Ale dla chwil takich jak ta, kiedy wydawało mu się, że jest panem życia i śmierci, warto było się trudzić, warto było żyć. 
Towarzysz spojrzał na niego z nie mniejszą satysfakcją. Włożył pistolet do kabury i powiedział:
– Miło się z panem robi interesy, panie pośle.
– Wzajemnie, komisarzu.”


ZAMÓW PEŁNĄ WERSJĘ KSIĄŻKI NA STRONIE:
(Rabat 20% na zamówienia złożone w okresie przedsprzedaży! Do 3-go września)

Greta Gulsen - Jak feniks z popiołów [PRZEDPREMIEROWO - PATRONAT]


Po książkę Grety Gulsen sięgnęłam z czystej ciekawości. Przyciągnęła mnie do niej intrygująca okładka, tytuł oraz blurb. Z przyjemnością objęłam również książkę patronatem. Czy było warto? Myślę, że tak! 

Jak feniks z popiołów to dwuwarstwowa powieść. Składa się z warstwy medycznej, w której poznajemy młodą lekarkę - Laurę oraz innych lekarzy i pacjentów szpitala. Autorka wprowadza nas w ich świat, przedstawiając ich romanse, przyjaźnie, niechęci, tragedie i fascynacje. Druga warstwa jest inna, trzeba się postarać, żeby ją dostrzec. Główna lekcja z niej płynąca to: Proszę cieszyć się życiem i brać z niego garściami. Nie każdy mój pacjent ma tyle szczęścia, by dostać nowe życie. Odrodzić się niczym Feniks z popiołów.

Tytuł: Jak feniks z popiołów
Autor: Greta Gulsen
Wydawnictwo: Czarna Kawa
Premiera: 21 lipca 2017 r.
PATRONAT

Laura to młoda lekarka sopockiego szpitala. Poznajemy ją, gdy rozpoczyna swój kolejny staż, tym razem na OIOM-ie. Laura z pozoru ma poukładane w głowie, nie jest marzycielką, a kobietą mocno stąpającą po ziemi i idąc prosto po swój sukces. Wychowywała się w domu dziecka i na przekór wszystkiemu dotarła daleko. Skończyła medycynę i znalazła pracę. Wszystko zaczęło jej się układać, z pozoru...

Od razu widać, że Laura ma problemy z odpowiednim ulokowaniem swoich uczuć albo patrząc na to z drugiej strony przyciąga uwagę zbyt wielu mężczyzn w swoim otoczeniu. Interesują się ją zarówno koledzy stażyści, jak i ordynatorzy oddziałów, ale nie tylko oni, w pewnym momencie napatoczył się także półwłoski amant.

Co więcej Laura cierpi na poważną wadę serca, grozi jej przeszczep, który w 2000 roku wciąż jest uważany za coś niewiarygodnego. Nie wie jak potoczy się jej dalsza kariera zawodowa. Marzy o specjalizacji z chirurgii, ale dla niej to praktycznie nieosiągalne. Jedynym wyjściem wydaje się psychiatria.

Czy Laura da radę spełnić marzenie na przekór wszystkiemu? Czy odnajdzie miłość, zrozumienie, szczęście i akceptację, na które tak bardzo liczy?


Greta Gulsen jest absolwentką Medycznego Studium Zawodowego na kierunku Terapeuta Zajęciowy. Zafascynowanie medycyną bez wątpienia widać w jej powieści. Przygodę z pisaniem rozpoczęła w wieku ośmiu lat, traktując to jak hobby. W 2014 roku podjęła pierwsze poważne decyzje dotyczące przyszłości literackiej. I tak zmodyfikowała, rozbudowała swoje fanowskie opowiadanie "Operacja Życie" tworząc "Jak Feniks z popiołów".

Nie znam się na medycynie, ale na pewno nie rzuciły mi się w oczy jakieś straszne błędy. Autorka zrobiła research i jestem gotowa uwierzyć jej na słowo, że niczego nie pokręciła. Stworzyła klimat szpitala, w którym pacjent jest ważny, ale lekarze również mają swoje prywatne życie i mają prawo się nim cieszyć albo je sobie zniszczyć.

Druga warstwa powieści, którą śmiało możemy określić "carpe diem" jest właśnie o chwytaniu dnia na przekór wszystkiemu, osiąganiu swoich celów i marzeń, a także o podnoszeniu się po upadku. Nie są to myśli przeważające, trzeba je samemu odnaleźć podczas czytania.

Warto również wspomnieć o atmosferze czasów międzywojnia, kina przedwojennego, a także wielu niezapomnianych piosenek. Z pozoru wydaje się, że nie pasują one do klimatu szpitala, ale ładnie wpasowują się w powieść. To co mnie jednak zaskoczyło to brak przypisów. Faktycznie do większości z tych piosenek autorskie prawa majątkowe już dawno wygasły, ale autorka przytaczając duże fragmenty tekstu powinna opatrzyć je odpowiednim przypisem, a nie tylko wzmianką w tekście.

