Marcin Mastalerz - Miasto 44


Miasto 44 nie jest filmem [książką] historycznym ani dokumentem o przebiegu Powstania Warszawskiego. Mimo, że rozgrywa się w walczącym mieście, opowiada historię ludzi, a nie oddziałów czy barykad.
Miasto 44 nie chce być głosem w dyskusji o Powstaniu. Nasz film [książka] ma pokazywać emocje, a nie ważyć racje (...)
Miasto 44 to opowieść o młodych ludziach z krwi i kości. Niektórzy z nich zachowali się pięknie, inni załamali się i stchórzyli. (...)
Miasto 44  nie jest filmem [książką] o polityce. Jest filmem o miłości, młodości i walce.

Miasto 44 powieść Marcin Mastalerz na podstawie scenariuszu filmu Miasto 44 Jana Komasy


 (...)Scenariusz trafnie oddaje atmosferę tamtych dni i nie odbiega od prawdy historycznej. Wierzymy, że film Miasto 44 - młodego twórcy Jana Komasy - trafi nie tylko do świadków tych wydarzeń, ale przede wszystkim do młodego pokolenia Polaków, będących w wieku, w jakim my byliśmy wtedy.gen. bryg. Zbigniew Ścibor-RylskiPrezes Związku Powstańców Warszawskich

Zacznę od minusów, dlaczego? Abyście do końca tej recenzji o nich zapomnieli, a w pamięci niech zostaną Wam plusy, w przypadku tej książki znacznie ważniejsze.
1. Pisarz ma naprawdę spore trudności z przechodzeniem od jednej sceny do drugiej. W przypadku filmu nie ma to większego znaczenia jednak w książce taka "płynność" jest wręcz pożądana. 
2. Podczas czytania dwóch pierwszych rozdziałów widać tylko jedno "To książka na podstawie scenariusza filmowego, mająca zachęcić nas do pójścia do kina". Mastalerz pisze topornie i nudnie, nie wciąga, zniechęca. Później wraz z rozwojem akcji to się zmienia, opisy scen grozy są znacznie lepsze, ale to dopiero później.
3. Znalazłam kilka błędów. Ja naprawdę wszystko rozumiem i zazwyczaj na małe błędy czy jakieś "zjedzone" literki nie zwracam uwagi, ale biorąc do ręki książkę wydawnictwa PWN pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego, która opowiada o tak ważnych wydarzeniach, gdzie każda kartka przesiąknięta jest patriotyzmem, mam ochotę zakrzyknąć, serio?!
4. Nigdy nie mam nic przeciwko reklamom, ale w przypadku takiej pozycji reklama portali "rozpisani.pl", reklamy innych książek, raczej mnie irytowały.
5. Nie widziałam jeszcze filmu, jutro wchodzi do kin, jednak czytając książkę i oglądając zdjęcia, mam wrażenie, że będzie znacznie lepszy od niej.


Scenariusz młodego - i już cenionego - reżyseria Janka Komasy uważam za jeszcze bardziej "zakorzeniony" nie tylko w historii, ale także w prawdzie. Uważam go bowiem za jeszcze bliższy owej prawdy najważniejsze : psychologicznej, ideowej i motywacyjnej.dr hab. Andrzej Krzysztof Kunert

Przejdźmy do rzeczy ważnych ...


Celowanie. Strzał. Uskok. Celowanie. Strzał. Uskok. Zmiana magazynka. Celowanie. Strzał. Uskok. Celowanie. Strzał. Uskok. Celowanie. Strzał.Hipnotyczny rytm tańca śmierci.

