Miroslav Zamboch - Łowcy


Zapraszam Was dziś na przygodę do świata całkowicie nam nieznanego. Do świata tak fascynującego, że pewnie niejeden z nas marzył, by się w nim znaleźć i na własne oczy zobaczyć to, co żyło na Ziemi parędziesiąt milionów lat temu. Miroslav Zamboch postanowił puścić wodze fantazji i za sprawą schematu inicjującego, dobrze wszystkim znanego - "co by było gdyby", zabiera czytelnika w podróż do przeszłości, aż do mezozoiku,  gdy planeta była jeszcze królestwem dinozaurów. 

Tytuł: Łowcy
Autor: Miroslav Zamboch
Wydawnictwo: Fabryka Słów




Mark jest młodym, aspirującym naukowcem pracującym w instytucie nad tajemniczym i z pozoru nudnym projektem "Skok kuzalny". Po godzinach jednak lubi mocniej przycisnąć pedał gazu i podczas jednej z wyścigowych przejażdżek trafia do nadbrzeżnej restauracji, gdzie spotyka swojego dawnego przyjaciela wraz z grupką zapalonych myśliwych. Z pozoru jednorazowe spotkanie przeradza się prehistoryczną wyprawę myśliwską, gdy okazuje się, że z odkrycia Marka wektorów umożliwiających podróż w czasie tam i z powrotem, można ukręcić całkiem dochodowy interes. Nic nie stanie na przeszkodzie pomiędzy łowcami a ich niezwykłą zwierzyną, w końcu jaki inny myśliwy na świecie jest w stanie pochwalić się dinozaurzym trofeum? 




"Łowcy" już od pierwszych stron przykuli moją uwagę. Ciekawy pomysł na historię, pełne humoru dialogi i trzymająca w napięciu akcja. Należę do osób, które lubią bardzo filmy spod szyldu Jurassic Park, mimo ich czasem rażących sprzeczności i głupotek. Dlatego nie mogłam przepuścić okazji przeczytania pozycji związanej z dinozaurami. Fascynacja tymi niezwykłymi gadami nie udziela się tylko mi, również bohaterowie "Łowców" czują ogromną, wręcz namacalną, ekscytację spotkaniem w cztery oczy z tymi stworzeniami, choć oczywiście każdy z innych powodów. I tak oto grupka uzbrojonych po zęby myśliwych z parą naukowców trafia do niegościnnego mezozoiku, w którym przyjdzie im walczyć o przetrwanie przez sześćdziesiąt jeden dni.

Ogromnym plusem tej książki jest przede wszystkim jej klimat. "Łowcy" są książką, w której napięcie i strach przez nieznanym wprost wylewają się ze stron. Zagrożenie czyha na bohaterów zza każdego rogu i wkrótce okazuje się, że łowcy stają się bardziej ofiarami niż drapieżnikami. Autor bardzo ciekawie zobrazował czytelnikowi swoją wizję mezozoiku i swoje wyobrażenie o żyjących w tamtych czasach stworzeniach. Jego wizja wypada na stronach tej powieści bardzo wiarygodnie i choć odbiega czasem od znanych nam już faktów o prehistorycznym świecie, to i tak z łatwością jesteśmy w stanie uwierzyć autorowi. 



Zawodzi niestety tu jednak sam rozwój postaci. Odczuwalne jest to, że autor w większości postanowił skupić się na kreacji świata i akcji, na czym niestety stracili bohaterowie. Jedynie wyróżnia się wśród nich nasz główny bohater i zarazem przewodnik po tym świecie - Mark. On jako jedyny posiada odpowiednią głębię, żeby czytelnik mógł choć na trochę przejąć się jego losem. Mimo naelektryzowanych dialogów reszta postaci wypada po prostu bardzo schematycznie i blado. W szczególności zawiodłam się tutaj na postaci Alice i Henrego, które częściej powinny wchodzić w interakcję z bohaterem nie tylko przy okazji docinków i piorunujących spojrzeń. "Łowcy" są jednak tego typu powieścią, w której mankamenty dotyczące postaci można łatwo wybaczyć, ze względu chociażby na samą strukturę tej powieści, jak i osadzenie akcji. Jest to historia, która pokazuje walkę człowieka z nieznanym oraz z naturą i nie skupia się przy tym na poszczególnych jednostkach. Jeżeli nie przykładacie wobec tego wagi do dobrze napisanych postaci i oczekujecie tylko drapieżnej i brutalnej historii, to myślę, że przy "Łowcach" będziecie się dobrze bawić. 


"Łowcy" są w większości wypełnieni dynamiczną akcją. Zdarzają się oczywiście pewne momenty przestoju, jednak moim zdaniem nie wpływają one za bardzo na tempo akcji w książce. Na postępujących po sobie wydarzeniach budowane jest napięcie, które z sceny na scenę narasta, aż do punktu kulminacyjnego, podczas którego sprawy przybierają nieoczekiwany, przynajmniej dla mnie, obrót gatunkowy. Nagle z powieści przygodowej, podsycanej grozą rodzi się w pełnym momencie brutalny slasher. Bohaterowie dosłownie pływają w krwi, a ilość przeciwników, z którymi przychodzi im się mierzyć jest niewyobrażalna i mocno moim zdaniem przesadzona, co sprawia, że momentami niektóre sceny wydawały mi się absolutnie oderwane od książkowej rzeczywistości. Sprawiło to, że końcówkę książki czytałam już z mniejszą przyjemnością, niż jej wstęp i środek. Wydaje mi się, że rozumiem zamysł autora i domyślam się do czego chciał doprowadzić tym zwrotem, jednak osobiście dla mnie to po prostu nie zagrało. 


Na koniec wspomnę, że wydanie "Łowców", które możecie zaobserwować na zdjęciach, jest tym dotychczas najnowszym i układającym się w ładną, spójną całość z innymi wydanymi ,również przez wydawnictwo Fabryka słów, książkami tego autora. Za ilustracje natomiast odpowiada niezastąpiony Dominik Broniek.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów!

George R. R. Martin - Żeglarze nocy i inne opowiadania


Ekscytacja po zwiastunie ósmego sezonu "Gry u tron" nie maleje. Bezapelacyjne serialowa adaptacja znakomitej serii fantasy zawojowała świat. Trudno się dziwić się temu sukcesowi i fenomenowi, w końcu ludzie pokochali tę historię nie za efekty specjalne, ale za świat i niesamowitych bohaterów, których do życia powołał George R.R. Martin. Autor niewątpliwie szczodrze obdarzony pisarskim talentem, który już nie raz udowodnił, że jego pisarska siła nie objawia się tylko w Świecie Lodu i Ognia, ale również w innych utworach literackich. Dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka mamy możliwość poznać jedne z pierwszych utworów, które wyszyły spod jego pióra. Przed Wami bardzo niepozorny zbiór opowiadań "Żeglarze nocy i inne opowiadania". 

Tytuł: Żeglarze nocy i inne opowiadania
Autor: George R. R, Martin
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka


"Żeglarze nocy i inne opowiadania" to zbiór opowiadań science fiction autorstwa George'a R.R. Martina. Mimo że opowiadania te wydają się być osadzone w tym samym wszechświecie, to jednak mamy tu do czniania z całkowicie różnymi, niezwiązanymi ze sobą historiami osadzonymi w różnych czasach i na różnych planetach. Jest to może niewielki zbiór, ale zawiera sześć naprawdę wyjątkowych opowiadań, które czyta się bardzo szybko. Wartym zaznaczenia jest fakt, że opowiadania te powstały w latach 70. minionego wieku, a więc wiele lat przed kultową "Pieśnią Lodu i Ognia", dlatego są wyjątkowym źródłem dla czytelnika chcącego zapoznać się z pierwszymi literackimi utworami tego autora. 

Jak to w zbiorach tego typu opowiadań bywa, składają się one z historii lepszych i słabszych. W tym przypadku śmiało mogę stwierdzić, że każda z nich na swój sposób mnie urzekła. Najbardziej do gustu przypadli mi tytułowi "Żeglarze nocy" oraz "Pieśń dla Lyanny", natomiast opowiadanie "Wszystkie barwy pierścienia gwiezdnego" okazało się dla mnie najmniej angażujące. Myślę, że każdy może w tym zbiorze znaleźć coś dla siebie, ponieważ są tu opowiadania zarówno dynamiczne jak i statyczne. Moim zdaniem wszystkie z przedstawionych historii w jakiś sposób się wyróżniają. Autor w każdej z nich porusza różne tematy poczynając od tych błahych, a kończąc na tych bardzo ważnych. Interesujące jest to, że teksty te potrafią mocno wpłynąć na czytelnika. Zmuszają do zadawania pytań i spojrzenia na siebie - na swoją moralność i wybory. W większości nic nie jest bowiem czarno-białe, a odcieni szarości jest bez liku. To jest właśnie to, za co lubię tego autora. Przedstawia nam różne punktu widzenia danej sprawy, nie wskazując przy tym jednej właściwej drogi, czy rozwiązania.


