Joanna Bator - Ciemno, prawie noc

Wiecie co to za książka?
To ostatni tom Kwiatowej serii pani Michalak.
Pamiętacie może jak zaczarował mnie "Ogród Kamili" i jak znienawidziłam "Zacisze Gosi"? 
Żeby było jeszcze zabawniej. To NIGDY nic nie wygrywam, ani w losowaniach, ani w rozdawajkach, ani w krótkich odpowiedziach. Aż tu nagle wygrałam ją w rozdawajce na blogu pani Michalak.
Jednak los potrafi być przewrotny :D
Jak dostanę książkę i przeczytam, chętnie ją zrecenzuję.
No, ale teraz do właściwego tematu ...



Ebook jak zwykle odnalazłam u koleżanki i postanowiłam go przeczytać. Nie znałam autorki, jedyne co o niej wiedziałam to to, że pisuje w "Gazecie Wyborczej". Książka nie miała jakoś specjalnie zachęcającego opisu, tylko ta okładka. Stwierdziłam, że można spróbować. Autorka otrzymała za nią Nike 2013, a powieść okrzyknięto najlepszą w 2013 roku. I choć raz nie jest to reklama...
Żeby było zabawniej dwa dni po przeczytaniu, otrzymałam książkę w formie papierowej. Tata kupił mi prezent w "Biedronce" :D
Jednak jeśli w jakiejś "Biedronce" jeszcze jest, to radzę lecieć, za nim ją wykupią! No i z tego co pamiętam jest w Empiku, w promocji!



Ona... nie zamierza umrzeć, tylko zaczytać się na śmierć.
Alicja "Pancernik" Tabor jest reporterką i niedobitkiem. Właśnie taka wraca do Wałbrzycha, miasta swojego dzieciństwa. Zamiast hotelu wybiera pusty, poniemiecki dom. Co ją tu sprowadza? W Wałbrzychu zniknęło troje dzieci, a mieszkańcy zachowują się dziwnie. Nie brak tu fałszywych proroków, kurwamin, szubienicznych kotów i kobiet z mięsnego burdelu. Wałbrzych to bowiem naprawdę dziwne miasto. Miejsce, które już dawno upodobały sobie kotojady. Zadaniem Alicji będzie zrobienie reportażu, jednak jej powrót do Wałbrzycha, odkrywa te fragmenty jej pamięci, które niegdyś zdusiła pod skorupą pancernika, żeby zapomnieć o rodzinnej tragedii...niekochanych dzieci...i ludzi pożartych przez kotojady, które są wśród nas.


Czasem skręca się w jakąś stronę tylko dlatego, że trzeba iść do przodu, choć wszystkie drogi wydają się równie beznadziejne.
  Język. Bardzo często traktujemy język jako dodatek do powieści, narzędzie, ale czy słusznie? Zauważamy tylko warsztat pisarza. Język sprawia, że coś czyta nam się miło lub niemiło. To język tworzy wybitne dzieła, albo gnioty. 
Jednak język, w tej powieści, żyje własnym życiem, stanowi tło powieści, a czasem wydaje się  nawet bohaterem. Zauważyłam trzy różne języki, nazwę je po swojemu, ponieważ nie jestem specjalistką.

  • Język powieści - to nic nowego. Pani Bator pisze poprawnie, miło, potrafi stworzyć grozę sytuacji.
  • Język polski potoczny - to język znany każdemu z nas. Język prosty aż do bólu, reprezentowany przez dresów spod blogu, spotykany na wsi, zapamiętany ze słyszenia, bo przecież zawsze jest obecny.
  • Język forów internatowych - coś co aż kuje w oczy. Nie jestem mistrzem pisowni i stylistyki, ale gdy czytam takie wypowiedzi, aż mnie boli gdzieś w środku i nosi żeby wszystko poprawić.
W tej książce język żyje własnym życiem. Dostosowuje się do akcji i każdego bohatera z osobna, przez poszczególne słowa, czy sposób ich wypowiadania.

Nauczona długim doświadczeniem wiem, co robić, gdy opuszcza mnie kolejna osoba, a źle sobie radzę, gdy ktoś chce ze mną zostać albo próbuje mnie zatrzymać.

Alicja "Pancernik" Tabor. W zasadzie najważniejsza jest tutaj Alicja. Autorka wykreowała ją z dużą dbałością o szczegóły. O Alicji wiemy wszystko, ale nie od początku. Stopniowo poznajemy jej świat. Świat samotnego niedobitka, któremu życie pożarły kotojady. Bardzo podobała mi się ta postać. Nie była idealna, była zmienna, ale wydawała się prawdziwa. Mogliśmy ją zaakceptować, a nawet polubić.


Pragnęłam tego mężczyzny, którego poznałam nocą w ogrodzie, takie były kłopotliwe fakty. Nie lubiłam, gdy coś gmatwało moje plany, a byłam już zbyt dojrzała, by się łudzić, że ja i Marcin możemy po prostu, jak ludzie mawiają, spędzić ze sobą parę miłych chwil, czy, co za pomysł, żyć razem długo i szczęśliwie.

Bohaterowie. Autorka wprowadziła do powieści bardzo wielu bohaterów. O niektórych nigdy za wiele się nie dowiemy, niektórzy byli tylko wspomnieniem, a niektórzy opowiedzieli nam swoje historie. Nie będę opisywać konkretnych postaci, ponieważ jest to bezcelowe. Mogę Wam jednak obiecać, że jest ich naprawdę sporo, ale autorka operuje nimi na tyle umiejętnie i z pomysłem, że wcale to nie odstrasza.


Otworzyła we mnie klapkę i wypuściła coś na wolność. Każdy ma taki moment, od którego wszystko się zaczyna. Życie ma sens albo przynajmniej kierunek dopiero wtedy, gdy się ten moment rozpozna i zrozumie. (...) Nie wierzę w przeznaczenie. To , co robi się potem, zależy od nas, od naszej woli, ODWAGI. Gdybym był wtedy silniejszy, nie pozwoliłbym, by ta historia tak się skończyła. (...) Kości zostały rzucone, ale to był dopiero początek.

Rzeczywistość i akcja. Ta książka to szara, polska rzeczywistość. Nic w niej nie jest nieprawdziwe, nawet kotojady. Pokazuje do czego zdolny jest człowiek dla pieniędzy i jak bardzo rodzice mogą okaleczyć dzieci. Natomiast jeśli chodzi o akcję, jest płynna, czasem zwalnia, później pędzi, na pewno nie jest nudno.


W sieci nie zapada noc. Słowa, które kiedyś wsiąkłyby w błoto, tu przybierają kształt trwały jak folia i trwają uwiecznione w martwym blasku. Od dawna zastanawiam się, czy i w jakich okolicznościach to nieopierzone zło słów mogłoby przekształcić się w realną przemoc. Który z internautów ukrytych pod idiotycznymi pseudonimami pierwszy rzuciłby kamieniem? Który z nich zrobiłby to własnymi rękoma, własnym ciałem innemu ciału? W ten sposób ćwiczę się w rozumieniu.
Podsumowanie. Moim zdaniem to bardzo skomplikowana lektura, zawiera wiele metafor, krąży na około, a język bohaterów naprawdę boli. Jednak taki właśnie powinien być, inaczej nie byłoby polskiej rzeczywistości, bo tacy jesteśmy. Polecam ją tym, którzy są gotowi poznać kotojady, stanąć twarzą w twarz ze złem, zmierzyć się z polską rzeczywistością. 

Myślę, że jest to książka dla dorosłych i dla starszej młodzieży. Osobiście polecam.


- Znał pan pani panią Małgorzatę Felis?- zapytałam zbita z tropu fizjonomią gnoma kontratenora i jego nadal niemożliwą do odgadnięcia płcią. Może był hobbitem transwestytą, jakiego nie wymyśliłby Tolkien.- Pan czy pani - prychnął gnom - co to za różnica.- Niewielka - zgodziłam się - ale niektórzy wyolbrzymiają.


Ocena. Dałam jej 10 i myślę, że słusznie. Jednak nie jest to książka dla każdego. Myślę, że znajdą się nawet osoby, które będą wstanie dać jej 2. 



KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIU


Ciemno, prawie noc [Joanna Bator]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE 
Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)