Menu

POZNAJ/PRZECZYTAJ/POKOCHAJ

STEREOTYP MOLA KSIĄŻKOWEGO: Bieganie dla moli!

Witam wszystkie 
MOLE KSIĄŻKOWE!


Dziękuję bardzo za przyłączenie się do dyskusji z cyklu STEREOTYP MOLA KSIĄŻKOWEGO. Nie sądziłam, że będzie Was tak dużo. Myślę, że z tej okazji niebawem urządzę mały konkurs, co Wy na to? Pomijając fakt, że do ostatniego konkursu zgłosiła się jedna osoba. Chyba, książka Was nie zachęciła -> klik.


Teraz jednak zapraszam do kolejnej dyskusji. W ostatnim poście rozmawialiśmy o definicji mola książkowego, teraz chciałabym podyskutować na temat, który nigdy z nami molami, nie jest wiązany. Mowa o sporcie :)

To jak to z nami jest mole uprawiamy sport czy nie? 
Lubimy go czy nienawidzimy? 
Migamy się od niego na w-fie czy nie możemy się go doczekać? 
I co z tym popularnym bieganiem?


W moim życiu sport obecny jest od zawsze.
Trenowałam chyba wszystko co było dostępne. Zaczęło się chyba od tańca, później była koszykówka, klub pływacki, jazda konna na obozach, klub siatkarski, powrót do jazdy konnej, fitness 3-4 razy w tygodniu i to chyba wszystko. W żadnej z tych dyscyplin nie osiągnęłam nic szczególnego - mam jeden medal za double w piłce siatkowej (Nie gratulujcie :) Jest brązowy. Startowały tylko trzy drużyny). Po prostu ruch sprawiał mi przyjemność. Chyba najbardziej pokochałam jazdę konną i choć od paru lat nie byłam w stadninie, to być może jeszcze kiedyś do niej wrócę. Konie mają w sobie coś niesamowitego - tak, tak stąd wzięło się Noli me tangere. Natomiast nigdy nie lubiłam w-fu. Najśmieszniejsze było to chyba w liceum, gdzie byłam zwolniona z tych zajęć, a odwiedzałam regularnie klub fitness. Cóż...tak bardzo nauczyciel dbał o to by te zajęcia były interesujące.


BIEGANIE DLA MOLI KSIĄŻKOWYCH

Od trzech tygodni biegam. I chciałabym Was do tego sportu zachęcić. Myślę bowiem, że bieganie jest jednym ze sportów dla moli książkowych stworzonych. Nie wierzycie mi? Zaraz postaram się Was do tego sportu przekonać. Na wstępie tylko uprzedzam, że nie zamierzam posługiwać się żadną fachową terminologią. Jestem początkującym amatorem, który zakochał się w bieganiu i póki co zamierza w nim wytrwać.



Kiedy czytasz książkę mój drogi MOLU na pewno czasem chcesz być jej bohaterem. Ciężko jednak w ciągu godziny:
 schudnąć/przytyć/rozbudować masę mięśniową/przeprowadzić się do Ameryki/znaleźć bogatego faceta/załatwić sobie pozwolenie na broń. 
To niewykonalne! Jest jednak coś co możecie zrobić w ciągu godziny żeby poczuć się jak bohater literacki.
Przyjrzyjcie się swoim recenzjom z ostatniego miesiąca albo zajrzyjcie na swoją półkę. Gwarantuję Wam, że znajdziecie chociaż jedną książkę, w której ktoś biega/ucieka/zabiera się do biegania albo autor książki biega. Zrobiłam taki eksperyment na swojej półce i to dosłownie półce! Te pięć książek stało koło siebie. I tak zaczynając od góry:
- Magdalena Witkiewicz biega,
- W Kasacji biega Kordian, a aplikacja Endomondo ratuje im życie,
- W całej trylogii Rebecci Donovan biega główna bohaterka i jest to dla niej sposób na oderwanie się od rzeczywistości.
A więc wskakujcie w dres, buty do biegania i do roboty! Poczujcie się, jak bohater jednej z Waszych ulubionych powieści.

Bieganie jest przede wszystkim tanie. Wiem, że jeśli spojrzycie na strój profesjonalnego biegacza to stwierdzicie, że tyle nie wynosi Wasz roczny budżet na książki, ale spokojnie wcale nie potrzebujecie technologii z kosmosu. Osobiście biegam z telefonem i słuchawkami, na którym mam również aplikację do pomiaru ilości zrobionych kilometrów - wygodne i tańsze od profesjonalnego zegarka GPS, a pulsometru nie potrzebuję. Tani pokrowiec na telefon sprawdza się chyba równie dobrze co ten drogi. W końcu jedynym jego zadaniem jest możliwość dostępu do ekranu dotykowego i niespadanie, mój działa. Buty nie są markowe za to bardzo wygodne. Dlaczego nie markowe? Stwierdziłam, że skoro nie jestem pewna czy chcę biegać to po co wydawać na buty 300 zł? Wolałam dokupić sobie książkę. Na zdjęciu widać jeszcze tani krokomierz, który kiedyś zakupiłam i po prostu chciałam zobaczyć czy jeszcze działa i o dziwo tak jest. Jak widać bieganie nie przeszkadza w kupowaniu książek, czy to nie cudowne? 
Tak dla porównania jedna lekcja jazdy konnej kosztuje w granicach 35-60 zł, a do tego potrzeba profesjonalnego stroju. Za moich czasów nie chodziło się do Decathlonu tylko kupowało w oryginalnym małym sklepiku, uwierzcie, że nawet bryczesy potrafią być drogie. I tak nadal jestem za jazdą konną, ale o tym kiedy indziej :)

Dla niektórych problemem może być właściwe miejsce do biegania. Dla początkujących polecany jest las. Dlaczego? Nawet przy nieodpowiednim obuwiu bieganie po piasku, czy ubitej leśnej ścieżce jest bezpieczniejsze od biegania po twardym chodniku. I tyle jeśli chodzi o względy zdrowotne. Są powody znacznie ważniejsze. Kiedy biegamy w lesie nikt nie zwraca na nas uwagi. W moim mieście bieganie po ulicach zawsze zwraca uwagę. Sama oglądam się za biegaczami, tak już jest. Po prostu ten widok wciąż dziwi niektóre osoby, chociaż bieganie w moim rejonie jest sportem bardzo popularnym. Nie ma oczywiście w tym nic złego. Nie każdy po prostu lubi, gdy wszyscy się na niego gapią. Dla tych bardziej wstydliwych rada. Nie przejmujcie się tym! Jesteście po prostu bardzo ciekawym okazem "biegającego mola książkowego". Możliwość zobaczenia Was to po prostu zaszczyt dostępny dla nielicznych.

Jednak bieganie w lesie dla Mola Książkowego ma również wiele innych zalet. Oczywiście w lesie jest cicho i możemy spokojnie skupić się na swoich myślach, ale znajdzie się też coś dla fanów horrorów z bogatą wyobraźnią. Spójrzcie na to zdjęcie. Uwierzycie, że jest 8:30 i nikogo nie ma w lesie? Dobrze, że czytam niewiele horrorów.

Uważacie, że bieganie zabiera Wam czas, który przeznaczylibyście na czytanie? Nie prawda! 
Na bieganie zużywam około 30 - 40 minut, trzy razy w tygodniu. Nie oznacza to jednak, że jest to czas stracony.
Mol książkowy może wykorzystać czas na bieganie na trzy sposoby:
1) Kto powiedział, że nie można biegać i czytać? Pewnie ten mol, który biegnąc i czytając jednocześnie wpadł na drzewo. Jednak dzięki zdobyczom nowoczesnej technologii ten problem został całkowicie rozwiązany. Wiele osób podczas biegania słucha muzyki. To jednak dla mola zbyt pospolite! My możemy słuchać audiobooków, na które nigdy nie mamy czasu.
2) Mole książkowe łączą się czasem w większe skupiska, a bieganie wcale tego nie wyklucza. Dlaczego nie spotkać się z innym molem i nie biegać wspólnie, dyskutując o  książkach?
3) Biegnąc w samotności możemy w spokoju przemyśleć recenzję jaką chcemy napisać lub po prostu uruchomić wyobraźnię i zacząć przed kimś uciekać! Tylko mole to potrafią.

