Menu

Mary Stanton - Anielscy obrońcy



Książkę "Anielscy obrońcy" bardzo chciałam przeczytać, ale jakoś nigdy nie miałam okazji, chociażby e-book wdzięcznie kurzył się na moim tablecie. Jednak wydanie książkowe otrzymałam, dzięki "Wymianie na A" od Asi z bloga Asikowy Kącik. Jeszcze raz pragnę za nią podziękować, ponieważ jest to naprawdę sympatyczna lektura.

Sąd Boży, czy jeśli wolisz Sąd Ostateczny to bardzo uczciwa instytucja. W dodatku działa podobnie do naszych sądów w Ameryce. Każdy skazany ma bowiem prawo do jednego życzenia, którym jest jeden telefon. 
Do kogo dzwonisz, gdy stoisz przed sądem?
Do prawnika?
A jak sądzisz, co zrobi Twój prawnik jeśli odbierze telefon od Ciebie?
Naprawdę sądzisz, że zajmie się sprawą kogoś kto nie żyje?
Brianna to młoda prawniczka, która odziedziczyła spaloną kancelarię prawniczą, po swoim stryju Franklinie. Jest pełna młodzieńczego zapału i kobiecego uporu. Chce rozpocząć swoją prawniczą ścieżkę bez pomocy ojca i kogokolwiek innego, jednak nic nie idzie zgodnie z jej planem. Nawet nie wie, że jest częścią jednej, większej całości. Każdy jej krok w nowym mieście, w pewien sposób został zaplanowany. Nawet nie pozwolono jej samodzielnie dobrać pracowników do nowej kancelarii!
W dodatku Brianna otrzymuje telefon od biznesmena Skinner'a, który dzwoni do niej kilka godzin po swojej śmierci, żeby broniła go, podczas rozprawy, przed Sądem Ostatecznym ...


Gdy szepczą umarli, znajdą się tacy, co słuchają.

Na początku książka w ogóle mnie nie zainteresowała. Niby już od pierwszych stron działy się niezwykłe rzeczy, ale przypominało to raczej wycieczkę do domu strachu w wesołym miasteczku, gdzie co chwilę wyskakują na ciebie sztuczne duchy. 
Jednak później autorka naprawdę mnie zaskoczyła. Akcja zaczęła przyspieszać, działy się rzeczy co raz bardziej niesamowite i znacznie bardziej interesujące. Naprawdę należy się w tym miejscu spory plus.

Jak dobrze wiecie, osobiście lubię dramaty sądowe pod różnymi postaciami. Jeszcze nigdy nie natrafiłam na fantastyczny dramat sądowy, ale było to naprawdę miłe spotkanie. Również spodobał mi się, bardzo umiejętnie wprowadzony motyw aniołów. Jeśli ktoś, tak jak ja, niegdyś interesował się angelologią, w mniejszym czy większym stopniu, bez problemu odnalazł się w symbolice. A jeśli nie wziął ich za zwykłych bohaterów.

Nie podobała mi się trochę kreacja głównej bohaterki. Brianna z jednej strony jest dziewczyną, która nie do końca sobie radzi. Oddaje się losowi i nie umie wziąć się w garść. Nie wierzy swojej klientce, co dla prawnika jest skazą na honorze. Znajduje psa, zabiera go ze sobą, kto tak robi? Nie potrafi radzić sobie z rodzicami, swoimi pracownikami i najemcą mieszkania, a później od tak radzi sobie z Metatronem, serio? Trochę to było naiwne i niekonsekwentne.

Mimo wszystko polecam czytelnikom trochę w młodszym wieku. Istnieje spora szansa, że ich to zainteresuje. Jednak mogę polecić i starszym jako sympatyczną lekturę na leniwe popołudnie.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

CARPE DIEM

CARPE DIEM
Kliknij w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej na temat fabuły.

ZAJRZYJ TUTAJ

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka