PIĘĆ MINUT RAISY - AGATA KOŁAKOWSKA [PRZEDPREMIEROWO]


Trzynasty maja 1981 rok na świat przychodzi Raisa – bohaterka najnowszej powieści Agaty Kołakowskiej. Siedemdziesiąt lat później zostaje ona uznana przez WHO i Human Recources Institute za najbardziej pechową osobą na świecie. Cóż takiego się wydarzyło w życiu bohaterki, iż uzyskała taki tytuł?

Tytuł: Pięć minut Raisy
Autor:  Agata Kołakowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Premiera: 24.08.2017

Raisę poznajemy w roku 2051. Świat przyszłości  w powieści Agaty Kołakowskiej nie różni się zbytnio od tego współczesnego. Owszem technologia poszła do przodu, ale ludzie i ich zachowania pozostały niezmienne.  Bohaterka podlewa róże w swoim ogrodzie i zastanawia się, jak spędzi dzisiejszy dzień. Nawet nie spodziewa się, jak w ciągu jednej chwili jej spokojne dotąd życie ulegnie zmianie.  

„Nie zawsze możemy wybierać sytuacje, w jakich stawia nas życie.”

Do domu Raisy zaczynają przybywać dziennikarze. Z Raisą dogaduje się jako pierwsza Magda Sajewicz ze stacji telewizyjnej NTV.  Prezenterka i operator przeprowadzają wywiad nie tylko z samą bohaterką ale również z osobami z jej otoczenia. Raisa budzi sympatię ekipy telewizyjnej. A wyemitowany materiał przedstawia spokojną staruszkę, którą w życiu spotkało nadzwyczajnie wiele nieszczęść. Przeżyła porażenie piorunem, katastrofę  promu, atak szaleńca mordercy, katastrofę kolejową i wiele innych mniejszych nieszczęść. Ze wszystkich jednak wyszła obronną ręką. To właśnie te sytuacje, których nie możemy sobie wybrać.

„Nie czuła się dobrze z kłamstwem, ale musiała ponieść konsekwencje decyzji sprzed lat i dźwigać swój krzyż w pojedynkę.”

Bohaterka w młodości popełniła wielki błąd – oddała swoją córkę do domu dziecka. O tym wydarzeniu wiedziała jedynie jej najlepsza przyjaciółka Edyta. Raisa przez całe późniejsze życie ukrywała przed rodziną ten fakt. Gdy Magda Sajewicz zaczęła przyglądać się przeszłości Raisy, ta obawiała się, że prawda wyjdzie na jaw.

„A w życiu najważniejsze jest życie. Dobrze, gdy przechodzimy przez nie w zgodzie ze samym sobą, z tym, co aktualnie czujemy. Nawet jeśli nie będzie idealne i nie ze wszystkich decyzji będziemy dumni, to będzie ono nasze.”

Raisa pomimo decyzji porzucenia dziecka w późniejszym życiu starała się dostrzegać drobne radości. Była wdzięczna za to co przyniósł jej los, pomimo trudnych chwil. Potrafiła docenić zarówno bliskość rodziny oraz przyjaźń Edyty.

W książce tej Agata Kołakowska porusza również temat polityki. Czytając powieść miałam wrażenie, że polityka przyszłości ma tak wiele wspólnego z obecną polityką naszego rządu. Pozostawię to jednak bez zbędnego komentarza.

Po książkę Agaty Kołakowskiej sięgałam z pewną rezerwą. Przeczytałam jej wszystkie książki. Jedne zachwycały, inne mniej. Dlatego też nie do końca wiedziałam, czego się mogę spodziewać. Ale już od pierwszych stron wiedziałam, że to był dobry wybór. 

Akcja powieści dzieje się nielinearnie. Na zmianę przewijają się zdarzenia z teraźniejszości i przeszłości.  A sama bohaterka jest tak realistyczna, że mogła by żyć tuż obok. Autorka stworzyła postać tak autentyczną z codziennymi problemami, bez zbędnego wybielania. Podobnie z postaciami drugoplanowymi. Pokazane są tutaj różne zachowania zazdrość, plotkarstwo, konflikty rodzinne a także natarczywość mediów.   