Podczas czytania mole książkowe lubią coś konsumować. Bieganie czy jakikolwiek inny sport wymusza trochę lepsze odżywianie. Co jednak wcale nie jest przeszkodą dla moli książkowych.  Wystarczy zainteresować się książkami kulinarnymi! Przecież ustaliliśmy, że wystarczy czytać, a wcale nie jest wskazane co czytać. Zresztą to ciekawa forma interpretacji książki, kiedy gotujemy razem z jej bohaterami i mamy okazję poznać te same smaki co oni.

To moje zdanie na temat biegania. Czy mol książkowy może biegać? Ja tam nie widzę przeciwwskazań! Wystarczy tylko trochę dostosować ten sport do naszych potrzeb.

A jak jest z Wami?
Uprawiacie sport?
Biegacie?
Co sądzicie o bieganiu dla moli książkowych?





40 komentarzy :

  1. Ja bardzo lubię sport - biegi czy ćwiczenia, Jednak id paru lat mam poważne problemy z kręgosłupem więc pozostały mi tylko spacery :) Nie lubię podjadać gdy czytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacery są najlepsze :D Najlepiej na ławkę z książką

      Usuń
  2. Biegasz dłużej niż trzy tygodnie! :D Już Ci to dawno weszło w krew i wszyscy wiemy kto Cię nawrócił na zdrowy tryb życia (sama też zacznę biegać, obiecuję, a za rok lecimy na maratony!)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale mnie nie przekonałaś, ale nie martw się, NIC mnie nie przekona do sportu ;) Po prostu jestem zbyt wielkim leniem, by uprawiać jakiekolwiek formy ruchu. Bogu dzięki za dobre geny, bo dzięki nim nie mam zastrzeżeń do swojej sylwetki ;)
    A poważnie, czasem chodzę na fittness, od początku lata dużo jeżdzę na rowerze (z obciążeniem - czytaj: córką w foteliku) i te dwie czynności wystarczają, bym miała całkiem niezłą formę. A ruszać się trzeba, wszak dotleniony mózg lepiej przyswaja ksiażki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat taki niesprawiedliwy...zazdroszczę genów :)

      Usuń
  4. Co prawda jestem sportowym beztalenciem, co u mnie jest niestety rodzinne, ale w czasie wakacji prawie każdego wieczoru poświęcałam trochę czas na bieganie. Niby nie dużo, bo też za dużo ze wzgledów zdrowotnych nie mogę, ale te kilkanaście minut zawsze było. Od września przestałam, czego bardzo żałuję, nie wiedziałam, że będzie mi tak tego brakować. Więc chyba do tego wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracaj wracaj. Będzie więcej biegających moli :)

      Usuń
  5. Ja niestety nie mogę pozwolić sobie na dłuższe bieganie (kolana ;/), ale od października wracam na siłownię, bo mam ambitne plany na przyszły rok :D
    Świetny tekst! Czytałam go ogromną przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dosyć siłowni po ostatnim roku, ale Tobie życzę zrealizowania planu :)

      Usuń
  6. Hahaha uwielbiam Twoje posty dotyczące nas- moli książkowych ;)
    Jeśli o mnie chodzi to sport preferuje oglądany w telewizji (skoki narciarskie!!), bo zwyczajnie nie lubię gier zespołowych, ale i tu istnieje wyjątek- koszykówka!! Za to uwielbiam biegać, ale na krótkie dystanse. Jestem szybka i równie szybko się męczę ;)
    W podstawówce nienawidziłam w-f (i mi to nie przeszło :P) i miałam słabe oceny, ale jak poszłam o gimnazjum, okazało się, że mam najlepsze oceny ze wszystkich dziewczyn (a niektóre z nich to typowe sportowce (^^)), a wszystko dzięki chęciom! Ale szczegół...
    Osobiście nie lubię biegać na długie dystanse i dlatego szanuję ludzi, którzy to robią.
    Według mnie go całkiem ciekawy sposób na poprawę stylu życia i wyglądu u moli książkowych. Można słuchać audiobooków, ale nie wiem, czy samo bieganie nie będzie rozpraszać?? Albo zagłuszać słowa?? Cóż, ja raczej się nie dowiem ;)
    Jeśli chodzi o zajęcia ruchowe dla moli książkowych, to wraz z przyjaciółkami, zagrałyśmy w dość dziwnego berka (przemiana w dzieci level hard) polegającego na tym, że wcielałyśmy się w postacie z jakiejś książki (jedna była oczywiście czarnym charakterkiem) i łączyłyśmy gonitwę z ćwiczeniami i wiedzą o książce. Gdy jedna została złapana, musiała odpowiedzieć na pytanie dotyczące książki. Gdy odpowiedziała źle, wykonywała jakieś krótkie ćwiczenie (np. 10 przysiadów) i gonitwa rozpoczynała się na nowo :P
    Ps. Jakich tańców się uczyłaś? I jakie polecasz??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego ja zawsze piszę takie długie komentarze dotyczące moli książkowych?! Dziewczyno, inspirujesz mnie XD

      Usuń
    2. Długie komentarze są mile widziane :) A Twój berek bardzo pozytywny.
      Mhm....towarzyskie,dancehall i reageton. Zdecydowanie polecam te dwa ostatnie :)

      Usuń
  7. Ale ciekawy post :) Ja osobiście nigdy nie byłam zwolenniczką sportu ogółem, ale na w-fie uwielbiałam grać w siatkówkę i dawałam zawsze z siebie wszystko. Niestety w kwestii biegania jestem bardzo ograniczona ze względu na astmę. Chociaż jest ona w moim życiu w bardzo małym stopniu to jedynie przeszkadza mi w bieganiu. Po ukończeniu szkoły ćwiczę regularnie, odkąd postanowiłam schudnąć. Lubię aktywność fizyczną :)

    Pozdrawiam! Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to najważniejsze ;) Aktywne mole są wśród nas!

      Usuń
  8. Bardzo się cieszę, że są mole, które łączą różne zainteresowania, biegają i czytają. :) Ja akurat jestem tak stereotypowym molem, że bardziej już się nie da; nie biegam, nawet nie do autobusu nie podbiegnę (generalnie jeśli ktoś kiedyś zobaczy mnie biegnącą w jakimś kierunku, powinien się przyłączyć, bo będzie to oznaczało, że goni mnie coś groźnego, np. bardzo szybkie zombie), nie uprawiam żadnego sportu, rzadko wychodzę z pokoju, całymi dniami leżę w łóżku i czytam/jem/oglądam/śpię. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leżenie w łóżku i czytanie to też sport :D

      Usuń
  9. Bieganie...próbowałam i nieee, to nie dla mnie. Joga za to bardzo mi pasuje :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie niestety joga jest za mało dybaniczna

      Usuń
  10. Przez wiele lat zawodowo trenowałam lekkoatletykę i biegi na krótkie dystanse więc jestem prawdziwą miłośniczką tego rodzaju sportu. :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś biegałem - amatorsko tylko, głównie dla zdrowia i zrzucenia zbędnych kilogramów (najlepszy sposób). Wówczas przydarzyło mi się to, co się zdarza większości ludzi - w pewnym sensie uzależniłem się od biegania. Nie widziałem możliwości ominięcia chociaż jednego dnia. Faktem jest, że po bieganiu człowiek czuje się szczęśliwszy - wydziela się bowiem wówczas duża ilość endorfin. Za pomocą biegania ludzie wygrywali z depresją, dlatego jest ono idealne na jesienną chandrę.

    Niestety już od dwóch lat nie biegam (na początek brak czasu, później brak ochoty, aż wreszcie brak pogody). Cały czas jednak myślę, żeby wrócić. Teraz pogoda jest idealna, może Twój post mnie znowu zmotywuje. W połączeniu z regularnymi wizytami na basenie (nawet wystarczy jedna tygodniowo, żeby nie nadszarpnąć budżetu) można naprawdę przez zimę wyrobić sobie sylwetkę, nawet mimo dużo większych problemów ze spalaniem tłuszczu w tej porze roku. A przyda się to znowu. :)

    Pamiętajcie tylko o porządnej rozgrzewce, zwłaszcza jeśli biegacie po betonie - ścięgna Achillesa dostają ostro po tyłku! Cieszcie się z biegania, czerpcie przyjemność i pamiętajcie, żeby nie przesadzać. Dzięki temu nie pojawi się zniechęcenie tylko sama, czysta radość płynąca z mózgu wprost na pozostałe części ciała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój komentarz bardzo mnie zmotywował :)

      Usuń
    2. Cieszę się! :) Mnie do biegania zmotywował kumpel, który zaczął biegać żeby schudnąć i mu się to udało, a później po rozpoczęciu studiów wstąpił do AZS i nawet odnosił sukcesy na szczeblu "amatorskim" ogólnokrajowym. :) Później było mnóstwo czytania, sprawdzania, podchodzenia do tego z "naukowego" punktu widzenia, aż wreszcie się okazało, że pisać, gadać i czytać to można o tym wiele, ale nic jednak się nie może równać z satysfakcją przebiegania coraz większej liczby kilometrów, wytrzymywania coraz dłużej i pobijania kolejnych życiowych rekordów. :) A przede wszystkim z tym szczęściem, że robi się ze swoim życiem coś, co jest całkiem spoko i przynosi radość.

      Usuń
  12. Jestem w klasie siatkarskiej mam wf codziennie wiec chyba można zaliczyć że uprawiam sport.
    Co do biegania. Biegałam od połowy sierpnia. Miałam plan biegowy który realizowałam wstawalam o 5 i wychodziłam biegać. Nikogo nie spotykałam i cisza była i było cudownie. Niestety się rozchorowałam i plan biegowy poszedł... ;D zamierzam biegać od wiosny, a póki co ograniczam się do aktywnego ćwiczenia na wf

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nienawidzę biegać. Strasznie mnie to nudzi i w sumie wydaje się bezsensowne jeśli nigdzie się nie śpieszę ani przed nikim nie uciekam. Nie umiem sprawić by sprawiało mi to radość. Za to lubię maszerować. Długie spacery szybkim marszem już mi nie przeszkadzają. Lubię też jazdę na rolkach, ale zawsze gdy mam do wyboru się poruszać lub poczytać, to wybieram czytanie. A jeśli nie czytanie to rysowanie, lepienie, kolorowanie. A to wszystko niestety robi się w miejscu.
    Więc mi ze sportem nie po drodze. Może go nie unikam jak ognia, ale frajdy mi nie sprawia.
    Pozdrawiam
    http://kociepelko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są różne mole :D A bieganie podczas spóźniania się gdzieś i tak jest sportem :) Uprawiam go często xd

      Usuń
  14. Lubię sport i to nawet bardzo. Ale jakoś bieganie to nie moja bajka, szybko się nudzę, za to jeździć na rowerze potrafię całymi dniami jak tylko mam czas. Na wf uczeszczam, niektóre lekcje są ciekawsze inne mniej, ale ogólnie nie jest najgorzej. Na szczęście często mam gry zespołowe, czyli to co lubię - zwłaszcza kosz, mimo mojego niskiego wzrostu. A tak poza tym uwielbiam oglądać mecze, szczególnie piłki nożnej :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteś naprawdę sportowym molem :D Ja z kolei nienawidzę roweru xd

      Usuń
  15. Kiedyś trenowałam siatkówkę, ale odkąd miałam przez nią operację, moje zainteresowanie zmalało do oglądania meczów. Kilka miesięcy temu biegałam, i tu znowu ale, zażywam mocne leki i nie mogę ćwiczyć. Poza tym w okolicy nie było żadnego lasu, sam beton :(
    Życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja za bieganiem nie przepadam, ale wiadomo - każdy ma swój gust, nawet odnośnie sportu.
    Za to kocham yogę, która jest moim złotym środkiem na wszystko.

    No i rower, rolki, cardio, fitness ;)


    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yoga jest dla mnie za mało dynamiczna, rolek już nie mam, roweru nienawidzę za to kocham cardio i fitness :D

      Usuń
  17. Bieganie... lubię ten rodzaj aktywności fizycznej i bardzo chciałabym, żeby moja dobra była dłuższa. Cóż, dwójka malutkich szkrabów w domu, książki, rękodzieło, bieganie i wszystko czym jeszcze kobieta zajmuje się w ciągu dnia to trochę dużo. Często niestety coś musi cierpieć, mimo najszczerszych chęci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci sporo czasu tylko dla siebie ;)

      Usuń
  18. Ale ciekawy post, bardzo mi się podoba.
    Wybacz że tak krótko :(
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  19. Pływać lubię :). Bieganie mnie trochę odstrasza. Kiedyś ćwiczyłam taniec towarzyski, potem różne zumby i takie tam. Muszę się ogarnąć i teraz też na coś zapisać :).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka