"Czego nie powiedziałam" - Małgorzata Garkowska

Twórczość Małgorzaty Garkowskiej jest mi doskonale znana. Z recenzją jej poprzedniej książki "Spotkamy się przypadkiem" mieliście okazję zapoznać się tutaj. Kiedy zobaczyłam, że na rynku wydawniczym pojawiła się jej kolejna książka, byłam pewna, że ją przeczytam. Czy była tak świetna jak poprzednia? A może nawet lepsza? Przekonajcie się.

Ilona Andrews - Magia wskrzesza



Już chyba wiecie, że jest taka seria, której ani jednego tomu nie odpuszczę. Będę Wam polecać ją, jak tylko nadarzy się ku temu okazja, bo naprawdę zapoznać się z nią zapoznać! U boku Kate Daniels nie ma mowy o nudzie, ponieważ absolutnie każdy tom naładowany jest akcją, świetnie wykreowanymi bohaterami i skomplikowanymi, magicznymi intrygami. Gotowi? Zapnijcie pasy, bo przed Wami szósty tom serii o Kate Daniels – „Magia wskrzesza”.

Tytuł: Magia wskrzesza
Autor: Ilona Andrews
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Po lekturze „Magia wskrzesza” zrozumiałam decyzję wydawnictwa odnośnie do zmiany kolorystyki szóstego tomu. Początkowo w zapowiedziach, jak i nawet w zajawce w tomie piątym, szósty tom jawił się w barwach przydymionej zieleni, by po niedługim czasie ulec przemianie na iście ognisty czerwony. Wydawnictwo nie mogło podjąć lepszej decyzji, ponieważ ten kolor idealnie oddaje wydarzenia w książce. Zielony byłby w tym przypadku niecną zasłoną dymną, która niepotrzebnie mogłaby wpłynąć na nasze wyobrażenie o szóstym tomie. Ta czerwień jest idealna, zaprawdę wierzcie mi.


Kate i Curran po raz kolejny razem będą musieli przezwyciężyć problem, który dotknął mieszkańców Atlanty. Tym razem w poważnym niebezpieczeństwie znalazły się dzieci Gromady, które zmieniają się w nieopanowane, krwiożercze loupy, co w konsekwencji prowadzi do ich śmierci, ponieważ ich ciała nie są w stanie znieść procesu zmiennokształtności. Uchronić przed tym okrutnym losem może je tylko ciężkie w zdobyciu lekarstwo. Więc kiedy nadarza się okazja, by je zdobyć, Kate i Curran nie wahają się ani chwili, mimo że wiedzą, że zlecenie, które mają wykonać w Europie, może okazać się pułapką…  

Magia w tej serii nie słabnie, a nawet powiedziałabym, że jest silniejsza. To kolejny tom wyjątkowej przygody, na który czekałam bardzo długo. Mnóstwo akcji, intryg i nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń – to jest to, co uwielbiam w każdej części tej serii. Kate znowu jest niesamowita. Curran, no może trochę mniej niż zawsze, ale nadal go bardzo lubię. A inne postacie? Wyjątkowe. Może okazać się, że w tym tomie całkiem inaczej spojrzycie na znanych już bohaterów. Jedno jest pewne, dzieje się i to naprawdę bardzo dużo.


W „Magii wskrzesza” autorzy postanowili pójść o krok dalej i pokazali czytelnikowi, jak wygląda reszta świata, w którym żyje Kate. Odpowiadało to moim wyobrażeniom, w związku z czym nie zawiodłam się na tym, co duet Ilona Andrews stworzył w tym tomie. Jest tak, jak być powinno, trochę mrocznie z szczyptą magii, która niesie ze sobą nie tylko zagrożenie, ale również i nadzieję. Ta książka była dla mnie istnym emocjonalnym rollercoasterem. Płakałam, śmiałam się, krzyczałam z frustracji i wiwatowałam, a moje serce pękało na kawałeczki, by za chwilę znów połączyć się w jedno.

Nie jest przesadą stwierdzenie, że książka ta przeprowadzi czytelników przez emocjonalną prasę. Kate i Curran nie tylko walczą o lekarstwo, by uratować dzieci zmiennokształtnych, ale również walczą z emocjami w samych sobie. Ilona Andrews stawia wszystko na linii, potrząsając nim i przeciągając nas raz na jedną, a raz na drugą stronę. Można powiedzieć, że "Magia wskrzesza" jest nieco dramatyczna, a nawet melodramatyczna, jednak niech to Was nie odstraszy, ponieważ to, co dzieje się w tej części między Kate a Curranem, podnosi temperaturę zdecydowanie poza skalę. 


Po raz kolejny nie zawodzę się na tym perfekcyjnym, pisarskim duecie. Seria o Kate Daniels jest już całkiem sporym kawałkiem bardzo dobrego urban fantasy, Przy tych książkach na pewno nie będziecie się nudzić. To chyba jedyna seria, której mogę wybaczyć naprawdę bardzo dużo głupotek, czy pewnych niedociągnięć fabularnych, ponieważ po prostu przy każdej książce się świetnie bawiłam. Są one dla mnie niczym lekarstwo w gorsze dni i zawsze odkładając je nie mogę powstrzymać pełnego zadowolenia uśmiechu. Śmiało mogę powiedzieć, że seria o Kate Daniels należy do moich ulubionych. Już na zawsze i kropka.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów!



"W samym środku zimy" - Isabel Allende [Przedpremierowo]

Kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania najnowszej powieści Isabel Allende postanowiłam zapoznać się notą wydawniczą. Zapowiadała ona świetną lekturę na wieczór. Jednak męczyłam się z nią przeszło tydzień (a ma niecałe 350 stron). A kiedy przeczytałam ostatnią stronę, odetchnęłam z ulgą i stwierdziłam, że na szczęście to już koniec.

Remigiusz Mróz - Kontratyp


Czytelnicy bloga na pewno wiedzą, że mam słabość do serii z Joanną Chyłką w roli głównej. Nie przeszkadzają mi drobne niedociągnięcia w researchu, czy pewne niuanse prawne, które niektóre osoby doprowadzają do szału. Dlatego na każdy kolejny tom czekam z niecierpliwością. 

Jednak tym razem muszę przyznać, że Czwarta Strona przeszła sama siebie. Po otworzeniu paczki praktycznie natychmiast zabrałam się do czytania, żeby dowiedzieć się do czego może mi się przydać...kompas. Tak więc...Kontratyp, czyli co jeszcze może wywinąć Chyłka.

Tytuł: Kontratyp
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Troje polskich wspinaczy zbiera fundusze na wspinaczkę na jeden z najgroźniejszych szczytów na świecie - Annapurnę. Ich celem jest wytyczenie zupełnie nowego śladu. Problem w tym, że splot nieszczęśliwych wydarzeń prowadzi do jednej wielkiej katastrofy, w wyniku których ginie cała trójka. Ekipy ratunkowe, które przeczesują teren odnajdują jedynie przysypane śniegiem, poskręcane liny, ale nie trafiają na żaden inny ślad po grupie. 

Kilka tygodni później niespodziewanie na granicy nepalsko-tybetańskiej pojawia się Klara Kabelis, jednak z zaginionych członków wyprawy. Zostaje niezwłocznie zatrzymana przez śledczych i przewieziona do kraju. Zostaje jej postawiony zarzut zabójstwa. Zdaniem śledczych aby przeżyć w górach, doprowadziła do śmierci swoich towarzyszy. Jej obrony podejmuje się Joanna Chyłka, nie robi jednak tego, ani dla sławy, ani dla pieniędzy, przyświecają jej zupełnie inne powody, z powodu których jest w stanie bronić jej bez względu na konsekwencje. W jaki sposób zginęli pozostali wspinacze? Co wydarzyło się w drodze na Annapurnę? Dlaczego Chyłka postanawia zająć się z góry przegraną sprawą?

Wielcy ludzie dyskutują o pomysłach, przeciętni o wydarzeniach, a mierni o innych ludziach.

Bardzo podobała mi się fabuła powieści, a konkretniej zagadka z czasów młodości Chyłki, bo o pewnym niuansie, który nie do końca przypadł mi do gustu, zaraz wspomnę. W tym tomie Mróz poplątał po prostu wszystko. Pojawiła się nowa sprawa, na której powinna skupić się akcja, ale gdzieś po drodze przewinęli się znani nam już bohaterowie, wątki osobistych relacji pomiędzy bohaterami, ale przede wszystkim sprawa, o której wydaje się, że wszyscy wiedzą wszystko, ale nikt nie chce podzielić się tą wiedzą. To spowodowało, że sprawa z przeszłości wysunęła się na pierwszy plan i powodowała, że nie mogłam odłożyć książki na później.

Wszyscy fani duetu Chyłka i Zordon zapewne od pierwszego tomu czekali aż w końcu coś naprawdę wydarzy się pomiędzy tą dwójką. Ten tom na pewno spełni pod tym kątem te oczekiwania. Jednak nawet jeśli dystans pomiędzy bohaterami się zmniejsza, to bez wątpienia ich utarczki słowne wchodzą tylko na wyższy poziom, odgradzając ich od pozostałych bohaterów.

...Zdeponowałem u ciebie serce,a ty zobowiązałaś się do przechowywania go w niepogorszonym stanie.Pacta sunt servanda....

Research. Cóż... o górach wiem tyle, że są piękne, niebezpieczne i że nienawidzę po nich chodzić. W górach byłam raz i było to zdecydowanie o raz za dużo. Jednak mimo tego, że nie wiem nic o górach, a tym bardziej alpinistach, wspinaczce, itp. to i tak trochę ciężko było mi zaakceptować to gdzie zawędrowała akcja powieści. Wysłanie osoby nieprzygotowanej do miejsca, gdzie zginęli prawdziwi specjaliści od wspinaczek, nawet jeśli autor starał się to uzasadnić, jak najbardziej dopasować do rzeczywistości, a sam pomysł mi się podobał to niejednokrotnie sama akcja wywoływała u mnie niedowierzanie i nie czułam się przekonana. 

Mimo to tak jak wspomniałam fabuła powieści przypadła mi do gustu i chociaż miejscami była okraszona zbyt dużą dozą absurdu to jak najbardziej pasowała do głównej bohaterki, która sama miejscami bywa przerysowana, a ja podczas czytania bawiłam się świetnie. Zastanawia mnie tylko co w następnym tomie wymyśli autor. Ciężko raczej będzie przebić wyprawę na Annapurnę.

- Z dwojga złego wolę książki-zadeklarowała Joanna - Bo w filmie oglądam,jak wygląda strach widziany czyimiś oczami.W powieści patrzę na swój własny.

Z seriami jest tak, że ciężko jest je zacząć z przytupem, a jeszcze trudniej jest je kontynuować, tak żeby poszczególne tomy trzymały poziom. To już ósmy tom serii z Joanną Chyłką w roli głównej i chociaż mam te tomy, które lubię bardziej i te które lubię mniej, to bez wątpienia cała seria trzyma poziom. I chociaż nie wiem co jeszcze może wymyślić Mróz dla swoich bohaterów, to jeśli jej nie znasz, to czas się wreszcie z nią zapoznać. Warto.

Za egzemplarz recenzencki oraz wspaniałe gadżety dziękuję wydawnictwu


JP Delaney - W żywe oczy


JP Delaney bez wątpienia znany jest ze świetnie przyjętej powieści "Lokatorka". Chociaż od jej premiery minął przeszło rok to wciąż trudno mi o niej zapomnieć. Była po prostu świetna, intrygująca i na swój sposób bez wątpienia wyjątkowa. Czy druga książka autora dorównała jej?

Tytuł: W żywe oczy
Autor: JP Delaney
Wydawnictwo: Otwarte



Spotkał ją. Uwierzył jej. Nie powinien.

Claire nie ma za sobą łatwej przeszłości. Dom dziecka, rodzina zastępcza i romans, który przekreślił jej karierę aktorską w Wielkiej Brytanii zanim w ogóle się rozpoczęła. Do Stanów Zjednoczonych przyjechała więc w pogoni za marzeniem o grze aktorskiej i lepszym życiu, ale to wcale nie jest takie łatwe, a Claire nie zamierza rezygnować z pogoni za marzeniami bez względu na to jaka będzie stawka.

Kłamstwo przychodzi jej z niezwykłą łatwością. Nic dziwnego, że kłamie zawodowo jako testerka partnerów, która na zlecenie kancelarii prawnej demaskuje niewiernych mężów. To ona dyktuje reguły gry i porusza się w świecie fantazji, który tworzy.

Pewnego dnia dostaje zlecenie od innego pracodawcy. Zlecenie, które jest nie lada wyzwaniem dla jej umiejętności aktorskich. Poznaje przy nim interesującego profesora Patricka Foglera, a każdy krok, który przybliża ją do niego jest krokiem w mrok...

Chodzi o to, by zanurzyć się w prawdziwych emocjach związanych z rolą, aż ta rola stanie się częścią ciebie.

W żywe oczy to jeden z lepszych thrillerów psychologicznych, który miałam okazję przeczytać z prawdziwą przyjemnością. Autor napisał powieść kilkanaście lat temu, wówczas nie odniosła sukcesu. Za to już po wydaniu "Lokatorki", korzystając ze zdobytego doświadczenia dał jej drugie życie i była to decyzja jak najbardziej słuszna.

Okładka powieści pozostała utrzymana w tym samym motywie co "Lokatorka". Komponuje się to w zestawieniu nadzwyczaj dobrze, ale szczerze mówiąc nie bardzo widzę związek okładki z treścią powieści.

Postacie są wyraziste, intrygujące i zupełnie niejednoznaczne. Nie potrafimy ich ocenić od samego początku. Cały czas zastanawiamy się kto jest sprawcą, kto pomocnikiem i wreszcie kto jest dobry, a kto zły. Tymczasem wszystko wydaje nam się leżeć po środku, a zagadka z pozoru nie ma dobrego rozwiązania. Sama kilkanaście razy typowałam potencjalnego sprawcę, co jakiś czas zmieniając swój wybór.

Powieść wciąga czytelnika od pierwszej strony i aż do końca trzyma go w niepewności i stanie ciągłego napięcia. Obaj główni bohaterowie świetnie kłamią, z tym że to właśnie Claire zajmuje się tym zawodowo, a jej największym atutem aktorskim jest zagłębienie się w postać aż do momentu, gdy traci kontakt z tym co rzeczywiste. Podobne odczucia cały czas towarzyszą czytelnikowi. Co jest prawdą, a co fikcją? Kto kłamie, a kto mówi prawdę?




Autor niezwykle sprawnie porusza się w środowisku aktorów, zaburzeń osobowości i branży testerów wierności, a to wszystko sprawia, że jego najnowsza powieść W żywe oczy jest thrillerem psychologicznym, który wciągnie niejednego czytelnika. Polecam z czystym sumieniem. Radzę sobie jednak zarezerwować trochę czasu, bo gdy już książka nas wciągnie to nie będziemy się potrafili od niej oderwać.

Za egzemplarz powieści dziękuję wydawnictwu
Grafiki wykorzystane w recenzji pochodzą z fanpage'a wydawnictwa.

Listy (nie)miłosne - Natalia Sońska

Chyba nie ma na świecie osoby, która nie przeżyłaby rozstania z ukochaną osobą. I chyba każdy z nas chociaż raz w życiu musiał poradzić sobie z odejściem tej drugiej połówki. Radzimy sobie na różne sposoby. pewnie ile osób tyle sposobów. A jak poradziła sobie z odejściem Igora Zosia - bohaterka najnowszej powieści Natalii Sońskiej?