To co mnie zirytowała to pokręcona konstrukcja głównej bohaterki. Autorka z jednej strony przedstawia nam ją jako twardo stąpającą po ziemi młodą i utalentowaną lekarkę. A później na przekór wszystkiemu tworzy z niej głupiutką blondynkę, która nie potrafi w żaden sposób ulokować swoich uczuć i nieraz wikła się w niewygodne sytuacje. W dodatku chociaż jest "przeciętna" ugania się za nią pół szpitala - nie ma innych kobiet na tej planecie? 

Autorka poruszyła w powieści bardzo ważne tematy, niektóre wręcz nudne, bo powtarzane do znudzenia, ale na pewno takie, o których warto mówić zawsze i wszędzie. I tak wspomina o tym, że Jehowi nie godzą się na przetoczenie krwi, o podejściu Polaków do przeszczepu serca, o problemach z zaakceptowaniem choroby, która brzmi jak wyrok. Tych tematów jest mnóstwo, pokazane są z perspektywy lekarzy, którzy nieraz mają ciężki orzech do zgryzienia. No bo jak powiedzieć pacjentowi, że umrze? Albo że bliska mu osoba do końca życia już będzie chorować? Zastanawiam się tylko czy autorka nie przesadziła z ilością tych krótkich wątków. Tak, tak w szpitalu wiele się dzieje, ale powieść liczy nieco ponad trzysta stron, więc ma swoje ograniczenia.


Greta Gulsen napisała książkę, którą dobrze się czyta. Dużo w niej śmiechu, miłości, flirtu, ale także zła, ciężkich wyborów i chorób, które trudno wyleczyć. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać ją przed premierą, a także objąć patronatem. Co prawda znalazłam w niej kilka rzeczy, do których mogłam się przeczepić, ale wierzę, że kolejna książka autorki będzie jeszcze lepsza. Zainteresowanych zapraszam już jutro na konkurs!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Mariusz Zielke - Nienawiść


Nienawiść to czwarty tom cyklu z Jakubem Zimnym. Niestety to pierwszy tom jaki miałam okazję przeczytać. Muszę na początku podzielić się z Wami dwoma wnioskami:
- książkę można czytać bez znajomości poprzednich tomów,
- zamierzam nadrobić lekturę poprzednich tomów.
W tym miejscu już nie macie chyba wątpliwość, że powieść przypadła mi do gustu, prawda?

Tytuł: Nienawiść
Autor: Mariusz Zielke
Wydawnictwo: Czarna owca

Jakub Zimny otrzymuje dobrze płatne zadanie. Ma napisać biografię znanego przedsiębiorcy - Marka Sawickiego, który od podstaw stworzył w Polsce korporację biotechnologiczną, która aktualnie jest europejskim gigantem na rynku farmaceutycznym. Biografia ma stać się częścią międzynarodowej kampanii reklamowej, na którą pójdą niebotyczne środki finansowe.

Marek Sawicki wydaje się człowiekiem bez skazy, a jednak w jego otoczeniu dochodzi do tajemniczych zbrodni, przypadkiem giną ludzie, którzy pozostają z nim w konflikcie. Kuba Zimny podejrzewa, że został zaangażowany w projekt nieprzypadkowo. Sprawę tajemniczych morderstw będzie prowadził nielubiany przez policyjną wierchuszkę śledczy Lenz.


...szaleniec, który potrafi udowodnić swoje tezy, staje się geniuszem.

Na początku tak naprawdę niewiele wiadomo. Mamy do czynienia z mnogością postaci i wątków. Akcja nie biegnie w jednostajnym rytmie, a odkrycie motywów mordercy wydaje się równie nieprawdopodobne jak złapanie go. W przypadku tej powieści mogę napisać, że im dalej tym tylko lepiej, bo autor naprawdę dobrze buduje napięcie, a czytelnik nie będzie się nudził.

To moje pierwsze spotkanie z autorem, dlatego zwróciłam uwagę na jego styl. Jest naprawdę dobry i że tak powiem "łatwo przyswajalny". Powieść czyta się szybko, a dialogi pomiędzy bohaterami tylko umilają poszukiwanie mordercy docinkami, ciętymi ripostami i trafionym humorem.

Działaj szybko, podejmuj odważne decyzje. Kieruj się intuicją.

Spójna fabuła przy wielości wątków i postaci, to podstawa, bez tego się po prostu nie da. Autor w tej kwestii nie zawodzi swojego czytelnika. Powieść chociaż mocno rozbudowana została naprawdę dobrze przemyślana. Każdy trop, każdy wątek, każda poszlaka, każde wspomnienie ma znaczenie, pytanie tylko czy będziemy potrafili je poprawnie zinterpretować.

Nienawiść to motyw przewodni tej książki, towarzyszy nam ono od pierwszych stron chociaż początkowo może być ona dla nas niedostrzegalna. Zapewniam Was jednak, że w końcu dowiecie się kto kogo i za co nienawidził, a może nie? Otwarte zakończenie, które pozostawił autor zdecydowania skłania do dyskusji.

