"Księga wysp ostatnich" - Anna Klejzerowicz



Kilka ładnych już lat temu z witryny pewnej księgarni "zawołała mnie okładka pewnej książki. Przyciągnął mnie tytuł, przyciągnęła mnie okładka. Weszłam do środka i przyciągnął mnie opis. Nabyłam zatem tę powieść. I przepadałam. Mówię o książce Anny Klejzerowicz "Sąd ostateczny". Od przeczytania tamtego kryminału zawsze wypatruję kolejnej części cyklu o Emilu Żądło. I oto niedawno, niecały miesiąc temu ukazała się już piąta część "Księga wysp ostatnich".  Czy było warto czekać?

Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą


Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą, to wyjątkowy zbiór opowiadań świątecznych zaproponowany przez wydawnictwo Videograf. Opowiadania do tego zbioru napisało dziesięć autorek, trudno więc o bardziej kobiece dzieło. Jedno z opowiadań jest mojego autorstwa, ale o nim nie będę dzisiaj w ogóle wspominać. Skupmy się na pozostałych opowiadań i zbiorze jako całości ;)

Tytuł: Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą
Autorzy:
Diane Rose, Małgorzata Falkowska, 
Joanna Jax, Carla Mori, Patrycja May, 
Anna Harłukowicz-Niemczynow, Łucja Wilewska, 
Joanna Bujak, Beata Schoenmakers, Joanna Pypłacz
Wydawnictwo: Videograf

Z opowiadaniami u mnie jest różnie. Generalnie wolę czytać dłuższe formy, ale od jakichś dwóch lat przekonuję się powoli do zbiorów opowiadań. Dzięki nim można poznać twórczość autorów, o których wiele się już słyszało, a których książek nie ma się czasu przeczytać. To także dobry sposób na poznanie twórczości autorów, o których nawet się jeszcze nie słyszało, szczególnie mowa tutaj o debiutantach. Nazwiska siedmiu z dziewięciu autorek były mi już dobrze znane, nie miałam jednak okazji zapoznać się wcześniej z ich twórczością. Czas cudów... stworzył ku temu świetną okazję.

Zbiór stworzyło dziesięć kobiet. Osiem z nich dała się dotąd poznać jako pisarki powieści obyczajowych, a dwie z nich poznajemy w nowej, łagodniejszej odsłonie, gdyż dotąd zajmowały się powieściami grozy.


Zbiór zawiera dziesięć opowiadań. Nie łączą ich bohaterowie, miejsca akcji, ani czas. Każde z nich jest zamkniętą całością stworzoną przez konkretną autorkę. Jednocześnie wszystkie opowiadania łączy wspólny świąteczny klimat, bo to właśnie Święta Bożego Narodzenia stały się motywem wszystkich dziesięciu opowiadań.

Wigilia to niesamowity czas, w którym spotykają nas cuda. Staramy się spędzić święta z rodziną, czasami przybywamy do nich z odległych zakątków świata tylko po to by te kilka dni pobyć razem. To również czas, kiedy zatrzymujemy się na chwilę i dostrzegamy drugiego człowieka, często obcego, dla którego przygotowujemy miejsce przy rodzinnym stole.

Nie chcę Wam streszczać opowiadań i zbyt wiele o nich pisać, bo moim zdaniem nie ma to większego sensu. To przygoda, którą każdy czytelnik powinien przeżyć samodzielnie. Wśród opowiadań każdy znajdzie coś dla siebie. Jest opowiadanie zabawne, są opowiadania wzruszające i te skłaniające do refleksji.

Moją uwagę przykuło opowiadanie Małgorzaty Falkowskiej. Opowiadanie zostało zbudowane na znanym wszystkim motywie Ebenezera Scrooge'a, chociaż w tym przypadku został on bardzo zmodyfikowany. Mamy więc mężczyznę, który przeżył osobistą tragedię i zatracił w sobie magię świąt. Odzyskuje ją dzięki jednemu niespodziewanemu spotkaniu i zaproszeniu na wigilię od zupełnie obcego dziecka. Opowiadanie Gosi pokazuje, że w życiu czasami wystarczy jeden ludzki gest by zapoczątkować zmianę w naszym życiu. Piękna historia, Gosia, udało Ci się ;) 



Dwa opowiadania niekoniecznie skojarzyły mi się ze świętami, ale każdy z nas widzi wigilijne cuda zupełnie inaczej. Dziesięć opowiadań, dziesięć małych cudów, dziesięć różnych punktów widzenia, które bez wątpienia warto poznać. 