Podsumowując powieść przytoczę jeszcze jeden cytat oddający ideę powieści:

„Bo każdy z nas ma swoje pięć minut. Dokładnie tyle trwa nasze życie. Jest jak mgnienie, ulotna chwila, której nie sposób przechwycić ani zatrzymać. Choć bywa trudne, czasem nawet kuriozalne, ale… Jest tak poruszająco piękne!”

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu



SIOSTRZYCZKI - MICHAEL PALMER





Thriller medyczny – jeden z moich ulubionych gatunków.  Kiedy w ręce wpadła mi książka mi książka Michaela Palmera „Siostrzyczki” byłam bardzo zadowolona. Czy po przeczytaniu powieści nadal pozostał ten stan?

Tytuł: Siostrzyczki
Autor:  Michael Palmer
Wydawnictwo: Replika

David Shelton pracuje jako chirurg w bostońskim szpitalu. Kilka lat wcześniej doświadczył tragedii, w której zginęła jego żona i córka. Z trudem się podźwignął i wraca do życia. Wiedzie spokojne życie. Przynajmniej do czasu, kiedy umiera jego pacjentka. Sekcja zwłok wykazuje przedawkowanie morfiny. Głównym podejrzanym staje się dr Shelton. 

Ale to dopiero początek koszmaru. W szpitalu umierają kolejne osoby. Niektóre na stole operacyjnym, a niektóre wracające do zdrowia. Coś niedobrego dzieje się w placówce. Dr Shelton postanawia rozwiązać zagadkę. Odkrywa, że na terenie Stanów działa Stowarzyszenie Sióstr Życia, które potajemnie uśmierca osoby przewlekle i śmiertelnie chore, aby uniknęły cierpienia. Ale w placówce giną również osoby, których życie nie jest zagrożone. Czy David Shelton dowie się dlaczego?

Michael Palmer jest uznawany za mistrza thrillerów medycznych. Nie bez przyczyny wymieniany jest tuż obok Robina Cooka. Sam autor z zawodu jest lekarzem, a więc opisy sprzętu medycznego, zabiegów, operacji czy innych zabiegów medycznych są bardzo realistyczne i naturalistyczne. 

"Każde równanie zawierające czynnik ludzki jest nierozwiązywalne."

Czy człowiek może podejmować decyzję o życiu drugiego człowieka? To pytanie stawiane jest już od wieków. Bo czy zakończenie życia osoby cierpiącej jest aktem miłosierdzia czy zwykłym zabójstwem z premedytacją? Autor porusza w powieści bardzo ważny temat – eutanazji.  Przedstawia w swojej powieści różne poglądy na jej temat. 

„Nie ma nic złego w odnoszeniu korzyści z robienia tego, w co się wierzy. Dobro, które czynisz, nie zmniejsza się, jeśli odniesiesz z niego korzyść.”

Czy czerpanie korzyści w imię tego, w co się wierzy jest słuszne? W powieści ukazane są również „siostrzyczki”, które czerpią korzyści materialne  z „usypiania” niektórych pacjentów. I nie widzą w tym nic złego.  Czy to tak naprawdę do nich należy decyzja o tym, kiedy ma nadejść kres życia? Czy to zwykła zabawa w Boga?

„Siostrzyczki” to całkiem niezła lektura. Czyta się lekko, szybko i chciałoby się rzec przyjemnie – gdyby nie tematyka powieści. Jak na klasykę gatunku pojawia się tu wszystko co potrzebne: zabójstwo, pościgi, kryminalne śledztwo i oczywiście – kobiety. Pokazana zostaje cienka granica pomiędzy miłosierdziem a wyrachowaniem, między zdrowym rozsądkiem a wiarą we własne przekonania.  Warto również zwrócić uwagę na to, że nie zawsze bezgranicznie można ufać tym, kim powinniśmy ufać – lekarzom czy pielęgniarkom. Bo może się okazać, że pierwsza pomoc, po jaką przyszliśmy, jest właściwie ostatnią.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

Huntley Fitzpatrick - Gra miłości


Moje życie obok było moim pierwszym spotkaniem z piórem Huntley Fitzpatrick. Lekturę tamtej powieści wspominam nadzwyczaj dobrze, dlatego z radością zabrałam się za kolejną część. Od razu na wstępie ostrzegam oba tomy można czytać rozłącznie, ale lepiej zacząć od pierwszego jest bowiem odrobinę lepszy, a i więcej wydarzeń z drugiego tomu będzie miało sens.

Tytuł: Gra miłości
Autor: Huntley Fitzpatrick
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Tim Mason jest bardzo zagubionym chłopakiem na progu dorosłości, już teraz boryka się z problemami, które nigdy nie powinny dotknąć osób w jego wieku. Tim prawdopodobnie znajdzie po omacku barek z alkoholem, za kilka lat może potrzebować przeszczepu wątroby lub nie dożyje swojej przyszłości, bo wjedzie samochodem w czyjś dom.

Alice Garrett zmienia chłopaków jak rękawiczki, potrafi być bardzo chłodna i trudna w obyciu. Na głowie ma mnóstwo obowiązków. Studia, rodzinę, finanse rodziny, w domu Garrett'ów nigdy nie jest lekko. Alice ma jednak zasady - nie zamierza umawiać się z przyjaciółmi młodszych braci, szczególnie z tymi posiadającymi spory ciężar z przeszłości. Ma wystarczająco własnych problemów.

Tim powoli staje na nogi - nie pije, rzucił seks z anonimowymi dziewczynami, ale został wyrzucony ze szkoły i z domu rodzinnego. Dzięki Jase'owi zajmuje mieszkanie nad garażem, które zwolnił jego starszy brat, mieszkanie którego pragnęła Alice. Alice i Tim nie są dla siebie mądrym wyborem. Co się wydarzy kiedy tak dwójka da sobie szansę?



Powieść została napisana w narracji pierwszoosobowej, a narratorów mamy dwóch: Alice i Tim, dzięki temu jesteśmy w stanie dobrze poznać głównych bohaterów, ich myśli, powody, dla których postępują tak, a nie inaczej oraz ich środowisko. 

Huntley Fitzpatrick posługuje się językiem lekkim, przyjemnym i... zabawnym. Dialogi pomiędzy bohaterami niejednokrotnie wywołają uśmiech na twarzy bardzo wielu czytelników. Nie znajdziemy tutaj rozbudowanych opisów krajobrazów, za to całkiem zabawne porównania do filmów.

Może jesteśmy trochę poobijani, ale na pewno nie zostaliśmy zniszczeni.

Tima poznaliśmy już w pierwszym tomie, był bratem przyjaciółki Sam. Trudno było go nie zauważyć. Był charyzmatyczny, zabawny i brał od życia to co chciał. Problem w tym, że był wiecznie upalony i pijany. Alice również poznaliśmy w pierwszym tomie jednak wtedy trudno było pałać do niej nadmierną sympatią. Tim i Alice zdecydowanie w drugim tomie bardzo wiele zyskują.

Autorka w powieści porusza wiele trudnych problemów. Ponownie wraca do problemu narkotyków, bardzo mocno wkracza w problem alkoholizmu, odrzucenia przez rodzinę, czy ponoszenia konsekwencji naszych nieprzemyślanych wyborów.

Ponieważ kiedy czegoś chcemy, chcemy tego od razu. Chce nam się pić, potrzebujemy napoju, to go sobie bierzemy. Szukanie czystej szklanki, umycie brudnej i całe to zamieszanie... nie, dzięki Liczą się sprawy podstawowe. Chcemy tego, czego chcemy natychmiast...

To co lubię w powieściach Fitzpatrick to, to że nigdy nie skupia się na jednym wątku czy motywie. Miłość jest tutaj ważna, to w końcu NA, a mimo wszystko nie gra pierwszych skrzypiec. Alice i Tim to główni bohaterowie, a mimo wszystko inni są równie wyraźni i ciekawi, chociaż w pierwszym tomie faktycznie otoczenie głównych bohaterów było mocniej zarysowane niż tutaj.