Nienawiść. Ona nigdy nie przemija. Potrafi na chwilę przycupnąć gdzieś w cieniu, przygasnąć, ale jej rozgrzane, pożądające ognia macki będą się tlić po wieki, by w końcu wybuchnąć, wziąć swoje, zniszczyć każdy pokojowy pakt.

Nienawiść to bardzo dobra książka, która trzyma w napięciu do samego końca, który pozostaje otwarty. Jesteście gotowi na tę powieść? Chcecie poznać polskiego Midasa, który wszystkiego co dotknie zamienia w złoto? A może zastanawiacie się po co mu biografia napisana przez Zimnego? Nie zwlekajcie!

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu

Sarah Hilary - Smak strachu


Sarah Hilary to autorka, która zaskakuje już od pierwszego tomu swojej serii o niezrównanej Marnie Rome kierującej zespołem śledczym. Autorka nie oszczędza naszych bohaterów, a z każdym tomem czeka ich trudniejsze zadanie do rozwiązania. Muszę przyznać, że każdy tom jest lepszy od poprzedniego.

Tytuł: Smak strachu
Autor: Sarah Hilary
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Dochodzi do wypadku drogowego w wyniku, którego śmierć ponosi jedna osoba. Kto jest sprawcą? To prawdopodobnie najważniejsze pytanie. Problem w tym, że wcale nie jest łatwo na nie odpowiedzieć. Jeden ze świadków zeznał, że młoda dziewczyna po prostu wyszła na drogę, a później rozpłynęła się w powietrzu.

W mieście od jakiegoś czasu odnotowuje się sporo zaginięć nastolatków - chłopców i dziewcząt. Czy wszyscy z nich uciekli z domów? Gdzie się podziali? Czy te zaginięcia mają ze sobą jakiś związek?

Jedna z uciekinierek trafia do miejsca, w którym obiecano jej bezpieczeństwo, dach nad głową oraz wyżywienie. Najważniejszą osobą w tym miejscu jest nieobliczalny Harm, który co prawda daje nastolatkom to czego potrzebują, ale cena za to jest wysoka.

Czy komisarz Marnie Rome uda się odnaleźć zaginionych na czas?


Bardzo lubię postać Marnie Rome, która rozwija się z serii na serię, a my dowiadujemy się o niej coraz więcej. Ta kobieta nie miała łatwego życia. W trzecim tomie nadal zmaga się z demonami własnej przeszłości i stara się dociec dlaczego jej rodzice zostali zamordowani, ale ma oczywiście na głowie trudne śledztwo.

Sarah Hilary w Smak Strachu stworzyła zagadkę, która pozornie ma błahe rozwiązanie, no właśnie pozornie, bo im więcej stron za nami to okazuje się, że nie wszystko jest takie jakim to widzimy, sama końcówka również zaskakuje. 

Ja tu wszystko widzę. (...) Widzę tu więcej niż ty. Niż ktokolwiek z was. Nic tu się nie dzieje bez mojej wiedzy.

Książka od początku do końca trzyma czytelnika w ciągłego stanie napięcia, a chęć przeczytania kolejnej strony jest praktycznie nie do powstrzymania. Autorka stworzyła mroczny klimat, w który się po prostu wsiąka. Całości dopełnia stopniowo rozwijająca się akcja oraz lekki styl.

To co podoba mi się w serii o komisarz Marni Rome to sięganie po trudne tematy, często zamiatane pod dywan. W pierwszym tomie była to przemoc domowa, w drugim prepersi, co w trzecim? Niczego Wam nie zdradzę. Za to przez wszystkie tomy przewija się problem potrzeby i konieczności wybaczania.



Doskonale sobie radzę. 
Jestem jego grzeczną dziewczynką. 
I jej.

Kolejny tom serii o Marnie Rome trzyma w napięciu od początku do końca. To historia, którą zdecydowanie warto poznać, więc jeśli nie czytaliście jeszcze tomu pierwszego szczerze zachęcam! Zapraszam również do lektury krótkiego wywiadu, który przeprowadziłam z Sarah Hilary :) -> klik.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

D.B.Thorne - Obserwator [PRZEDPREMIEROWO]


D.B. Thorne to nazwisko, które warto zapamiętać. W Wielkiej Brytanii autor uchodzi za "osobowość internetową" z tego względu, że wykorzystuje sieć, obnaża biurokrację, luki w systemach bezpieczeństwa, pretensjonalizm oraz brak poczucia humoru u osób na bardzo różnych stanowiskach. Od piętnastu lat utrzymuje się z pisania. Zaczynał od branży reklamowej, tworzył także dla telewizji. Obserwator to czwarta powieść w dorobku autora, a ja mam nadzieję, że przekonam Was do jej przeczytania, bo warto.