Miasto 44 to głównie historia Stefana, ale nie tylko...to historia jego przyjaciół...to historia dzieci...to tragiczna historia ludzi, którzy są za młodzi aby umierać i za młodzi, aby żyć bez nadziei...
Stefan nie ma jeszcze dwudziestki, ale już został głową rodziny. To on zarabia na chleb, to on opiekuje się matką i swoim młodszym bratem. Na razie nie jest tak źle, co prawda musieli zamieszkać na Woli, w mieszkaniu nie przystosowanym do ich standardów, a on codziennie rano wychodził do pracy, do fabryki Wedla, ale przecież dobre i to. Na co tu narzekać? Mieli dach nad głową, on miał stałą pracę, a więc i Arbeitskarten i Kennkarte, nie musiał się więc martwić o to, że go wywiozą, a wojna miała się w końcu skończyć...
Wszystko jednak zmienia się tego dnia, gdy jego przyjaciółka Kamila daje mu pistolet, dobry bo polski "Vis", a on ma go dostarczyć, gdzie indziej. On nie lubi konspiracji, uważa, że to banda dzieciaków, ale ta broń wiele go kosztuje, traci pracę, stabilizację i nadzieję. Jednak dzięki pomocy sprawczyni zamieszania zyskuje coś zupełnie innego, nie mam namyśli nowej pracy, zyskuje idee, przyłącza się do konspiracji, w końcu jego ojciec był oficerem, a on nie chce już Niemców w jego Warszawie...


Z audycji powstańczego radia:„Istotnie jest prawdą, że Niemcy już nigdy nie zdobędą Warszawy. Warszawa już nie istnieje”.

Zacznę od rzeczy bardzo mało istotnej. PWN "odwaliło" kawał dobrej roboty. Sposób wydania książki jest dziełem sztuki. Okładka jest "cudowna", to miała być opowieść o życiu młodych powstańców, o miłości i moim zdaniem ta właśnie okładka cudownie to oddaje. 
W tym wydaniu nic nie jest przypadkowe. Książka zawiera mnóstwo zdjęć z filmu jednak każde z nich ma swoje miejsce i ilustruje konkretnego wydarzenie, potęgując tylko to co czujemy czytając.
Do książki została również dołączona płyta, zawierająca materiały "Making-off". 
Myślę, że jednym z głównych celów tej książki jest zareklamowanie filmu i to się udało. Nie da się go nie obejrzeć, po tym co się przeczytało.


Jak to się właściwie stało, że był tu teraz z tą grupą roześmianych chłopaków i dziewczyn, a przed chwilą deklamował rotę przysięgi nafaszerowaną wzniosłymi słowami w rodzaju „ojczyzna”, „niezłomnie”, „wyzwolenie z niewoli”, „honor”, „ofiara życia”. Naprawdę tego chcę? Strzelać do innych ludzi dlatego, że są Niemcami albo zdrajcami? No i kto to właściwie jest – „zdrajca”?

Stefan nienawidził tych, którzy "bawili się" w konspirację, ale nie wiele było trzeba aby i on do nich dołączył.  Nie bał się, odwagi mu nie brakowało, ale szybko zrozumiał, że to przecież nie jest zabawa, a ludzie naprawdę umierają, umierali jego przyjaciele, na jego oczach, na jego oczach rozstrzelali jego matkę i jego brata, a przecież oni mieli być bezpieczni na Woli! To byli cywile! Koszmar tych wydarzeń zrozumiał nie tylko on, ale i jego przyjaciele, każdego z nich to zmieniło. Jedni Ci "odważni" zostali zdrajcami albo zaraz zginęli, drudzy Ci "strachliwi" zmężnieli i wykazali więcej hartu ducha niż ktokolwiek mógł przypuszczać.



Wyobrażał sobie te ich żałosne przydomki – pewnie każdy Kowalski to „Kowal”, Malinowski - „Malina”, a Lewandowski - „Lewy”. No i, rzecz jasna, nie może zabraknąć Kmiciców, Skrzetuskich, Longinusów oraz Bohunów. Ciekawe, ilu gówniarzy w tym siedzi, bo jeśli dużo, to muszą się numerować – Kmicic Pierwszy, Kmicic Drugi i tak dalej.



Ludzie nawet w obliczu takiego koszmaru potrzebują jakiejś normalności, np. miłości. A jej mamy tutaj wiele, chociaż zdaje się, że zeszła ona na boczny tor, że jest niewidzialna, to ona tam jest i przesiąknięta jest nią każda strona. Nawet w trakcie najgorszych dni zmęczony ksiądz jest wstanie udzielić ślubu, tutaj w takich polowych warunkach, bo to miłość jest najważniejsza. 



