Belen Martinez Sanchez - Dzień, w którym umarłam

- Diletta... - szepnął Alois.
Spojrzałam na niego z podekscytowaną miną.
- Co za koszmar. Nie potrafisz nawet poprawnie trzymać broni.


Lubimy Czytać

Tytuł oryginału : Lilim 2.10.2003 
(skąd wziął się polski tytuł? xd)
Data wydania : 10 września 2014 rok
Wydawnictwo : Mira
Liczba stron : 384
LUBIMY CZYTAĆ
Ocena : 8/10

Dzień, w którym umarłam [Belen Martinez Sanchez]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE




2.10.2003 rok, to dzień bardzo ważny dla Diletty Mair, gdyż jest to dzień jej przedwczesnej śmierci. Problem w tym, że życie po śmierci wcale nie jest takie proste, a nawet może być trudniejsze niż Twoje całe poprzednie życie. Musisz w końcu zostawić tych, których tak bardzo kochasz, tutaj samych i chociaż możesz zejść na ziemię pod żadnym pozorem nie wolno Ci z nimi rozmawiać. Co więcej świat, w którym żyłaś karmił Cię kłamstwami, tu nie ma ani dobra, ani zła. Demony mogą być miłe, a Anioły wręcz krwiożercze...

Kilka słów.  Autorka wymyśliła bardzo ciekawą historię i choć chciałoby się napisać, że w świecie fantasy już wszystko wymyślone, to jak widać to nie prawda. Mhm...nie nazwałabym tej książki "objawieniem" roku, ale myślę, że to całkiem dobra pozycja. Na pewno wyróżnia się na tle innych, po prostu ma "coś" w sobie, aczkolwiek nie jest idealna. Pamiętajmy jednak, że to był debiut.

Historia. Sanchez stworzyła swój własny świat, w którym Demony (Lilim) wcale nie są aż tak przerażające, w przeciwieństwie do Aniołów. To świat, w którym nie ma dobra i zła, wszystko zależy od tego, która strona Cię wybierze. 

Bohaterowie. Mamy tutaj dwóch głównych bohaterów - Alois i Diletta, których łączy głównie to, że się nie znoszą. 

  • Diletta zupełnie nie zna swojego pochodzenia i nie zdaje sobie sprawy ze swojej wyjątkowości. Od zawsze widzi zjawy, jednak do tej pory nie nawiązywała z nimi kontaktu, a świat nierzeczywisty trzymała z daleka od siebie. Potrafi być grzeczną i słodką dziewczynką, ale także szantażystką. Jest również pyskata i zadziorna. To stosunkowo spójna kreacja. Bohaterka miewa wahania i często bywa zagubiona, ale wydaje się to naturalne.
  • Alois to prawdziwie pewny siebie młody mężczyzna. W dodatku ma bardzo przerośnięte ego. Uważa się za geniusza, który nigdy nie popełnia błędów i nie mógłby się zniżyć do tak pospolitych uczuć, jak miłość w szczególności do "niezbyt" ładnej dziewczyny. Przecież jest ponadto! 

Panteon. Mauzoleum. Grób. Autorka stworzyła swój własny świat, swoje własne piekło. Kreacja świata, w którym żyją Lilim jest całkiem interesującym spojrzeniem na piekło. Co więcej autorce udało uniknąć się zamieszania, z pewną lekkością wprowadza nas w tajniki Panteonu i zasad w nim panujących.

Miłość. Trójkątów w tej powieści nie stwierdzono! Co więcej samo ukazanie miłości jest może trochę naiwne, ale jest to pewna nowość jeśli chodzi o powieści młodzieżowe. Główni bohaterowie się nie znoszą i do tego, że są w sobie zakochani dochodzą bardzo powoli, dzięki czemu nie mamy tutaj klasycznego, młodzieżowego romansidła. 

Język i inne żale. Narratorów w powieści mamy aż dwóch - Aloisa i Dilettę. Myślę, że to był całkiem trafiony zabieg. Głównie przemyślenia bohaterów, wpływają pozytywnie na tą powieść.
Problemem jest język. Dialogi wydają się zabawne, ale są jakieś sztuczne. Początkowo chciałam odłożyć książkę na półkę, ale pochłonęła mnie akcja, która skutecznie zatuszowała te braki. Mimo to gdybym na "wyrywki" czytała te dialogi niespecjalnie przypadłyby mi do gustu.

Podsumowanie. W przypadku debiutów, zawsze biorę na nie lekką poprawkę i często przymykam oko na małe niedociągnięcia, jeśli książka jest tego warta. Tak samo jest z tą pozycją. Ma wady, jedną z nich są sztuczne dialogi, ale sama powieść zasługuje na wyróżnienie i uwagę. Stworzony świat jest trochę inny, interesujący, a kreacje bohaterów całkiem udane. Polecam tą książkę nastolatkom!


- Dobra, o czym chciałeś porozmawiać? - spytała w końcu Diletta, gdy ruszyliśmy w dalszą drogę.

- O tym, że twoim rodzicom chyba odbiło, skoro na drugie dali ci takie cudaczne imię.
- I dlatego odprawiłeś Lorettę? - wykrzyknęła. - Żeby pożartować z mojego imienia?
- Przyznasz, że jest specyficzne. Podjęli tę decyzję po kilku głębszych?
- Odezwał się - prychnęła. - Alois. Prawie jak Aloisa.
- Żeńskie to Eloisa, kretynko. Wiesz chociaż, co znaczą te imiona? Clementina brzmi jak owoc...
- Nie wiem. Nie wierzę w tego rodzaju bzdury - burknęła.
- A Alois?
- Oświeć mnie.
- To "słynny wojownik".
Uniosła ręce z udawaną ekscytacją.
- I co teraz powinnam zrobić? Rozpłakać się ze wzruszenia? Czy może wziąć od ciebie autograf?


Książka bierze udział w wyzwaniach :




Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)