Tytuł: Obserwator
Autor: D. B. Thorne
Wydawnictwo: Burda Książki
Data premiery: 19 lipca 2017 rok

Sophie Fortune jest dziennikarką o rozchwianej psychice, kiedy znika w tajemniczych okolicznościach nikt nie podejrzewa tego co naprawdę się wydarzyło. Policja szybko rezygnuje z poszukiwań zakrojonych na szeroką skalę wierząc w to, że Sophie po prostu popełniła samobójstwo.

Ojciec dziewczyny jest zrozpaczony. Nigdy nie było go w życiu jego jedynaczki, odsunął ją na dalszy plan. Był pochłonięty pracą w Dubaju przez co prawie zupełnie stracił z nią kontakt. Teraz jednak nie wierzy w to, że popełniła samobójstwo. Nie może się z tym po prostu pogodzić.

Fortune rozpoczyna własne śledztwo i odkrywa kilka niepokojących faktów, których policja nie połączyła ze sobą. Okazuje się, że zanim Sophie zniknęła prowadziła dziennikarską prowokację dla pewnego brukowca. Dodatkowo na jej blogu była atakowana przez trolla, jednak to nie był koniec jej problemów. Została oskarżona o stalking, przemycanie narkotyków, a także wielokrotnego zakłócania ciszy nocnej w wyniku czego została wyrzucona z mieszkania.

Czy to wszystko doprowadziło do samobójstwa Sophie? A może stało się coś zupełnie innego?


Lekkie pióro i tajemniczy klimat sprawiają, że ta historia pochłania nas już od pierwszych stron. Cały czas towarzyszy nam niepokój. Autor początkowo bardzo powoli prowadzi nas przez fabułę. Akcja aktualna dotycząca prywatnego śledztwa Fortune'a przeplatana jest wpisami z bloga Sophie, jej wspomnieniami. To wszystko tylko wzmaga nasz apetyt, więc kiedy historia zaczyna przyspieszać przepadamy na kilka godzin.

Fortune jest jednym z najlepszych głównych bohaterów z jakim w ostatnim czasie się spotkałam. Nie jest idealny. Popełnia błędy. Nie jest przystojny. Jest stary. Nie jest najlepszy. Wpasowuje się na średni poziom w hierarchii. Jest upartym, zrozpaczonym ojcem, który za wszelką cenę chce odnaleźć córkę i naprawić błędy z przeszłości. To zdecydowanie niekryształowa postać, może właśnie dlatego jest tak fascynująca.

Budżetówka, pomyślał Fortune. Dokładnie taka, jak ją malują. Małpy u steru, ślepy prowadzi kulawego, obłąkani kierują zakładem dla umysłowo chorych

Lubię tematy związane z bezpieczeństwem sieci internetowych, mediami społecznościowymi, internetem rzeczy i wszystkim co się z tym wiąże. Nie bez powodu moja praca magisterska dotyczyła przestępstwa hackingu. Myślę, że Obserwatora powinna przeczytać każda osoba, która nie rozumie zagrożeń płynących z "istnienia" w mediach społecznościowych.

Myślisz, że w Internecie jesteś bezpieczny? Anonimowy? Zapomnij! Sophie przekonała się o tym w bardzo bolesny sposób. Osoby, które prowadzą blogi mogą spotkać się z trollingiem, hatem i wieloma innymi nieprzyjaznymi zjawiskami, które noszą znamiona cyberprzemocy, ale nie tylko. Wrzucanie zbyt wielu informacji o naszym prywatnym życiu może być także nie lada gratką dla stalkerów o czym warto pamiętać.

Wie o Tobie wszystko. Śledzi każdy Twój ruch w sieci. Jeśli staniesz się jego ofiarą, dowiesz się, gdy będzie za późno...

Cieszę się, że ten thriller powstał i że jest tak dobry. Nie dość, że opowiada o ważnym i często pomijanym temacie, to w dodatku jest aktualny, wciągający i skłaniający do przemyśleń. Pewnie znajdą się osoby, które pod koniec się wzruszą. Obserwator to naprawdę dobra pozycja. Serdecznie polecam :)

Nieprzekonanych zapraszam do obejrzenia krótkiego zwiastuna książki:

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu


Beata Majewska - Bilet do szczęścia


Beata Majewska znana również jako Augusta Docher nigdy wcześniej na moim blogu nie gościła. Beata jak sama o sobie pisze jest matką, żoną, córką i siostrą. Plastyczką, księgową, manicurzystką i pisarką, ale także ogrodnikiem, kurą domową i bizneswoman. Oprócz tego jest autorką takich książek jak: "Eperu", "Habbatum", "Anatomii uległości" oraz "Konkursu na żonę". Trochę się książek w dorobku pisarki uzbierało. A jak wypadł Bilet do szczęścia?


Tytuł: Bilet do szczęścia
Autor: Beata Majewska
Wydawnictwo: Książnica

Czy oszust może kochać? Czy miłość od początku zbudowana na kłamstwie może być prawdziwa?

Łucja przeżyła szok, kiedy dowiedziała się, że Hugo uwiódł ją, aby odziedziczyć spadek po bogatym wuju. Czuje się oszukana, wykorzystana i zdradzona. Do tej pory była bez pamięci zakochana w Hugo, ale teraz stara się stłumić w sobie tę miłość. Sprawa jest bardziej skomplikowana przez to, że jest z nim w ciąży.

Początkowo Łucja chce uciec w rodzinne strony, do swojej babci i szukać u niej pocieszenia, jednak z powodu jej choroby i pobytu w krakowskim szpitalu postanawia dłużej zostać w mieszkaniu swojego narzeczonego-oszusta. Hugo widzi w tym szansę na odzyskanie Łucji, tym razem nie zaprząta sobie głowy spadkiem, gdyż dopiero teraz dotarło do niego, że naprawdę kocha Łucję.

Czy ta historia znajdzie swój happy end?


Cała historia miłości Łucji i Hugo zbudowana została na popularnym motywie spadku obarczonego jakimiś warunkami. Nie jest to świeży pomysł, ale wygląda na to, że czasem warto po takie sięgać. Autorce bez wątpienia na jego podstawie udało się stworzyć słodko-gorzko-ciepłą opowieść o miłość, kłamstwie i wybaczaniu.

Autorka ma bardzo lekki styl, który sprawia, że powieść czyta się z prawdziwą przyjemnością, a jej lektura nie zabiera zbyt wiele czasu. Autorka umiejętnie przenosi uczucia swoich bohaterów na papier, tak żeby czytelnik mógł odczuć to co oni sami skrycie czują, a także zrozumieć dlaczego podejmują takie, a nie inne decyzje.

Wsiadłem do twojego życia, jak pasażer na gapę. A ty zamiast dać mi karę za brak biletu, dałaś mi całą siebie...

Nie spodobali  mi się jednak bohaterowie. Babcia Łucji to postać wiecznie cytowana i taka, do której wszyscy zwracają się radę. Jej postać została przyrównana praktycznie do Wyroczni w Delfach, a to już lekka przesada. Podobnie sama Łucja. Czy naprawdę są takie kobiety? Głupie wiejskie gęsi, które niby mają perspektywy, ale tak naprawdę dużo mówią i nic specjalnego nie robią? Dobra ma dobre serce, jest dobrą osobą, dobrą matką, zrozumiałam, potrafi zwodzić swojego męża, jest uparta, ale całościowo wypadła marnie.

Powieść jest przewidywalna. Od początku wiadomo jak się skończy a wiele wydarzeń można po prostu przewidzieć, bo są wpisane w fabułę i bardzo pasują do wykreowanych przez bohaterkę postaci. Dla jednych to plus, dla innych minus.



Beata Majewska stworzyła Bilet do szczęścia, który jest słodko-gorzką powieścią obyczajową, po której przeczytaniu na sercu robi nam się ciepło. Historia ta pełna jest miłości, bólu, potrzeby wybaczania i ludzkiej zawiści. Jest trochę przewidywalna, a bohaterowie są dziwnie idealni i nierealni. Myślę jednak, że mimo wszystko warto ją poznać. To całkiem sympatyczna historia.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

7 złotych pytań do/7 golden questions of Allen Eskens



Pytanie pierwsze
Question number one
Co?/What?

Diane: Kryminał od razu kojarzy się ze zbrodnią, inaczej się nie da, jednak skąd taką zbrodnię wytrzasnąć? Z kodeksu karnego? Z gazety? A może po prostu ją wymyślić?
Crime novel is immediately associated with crime, there’s no other way. But whence you can get the crime? From the Criminal Code? From a newspaper? Or maybe you can just come up with one? 


Allen: Moje powieści zaczynają się od zalążku pomysłu na nie oraz stworzenia postaci. Następnie wymyślam dla nich przestępstwo. Dla przykładu Pogrzebane życie zaczęło się od pomysłu, że student college’u jedzie do domu opieki, aby w ramach zajęć przeprowadzić wywiad z losowo wybraną osobą i w trakcie pobytu tam spotyka mężczyznę z mroczną tajemnicą. Od tego momentu bawiłem się tym, co może być tą tajemnicą. W Skradzionym życiu, zacząłem od pomysłu z człowiekiem, który rzekomo zginął w wypadku samochodowym i żył pod fałszywym nazwiskiem. To oznaczałoby, że się ukrywa - ale dlaczego? Ponownie natknąłem się na zbrodnię pasującą do fabuły. Gdy jest się adwokatem w sprawach karnych, nie jest zbyt trudno zbliżyć się do przestępstwa tak, aby dopasować je do swojego scenariusza. 
My novels start with a seed of an idea and with characters. I create the crime from there. For example, The Life We Bury (Pogrzebane życie) began with the idea that a college student will go to a nursing home to interview a random person for his class assignment, and in the process, he meets a man with a dark secret. From there I played around with what that secret might be. In The Guise of Another(Skradzione życie), I started with the idea that a man is killed in a car accident and he’s been living under a false name. That would mean he’s hiding—but from what? Again I come up with the crime to fit the plot. As a former criminal defense attorney, it’s not too hard to come up with the crime to fit the scenario.


Pytanie drugie
Question number two
Gdzie?/Where?

D: Kryminał od razu kojarzy się ze zbrodnią, inaczej się nie da, jednak skąd taką zbrodnię wytrzasnąć? Z kodeksu karnego? Z gazety? A może po prostu ją wymyślić?
Do you need a special place to write a crime novel? Can you write them everywhere? In the café? At work? At home?

A: Najlepiej pisze mi się w wygodnym fotelu w mojej piwnicy, gdy siedzę z opartymi wyżej stopami i laptopem na kolanach. Piszę również w innych miejscach, ale wolę mój wygodny fotel.
I do my best writing in a comfortable chair in my basement with feet propped up and a laptop computer on my lap. I have been known to write in other places, but I prefer my comfy chair.


Pytanie trzecie
Question number three
Kiedy?/When?

D: Jaka jest najlepsza pora roku do pisania? Radosna wiosna? Upalne lato? Melancholijna jesień? Czy mrożący krew w żyłach grudzień?
Which season is the best for writing crime novels? Cheerful spring? Hot summer? Melancholic autumn? Or is it bloodcurdling winter?

A: Piszę bez względu na porę roku, ale łatwiej jest mi zostać w domu i pisać, gdy pogoda na zewnątrz jest zła, więc najwięcej piszę w czasie zimy.
I write in all seasons, but it’s easier to stay indoors and write when the weather is bad outside, so I get a lot of writing done over the winter.


Pytanie czwarte
Question number four
W jaki sposób?/How?

D: W jaki sposób napisać kryminał? Jakiego narzędzia użyć? Długopis? Ołówek? Komputer? Maszyna do pisania?
How do you write a crime novel? What kind of tool are you using? Pen? Pencil? Computer? Typewriter?

A: Zaczynam z ołówkiem i szkicownikiem, rozrysowując i dopracowując moje pomysły. W momencie kiedy skończę mój szkic, mam całą historię przedstawioną jako plan działania. Później siedzę i wypełniam ją szczegółami podczas pisania rozdziałów na moim komputerze.
I start with a pencil and a sketch pad outlining and fleshing out my ideas. By the time I’m done with my outline, I have the entire story laid out like a road map. After that, I sit and fill in the details as I write the chapters on my computer. 


Pytanie piąte
Question number five
Dlaczego?/Why?

D: O to pytanie, które warto sobie zadać. Po co w ogóle pisać kryminały? Czy to fascynujące zajęcie? Czy po prostu forma psychoterapii - lepiej zabijać fikcyjnie niż realnie?
This question definitely should be asked: why do you even write crime novels? Is it a thrilling job? Or is it just a form of psychotherapy – is it better to kill fictitiously or in reality? 


A: Piszę, ponieważ muszę. Mam wyobraźnię, która nigdy się nie kończy. Przez cały dzień, marzę i opisuję rzeczy, które mam w mojej głowie. Nigdy nie byłem świetnym uczniem, ponieważ gdy byłem młodszy spędzałem mnóstwo czasu gapiąc się przez okno i marząc. Bycie pisarzem pozwala mi zbierać te marzenia i koncentrować je w formie powieści.
I write because I must. I have an imagination that never stops. All day long, I’m daydreaming and describing things in my head. I was never a great student when I was younger because I spent my time staring out the window and daydreaming. Being a writer lets me take those daydreams and focus them in narrative form and turn them into novels.


Pytanie szóste
Question number six
Czym?/What to use?

D: Jakimi środkami dysponuje autor? Czy ma rzesze konsultantów? Czyta literaturę naukową, inne kryminały? A może siedzi godzinami w internecie, szukając rozwiązania na forach internetowych?
What is in the author’s disposal? Do you have your own consultants? Do you read scientific literature or the novels of other authors? Or maybe you’re surfing the Internet, looking for ideas on internet forums? 

A: Jako prawnik, mam dostęp do najnowszych informacji sądowych poprzez konferencje prawne. Jest to bardzo pomocne, zwłaszcza, gdy chcę by istniał autentyczny związek z popełnionym przestępstwem. Oprócz,tego co powiedziałem, bezcenny jest Internet. Teraz jest to takie proste, wystarczy kliknąć kilka przycisków, by otrzymać odpowiedź na prawie każde pytanie.
As an attorney, I have access to the most recent forensic information through legal conferences. That has been very helpful especially when one wants to be authentic in how a crime occurred. With that said, the Internet is invaluable. It is so easy now to click a few buttons and have answers to almost any question. 


Pytanie siódme
Question number seven
Kto?/Who?

D: Kto był w stanie popełnić kryminał idealny? Czy znany jest taki autor?
Who would be able to commit the perfect crime? Do you know the author of a perfect crime?

A: Perfekcyjne przestępstwo będzie prawdopodobnie przypadkowe. Ktoś musiałby nie mieć powodu, aby popełnić przestępstwo, tak aby nie nie zwrócić na siebie uwagi wymiaru sprawiedliwości. Poza tym sprawca musiałby znać i rozumieć techniki śledcze, aby wiedzieć, jak nie pozostawiać po sobie śladów, więc w mojej opinii byłby to oficer śledczy albo adwokat.
The perfect crime will likely be a random one. One would need to have no reason to commit the crime so that they do not put themselves on the radar of law enforcement. After that, the perpetrator would need to understand investigative techniques to know how not to leave clues, so it would be an investigator or an attorney in my opinion.

Sabine Durrant - Skłam ze mną


Sabine Durrant jest uznaną dziennikarką i pisarką, współpracowała z "Guardianem", "Observerem", "Sunday Times" i "Sunday Telegraph". Jest m.in. autorką: bestsellerowej powieści obyczajowej, trzech thrillerów psychologicznych i serii książek dla dzieci. To moje pierwsze spotkanie z autorką. Do Skłam ze mną przyciągnęły mnie okładka i tytuł. Czy było warto?

Tytuł: Skłam ze mną
Autor: Sabine Durrant
Wydawnictwo: Zyska i S-ka

Paul miał być kimś. Chciał być sławny i obrzydliwie bogaty. Przed laty wierzył, że to marzenie może się ziścić. Jego książka została wydana i znalazła się na listach bestsellerów. Problem w tym, że jakoś po tamtej książce jego wena twórcza po prostu wyparowała. 

Aktualnie Paul nie pracuje nad niczym szczególnym, żeby nie powiedzieć, że w ogóle nie pracuje. Nie pytajcie o jego sytuację materialną, bo dobrze nie jest. Już niebawem będzie musiał opuścić swoje mieszkanie i wrócić do matki. 

Ciężka sytuacja materialna, w której się znalazł zmusza go do szukania szczęścia na własną rękę. I tak właśnie poznaje samotną prawniczkę z dziećmi. Alice jest nie tylko matką, ale  również kobietą zaangażowaną w różnego rodzaju akcje humanitarne, w tym przedsięwzięcie, które ma na celu odnalezienie zaginionej Jasmine, która zaginęła dziesięć lat temu w Grecji. Dziesięć lat temu w Grecji była Alice wraz ze swoją liczną rodziną, rodzice Jasmine oraz Paul...


Skłam ze mną jest thrillerem psychologicznym, przynajmniej z założenia. Według mnie to bardziej powieść obyczajowa z elementami thrillera oraz kryminału. Czy to dobre połączenie? Szczerze mówiąc mam bardzo mieszane odczucia.

Przede wszystkim autorka miała bardzo ciekawy pomysł. Główny bohater to po prostu leń śmierdzący, który zrobi wszystko, żeby w życiu za bardzo się nie narobić, stąd oczywiście jego zainteresowanie niezmiernie bogatą Alice. To ciekawa kreacja, a bohater został przedstawiony w taki sposób, że nie sposób go lubić. To zdecydowanie zaliczam autorce na plus, podobnie jak pozostałe kreacje, które również były interesujące.

Problemem jest rozplanowanie fabuły. Akcja wlecze się niemiłosiernie i chociaż książka intryguje, to można się przy niej nudzić. Dopiero po przebrnięciu przez 2/3 robi się naprawdę niesamowicie i trzeba autorce przyznać - zaskakuje czytelnika, a finał tej historii jest praktycznie nie do przewidzenia.

Pamiętasz tylko to, co chcesz.

Skłam ze mną, to bardzo intrygująca historia z zaskakującym zakończeniem. Problem w tym, że bardzo długo się rozwija i nie każdy czytelnik dotrwa do jej końca, a szkoda, bo to finał jest właśnie najlepszy.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu


Spotkanie autorskie z Markiem Stelarem


Marek Stelar to ukrywający się pod pseudonimem szczeciński architekt. Miłośnik kryminałów i horrorów, muzyki elektronicznej XX wieku, a przede wszystkim przesympatyczny człowiek obdarzony ogromnym poczuciem humoru.  Jest również autorem trylogii o Krugłym i Michalczyku, którą osobiście bardzo lubię. Drugi tom trylogii  - "Twardy zawodnik" został nagrodzony "Złotą Kością" przez Portal Kostnica w kategorii Najlepszy Kryminał 2015 roku. 

Dzisiaj 5 lipca 2017 roku w szczecińskim Empiku odbyło się spotkanie mające na celu promocję jego najnowszej książki Niepamięć, którą recenzowałam kilka dni temu na blogu - recenzjaTo co na pewno zaskoczyło autora i organizatorów to frekwencja. Na spotkaniach w Empiku nie pojawia się zbyt wiele osób. Nie wiem co jest tego przyczyną. Także już sama liczba osób obecnych świadczyła o tym, że spotkanie będzie dobre. No i było ;)


Spotkanie dotyczyło głównie najnowszej książki autora, o wdzięcznym tytule Niepamięć. Co warto wiedzieć na początek? Trylogia z podinspektorem Suderem, będzie trylogią "na nie", gdyż od przedrostka "nie-" będą zaczynać się wszystkie tytuły. Aktualnie autor ma już napisany tom drugi oraz jedną trzecią ostatniego tomu. Wie już kto zabił, nam pozostaje tylko czekać na kolejne części, żeby poznać ten sekret.

Dariusz Suder to bohater ciekawy, bo nieidealny, ani dobry, ani zły. Autor przyznał, że chciał, żeby taki właśnie był. Jego poprzedni bohater - Krugły, to człowiek, który jego zdaniem jest zbyt idealny, takich mężczyzn nie ma. Nawet usłyszał to od jednego czytelnika, który właśnie dlatego nie polubił Krugłego. Z tego względu Suder zdecydowanie nie jest człowiekiem bez skazy i chociaż wraz z rozwojem akcji zaczyna się stawać lepszy, to nigdy nie będzie ideałem.

Marek przyznał, że chociaż pisarz kryminałów "kryminalista" powinien być człowiekiem z założenia logicznym i uporządkowanym, to jego, podobnie jak Dariusza Sudera bez obaw można nazwać doktorem Chaosem. Kiedy zabiera się do pisania zawsze ma tabelkę ze skróconym życiorysem bohaterów i adnotacją "żyje", "nie żyje" lub "wkrótce umrze". Stara się zaczynać swoje książki od początku, ale chętnie skacze po fabule i po napisaniu prologu, zabiera się za ostatnie lub środkowe rozdziały. Jakim cudem się w tym nie gubi? To jest dobre pytanie.

Do pisania autor tak naprawdę nie potrzebuje niczego. Nie ma dla niego znaczenia to czy gra muzyka, czy w koło są ludzie. Zagłębia się tak mocno w swoją historię, że czasami odrywa się dopiero nad ranem, a sam nie jest pewien kiedy minęła noc. Pisanie jest dla niego zabawą, nie stanowi żadnej trudności.


Czy Marek Stelar czyta cudze kryminały? Aktualnie czyta ich niewiele z braku czasu, ale kiedyś z przyjemnością sięgał zarówno po kryminały, jak i powieści grozy. Czasami robił to po to, żeby uczyć się od najlepszych, ale także po to by porównywać swoje powieści do cudzych i oceniać je w miarę obiektywnie. Ulubieni autorzy? To oczywiście Stephen King, nie jest to specjalnie zaskakujące, ale autor przyznał, że poradnika do pisania tego autora nigdy nie czytał. Ja mam go na swojej półce i szukam tylko odrobiny wolnego czasu, żeby się w nim zagłębić. Wracając jednak do ulubionych autorów Stelara to można tutaj również wymienić Szczepana Twardocha oraz brytyjski mistrz powieści szpiegowskiej -  John le Carré.

O czym marzy Marek Stelar? O napisaniu powieści obyczajowej tzw. "babskiej", w całości z punktu widzenia kobiety. Oczywiście nie wyklucza, że książka mogłaby trochę otrzeć się o kryminał. To drugie spotkanie, na którym jestem i na którym Marek o tym wspomina, być może ma już jakieś plany w tym kierunku? Jak sam przyznał byłoby to dla niego wyzwanie i chętnie by się go podjął.

Autor został również zapytany o realizm i konsultantów, z których pomocy korzysta. Marek lubi realizm i nie chce, ani czytać, ani pisać o bzdurach, dlatego pyta. Rozmawia z lekarzami, policjantami i prokuratorami, ale nagina również prawdę, jeśli to tylko sprawi, że fabuła powieści na tym zyska. O co pyta? O wiele spraw, między innymi o współpracę polskiej policji z niemiecką, czy o procedury, które zazwyczaj trącą nudą.

Marek został również zapytany o możliwość kontynuacji trylogii o Krugłym i Michalczyku. Wyznał, że każda historia musi mieć swój koniec i autor powinien wiedzieć kiedy skończyć, np. wtedy kiedy interlinia jest większa niż czcionka, jak to się zdarza niektórym. Zdradził natomiast, że wolałby napisać książkę o dziadku Krugłego zamiast pisać ciąg dalszy tej historii.



Tadam! A o to i moje zdjęcie z autorem, a na nim główna gwiazda wieczoru, nie wcale nie Marek, czy Wy widzicie ten bialutki kubeczek? Pojawił się na większości zdjęć. Napis na nim głosi "Marek Stelar. Cesarz polskiego kryminału". I co Wy na to? Byli królowie, byli książęta, a więc teraz nastał i cesarz. Zapamiętajcie to dobrze! Autorem tego zgrabnego sformułowania o ile pamiętam jest autorka Sylwia Trojanowska, a ja pozwoliłam go sobie umieścić na kubeczku. Swoją drogą fajnie znać autora, bo dzięki temu można załapać się na bardziej osobistą dedykację ;) Markowi życzę jak najlepiej, a Wam serdecznie polecam zarówno Niepamięć jak i trylogię o Krugłym i Michalczyku.