Menu

Colleen Hoover - Losing Hope (przedpremierowo)

***Recenzja Hopeless*** Tytuł oryginału : Losing Hope *** Wydawnictwo : Otwarte  *** Lubimy czytać *** Premiera Polska : 28 stycznia 2015 rok ***Ocena : 9/10

Niezmiernie się cieszę, że wyrobiłam się z przeczytaniem tej pozycji przed polską premierą. Nie ma to jak powieść "przedpremierowa" na sam początek roku, oby tak dalej :D

No dobrze, ale wróćmy do tego co ważne...

Bałam się czytać "Losing Hope", naprawdę szczerze się bałam. Dlaczego? Może i z moją pamięcią jest różnie, ale za to moja "pamięć odtwórcza" zazwyczaj działa na wysokich obrotach. Mogę o czymś zapomnieć, ale gdy tylko czytam coś podobnego od razu o tym wiem i przypominam sobie praktycznie wszystko. Stąd bardzo rzadko i zazwyczaj z niechęcią sięgam po drugi tom napisany "z innej strony", po prostu takie pozycje mnie nudzą. Jednak Pani Hoover naprawdę mnie nie zawiodła. "Losing Hope" to nie osobna książka, jeśli nie znasz "Hopeless" możesz się pogubić, ale jednocześnie to nie tylko ta sama książka widziana innymi oczami, to coś znacznie więcej ...

I’m pretty sure it’s too soon to love her, but shit. She’s got to stop doing and saying these unexpected things that make me want to fast-forward whatever’s going on between us. Because I want to kiss her and make love to her and marry her and make her have my babies and I want it all to happen tonight
Dean Holder




Pamiętacie może jeszcze historię siedemnastoletniej Sky? Dziewczyny "adoptowanej" trzynaście lat temu, z przypiętą metką "panny lekkich obyczajów"? Czy pamiętacie jak mocno jej historia Wami wstrząsnęła?
Jeśli tak, to zapewne pamiętacie i Dean'a Holder'a. Zastanówcie się jednak czy zdążyliście go naprawdę poznać. Czy wiecie jak ciężkie brzemię dźwiga na swoich barkach? Czy jesteście wstanie sobie wyobrazić, jak to jest stracić Hope, stracić Less, odnaleźć Hope i ponownie ją tracić, by znów ją odzyskać?
Teraz macie szansę się przekonać, jak to jest ...

Pomysł. Naprawdę mam ogromny szacunek do pani Hoover za sposób w jaki poprowadziła tą historię. Żadna z moich obaw się nie ziściła. "Losing Hope" to naprawdę nie "Hopeless". Czytając ją, oczywiście wracałam myślami do tego co już znałam, ale raczej dlatego by inaczej spojrzeć na te wydarzenia. Nie nudziłam się podczas czytania. Być może gdybym przeczytała "Hopeless" i "Losing Hope" dzień po dniu, inaczej bym to traktowała, więc szczerze chyba nie polecam takiego maratonu. Jednak przeczytanie drugiego tomu po dłuższej przerwie może okazać się przyjemnym powrotem do tamtych wydarzeń.

Pan Beznadziejny. Holder wydawał w "Hopeless" wydawał mi się postacią trochę dziwną. Jego zachowania były bardzo zmienne, jego milczenie było niezrozumiałe i chociaż, kończąc pierwszy tom wydawało mi się, że go rozgryzłam to myliłam się ... Dean to chłopak z dobrego domu, z dramatycznymi przeżyciami z przeszłości, żyjący nieustannie wyrzutami sumienia, podwójną stratą...to postać bardzo dojrzała i dopracowana z dbałością o każdy szczegół. Do tej pory myślałam o bohaterach "Hopeless" jako o schematycznych postaciach new adult, myliłam się. Autorka na przykładzie Holdera naprawdę pokazała, że potrafi wyjść poza schemat i stworzyć coś głębszego.

Less. Tak naprawdę dopiero teraz mogliśmy ją trochę poznać. Postarać się zrozumieć, to co przeszła i to, że uważała zniknięcie Hope za najlepsze co ją mogło spotkać. Less po prostu "ożyła", nie stała się bohaterem, który nie żyje i nic o nim nie wiadomo.

Listy. Holder radził sobie z bólem, pisząc listy do zmarłej siostry. To dosyć interesujący sposób, listy są rodzajem terapii, szczególnie jeśli działają. Szkoda, że nie można ich wysłać. Jednak to pokazuje naturę Holdera, naprawdę w końcu możemy go zrozumieć.

Podsumowanie. To książka obowiązkowa dla wszystkich fanów "Hopeless". Jeśli ktoś waha się czy warto zaczynać w ogóle tą serię, to ja osobiście ją polecam, a w końcu nie przepadam za new adult i schematami. Myślę, że autorce mimo wszystko udało się stworzyć książkę, która trochę ucieka od schematów, a jeśli nawet jej nie udaje się to w pełni, to udało się to bohaterom.

Ocena. Książkę oceniłam wyżej od "Hopeless", bo po prostu mnie zaskoczyła. Holder mnie urzekł, okazał się bohaterem wybiegającym poza utarty schemat, czego zupełnie nie zauważyłam w pierwszym tomie. Z przyjemnością niebawem sięgnę po "Szukając kopciuszka".

Książka bierze udział w wyzwaniu

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

CARPE DIEM

CARPE DIEM
Kliknij w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej na temat fabuły.

ZAJRZYJ TUTAJ

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka