Stieg Larsson - Zamek z piasku, który runął

No i stało się, w końcu dobrnęłam do końca trylogii Millennium, uważanej za jeden z największych światowych bestsellerów, który za pewne rozsławił nazwisko Larsson na wieki. Aż chce się zakrzyknąć za Horacym : 
Exegi monumentum aere perennius  (Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu).
Ale czy słusznie?
Czas na recenzję i ogólne podsumowanie trylogii.

Przyjaźń to chyba najpowszechniejsza forma miłości.


W szpitalu Goeteborgu dawno nie widziano takich obrażeń jakie odnieśli Lisbeth Salander i Aleksander Zalachenko. Nie codziennie bowiem ktoś ma wbitą w twarz siekierę, albo pocisk w mózgu, ale szpitale muszą być gotowe na wszystko. Co więcej lekarz nie wybiera sobie pacjenta, nawet jeśli jest to wbrew jego przekonaniom ma obowiązek leczyć osobę ściganą za potrójne morderstwo, a jedna z jej ofiar leży w sąsiedniej sali.
Lisbeth Salander to zaledwie 150 cm wzrostu i niecałe 50 kg wagi, ale i tak to twarda sztuka. Zagrzebana żywcem za życie, z trzema ranami postrzałowymi była wstanie wbić siekierę w czyjąś czaszkę, ale to już kres jej możliwości. Nie może sama jedna stanąć przed państwem, które zniszczyło jej życie, ta jedna walka ją przerasta, potrzebuje wsparcia ...
Oczywiście bez zgody Lisbeth Salander pomaga jej Mikael Blomkvist. Nasz upierdliwy dziennikach zatrudnia swoją siostrę jako jej adwokata. Co więcej w celu jej ratowania zakłada stowarzyszenie "Rycerzy Szalonego Stołu" i wraz z każdym przychylnym Lisbeth, na siłę stara się jej pomóc. A żeby jego bezczelności stało się zadość grzebie bardzo głęboko w jej życiorysie. Przy okazji tego wszystkiego, jako zawodowiec prowadzi do zdemaskowania "Sekcji", wywołując aferę jakiej Szwecja jeszcze nie widziała.


My jesteśmy tymi, których nie ma. Jesteśmy tymi, którym nikt nie dziękuje. Jesteśmy tymi, którzy muszą podejmować decyzję, z jakimi nikt inny by sobie nie poradził...

Ta część naprawdę mi się podobała i nie zamierzam tego ukrywać. Minusów miała sporo, ale nie zdołały zaważyć na jej mocnych stronach.


Kiedy to wszytko się skończy, założę stowarzyszenie, które zamierzam nazwać Rycerze Szalonego Stołu. Jego celem będzie doroczne organizowanie uroczystej kolacji, na której będziemy się zabawiać opowiadaniem samych najgorszych rzeczy o tobie. (Nie - ty nie jesteś zaproszona).
+ Pan Larsson zrobił mi ogromną niespodziankę. Trzecia część trylogii, oprócz tego, że była kryminałem i thrillrem, była również dramatem sądowym, a jak wiecie osobiście je uwielbiam. Uważam, że proces został bardzo dobrze zaplanowany, co więcej świetnie wpasował się w akcję.
+ Kiedy sięgam po jakąś trylogię, tudzież serię bardzo lubię jeśli poszczególne części są ze sobą ściśle związane. Jeśli biorę do ręki kryminały rozumiem, że każdy tom jest zamkniętą całością. Jednak kiedy mam do czynienia z thrillerem, czy fantasy wolę od początku do końca zaplanowaną historię, która jest konsekwentnie realizowana. Drugi tom serii nawiązywał do pierwszej tylko bohaterami i nikłym wspomnieniem historii rodziny Vagnderów. Trzeci tom natomiast jest idealną kontynuacją drugiego. Rozpoczyna się w miejscu, w którym poprzedni tom się skończył. Za to ogromny plus.
+ Kreacja Lisbeth Salander nadal była konsekwentna. Uwielbiam to. Nieważne czy postać jest idealna, może być nawet troszeczkę nierealna, jeśli autor od początku do końca ma na nią swój pomysł i konsekwentnie go realizuje.
+ W tej części nawet pan Blomkvist nie był aż tak irytujący, jak zazwyczaj. Nawet jeśli sypiał z kim popadnie to jego zaangażowanie w sprawę było naprawdę spore, a nawet wydawało się realne. Autor wspaniałomyślnie dodał mu trochę charakteru, za co mu bardzo dziękuję. 
+ Bardzo podobają mi się niektóre porównania czy stwierdzenia. Niektóre są przepełnione cynizmem i sarkazmem, a niektóre bawią do łez.