Chyba jedynym błędem autorki albo raczej niedociągnięciem tej powieści jest spłycenie relacji Tima z jego siostrą oraz jego problemu alkoholizmu. Zostały one zarysowane z dużą wprawą, ale autorka nie poświęciła im należytej uwagi. Można było z tego więcej wyciągnąć.



Gra o miłość autorstwa Huntley Fitzpatrick to powieść ciekawa, realistyczna i świetnie wpisująca się w gatunek NA. Pióro Fitzapatrick ma w sobie niezwykłą lekkość. Myślę, że bardzo wiele osób będzie usatysfakcjonowanych lekturą, szczególnie jeśli przypadł Wam do gustu tom pierwszy.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

7 złotych pytań do PRZEMYSŁAWA GARCZYŃSKIEGO


JAK POPEŁNIĆ KRYMINAŁ IDEALNY?
na podstawie 7 złotych pytań kryminalistyki



PYTANIE PIERWSZE
Quis? Co?
Kryminał od razu kojarzy się ze zbrodnią, inaczej się nie da, jednak skąd taką zbrodnię wytrzasnąć? Z kodeksu karnego? Z gazety? A może po prostu ją wymyśli?

Patrząc na modus operandi innych autorów odnoszę wrażenie, że… skądkolwiek. Osobiście przy jednej ze zbrodni posłużyłem się po prostu wyobraźnią, na drugą zaś nakierował mnie pewien film dokumentalny, oglądany na smartfonie podczas zmywania. Widać nie zna się dnia ani godziny, kiedy w głowie zasieje się takie czy inne ziarenko danej fabuły…



PYTANIE DRUGIE
Ubi? Gdzie?
Czy do pisania kryminałów potrzeba specjalnego miejsca? Czy można je pisać wszędzie? W kawiarni? W pracy? W domu?

Pewnie znów nie powiem nic odkrywczego, ale… gdziekolwiek. Zdarza się i podczas rodzinnego spaceru przypadkiem dostrzec scenę lub podsłuchać fragment rozmowy, które aż proszą się o miejsce na łąkach powieści. Wydaje mnie się, że im większa różnorodność miejsc, w których powstaje książka, tym lepiej dla efektu końcowego, stanowiącego takie literacko-społeczne multikulti. Choć muszę przyznać, że cenię sobie ciszę i spokój, przez co pisałem także wczesnymi rankami (4-5 rano) lub w środku nocy. W życiu natomiast nie wybrałbym się w tym celu do głośnej, zatłoczonej kawiarni – niewiele byłbym tam w stanie napisać.


PYTANIE TRZECIE
Quando? Kiedy?
Jaka jest najlepsza pora roku do pisania? Radosna wiosna? Upalne lato? Melancholijna jesień? Czy mrożący krew w żyłach grudzień?

Idealna pora to taka, kiedy można się wyciszyć, zresetować, założyć klapki na oczy i popłynąć. Pora roku jakoś nie miała dla mnie znaczenia, a okres pisania powieści rozciągnął mi się na wszystkie cztery 😉


PYTANIE CZWARTE
Quomodo? W jaki sposób?
W jaki sposób napisać kryminał? Jakiego narzędzia użyć? Długopis? Ołówek? Komputer? Maszyna do pisania?

Ha! W moim przypadku nie pojawił się żaden z wymienionych! Jak już wspomniałem, część notatek czyniłem na smartfonie, natomiast cała fabuła „Kelnera” powstała w formie powieści tylko i wyłącznie na tablecie. Przyznaję jednak, że wymaga to sporo determinacji 😉 i dużych pokładów cierpliwości…


PYTANIE PIĄTE
Cur? Dlaczego?
O to pytanie, które warto sobie zadać. Po co w ogóle pisać kryminały? Czy to fascynujące zajęcie? Czy po prostu forma psychoterapii - lepiej zabijać fikcyjnie niż realnie?

Mam nadzieję, że w moim przypadku to nie była psychoterapia (śmiech). Każdy z czytelników, Ty, ja – wszyscy mamy pewne ulubione gatunki, wśród których wybieramy interesujące nas lektury. Osobiście słabo u mnie wyglądają relacje z fantastyką, natomiast z kryminałami zakumplowałem się na dobre parę lat temu. Kiedy od pomysłu pt. „napisz powieść” zacząłem przechodzić do fazy realizacji, nie było sensu się zastanawiać, jaki gatunek wybrać – ten, w którym „czuję się” najlepiej.


PYTANIE SZÓSTE
Quibus auxilis? Czym?
Jakimi środkami dysponuje autor? Czy ma rzesze konsultantów? Czyta literaturę naukową, inne kryminały? A może siedzi godzinami w internecie, szukając rozwiązania na forach internetowych?

Autor czerpie zewsząd, nawet nieświadomie. Jednego razu zaintrygowało mnie graffiti umieszczone na mijanej przeze mnie trasie, innym razem fragment filmu. „Twardą” wiedzę jednak czerpałem zarówno z innych, przeczytanych przeze mnie powieści, w których takie czy inne rozwiązania do mnie – jako czytelnika – przemawiały (lub i nie). Ponadto mam to szczęście, że mogłem zasięgnąć opinii osób pracujących na co dzień w policji, zaś o zawiłości dotyczące innej, tworzącej się jeszcze fabuły, bardzo intensywnie dopytywałem podczas cyklicznych wizyt u lekarza 😉


PYTANIE SIÓDME
Quid? Kto?
Kto był w stanie popełnić kryminał idealny? Czy znany jest taki autor?

Rety! Trudne pytanie… Przekornie odpowiem, że być może istnieje taki, ale z pewnością go nie znamy – w końcu zbrodnia doskonała to taka niewykryta, zatem idealny kryminał albo przeszedł wokół nas bez echa, albo… nadal czeka na odkrycie, podobnie jak jego twórczyni lub twórca.

Victor Gorsky - Kameleon. Kulisy pracy w CBŚ [PRZEDPREMIEROWO]



Wszyscy oni mają swoje rodziny, mają kochanków, żony, mężów, dzieci, koty i psy, dla których żyją, ale na robocie zapominają o tym, wtedy stają się twoimi oczami, uszami, plecami. Wiesz, że możesz iść i robić swoje, bo gdzieś tam jest ktoś, kto zrobi wszystko, żeby cię ochronić i żebyś bezpiecznie wrócił do domu. Szacun dla was zetbezety.

Książka Kameleon. Kulisy pracy w CBŚ przyciągnęła mnie do siebie od razu, nie tyle okładką co tytułem i treścią. Byłam przekonana co do tego, że książka będzie ciekawa, a może także posłużyć jako research do powieści kryminalnej. Nie pomyliłam się. 

Autor książki - emerytowany oficer Victor Gorsky jest absolwentem Wyższej Szkoły Policji w Szczytnie. Ma ponaddwudziestoletni staż w służbie kryminalnej, zajmuje się zwalczaniem patologii społecznych, prostytucji, narkomanii i poszukiwaniem osób. Od siedemnastu lat jest oficerem Centralnego Biura Śledczego. Odznaczono go m.in. brązowym Krzyżem Zasługi oraz medalem Zasłużony Policjant. Victor Gorsky napisał tę książkę niedługo po przejściu na emeryturę. Miała to być dla niego forma terapii po zakończeniu pracy w świecie, o którym wolałby zapomnieć...





Tytuł: Kameleon. Kulisy pracy w CBŚ
Autor: Victor Gorsky
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 17 sierpnia 2017 r.





Marek Nowacki policjant i agent, mąż i ojciec w jednej osobie od roku nie został przydzielony do żadnej sprawy, aż nagle w jego życiu zaczyna ponownie dziać się naprawdę wiele. Zostaje skierowany do rozpracowywania siatki handlarzy narkotyków na południu Polski, kiedy tylko kończy robotę powoli zaczyna następną, tym razem inną, bo dotyczącą przestępstw w tzw. "białych kołnierzykach". Tak więc z Marka Nowackiego policjanta i agenta, męża i ojca zmienia się najpierw w faceta przy kasie, z dobrą furą, który potrzebuje ogromnej ilości narkotyków, a później w biznesmena w drogim garniturze, który potrzebuje kogoś kto pomoże mu oszukiwać państwo na fakturach. 

Myślicie, że to proste? Mylicie się. CBŚ, Centralne Biuro Śledcze Policji, polskie FBI to nie miejsce dla słabych i leniwych. Tutaj trzeba pracować ciężko za marne pieniądze w niesprzyjających okolicznościach. Przykrywkowcem jesteś w czasie zadania, w miejscu do którego cię wysyłają, ale oprócz tego masz swoją rodzinę, którą musisz zostawić na jakiś czas, ale także pracę, która przecież sama się nie zrobi. Nic nie jest takie jakie powinno być, chciałoby się rzec.

Kochajcie dyrektorów, tak szybko odchodzą.

To pozycja, która burzy cały obraz polskiego CBŚ. Szczerze mówiąc nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak dokładnie wygląda praca tam. Wydawało mi się, że jest trochę lepiej niż w innych wydziałach policji, w końcu w CBŚ pracują najlepsi. Zdawałam sobie sprawę z tego, że praca polskich przykrywkowców jest trudna i na pewno odbija się na życiu prywatnym, ale że także na zawodowym? I że tak naprawdę jest bezpłatna? O tym nie miałam pojęcia.

Czy wiecie, że praca agenta nie jest jednocześnie pracą policjanta? Nie rozumiecie o co mi chodzi? Policjant pracujący w CBŚ ma swoją robotę, którą musi wykonać, żeby statystyki się zgadzały i żeby zarobił. Pracę agenta wykonuje dlatego, że chce, za darmo, poświęcając na to mnóstwo czasu kosztem swojego życia prywatnego i kosztem życia zawodowego, bo przecież nikt nie zrobi pracy za niego.

Stworzony przez autora Marek Nowacki ma rodzinę - żonę i dwójkę synów. Jego relacje z nimi nie są proste, gdyż więcej go w domu nie ma niż jest. W pracy również nie jest lekko. Praca agenta wymaga czasu i wielu wyjazdów, szef nie patrzy na niego przychylnym okiem w dodatku cały czas próbuje skłócić go z zespołem, z którym pracuje, gdy jest na miejscu. To wszystko sprawia, że Marek się sypie. Jednego dnia jest ojcem, drugiego policjantem, trzeciego udaje dilera, a czwartego przestępcę w białym kołnierzyku. To nie jest dla niego dobre, a mimo wszystko to robi. Dlaczego?

Tak jak już wspomniałam to bardzo dobra pozycja, w której realizm gra pierwsze skrzypce. Victor Gorsky pokazuje nam życie policjanta i agenta Marka Nowackiego, jego pracę, jego życie prywatne, jego życie jako agenta. W książce wbrew pozorom nie brakuje emocji, gdyż została napisana w pierwszoosobowej narracji, a życie Marka naprawdę nie jest proste. Oczywiście miejscami były lekko przydługie fragmenty, a sama powieść mogłaby zostać podzielona na większą liczbę rozdziałów, ale to tylko drobiazgi. Czytelnik będzie usatysfakcjonowany lekturą.


...normalność i policja są sobie tak przeciwstawne jak ogień i woda.