Pewnie jestem nieobiektywna, ale szczerze polecam Wam zbiór opowiadań Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą. Moim zdaniem to ciekawa propozycja na święta, która będzie idealnym prezentem dla mola książkowego. A Wy co myślicie? ;)

Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński - Pudełko z marzeniami


Pudełko z marzeniami, to taki świąteczny eksperyment. Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński, a więc dwójka poczytnych autorów i przyjaciół o niebanalnym poczuciu humoru postanowiło stworzyć dla nas świąteczną niespodziankę. Jak im poszło?

Tytuł: Pudełko z marzeniami
Autorzy: Magdalena Witkiewicz
Alek Rogoziński
Wydawnictwo: Filia

Michał został na lodzie. Narzeczona go zdradziła, a wspólnik oszukał. Postanowił zacząć nowe życie, a pomóc ma mu w tym pewna plotka. Podobno podczas II wojny światowej jego rodzina ukryła w małym miasteczku na północy Polski skarb. Michał wyrusza na jego poszukiwania wierząc, że dzięki niemu spełni wszystkie swoje marzenia. Po dotarciu do Miasteczka Michał natrafia na pierwszy problem. Na miejscu, w którym podobno znajduje się skarb stoi dziś restauracja, którą prowadzi Malwina. 

Malwina ma wielkie serce, które tęskni za ukochanym Radosławem. Gdzie się podział Radosław? A jakieś licho go porwać musiało, bo do Malwiny jakoś wrócić nie mógł. Wraz z nią mieszka babcia, która próbuje urozmaicić jej polską kuchnię żabimi udkami i ślimakami winniczkami.

Michał postanawia użyć podstępu. Powoli zaprzyjaźnia się z Malwiną, próbując zdobyć jej zaufanie, tak żeby bez przeszkód odnaleźć skarb. Niestety na drodze stają mu dwie wścibskie staruszki, dwójka pomysłowych dzieci i niekompletny stary Ekspedyt. Czy jego plan ma szansę na realizację?

Ja tam w żadne kamuflaże nie wierzę. Tylko mężczyźni są czasem ślepi. Zwłaszcza ci zakochani...

Przewidywalna? Tak.  Zaskakująca? Niekoniecznie. Tylko co z tego? Kochani, Pudełko z marzeniami jest takie jakie być powinno. Pełne świątecznego ciepła, miłości, ludzkich problemów, które muszą znaleźć rozwiązanie, niezapomnianych bohaterów, a to wszystko okraszone jest odpowiednią dozą humoru. Moim zdaniem to świąteczna opowieść, która idealnie wpasowuje się w klimat świąt, a przecież o to chodzi, prawda?

Bohaterowie są intrygujący. Każdy z nich ma własny charakter i żyje swoim własnym życiem. Mamy tutaj i czarny charakter, który wkrótce zyska w naszych oczach, i ludzi z gruntu dobrych oraz takich co to dobrzy są co do zasady, ale potrafią i być wredni. Cała plejada gwiazd wartych poznania.


Akcja powieści jest odrobinę przewidywalna, ale toczy się swoim przyjemnym świątecznym rytmem. Jest spójną całością, co raczej nie było proste do osiągnięcia, gdy weźmiemy pod uwagę, iż książkę pisało dwóch autorów, w dodatku jakich! 

Wspominając o klimacie, zapomniałam napisać o magii, którą bez wątpienia ma w sobie Pudełko z marzeniami. Przywraca ono wiarę w ludzi, którzy potrafią zmienić swoje postępowanie. W miłość, która przychodzi niespodziewanie i jest ulokowana nie zawsze tam gdzie byśmy sobie tego życzyli. W marzenia, które się spełniają dzięki dobrym ludziom, którzy są wokół nas oraz w magię świąt, która bez wątpienia istnieje.

Co jeszcze wyróżnia książkę? Humor. Zarówno Alek Rogoziński, jak i Magdalena Witkiewicz mają ciekawe poczucie humoru, które w zespole wypadło naprawdę nieźle. W powieści widać rękę obu autorów. Myślę, że mimo wszystko wolę twórczość autorów osobno. Muszę jednak przyznać, że ich style świetnie się ze sobą zsynchronizowały.

Reasumując Pudełko z marzeniami, to ciepła opowieść idealna do przeczytania w okresie przedświątecznym, świątecznym i poświątecznym. Pomoże wprowadzić się w odpowiedni nastrój lub po prostu zatrzymać go na dłużej. Zdecydowanie polecam jako prezent świąteczny ;)


A teraz wzywam autorów i wydawnictwo do wytłumaczenia się. Dlaczego dostałam czerwoną kopertę z czerwoną kartką, która była pusta? Tak miało być?

Za egzemplarz książki, prezenty i tajemniczą pustą kartkę dziękuję wydawnictwu Filia i Autorom :)

"Na ścieżkach złudzeń" - Joanna Sykat



To już moje kolejne spotkanie z twórczością Joanny Sykat. Tym razem sięgnęłam po jej najnowszą powieść "Na ścieżkach złudzeń". I mam dylemat. Mam mieszane uczucia i nie do końca wiem, jak ocenić tę powieść. Z jednej strony autorka porusza bardzo ważne tematy i gra na uczuciach. A z drugiej strony niemal brak akcji i nic się nie dzieje. Ale może takie właśnie było założenie autorki, by to odczucia odegrały najważniejszą rolę. Im dłużej o tym myślę, tym jestem coraz bardziej skłonna przychylić się do tej wersji. 

Corine Michaels - Conviction [PRZEDPREMIEROWO]




Po emocjonującym zakończeniu „Consolation”, wiedziałam, że będę musiała koniecznie sięgnąć po „Conviction”, czyli drugi i ostatni tom dylogii Duet Corinne Michaels. Wiecie już, jak pozytywne wrażenie wywarła na mnie pierwsza część tej historii, a tym razem autorka znów nie zawodzi! Ponownie rozbija czytelnicze serca na kawałki, później pomaga nam je składać w całość, a na koniec polewa je miodem.

Jeżeli nie zdążyliście zapoznać się z początkiem historii Natalie i Liama to odsyłam Was do mojej opinii na temat „Consolation” w liku poniżej!


Tytuł: Conviction
Autor: Corinne Michaels
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Premiera: 5 grudnia 2017 r.

Życie Natalie do niedawna wypełnione bólem, spowodowanym przez tragiczną śmierć męża, nabiera barw. Ma piękną i zdrową córeczkę oraz mężczyznę, którego pokochała całym sercem. Liam pomógł jej przejść przez ten trudny czas w jej życiu, a teraz stał się częścią jej świata. Jednakże wszystko ulega zmianie, gdy do drzwi puka, uznany od ponad roku za zmarłego, mąż Natalie. Dla cudem ocalonego, dręczonego przez demony przeszłości Aarona niemiłym zaskoczeniem będzie to, że jego ukochana żona zdążyła poukładać sobie z życie z jego najlepszym przyjacielem. Mimo grzechów przeszłości będzie próbował odzyskać Natalie, ale czy mu się to uda? Czy świeża miłość Natalie i Liama podoła tej próbie?



Corinne Michaels ponownie zachwyciła mnie tym, w jak piękny sposób poprowadziła tę historię. Powieść ta obfituje w rodzinne tragedie, dylematy oraz wzruszające piękne chwile, które chwytają mocno za serce. Ogromne emocje są wyczuwalne na każdej stronie, dlatego nie trudno jest czytelnikowi wczuć się w tę historię. Tak bardzo zżyłam się z Natalie i Liamem, że powrót Aarona (mimo że trochę jednak przewidywalny dla mnie) złamał serce nie tylko głównym bohaterom, ale również i mi.

"Ale zasadniczą kwestią pozostaje to, że czasami słowo "przepraszam" nie naprawi wyrządzonych krzywd. Czasami ból jest tak dojmujący, że żadne słowa nie uleczą zadanych ran..."

W „Conviction” nasza bohaterka znów musi poradzić sobie z niełatwą dla niej sytuacją. Uznany za zmarłego mąż, którego opłakała i znienawidziła po odkryciu dotkliwej zdrady, powrócił i nie zamierza od niej odejść, co czyni całą sytuację niekomfortową dla wszystkich bohaterów. Mimo tych trudnych wydarzeń Natalie, Liam i Aaron nie są pozostawieni samym sobie. Każde z nich otrzymuje wsparcie i dobre słowo od najbliższych, którzy służą im pomocą w każdej sytuacji i starają się nie wybierać stron, mając na względzie dobro każdego z naszych bohaterów, co jest piękne.

Muszę Wam powiedzieć, że postać Natalie jeszcze bardziej urzekła mnie w tym tomie. Jest to kobieta, która wie czego chce. Mimo że los nie jest dla niej łaskawy, to pozostaje silna i wierna swojemu sercu. Nie daje sobą manipulować, zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji swojego męża i dręczącego go stresu pourazowego, jednak wie, że nie może z nim nadal być. Nie z litości i nie po tym jak ją zdradził. Kocha Liama i to jest dla niej najważniejsze. Liczy się dla niej teraźniejszość i szczęśliwa przyszłość. Nie zamierza żyć przeszłością, która nie była w ostateczności taka piękna, jak jej się wydawało. Dlatego tak bardzo boli ją zachowanie Liama, który próbując zachować się w tej sytuacji honorowo i szlachetnie odtrąca ją raniąc tym samym siebie jak i ją.



"Żony wojskowych nie są silne, ponieważ chcą takie być. One muszą takie być."

Bardzo spodobało mi się w „Conviction” to, jak autorka zgrabnie, mimo poruszania tak ciężkich tematów w swojej powieści, wplotła dużo humoru i słodkiego przekomarzania pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Zdecydowanie częściej uśmiech wywołany zabawnymi kwestiami gościł na mojej twarzy podczas lektury tej części. Dodatkowo wspomnę również o scenach erotycznych, których może nie jest dużo (uf! Jak dla mnie bardzo dobrze!), ale które nasycone są namiętnością i silnym pożądaniem bohaterów.  Przede wszystkim nie są one napisane na siłę i nie są one mocno wulgarne, na co szczególnie jestem uczulona po lekturze „Arsen. Opowieść o nieszczęśliwej miłości”.

Zakończenia nietrudno się domyślić, jednak jest to takie zakończenie, którego czytelnik pragnie, które ogrzewa serce. Jest wzruszające, piękne i dające nadzieję na przyszłość. Z historii tej płynie dobrze nam znane przesłanie, że mimo że życie nie zawsze usłane jest różami, i że mogą nas spotkać naprawdę dotkliwe straty i tragedie, to zawsze powinniśmy wierzyć w lepsze jutro. Nigdy nie wiadomo, kiedy dostaniemy szanse na nasze szczęśliwe zakończenie, ale jedno jest pewne nie powinniśmy przestać go szukać.

"Nadzieja nie jest gwarancją spełnienia marzeń. Nie odmalowuje pięknych wizji i nie przynosi ulgi. To coś, czego czepiamy się kurczowo, gdy potrzebujemy powodu, w który możemy wierzyć."

Czytając Consolation i Conviction przechodziłam raz po raz od ogromnego smutku do wielkiej radości. Te książki, a zwłaszcza Conviction, były miodem na moje serce w te zimne jesienne wieczory, kiedy zmęczona po całym dniu pracy zasiadałam w łóżku pod kocem z herbatką. Jeżeli jeszcze zastanawiacie się nad prezentem książkowym dla kobiety z Waszej rodziny, która lubi romanse, to uważam, że dylogia Duet będzie idealnym podarunkiem!
Mam nadzieję, że Wydawnictwo Szósty Zmysł wyda jeszcze inne książki Corinne Michaels, bo z chęcią sięgnęłabym po kolejne historie wyczarowane przez tę autorkę.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Szósty Zmysł!

"Zapach wanilii" - Agnieszka Łaska [PRZEDPREMIEROWO]


Nigdy nie ukrywałam, że najlepiej czyta mi się literaturę obyczajową czy też kryminały. Ale od czasu do czasu sięgam też po inne gatunki literackie. Tak było i tym razem. Sięgając po nową powieść Agnieszki Łaski wiedziałam, że jest to fantasy. Ale nie spodziewałam się, że będzie to aż tak dobra książka. I nie spodziewałam się, że autorka okaże się tak młodą osobą. „Zapach wanilii” to powieść nie tylko dla nastolatków, choć sama autorka zalicza się jeszcze do tej grupy. Zachęcam do sięgnięcia po nią każdego, kto choć trochę lubuje się w tym gatunku literackim.