Wojna to sprawa geometrii i materiałoznawstwa. Szczególnie wojna w mieście. Żeby przeżyć, trzeba umieć błyskawicznie ocenić, pod jakim kątem i skąd może nadlecieć wystrzelony przez wroga pocisk. A potem w ułamku sekundy przeanalizować, jak to się ma do warunków oferowanych przez miejsce, w którym się akurat jest, i gdzie w związku z tym można się skryć.


Nasi powstańcy w przeważającej ilości były niedoświadczonymi dzieciakami, mieli skończone szesnaście, czasem osiemnaście lat, a Ci którzy mieli jakieś dwadzieścia pięć byli już dowódcami. To nie był dobrowolny pobór, a żaden z nich nie mógł podjąć świadomej decyzji. Dla nich to miała być prosta gra, dwa-trzy dni, nikt nie sądził, że będzie to trwało kilka tygodni, nikt. 


Co za bzdury. Znać sznyt warszawskiej polonistyki. Banda Mickiewiczów niedorobionych, jeden w drugiego. Żałośni aspiranci do skamandryckiego stolika w Ziemiańskiej. Pogrobowce księdza Baki - ranny, panny, jaka, buziaka. Dupa trupa. Sranie w banie. Raz jeden bard wypuścił piard.



Dlatego tak wstrząsająca jest również ich przemiana w prawdziwych żołnierzy. Rozdział "Czerniaków 13-23 września 1944 roku" jest ostatni i w nim nie ma już niedoświadczonych dzieciaków, które poznaliśmy wcześniej, to dorośli, co więcej to prawdziwi żołnierze, którzy widzieli już wszystko i nawet jeśli przeżyją, będą pamiętać.



- No to co mamy robić? (...)- Kochany zawsze możesz pójść i rzucić we wroga widelcem, proszę bardzo (...)- O, bardzo przepraszam. Protestuję! (...) Zastawa po rodzicach jest. Mam lepszy pomysł, pokażmy im obrazy Witkacego, może się przestraszą.


Najważniejsza, czy w filmie, czy w książce jest historia, ponieważ to o czym czytamy/oglądamy wydarzyło się naprawdę, a niektórzy uczestnicy tych wydarzeń nadal są z nami, chociaż jest ich już co raz mniej. Nie ważne czy uważamy, że powstanie wybuchło słusznie, czy niesłusznie, nie nam to oceniać, to nie my tam byliśmy, to nie my umieraliśmy ze strachu, to nie my umieraliśmy z głodu. Nie możemy im pomóc zapomnieć, bo o tym nie da się zapomnieć i dlatego im wszystkim jesteśmy winni PAMIĘĆ.



Nie wystawię oceny tej książce.







Previous
Next Post »
7 Komentar
avatar

Ja po oglądnięcia zwiastuna wiedziałam, że na pewno nie obejrzę. Film wydawał mi się zbyt hollywoodzki. Ta scena, kiedy się całują, a wokół nich śmigają kule. Przesada.
Teraz wiem, że po książkę również nie sięgnę.

Balas
avatar

Jeśli chodzi o trailer, wydaje mi się, że nawalili zbyt wiele patosu i nieprawdopodobieństwa, które zwyczajnie nie pasują przy takiej tematyce. Lekko urągają nawet. W książce przede wszystkim zastanawia mnie ta wada - brak płynności między scenami, dla mnie to znaczące, bo czyta się milej. Ale i tak bardzo chcę sięgnąć po ksiązkę i film na pewno też obejrzę, bez dwóch zdań :)

Balas
avatar

Cóż, nie mam dylematu, bo samo słowo "historyczna" mnie odrzuca; w historii interesuje mnie tylko temat II wojny światowej, ale po tę książkę raczej nie sięgnę.

Balas
avatar

Ja się raczej skuszę jedynie na film...

Balas
avatar

Powieściom historycznym nigdy nie mówię nie, ale nad tą się jeszcze trochę zastanowię...

Balas
avatar

Zgadzam się z Twoimi plusami i minusami. Książka będzie dobrym dopełnieniem filmu, ale napewno nie zamiast! Cudowne fotosy filmowe...

Balas
avatar

A ja chciałabym bardzo poznać książkę i film. Trajlera filmu nie miałam okazji jeszcze obejrzeć, ale może to i lepiej, bo nie będę się się niepotrzebnie nastrajać,czy to negatywnie czy pozytywnie.

Balas

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)