Kameleon. Kuulisy pracy w CBŚ Victora Gorsky'ego to bardzo dobra pozycja, dla wszystkich zainteresowanych tematem pracy w polskim CBŚ. Pozycja jest prosta do przyswojenia, ciekawa i niejednokrotnie naprawdę szokuje. Wydaje nam się w końcu, że w polskiej policji nie jest tak źle, prawda? Szczególnie w Centralnym Biurze Śledczym w końcu gdzie jak nie tam powinno być dobrze, prawda? Szczerze polecam zapoznanie się z tą pozycją.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu

PRZEBUDZENIE LUKRECJI - LAURA ADORI



Lukrecja – słodkie zioło stosowane w cukiernictwie czy medycynie. Ponad pięćdziesiąt razy słodsze od cukru. Czy główna bohaterka powieści Laury Adori ma równie słodkie życie? A co przyniesie blog pod zagadkowym tytułem: „ Apetyt na jedzenie, apetyt na seks, apetyt na życie”?
Tytuł: Przebudzenie Lukrecji
Autor:  Laura Adori
Wydawnictwo: Lira

 Lukrecja pół-Włoszka pół-Polka od wielu już lat mieszka i pracuje w Mediolanie. W pozornie uporządkowanym życiu zostaje zasiane  ziarno wątpliwości. Zwykła przepowiednia wróżki powoduje rewolucję w życiu bohaterki. Pod wpływem chwili rzuca pracę w korporacji, pakuje jedną walizkę i wraca do Warszawy.
 
Lukrecja prawie czterdziestoletnia singielka bez zobowiązań, która marzy o domu, rodzinie i przygotowywaniu wykwintnych posiłków dla mężczyzny życia. Posiadaczka denerwującej matki, która wiecznie udziela rad oraz dwóch przyjaciółek od „pierwszego wejrzenia”.

„Kto wie, czy poczucie bezsensu nie bierze się z tego, że zamiast otworzyć się na całą lawinę uczuć, na euforię i strach, podniecenie i niepewność, blokujemy wszystko co nieprzyjemne. Dajemy się zamrozić, żeby przetrwać w mechanice powtarzających się dni. Wypierając lęk, dusimy radość. Obojętniejmy. Będzie co ma być. Niech wszystko płynie.”

Do takich wniosków dochodzi bohaterka tuż przed wyjazdem z Mediolanu. Zastanawiam się ile prawdy jest w tych słowach? Ilu z nas ucieka przed uczuciami, bojąc się pokazać swoją prawdziwą twarz. Lukrecja postanawia to zmienić. Ze znanego świata wyrusza w zasadzie obcą dla niej rzeczywistość. Następuje zderzenie wspomnień z rzeczywistością. Na szczęście bilans ten wychodzi na plus. I właśnie tu w tej Warszawie Lukrecja przeżywa swoje fascynacje i porażki.

Może rzeczywiście wspólne wąchanie, odczuwanie w tej samej chwili tego samego smaku, przenosi ludzi również w przyjaźni, podobnie jak w miłości, na wyższą częstotliwość wspólnych drgań.”

Lukrecja posiada dwie przyjaciółki. Wszystkie trzy chcą znaleźć miłość życia. Claudynka, wydawałoby się żyje w szczęśliwym związku z boskim Giovanim. Wera zakochuje się w ekscentrycznym Julianie, a Lukrecja w dopiero co poznanym Cezarym. Perypetie związków oraz siły przyjaźni Laura Adori pokazuje w zabawny sposób. 

„Wszystko, co jest potrzebne do odniesienia sukcesu jest we mnie.”

Do takiego wniosku dochodzi Lukrecja. Wciąż bez stałego zajęcia zakłada blog kulinarny, w którym ukazuje wpływ afrodyzjaków na życie seksualne. Dzięki niemu dostaje różne zlecenia i realizuje swój sukces.  Pięknie ukazane jest to, że każdy z nas może osiągnąć to, o czym marzy. Nie wolno się tylko poddawać.

Laura Adori wykreowała sympatyczną postać. Myślę, że gdybym w swoim życiu spotkała Lukrecję na pewno byśmy się polubiły. Podobnie jak ona eksperymentuję w kuchni, próbując zaskoczyć otoczenie niebanalnym posiłkiem. Wierzę również w spełnienie marzeń i osiągnęłam pewien sukces. 

„Przebudzenie Lukrecji” to książka, która w zabawny i subtelny sposób przekazuje wiele prawd życiowych. Czytałam ją jednym tchem. Godny polecenia debiut literacki. Z niecierpliwością czekam na kontynuację „Owoce Lukrecji”.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu