Robert Bryndza - Ostatni oddech [RECENZJA PARTNERSKA]



Uwaga, uwaga! W księgarniach pojawiła się najnowsza książka Roberta Bryndzy Ostatni oddech. Część z Was z pewnością bardzo ucieszy ta wiadomość. Inni pewnie już się z nią wygodnie umościli na kanapie/leżaku/fotelu, aby przepaść na kilka najbliższych godzin. A jest przy czym, moi mili. W najnowszym tomie cyklu o inspektor Erice Foster znajdziecie potężną dawkę akcji, sprytnego porywacza oraz oddanych pracy stróżów prawa, którzy nie spoczną, nim nie złapią podejrzanego. Znajdziecie tu także bardzo aktualną przestrogę: uważaj co udostępniasz w sieci! Nie wiesz, kto tak naprawdę czai się po drugiej stronie ekranu…

Tytuł: Ostatni oddech
Autor: Robert Bryndza
Cykl: DCI Erica Foster
Wydawnictwo: Filia Mroczna Strona

Zabójca prawdopodobnie w ogóle nie musiał wychodzić z domu ani nawet ze swojego pokoju, żeby namierzyć ofiary. Wszystkie informacje na ich temat zebrał online. Wiedział dokąd chodziły, co lubiły robić, znał ich zwyczaje. Ludzie nie uświadamiają sobie, że przekazują to wszystko obcym.

Choć inspektor Erika Foster nie pracuje już w wydziale zabójstw, nieoczekiwanie trafia na miejsce makabrycznej zbrodni. Ciało brutalnie pobitej młodej kobiety zostaje znalezione przez studenta w śmietniku. Obraz okaleczonej, martwej dziewczyny nie daje spokoju pani inspektor. Ignorując polecenia przełożonych, aby nie mieszała się w prowadzone śledztwo, postanawia na własną rękę przyjrzeć się sprawie. Szybko odkrywa powiązanie z inną, niewyjaśnioną śmiercią Janelle Robinson sprzed kilku miesięcy. Wtedy również przypadkowa osoba odkryła bestialsko okaleczone zwłoki młodej kobiety, także porzucone w śmietniku.

– Naprawdę byłoby świetnie, gdybyś go złapała – oświadczył Doug i zrobił smutną minę. Kiwnęła głową. – Złapię. Zawsze łapię.

Inspektor Foster zostaje przydzielona do sprawy na wniosek zastępczyni komendanta policji. W krótkim czasie wraz z zespołem sprawdzonych współpracowników odkrywa sposób działania sprawcy. Niestety nadal wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Nadal mnóstwo poszlak czeka na sprawdzenie. Przestępca wie, jak zacierać za sobą ślady. Jest inteligentny i zorganizowany. Tymczasem policjanci otrzymują informację o kolejnej zaginionej dziewczynie. Czy Erika Foster zdoła wyśledzić porywacza, zanim ciało kolejnej kobiety trafi do kontenera na śmieci? 

Ostatni oddech uważam za jedną z lepszych książek Roberta Bryndzy. Autor z każdą kolejną częścią cyklu umacnia swoją pozycję wśród innych pisarzy gatunku. Największą zaletą powieści jest jej temat przewodni. Zdarzenia opisane w fabule przerażają realizmem. Czy zastanawiamy się nad tym, co wrzucamy do sieci? Nieświadomie przekazujemy postronnym, czasem całkiem obcym osobom, istotne informacje o naszym prywatnym życiu. Skąd mamy pewność, że nikt ich nie wykorzysta w znanych tylko sobie, niecnych celach? Niestety nasza beztroska w tym zakresie okazuje się czasem brzemienna w skutkach. 


Robert Bryndza pokierował akcją tak, abyśmy mogli śledzić postępy śledczych i jednocześnie poznać sposób myślenia porywacza. Tempo powieści nie jest zawrotne, nie pędzimy na złamanie karku za kolejnym tropem, czy nową poszlaką, lecz nie zmniejsza to zaciekawienia do tego stopnia, że nie sposób bez żalu rozstać się z lekturą. 