Mimo że książka ta składa się jedynie z opowiadań, to autor sprawił, że na przestrzeni zaledwie paru stron potrafiłam całkowicie wgłębić się w dany świat i wczuć w bohaterów. George R.R. Martin nawet w tak krótkich formach potrafi oczarować czytelnika i zaangażować go w opowiadaną historię. Opowiadania, które znajdziemy w tym zbiorze nie są o niczym. Są żywe, pełne wiarygodnych bohaterów, niesamowitych miejsc, wyjątkowych myśli i zaskakujących wydarzeń. Potrafią również wzbudzać w czytelniku całą game różnych uczuć, takich jak radość, przerażenie, smutek, czy melancholię.   Bardzo cenię sobie książki, które zmuszają mnie do refleksji i zarazem zapewniają mi niesamowitą rozrywkę w fantastycznych światach, a taką książką są właśnie "Żeglarze nocy".

George R. R. Martin tym zbiorem opowiadań po raz kolejny udowodnił mi, że jego pisarska moc ujawnia się nie tylko w "Pieśni Lodu i Ognia", ale również w błyskotliwych opowiadaniach. "Żeglarze nocy i inne opowiadania" zajmują miejsce tuż obok mojego ukochanego "Tufa wędrowca" i jestem przekonana, że jeszcze nie raz powrócę do nich w przyszłości. 


Na platformie Netflix pojawił się serial oryginalny inspirowany pierwszym, tytułowym opowiadaniem - "Żeglarze nocy". Niestety jeszcze nie zdążyłam się z nim zapoznać, więc nie jestem w stanie Wam opowiedzieć o tej serialowej adaptacji, jednak na pewno w niedalekiej przyszłości znajdzie się on na szczycie mojej listy "do obejrzenia". A Wy, oglądaliście może już serial? Polecacie czy odradzacie? Z mojej strony, jak na razie całym sercem mogę polecić Wam ten zbiór opowiadań :). 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!


Marie Brennan - Podróż Bazyliszka


Do pewnych powieści czuję ogromny sentyment i mimo że nie wydają się one na pierwszy rzut oka wyjątkowe, to jednak przyciągają moją uwagę i przyjemnie się w nich zaczytuję. Tego typu książkami były dla mnie dwa pierwsze tomy "Pamiętników Lady Trent". Wyjątkowe opowieści, których wnętrza okazały się czymś, czego nigdy nie spodziewałabym się po współczesnych powieściach fantasy. Nie więc dziwnego, że sięgnęłam po trzeci tom tej osobliwej historii - oto "Podróż Bazyliszka"!

Tytuł: Podróż "Bazyliszka"
Autor: Marie Brennan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Zysk i S-ka

Akcja "Podróży Bazyliszka" rozgrywa się sześć lat po wydarzeniach z drugiego tomu Pamiętników Lady Trent. Izabela w celu kontynuowania badań nad smokami, postanawia wyruszyć w kolejną podróż. Tym razem będzie to podróż morska na pokładzie okrętu "Bazyliszek", podczas która nieustraszona biolożka badać będzie przeróżne gatunki smoków z całego świata. Oczywiście nie byłaby to wyprawa sławetnej badaczki smoków, gdyby nie towarzyszące jej skandale, polityczne zawieruchy i międzynarodowe intrygi.


To już kolejna czytelnicza przygoda z Lady Trent i muszę przyznać, że historia ta z tomu na tom wydaję się coraz bardziej się rozwijać. Marie Brennan ponownie czaruje czytelnika lekkim stylem pokazując bardzo bliski naszej epoce wiktoriańskiej świat, w którym żyją smoki. Bardzo spodobało mi się to, że autorka postanowiła przedstawić tą część przygód Lady Trent czerpiąc inspirację z podróży Karola Darwina statkiem HMS "Beagle". Jak wiemy podróż ta okazała się znamienna dla nauki, ponieważ podczas tego rejsu Darwin stworzył podwaliny do przełomowej teorii naukowej - teorii ewolucji. Pięknie koresponduje to z fikcyjną podróżą niezłomnej Izabeli, która również okazała się znamienna w skutkach, jeżeli chodzi o badania nad smokami. Sprawia to, że "Podróż Bazyliszka" jest hołdem dla powieści przygodowych, klasycznych, wiktoriańskich oraz przede wszystkim dla samej nauki i historii odkryć.


Poprzez kolejny tom przygód Lady Tent autorka po raz kolejny zachęca czytelnika to zainteresowania się nauką. Z "Podróży Bazyliszka" wręcz świeci jasno chęć odkrywania nowego, wiara w spełnianie własnych marzeń oraz czysta miłość do nauki. Naszą przewodniczką podczas tych przygód niezmiennie jest Lady Trent, której postać wraz z kolejnymi podróżami w poszczególnych tomach ulega znacznej przemianie. Izabela rozwija się nie tylko jako naukowiec, ale również jako kobieta, która świadoma jest siebie i swoich umiejętności. Nabiera ona więcej zaufania do swojej wiedzy i samej siebie, przez co podejmuje się coraz to bardziej wymagających wyzwań. Postanawia wyjść naprzód planując tę wyprawę oraz odważnie formułuje swoje własne naukowe hipotezy. W tej części również mamy okazję zapoznać się z jej synem Jake'iem, który ze względu na młody wiek nie uczestniczył w jej poprzedniej wyprawie do Erigi. Mimo że instynkt macierzyński u Izabeli nie jest silny, to widzimy, jak jej reflacja z synem ewoluuję podczas tej wyprawy.


Na przestrzeni tych trzech wydanych dotychczas tomów dowiadujemy się o tym, jak bardzo złożony jest świat wykreowany przez autorkę. Co chwila pojawiają się nowe informacje dotyczące smoków w świecie Lady Trent zarówno pod względem biologicznym, kulturowym, jak i historycznym. Za najbardziej intrygujący uważam jednak wątek historyczny smoków, a dokładniej kult czczący smoki w przeszłości. Intrygująco przedstawiony świat jest przyczyną tego, że książki z tej serii czyta się na prawdę bardzo dobrze. Już nie mogę doczekać się następnych tomów opisujących przygody Izabeli, a wiem, że jeszcze czekają nas dwie przygody zanim poznamy finał tej historii!

Pamiętniki Lady Trent są serią, która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Z każdą przygodą rośnie moja sympatia zarówno do głównej bohaterki, jak i do całego świata wykreowanego przez Marie Brennan. Nie będę Was oszukiwać, tak jak i przy poprzedniej recenzji. Nie ma w tej książce wielu smoków, nie znajdziecie tu bitew na grzbietach nich, czy też magii. Jest to przede wszystkim książka o nauce, odkrywaniu nieznanego, spełnianiu własnych marzeń oraz o odwadze w kreowaniu nowych hipotez, której jedynie fantastyczną ozdobą są po prostu smoki.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!



Grzegorz Wielgus - Czarcie słowa



W minionym roku przedstawiłam Wam "Pękniętą koronę" - wartą uwagi, niewielką objętościowo książkę z wątkiem kryminalnym osadzoną w średniowiecznych realiach. Mimo że tego się nie spodziewałam, to teraz, zaledwie pół roku później, pokazuję Wam już drugą odsłonę cyklu o Bracie Gotfrydzie. Przed Wami "Czarcie słowa" autorstwa Grzegorza Wielgusa.

Tytuł: Czarcie słowa
Autor: Grzegorz Wielgus
Wydawnictwo: Initium

Austria, rok 1279. W zamku Rappottenstein zorganizowany zostaje turniej rycerski, na który zostają zaproszeni wojownicy i władcy z ościennych królestw. Wśród nich jest również inkwizytor Gotfryd, Jaksa Gryfit oraz Lambert z Myślenic, którzy na wzmianki o tajemniczych morderstwach dziejących się na ternach wokół zamku postanawiają, jak za dawnych lat, wziąć się sprawy w swoje ręce i rozwikłać zagadkę. Wszystko jednak się komplikuje, gdy okazuje się, że niebezpieczeństwo czyhające z traktu nie jest tym jedynym..  