Poza tym przecież dosłownie grzebał jej w mózgu. Kogoś, kto grzebał jej w mózgu, należy traktować z szacunkiem, uznała.
- Odkryłam problem pana Larssona - jest nim zbytnie rozdrobnienie. 
Po pierwsze : w książce jest tyle epizodów, że o niektórych zapominamy. Nie wnoszą one praktycznie nic do akcji, ale zajmują pewnie z 200-300 stron, czasem przeszkadzając w skupieniu się nad akcją główną.
Po drugie : zbytnie rozdrobnienie i nagromadzenie informacji. Pan Larsson nie zostawia czytelnikowi żadnej szansy na to aby mógł sobie coś wyobrazić, nie ma żadnych niedopowiedzeń. Co więcej w swojej wnikliwości przedstawia nam bardzo dokładnie nawet bohaterów epizodycznych.
Przykład (niezwiązany z książką, w ramach wyjaśnienia) :
Rozdział I (stron 30)
Standardowy autor : Główny bohater X zostaje przewieziony do szpitala, w którym dyżur ma lekarz Y. Lekarz Y występuje tylko w tym jednym rozdziale. Nie ma nic niezwykłego w tym, że lekarz jest w szpitalu i ma dyżur. Nikogo z nas nie obchodzi kim jest ten lekarz. Autor poświęca mu kilka zdań, co najwyżej wspomni o jego wyglądzie. Lekarz jest dla nas o tyle ważny o ile uczestniczy w akcji, dajmy na to stwierdza konieczność operacji naszego bohatera X i ją wykonuje. Później o nim zapominamy i autor o nim nie wspomina. Powiedzmy, że jego opis, itp zajmie co najwyżej 5 stron.
Pan Larsson : Główny bohater X zostaje przewieziony do szpitala, w którym dyżur ma lekarz Y. Lekarz Y występuje tylko w tym jednym rozdziale. Autor opisuje nam gdzie lekarz studiował, jak wygląda jego sytuacja finansowa, materialna, rodzinna, co lubi robić w życiu prywatnym, no i oczywiście to co standardowy autor ( wspomni o jego wyglądzie. Lekarz jest dla nas o tyle ważny o ile uczestniczy w akcji, dajmy na to stwierdza konieczność operacji naszego bohatera X i ją wykonuje). Później o nim zapominamy i autor o nim nie wspomina.  Pan Larsson opisuje nam epizodycznego bohatera na stron 25.
To wszystko naprawdę utrudnia czytanie.
Po trzecie : Czasem zapominamy czyja to historia. Jeśli standardowy autor prowadzi akcję z punktu widzenia 1-3 bohaterów, to pan Larsson robi to z punktu widzenia co najmniej 10, idzie się pogubić.


Trinity uważał, że podróżowanie samochodem po Europie to koszmar, ponieważ cały kontynent upiera się przy jeżdżeniu złą stroną drogi.



Książka bierze udział w wyzwaniu "Kiedyś przeczytam"





PODSUMOWANIE

Saga Millennium składa się z trzech tomów :
- Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet (640 stron) 
- Dziewczyna, która igrała z ogniem (704 strony)
- Zamek z piasku, który runął (784 strony)
A więc razem jest to 2128 stron (chyba, że zepsuł mi się kalkulator :D). Dla porównania trylogia Sienkiewicza ma łącznie 1928 stron, a to przez nią ciężko jest wielu przebrnąć. Nie mam oczywiście zamiaru porównywać Sienkiewicza do Larssona, po prostu tak mi się objętościowo skojarzyli. 

Na pewno trylogia Larssona to przykład całkiem dobrego kryminału. Z tym, że moim zdaniem nie jest to jakiś "wytwór geniuszu". Język Larssona jest ciężki, wplata mnóstwo fachowej terminologii, mnoży niepotrzebne opisy, itp. Pierwszy tom chociaż ma ciekawszą historię na pewno znacznie odbiega od dwóch pozostałych tomów, które są ze sobą wyraźnie połączone.

Czy warto przeczytać tą trylogię? Polecę ją wszystkim fanom kryminałów i thrillerów. Jeśli przebrniecie przez pierwszy tom, to znajdziecie naprawdę dobrą historię, a jeśli uda Wam się przymknąć oko na kilka minusów zatracicie się w niej bez reszty.

Ogólnie oceniam serię na

Na koniec gorąco dziękuję za wyzwanie "Kiedyś Przeczytam", gdyby nie ono nigdy pewnie nie przeczytałabym tej trylogii.

Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)