Żałuję tylko, że pisarz nie pokusił się o wplecenie w fabułę szczegółów pracy śledczych. Uwielbiam wszelkie nowinki rodem z CSI i zawsze z ogromną przyjemnością o nich czytam. Może w kolejnym tomie cyklu pisarz podejmie tę tematykę, zaspokajając moje niewygórowane wymagania


Recenzja przygotowana we współpracy z Moniką z bloga Lustro Rzeczywistości.

Za egzemplarz powieści dziękujemy wydawnictwu

"Denar dla szczurołapa" - Aleksander R. Michalak

Któż z nas nie marzył o przygodach? Któż z nas nie chciał być Indianem Jonesem czy bardziej współczesnym Robertem Langdonem? Któż z nas nie chciałby odkrywać tajemnic przeszłości? Ja bynajmniej zawsze marzyłam o przeżyciu czegoś niesamowitego. I po raz kolejny miałam okazję - sięgając po literaturę. Tym razem była to powieść Aleksandra Michalaka - "Denar dla szczurołapa".

"Jesienny bluszcz" - Magdalena Kubasiewicz

Magdalena Kubasiewicz w swojej najnowszej powieści pokazuje skomplikowane relacje rodzinne i przyjacielskie. Nie jest to jednak kolejna łzawa opowiastka, ale prawdziwa powieść o życiu. Zapraszam Was do lektury "Jesiennego bluszczu".

Vera Buck - Runa


Runa to książka, po którą sięgnęłam z czystej ciekawości. Nie miałam wobec niej absolutnie żadnych oczekiwań, właśnie dlatego byłam zaskoczona tym co dostałam w zamian.

Tytuł: Runa
Autor: Vera Buck
Wydawnictwo: Intium

Paryż, rok 1884 r. - mroczny czas w dziejach psychiatrii, o którym pewnie wielu wolałoby zapomnieć.

Klinika Salpêtrière, to prywatny folwark doktora Charcota, którego pokazy hipnozy i niezwykłych przypadków medycznych ściągają żądnych wiedzy i show z całej Europy. 

Niespodziewanie do kliniki trafia Runa, pacjentka inna niż wszystkie. Mała dziewczynka, która do tej pory oparła się z powodzeniem wszelkim metodom terapeutycznym. W pokazie z nią w roli głównej uczestniczy szwajcarski student medycyny - Jori Hell, który widzi w tym szansę na spełnienie wszystkich swoich marzeń, w tym upragnionego tytułu doktora. W tym celu wysuwa  śmiałą propozycję zabiegu, który do tej pory dla ówczesnej medycyny wydawał się niemożliwy do wykonania. Chce jako pierwszy lekarz w historii medycyny operacyjnie usunąć obłęd z mógu pacjentki. Nie ma jednak pojęcia, że Runa niesie za sobą tajemnicę...

Tajemnicą jest strach. To on sprawia, że stajemy się mali i słabi w chwili, w której moglibyśmy być wielcy i waleczni.

Szpital Salpêtrière zanim stał się prywatnym folwarkiem doktora Jean-Martin Charcot był fabryką prochu. Dopiero w 1956 r. na mocy edyktu Ludwika XIV został przekształcony w przytułek dla ubogi, ale to niejedyna jego funkcja. Służył także jako więzienie dla przestępców, prostytutek, ale przede wszystkim chorych psychicznie, epileptyków, niepełnosprawnych psychicznie i libertynów. W latach 1848-1893 praktykował tam właśnie doktor Jean-Martin Charcot. 

Szpital, o którym mowa stał się tłem dla wydarzeń w książce, w której fikcja przeplata się z historią. Doktor Jean-Martin Charcot istniał naprawdę, był francuskim neurologiem. Tak na marginesie postać Józefa Babińskiego, francuskiego neurologa i pioniera neurochirurgii polskiego pochodzenia również jest postacią historyczną.

Tak jak już wspomniałam Vera Buck połączyła powieść historyczną z thrillerem medycznym, przeplatając postacie fikcyjne z tymi historycznymi. Narracja powieści prowadzona jest przez kilku bohaterów, akcja rozdziela się i toczy się osobno aż do chwili, w której w niebezpieczny sposób wszystkie wątki zaczynają się zazębiać, tworząc zaskakujący finał. Poszczególne części poprzedzielane są cytatami z prawdziwych dokumentów medycznych, które są szokujące.

Autorce udało się oddać mroczny klimat tamtych czasów i warunki panujące w klinice. Wprowadziła przy tym czytelnika w czasy, w których umysłowo chorzy naprawdę nie mieli lekko, a przy okazji wymyśliła ciekawą fabułę, która bezbłędnie wpasowała się w tamte czasy.

Ostrze było chłodne i ciężkie; ponownie przypomniało Joriemu o tym, dlaczego pragnął zostać chirurgiem. Pierwsze czyste cięcie zawsze było najciekawsze, metal, który po raz pierwszy wdzierał się w nienaruszoną skórę. Dzięki niemu można było odnaleźć narządy, które jeszcze nigdy nie widziały światła dziennego. Życie wewnętrzne, które leżało rozłożone przed lekarzem niczym skarb w popsutej skrzyni.

Runa Very Buck to powieść historyczna i thriller medyczny o mrocznych początkach psychiatrii. Jej mroczny klimat pochłania czytelnika, a akcja cały czas trzyma go w napięciu nie pozwalając złapać tchu aż do ostatniej strony, eksperymenty na kobietach szokują, a wątek kryminalny zmusza czytelnika do ciągłej analizy faktów. Chyba nie muszę pisać nic więcej, prawda? Zdecydowanie polecam.

Grzegorz Wielgus - Pęknięta korona [PRZEDPREMIEROWO]



Zastanawialiście się kiedyś, jak mogły wyglądać śledztwa w średniowiecznych czasach? Jak bez nowoczesnych technologii ujawniano zabójców i wykrywano spiski? Jak odróżniano prawdę od fałszu i czy istniała granica między zdrowym rozsądkiem, a wiarą w gusła? Jeżeli poczuliście ukłucie zainteresowania, to zapraszam Was na ziemie krakowskie w 1273 roku…

Tytuł: Pęknięta korona
Autor: Grzegorz Wielgus
Wydawnictwo: Initium
Premiera: 21 września 2018 r.

Pewnego dnia na brzegu Wisły odnalezione zostaje ciało zamordowanego, w wyjątkowo okrutny sposób, mężczyzny. Nikt nie wie, kim on jest, ani czym zasłużył sobie na taki los. Śledztwo postanawia podjąć dominikanin, brat Gotfryd – doświadczony inkwizytor przebywający wtenczas w Krakowie. W odkryciu prawdy pomoże mu dwóch rycerzy – Jaksa z rodu Gryfitów oraz Lambert z Myślenic. Razem spróbują rozwikłać zagadkę tajemniczego morderstwa, która z dnia na dzień będzie stawała się coraz bardziej zawiła.


"- Stary młyn, stare czasy, stare czyny - westchnął brodaty rycerz. - One zawsze wydają się lepsze z jakiegoś powodu. Tym jaśniejsze, im przyszłość ciemniejsze szaty wdziewa."

Autor przenosi czytelnika w niespokojne czasy rozbicia dzielnicowego w Polsce. Mamy podany tu rok i miejsce, także dla osoby, która mniej więcej wie, co działo się w tym czasie na ziemi krakowskiej, sam główny wątek nie będzie aż takim zaskoczeniem. Bardzo spodobało mi się to, że przez pewien czas autor trzyma czytelnika w napięciu, co do tego, na jakich zasadach będzie oparta ta historia. Na początku wiemy od razu, że przyjdzie nam zapoznać się z historyczną powieścią sensacyjno-kryminalną, jednak z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie otrzemy się również o jakiś wątek fantastyczny? Tego Wam niestety nie zdradzę, ponieważ powoduje to zwiększenie napięcia podczas czytania, którego nie chcę Was pozbawiać ;). W ogólnym rozrachunku jestem bardzo zadowolona z decyzji autora i cieszę się, że poprowadził tą historię właśnie w ten sposób.

Warto podkreślić na początku też to, w jaki sposób „Pęknięta korona” została napisana. Autor postanowił zaryzykować i w całości stworzył tekst stylizowany odpowiednio do epoki,w której dzieje się akcja. Wobec tego w książce pojawia się wiele wyrażeń, które wyszły z użytku, a nawet i takie, których znaczenia możemy nie znać. Nie stanowi to jednak przeszkody w czytaniu, a nawet przeciwnie, wprowadza w odpowiedni dla tamtych czasów klimat. Dodatkowo wstawki z łaciny potęgują ten zabieg, co sprawia, że bardzo łatwo wczuć się w tę historię. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu czytelnikowi może to odpowiadać, jednak dla mnie, łącznie z konceptem całej powieści, grało to idealnie. Zwłaszcza bardzo podobały mi się stylizowane dialogi i powiedzonka bohaterów, które nie raz wywołały podczas lektury uśmiech na mojej twarzy.


"Nie zawsze jednak służba Bogu była prosta, a wydzieranie prawdy ze szponów kłamców nieraz zmuszało inkwizytora do podejmowania straszliwych wyborów. Jednakże veritas - prawda - była mu najwyższą wartością i nie mógł pozwolić, by utonęła w smolistych odmętach grzechu. Należało jej dochodzić bez wahania i litości, nie bacząc na to, jak straszliwe brzemię ze sobą niesie."

Autor bardzo konsekwentnie zbudował ten świat. Nawet myślę, że jego wyobrażenie o tamtych czasach, wcale nie odbiega od tego, jak rzeczywiście kiedyś było. Brutalna, szara średniowieczna rzeczywistość, którą rządzili ludzie przede wszystkim silni i sprytni. Z pozoru głęboko wierzące społeczności, które zamiast w chrześcijańską wiarę wierzyły jednak nadal w gusła, pogańskie demony i zabobony. To był świat, w którym łatwo było o samosądy, a na wierzchu przeważnie była wola tego, co sprawniej władał mieczem i językiem. 
Sama historia utrzymuje bardzo dobre tempo. Mamy tu liczne pojedynki, zagadki, pełne napięcia akcje oraz intrygi. Wpływa to na to, że całość czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko. Zabrakło mi jednak przez to pełniejszego rozwoju postaci, jednak nie przeczę, że trójki głównych bohaterów nie da się nie polubić, jednak ze względu na ograniczoną ekspozycję pozostałych postaci, to właściwie trudno się o kimkolwiek innym wypowiedzieć. Najciekawszą i najlepiej zbudowaną postacią w "Pękniętej koronie" jest moim zdaniem brat Gotfryd. Jest inkwizytorem dźwigającym na swoich barkach nie lada brzemię. Ścigany non stop przez duchy przeszłości pozostaje w głębokiej wierze i przekonaniu, co do słuszności podejmowanych decyzji. Woli wziąć na siebie winę i grzech byle uratować od potępienia inne dusze. Jest on postacią przekonaną o swojej misji i powołaniu. Dążącą do odkrycia prawdy i zwalczającą gorliwie wszelkie herezje.
Postanowiłam również wspomnieć Wam o pewnym małym mrugnięciu ze strony autora w kierunku fanów Białego Wilka. Osobiście bardzo spodobało mi się to odwołanie do sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego w tej książce. Jest taka scena, w której jeden z bohaterów zapytany o to, czy łowi potwory, odpowiada, że chętnie by je łowił, gdyby ktoś mu za to płacił. Fakt, że zapytany został o to rycerz Lambert dodatkowo wywołało u mnie dużo radości. Nie wiem, czy ten mały easter egg był przez autora zamierzony, ale nie wierzę w aż taki przypadek. A Wam udało się coś jeszcze takie podobnego zauważyć? ;)



"Ignorancja, zabobon, kłamstwa oraz chciwość rodziły straszliwe plony, jeżeli tylko pozwolić im wzrastać bez dozoru."

Przejdę teraz do rzeczy, która moim zdaniem nie do końca w „Pękniętej koronie” zagrała. Mianowicie zakończenie. Dla osób znających dobrze historię Polski nie będzie ono zaskoczeniem i rozumiem, nie taki był zamysł autora żeby kogokolwiek tym zaskakiwać. Jednak przedstawiając wydarzenia w finale powieści, miałam wrażenie jakby autor po prostu zgubił gdzieś po drodze na koniach swoich bohaterów. Oś akcji nagle boleśnie się od nich odrywa i przechodzi do pewnego historycznego wydarzenia. Myślę, że „Pęknięta korona” zyskałaby na tym gdyby w całości skupiła się właśnie na tej trójce bohaterów, a dopisanie im jeszcze paru scen uczyniłoby tę historię pełniejszą. 

Na początku byłam zachwycona tą powieścią. W trakcie czytania, jednak mój zapał zmalał, ponieważ czuję, że brakuje w niej trochę rozwinięcia, poszerzenia paru wątków. Historia w "Pękniętej koronie" aż prosi się o więcej niespodziewanych zwrotów akcji. Oczywiście znane są główne wydarzenia, ale nieznani są czytelnikowi bohaterowie i to na nich autor powinien zbudować w większości akcję, pobudzić niepokój o ich los. Niestety tego nie robi przez co trudno przejąć się jakimkolwiek pojedynkiem, czy losem jakiejś postaci.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest to dobra pozycja ukazująca w sposób bardzo ciekawy historyczne wydarzenia z 1273 roku. Polska ma bardzo bogatą historię i cieszę się, że Grzegorz Wielgus postanowił sięgnąć po jej mniej znany fragment. Na pewno przeczytałabym, więcej o tym niesamowitym, szpiegowskim trio z "Pękniętej korony", ale niekoniecznie już w centrum takich wydarzeń, ale gdzieś bardziej na ich uboczu. Moim zdaniem ten męski trójkąt spokojnie mógłby jeszcze parę historii osadzonych w tamtych czasach pociągnąć, ale nie wiem jaki był i jest na tym polu zamysł autora. Niemniej polecam tę pozycję wszystkim spragnionym awanturniczej przygody w średniowiecznej Polsce! 


Keigo Higashino - Cuda za rogiem [PRZEDPREMIEROWO]




Witaj w sklepie wielobranżowym, dzięki któremu rozwiążesz wszystkie swoje problemy!

Tytuł: Cuda za rogiem
Autor: Keigo Higashino
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 15 października 2018 r.

Trzech złodziejaszków pod osłoną nocy, próbując zatrzeć po sobie ślady i uciec wymiarowi sprawiedliwości, trafia do starego, zapomnianego sklepu. Postanawiają w nim przeczekać aż do świtu. Podczas przeszukiwania zakurzonej i naznaczonej czasem kryjówki dzieje się jednak coś niespodziewanego. Przez otwór w rolecie do środka sklepu wpada list. Nadawcą okazuje się młoda kobieta, która prosi w liście o radę. Początkowo przestępcy myślą, że stali się przedmiotem czyjegoś żartu. Po chwili jednak postanawiają odpisać na jej list. Kiedy po chwili od wrzucenia odpowiedzi do skrzynki na mleko, otrzymują odpowiedź wiedzą już, że nie jest to zwykła noc. Kącik porad w wielobranżowym sklepie Namiya ożywa, by pomóc rozwiązać problemy ludzi z przeszłości…


„Twoja mapa jest jeszcze pusta - jak ta czysta kartka. Jesteś zatem w sytuacji, w której nie wiesz, do czego dążysz i którędy biegnie Twoja droga. Nic dziwnego, że nie wiesz, co począć.”

„Cuda za rogiem” są pierwszą powieścią japońskiego autora Keigo Higashiego, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym, i mam nadzieję nie ostatnią! Autor w przepiękny i prosty sposób snuje cudowną i wzruszającą opowieść, w którą wplata trochę magii. Pełna refleksji, mądra, choć prosta historia pokazuje to, jak zaskakujące i nieprzewidywalne potrafi być życie. „Cuda za rogiem” to pięć oryginalnych opowiadań, które łączą się ze sobą w najmniej oczekiwany sposób. Niewątpliwie autor ma talent do tworzenia pięknych, minimalistycznych historii, które trafiają do serc czytelników. Całość czyta się naprawdę bardzo dobrze i aż nie mogłam uwierzyć, że tak szybko zakończyłam moją przygodę z tą książką. Na wyróżnienie zasługuje również bardzo dobry polski przekład, który został wzbogacony przez tłumacza w pomocne przypisy objaśniające japońskie słowa, które nie mają swoich odpowiedników w języku polskim.


„Pomyślał, że być może właśnie tak dochodzi do rozstania. Nie ma jednego jasnego powodu. Gdzieś w sercu następuje pęknięcie, a potem wymyśla się różne wymówki, nagina fakty.”

Wszystko zaczęło się od małego, osiedlowego sklepu wielobranżowego, którego właściciel nigdy nie stronił od udzielania rad ludziom o nie proszącym. Na każde nawet najgłupsze pytanie odpowiadał szczerze i z pełnym zaangażowaniem, dokładnie namyślając się nad udzielanymi odpowiedziami. Yuji Namiya poświęcił się rozwiązywaniu ludzkich problemów, co sprawiło, że w małym sklepiku za rogiem doszło do niewytłumaczalnych zdarzeń – małych cudów, które nierozerwalnie połączyły losy poszczególnych bohaterów tej książki. Każda z historii, z których składają się „Cuda za rogiem” wywoływała u mnie szereg różnych emocji. Przede wszystkim dominowało jednak ogromne wzruszenie i przyznam, że nie raz musiałam sięgnąć po chusteczkę, by otrzeć łzy płynące po moich policzkach. Książka ta zachwyca klimatem i ciekawym poprowadzeniem tej wielowątkowej opowieści. Sposób, w jaki wszystkie wątki w „Cudach za rogiem” się łączą jest niesamowity. Nie otrzymujemy podczas lektury wszystkiego na tacy, tylko sami płyniemy z prądem tej historii odnajdując coraz to nowe kawałki układanki, którą sami składamy stopniowo w całość. Ta wyjątkowa forma i dodana szczypta realizmu magicznego zdecydowanie wyróżniają tę powieść.


„Jeśli rodzina popłynie razem na jednej łodzi, możliwe że szczęśliwie zawinie do portu.”

Bohaterowie w „Cudach za rogiem” to ludzie tacy, jak my. Nie są idealni, mają swoje problemy i miewają dylematy moralne. Obserwujemy ich przemianę pod wpływem otrzymanych rad oraz to, jak podjęte decyzje wpłynęły na ich życia. To sprawia, że jesteśmy w stanie uwierzyć w tą historię nie ważne, jak bardzo nieprawdopodobna, by ona była. W życiu każdego człowieka pojawiają się chwilę wyborów, które nieodwracalnie kształtują nasze życie. Z dokonanymi wyborami musimy żyć, czasu nie cofniemy, dlatego tak ważne jest, aby nie podejmować decyzji pochopnie, ponieważ wpływają one czasem nie tylko na nas, ale także na innych. Książka ta pięknie ilustruje to, że czasem warto wyjść ze swojej strefy komfortu i zaufać komuś, powierzyć mu swoje myśli. Jak często zmagamy się z problemami i niepewnością, dusząc w sobie te uczucia oraz bojąc się zapytać o radę? Ważne, żeby pamiętać, że nigdy nie jesteśmy sami. Nieważne w jak beznadziejnej sytuacji się znajdujemy zawsze istnieje ktoś, kto może nam pomóc, tak jak bohaterom „Cudów za rogiem” pomógł pan Yuji Namiya – właściciel sklepu wielobranżowego i kącika porad po godzinach.


Jest to bardzo mądra i wzruszająca książka. Zawiera w sobie uniwersalne myśli i przesłania, które nie tracą na swojej aktualności. Nakłania nas do krytycznego spojrzenia na własne wybory i życie. Nawet mała rzecz może mieć wpływ na całe nasze życie, a czasem wystarczy nawet chwila, by zdeterminować to, jakimi ludźmi koniec końców zostaniemy. Serdecznie polecam Wam „Cuda za rogiem”, warto mieć tę pozycję w swojej biblioteczce. Może pozwoli ona i Wam dostrzec niezauważalne codziennie małe cuda?


Za egzemplarz recenzencki dziękuję bardzo wydawnictwu Otwarte!