Akcja powieści zaczyna się sześć lat po wydarzeniach z "Pękniętej korony". Mimo że mamy tu do czynienia z trójką znanych nam już bohaterów, to już na wstępie zaznaczę, że książkę tę można przeczytać nie zapoznawszy się wcześniej z jej wcześniejszą częścią. Tak jak i w pierwszej części w tej również mamy do czynienia z tajemniczymi zdarzeniami i zagadką, której rozwikłania podejmą się nasi dzielni bohaterowie. I mimo moich obaw okazuje się, że tym razem jest znacznie ciekawiej! Sama zagadka, konsekwentne poprowadzenie fabuły, intrygujące intrygi - to wszystko składa się na to, że "Czarcie słowa" są książką zdecydowanie lepszą od poprzedzającej je "Pękniętej korony".


Zdecydowanie widać po "Czarcich słowach", że autor polepszył swój pisarski warsztat. W recenzji poprzedniej części narzekałam na niedosyt rozwoju postaci i świata. Tym razem jednak po prostu nie mam na co narzekać. Książka, jeżeli chodzi o objętość stron, jest znacznie obszerniejsza od "Pękniętej korony", co zapewne sprawiło, że stała się tym samym pełniejsza, pozwalając autorowi na rozłożenie i precyzyjne zaplanowanie wszystkich rozgrywających się wydarzeń. Bohaterowie również prezentują się lepiej, a na pierwszy plan nie wychodzi już tylko brat Gotfryd, ale również jego pozostali towarzysze. Dialogi są jeszcze bardziej zabawne i mięsiste, co sprawia, że książkę tę bardzo dobrze się czyta. Jeżeli chodzi o język, to jest on tak samo stylizowany jak w poprzedniej części, co nadaje tej powieści odpowiedni średniowieczny klimat. Sprawia to, że łatwiej czytelnikowi całemu wejść w ten świat pełen intryg oraz potyczek. Tak jak i w poprzedniej części autor ponownie konsekwentnie zbudował ten świat - bardzo wiarygodny i mocno stylizowany na ówczesne realia.


Historia utrzymuje bardzo dobre tempo, co sprawia, że "Czarcie słowa" czyta się bardzo szybko i tak, jak poprzedniczkę pochłonęłam tę pozycję podczas tylko jednego wieczoru. Jeżeli myślicie, że zainteresowałby Was średniowieczny kryminał z nutką humoru a nawet i grozy, to serdecznie polecam Wam tę pozycję!







"Protektor" - Jola Czemiel


Kiedy zobaczyłam okładkę książki, wiedziałam że muszę po nią sięgnąć. A jak przeczytałam opis, to stwierdziłam, że będzie dla mnie jedną z tych wyjątkowych. Czy tak się też stało?

Weronika Nawara - W czepku urodzone


Do reportaży wszelkiego typu zawsze zabieram się jak pies do jeża. Niewiele z nich naprawdę mnie interesuje. Jednak po Małych Bogach nastał czas pielęgniarek, to temat, o którym nie można nie rozmawiać. I to nie dlatego, że w jednym czasie pojawił się prawdziwy wysyp książek na ich temat. Praca pielęgniarek często jest pomijana, podobnie jak ich sytuacja, a bez nich system ochrony zdrowia nie istnieje. 

W moje ręce trafiła książką Weroniki Nawary o niewidzialnych bohaterkach szpitalnych korytarzy. Autorka jest pielęgniarką w trakcie studiów magisterskich, pracuje na Oddziale Intensywnej Terapii. Prowadzi również bloga W czepku urodzona. Jest kobietą, która nie tylko zna to środowisko od podszewki, ale także pragnie ocenić je obiektywnie, z każdej możliwej strony, bez zbędnego wybielania. Co myślę o książce? Czy autorka sprostała zadaniu? Czy to dobry reportaż? Przekonajcie się!



Autor: Weronika Nawara
Tytuł: W czepku urodzone
Wydawnictwo: Otwarte

Pielęgniarstwo to zawód od zawsze niedoceniany. Droga do zawodu zaczynała się w liceach zawodowych, naukę można było kontynuować na studiach lub wybierać studium. Dzisiaj system ten ujednolicono do studiów licencjackich i magisterskich. Bez względu na tę zmianę droga do zawodu nie jest prosta i usłana różami, a sama praca jest niewyobrażalnie ciężka.

Pielęgniarki i lekarze niekiedy traktowani są jedynie jako pomocnicy lekarzy, chociaż są osobnym zawodem medycznym, ich praca jest ciężka, a wiedza i umiejętności, które posiadają nie zawsze znane są lekarzom. Praca jest więc trudna wymagająca, a pacjenci często niewdzięczni, dający w kość, ale o ile zrozumieć można chorego człowieka, to już roszczeniowe rodziny pacjentów potrafią wykończyć nawet najlepszą pielęgniarkę... Mimo to pielęgniarki i pielęgniarze kochają to co robią, czerpią z pracy satysfakcję i pragną opiekować się chorymi.


Jestem pielęgniarką,
a jaka jest Twoja super moc?


W czepku urodzone, to swego rodzaju reportaż. Książka wypełniona jest rozmowami z pielęgniarkami i pielęgniarzami: różnych specjalizacji, na innym etapie kariery zawodowej; o małym, średnim i ogromnym doświadczeniu; wypalonych i pełnych pasji, a także w zróżnicowanej sytuacji życiowej.

Długo nie wiedziałam czego spodziewać się po tej pozycji. Początkowo miałam więc mieszane uczucia. Środowisko pielęgniarek jest wewnętrznie niespójne, nawet wtedy gdy walczą o wspólną sprawę. Myślałam, że to będzie laurka, próba przedstawienia środowiska w samych superlatywach, ale zostałam miło zaskoczona. To rzetelna i prawdziwa pozycja, dotykająca bardzo różnych kwestii, niekoniecznie tych sympatycznych.

Autorka oddała głos pielęgniarkom. Wspólnie opowiadają o blaskach i cieniach tego zawodu. Nie tylko o trudnych studiach, niskich pensjach i niedocenianiu ich przez pacjentów oraz współpracowników. Opowiadają o pacjentach, którzy ich nie szanują; rodzinach pacjentów, które bywają bardziej upierdliwe niż sami chorzy, chociaż często brakuje im ku temu powodu; o wypaleniu zawodowym; problemach w życiu rodzinnym; zmęczeniu; błędach systemu, w którym funkcjonują. Jednak to nie wszystko... Bardzo dużo mówią o pacjentach, o chęci ulżenia im w cierpieniu, o tym jak potrafią o nich walczyć, że są przy nich wtedy, gdy ich potrzebują. Piszą nie tyle o powołaniu, co o niezwykłej pasji. To nie jest zawód dla każdego, to nie jest praca, która kończy się po wyjściu ze szpitala. Pielęgniarką jest się zawsze.

W czepku urodzone, to rzetelna i prawdziwa pozycja, opowiadająca o blaskach oraz cieniach pielęgniarstwa. Można się czepiać, że coś z punktu widzenia technicznego nie wyszło, ale to książka napisana przez pielęgniarkę, która prowadziła rozmowy z innymi pielęgniarkami. To pozycja o pielęgniarkach, stworzona przez pielęgniarki, ale nie tylko dla pielęgniarek. Wielu osobom może otworzyć oczy i następnym razem zanim będąc w szpitalu krzykną "Siostro, basen!", zastanowią się dwa razy.

Sięgnęłam po pozycję tego typu z prywatnych pobudek. Moja mama jest pielęgniarką z długoletnim stażem. Pracuje ciężko, czasami zbyt ciężko, a jej praca nie zawsze jest doceniana tak jak powinna. O pacjentach zawsze wypowiada się jednak dobrze, troszczy się o nich i dba. Zawsze idzie na dyżur, bez względu na to jak byłoby ciężko. Jest pełna pasji, nie widzi siebie w innym zawodzie. Bo jest pielęgniarką i to jedna z wielu jej super mocy. Ona również przeczytała książkę. Powiedziała, że jest dobra i chciałaby, żeby poznały ją nie tylko pielęgniarki. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić ją innym.


Za egzemplarz książki dziękuję: