7 DNI Z AGNIESZKĄ OPOLSKĄ - PODSUMOWANIE


Pozwólcie, że potrzymam Was trochę w niepewności i przypomnę pytania z tego tygodnia :D Jednak niecierpliwych zapraszam od razu na koniec...

DZIEŃ I
PYTANIE 1
Artemis: Co szykujesz dla swoich czytelników na ten rok?
Agnieszka Opolska: Rok 2016 to w gwiazdach rok energii kobiecej – Wenus wchodzi w korzystne ułożenie planet, więc nie mam wyjścia, podłączam się pod strumień mocy…☺ Co u mnie w pisaniu? Jeszcze w 2015 roku skończyłam dwie książki: "Joannę" i "Różę" i zaczęłam pisać kolejną powieść "Ari". Dostałam propozycję wydawniczą, ale nie wiem, co z nią zrobić… 
W tym roku, choćby nie wiem co, wydam jedną z powieści. "Joanna" to pozycja ważna, mówiąca o istotnym problemie jakim jest kryzys w związku: co dzieje się, kiedy kobiecie przestaje zależeć na mężczyźnie, dla którego zrobiła wszystko. Za to historia "Róży" wgniata w fotel, poduszkę, materac i dywan (zależy kto na czym siedzi:D). Po "Annie May" potrzebuję czegoś mocnego i waham się, która książka będzie lepsza.


PYTANIE 2
Artemis: Masz plany pisarskie na rok 2017?
Agnieszka Opolska: Czy mam plany pisarskie na 2017? Ja mam plany pisarskie na całe życie ☺ Aktualnie piszę moją czwartą powieść "Ari" i może doczeka się ona premiery w 2017 roku... 


PYTANIE 3
Artemis: Czym jest dla ciebie sztuka? Nie da się jej przeoczyć w twojej książce. Pojawi się również w kolejnych?
Agnieszka Opolska: We wszystkich moich dotychczasowych książkach: "Anna May", "Joanna, Róża" i teraz "Ari", sztuka odgrywa znaczącą rolę. "Ari" jest ostatnią powieścią z cyklu, który nazywam „ART”. Są w nim malarze, malarki, farby, terpentyna, brudne pracownie, obrazy... Ta fascynacja wynika z mojej pasji, jaką jest malarstwo. Co potem? Ponieważ głęboko wierzę, że jestem wcieleniem mojej zmarłej babki, Janiny, zaczynam nowy cykl. Wchodzę w świat duchów ☺ Seria „SPIRYTULANA”:D


PYTANIE 4
Artemis: Co chciałabyś, żeby czuł czytelnik po przeczytaniu twojej książki?
Agnieszka Opolska: Są takie książki, po których przeczytaniu ma się uczucie ekscytacji i niedosytu. One motywują to działania. Ostatnio miałam takie uczucie jak skończyłam "Dziwne losy Jane Eyre". Tego samego chcę dla czytelnika – tej dziwnej energii. 


PYTANIE 5
Artemis: Biorąc pod uwagę twoje doświadczenie, co możesz powiedzieć osobie, które wyciąga właśnie swoją książkę z szuflady i „chce coś z nią zrobić”?
Agnieszka Opolska: Moje doświadczenie jest inne niż większości autorów, bo moja książka zwyciężyła w konkursie literackim i została wydana. Dla debiutanta znalezienie wydawnictwa, wcale nie jest łatwym zadaniem. A wydawcy przede wszystkim szukają czegoś, na czym da się zarobić. Debiutanci muszą pokonać fale książek, które przychodzą zza granicy (wcale nie lepszych niż rodzimych autorów), potem znane nazwiska polskich pisarzy… To naprawdę trudne, a książek wciąż przybywa. Jedyne co mogłabym powiedzieć osobie, która pisze i chce zrobić „coś” ze swoją powieścią, to wysyłać ją do oceny komuś, kto się zna na rzeczy. Potem być otwartym na krytykę, przy zachowaniu zdrowego rozsądku. Nie ufałabym opinii jednej osoby, a już na pewno nie opinii własnego męża/żony. Kiedy uznałabym tekst za gotowy, zamęczyłabym nim wszystkie wydawnictwa, które odpowiadałyby profilem mojej książce☺. Jedno jest pewne – trzeba z uporem maniaka próbować i nigdy nie tracić wiary w to co się robi. Pisarzem jest się tylko wtedy, gdy są ludzie, którzy cię czytają. Szuflada nie potrafi zmotywować do pracy ☺ 


DZIEŃ II
Wybrałam pytanie Marty Daft: 
„Gdyby wybrać jeden obraz, który najbardziej definiuje Pani osobowość, jaki by on był?”. 

Cały ranek się nad tym zastanawiałam… aż znalazłam obraz Fridy Kahlo („Autoportret z obciętymi włosami”, 1940). 

źródło

Dlaczego on oddaje moją osobowość? Myślę, że włosy mają z tym dużo wspólnego, a szczególnie ich obcięcie. Włosy są atrybutem kobiecości, podkreślają atrakcyjność kobiety. Ich obcięcie to pokazanie, że chcesz, żeby widziano cię ponad tym, jaka jesteś na zewnątrz, żeby ceniono cię za to, kim naprawdę jesteś. I ja mam takie pragnienie w sobie. Chcę, by widziano mnie przez to, co robię, co mówię, jak piszę. 

To ciekawe, bo ta filozofia obciętych włosów i same włosy dość mocno prześladują moje bohaterki. Najwyraźniej widać to w Joannie kiedy goli głowę na zapałkę i fizycznie odcina się od tego, kim jest. To zwrot akcji i nowy początek. 

Anna May zaraz po przyjeździe do Krakowa obcina włosy na znak protestu, buntu przeciwko matce i swojej przeszłości…


Jako drugie pytanie wybieram pytanie Miłki: 
“Wspomniała Pani, że na pisanie przeznacza jedną godzinę rano (7:00-8:00) i jedną wieczorem (20:00-21:00). Czy możliwa jest aż tak sprawna organizacja czasu dnia, biorąc pod uwagę, że jest Pani mamą dwójki dzieci, a dzieci trudno jest dostosować do tak szczegółowego planu?”.

Tak, jest możliwa tak sprawna organizacja czasu ☺. Mój dzień to bezlitośnie nudna rutyna, z której wyrywam tylko minuty rano i wieczorem, przed i po pracy. Czasami jest to łącznie dwie godziny, czasami więcej. Dzieci pomagają. Mamy z mężem zasadę, że dzieci muszą być pomocne, bo to jest jedyna forma okazywania ich wdzięczności za to, co dostają. Są bardzo samodzielne. Mój syn rano przynosi mi kawę do łózka, sam się ubiera, ogarnia swoje sprawy. W weekendy to on robi swojej siostrze śniadanie. Elka jest młodsza, więc jej zadaniem jest na razie ubieranie się, składanie swoich rzeczy i układanie ich w szafie (kiepsko jej to idzie, ale próbuje). Wieczorami, w ciągu szkolnego tygodnia, idą spać o tej samej porze z zegarkiem w ręce. 

Przyjście na świat dzieci jest cudowne, ale nie może być tak, że dominują one wszystko w rodzinie, że kobieta staje się tylko „karmiącą” matką, a jej facet zastanawia się, co się stało z tą seksowną babeczką, z którą się ożenił. Za bardzo chcę czegoś więcej od życia, by czekać aż dorosną moje dzieci. Chcę się realizować w wielu dziedzinach. Mój świat, oprócz macierzyństwa, wypełniają sztuka, podróżowanie, pisarstwo… Nie zapominam o tym, że moje dzieci pewnego dnia pójdą sobie i będą żyć własnym życiem.


DZIEŃ III
Jako pierwsze wybrałam pytanie 
Patryka Wiśniowskiego:
Czy myślałaś o adaptacji filmowej/serialowej swojej książki? Kto wg. Ciebie mógłby odgrywać rolę głównej bohaterki, czy wśród polskich aktorek jakaś pasuje do Anny May?

Ja marzę o tym, żeby być na planie filmowym i oglądać moich bohaterów w akcji. Jeden z recenzentów Anny May twierdzi, że jest ona bardzo filmowa i nawet zaproponował reżysera: „Annę May widziałbym na ekranie. Reżyser...? Może właśnie Smarzowski?” – Mark Play – Niezależna Krytyka. Szkoda tylko, że nie zaproponował aktorki, bo przyznam, że ja osobiście nie wyobrażałam sobie konkretnej osoby. 

Adaptacja filmowa jest na razie w sferze marzeń, za to adaptacja teatralna staje się zaskakująco możliwa. Trwają prace nad przystosowaniem powieści do warunków teatralnych. W grupie ludzi, którzy mnie w tym wspierają, są Elżbieta Baran – reżyserka i scenarzystka, osobiście moja dobra koleżanka, oraz znakomita aktorka Katarzyna Chleby (Teatr Nowy w Krakowie, Grupa Rafała Kmity), która możliwe że podejmie się aktorsko tego zadania. 

To byłoby coś, zobaczyć Annę May w którymś z teatrów w Krakowie. W każdym razie pojawia się taka szansa. 


Drugie pytanie od Ruderecenzje:
Zdecydowała się Pani na wyjazd do Wielkiej Brytanii, uważając, że w Polsce nie ma dla Pani przyszłości. Czy mieszkając, pracując i żyjąc za granicą jest Pani szczęśliwa? Czy czuje się Pani jak u siebie? Czy odnalazła Pani siebie w nowym kraju i w nowych realiach? A może chciałaby Pani kiedyś wrócić?

Żeby nikt nie miał wątpliwości, ja bardzo kocham Polskę, szczególnie, jako krainę geograficzną. Anglia jest pochmurna i wilgotna, klimat jest cieplejszy, ale bezsłoneczny. Ktoś kto pragnie słońca, może mieć niemałe problemy z adaptacją. My się odnaleźliśmy, mimo że tęsknimy za słońcem i lasami. Wciąż się zastanawiam jak to jest możliwe, że tutaj ich nie ma, a nas nie ma tam. 

Dla mnie najbardziej wyraźną różnicą między tym, co zostawiliśmy, a tym, co mamy teraz, jest bezpieczeństwo finansowe. To naprawdę ważna rzecz i duży komfort. Wtedy zaczynasz realizować się w innych dziedzinach, nie oglądając monety z każdej strony, zanim ją wydasz. 

Czy jestem szczęśliwa? Na swój sposób tak, choć brakuje mi zaangażowania społecznego. Zawsze działałam w stowarzyszeniach i fundacjach, robiłam projekty na rzecz społeczności w małych miejscowościach wokół Tarnowa i w Tarnowie.

Nie wiem, kiedy i czy w ogóle wrócimy. Teraz powrót staje się coraz bardziej skomplikowany – nasze dzieci mają tu swoich kolegów, z którymi się przyjaźnią, więc wyrywanie ich z tego świata na pewno wyrządziłoby im pewną krzywdę. 

Ciągnie mnie do Polski, o czym świadczy to, że wciąż o niej piszę w moich książkach.

DZIEŃ IV
Dziś wybrałam pytanie KittyAillii:
Było Pani ciężko napisać pierwszą książkę i pójść z nią do wydawnictwa? Nie bała się Pani, że to, co Pani uważa za świetne, może zostać przez innych odrzucone? Chodzi mi o zasadniczą odpowiedź czy było Pani ciężko, i czy w ogóle Pani musiała przełamać się, aby gotową książkę pokazać komuś obcemu, z zewnątrz, i spotkać się ze znaczącą opinią na jej temat?

Nie mam doświadczenia w „chodzeniu do wydawnictw” i przekonywaniu ich, by wydali moją książkę. Jak już wspomniałam w którymś z poprzednich pytań, Anna May wygrała konkurs literacki. Zatem tu miałam prościej. 

Jeśli chodzi o strach przed oceną, myślę że każdy go ma, szczególnie gdy wkłada się serce w to, co się robi. Krytyka może bardzo zniechęcić, zwłaszcza kiedy udziela się jej nieumiejętnie. A przyznam szczerze, że w sieci ludzie nie szczędzą sobie nawzajem gorzkich słów. Nigdy nie zapomnę, jak opublikowałam pierwszy rozdział Anny May na jednym z portali literackich – to było jakieś pół roku przed konkursem – i dostałam informację: „Akcja książki ciągnie się jak guma do żucia przyklejona do buta w gorący, słoneczny dzień.”. I, wierzcie mi, to była jedna z łagodniejszych krytyk. Roześmiałam się, po czym stwierdziłam, że nie będę więcej pisać, bo nie umiem. Anna May poszła do szuflady. Można chronić się przed nieuzasadnioną krytyką, mając więcej dystansu do siebie i do rzeczy, które się robi. Ale na taki dystans trzeba zapracować, wielokrotnie spadając na tyłek ☺ Ja wtedy takiego dystansu nie miałam. 

Historia Anny May na szczęście nie skończyła się na pierwszej krytyce. Po jakimś czasie odezwała się moja dobra przyjaciółka, Dorota, i oznajmiła, że przeczytała Annę May, i że jej się podoba. Dało mi to nowe siły do pracy nad książką. Rozesłałam tekst do kilku osób (nieprzypadkowych, ale i niespokrewnionych), którzy według mnie mogli ocenić obiektywnie moją pracę. Czekanie na krytykę to czekanie na wyrok. Od tego miało zależeć, czy będę szukać wydawnictwa… I nadeszły opnie… pozytywne ☺.

I drugie pytanie od Jakuba:
Mam pytanie o sens życia. Każdy gdzieś go lokuje, umiejscawia. Co jest najważniejszą sprawą, o którą warto zabiegać w życiu. Czy potrafiłaby pani opisać to jednym, krótkim zdaniem? A potem ograniczyć to do jednego słowa? 

Pytanie mnie dzisiaj o sens życia to nie najlepszy pomysł, mamy dopiero środę ;) (śmieję się). 

A tak poważnie, to potrzebne choć trudne pytanie, które zbyt rzadko sobie zadaję. Rutyna dnia i ciągłe „ważne” rzeczy przyćmiewają to, co naprawdę jest istotne – ważni ludzie w moim życiu. 

Jedno zdanie: Życie ma sens tylko wtedy, kiedy jesteśmy potrzebni innym, kiedy dajemy i dostajemy miłość. 

Jedno słowo: Miłość.

DZIEŃ V
Dziś jako pierwsze wybrałam pytanie Bogdana:
„– Jeanno, kobiety potrafią kochać o wiele mądrzej niż my! One nie kochają mężczyzny dla jego wyglądu. Nawet jeśli on się im bardzo podoba. – Joaquin westchnął błogo. – Kobiety kochają cię przez wzgląd na twój charakter. Twoją siłę. Twoją mądrość. Albo dlatego, że potrafisz zaopiekować się dzieckiem. Bo jesteś dobrym człowiekiem, masz honor i godność. One kochają cię inaczej niż mężczyzna kobietę. Nie z powodu kształtnych łydek ani nie dlatego, że w swoim garniturze budzisz zazdrość u jej koleżanek z pracy. Owszem, istnieją też takie kobiety, ale są tylko jak zły przykład dla innych.” (Nina George „Lawendowy pokój”). Co sądzi Pani o tym cytacie? Czy uważa Pani, że kobiety i mężczyźni inaczej kochają? Co dla kobiet jest ważne w miłości, w wyborze Tego Jedynego?

To ciekawe pytanie i zmusiło mnie do intensywnego myślenia o poranku ☺.

Podoba mi się ten cytat z Niny George, ale nie do końca się z nim zgadzam. 

Nie jestem zwolenniczką tak jednoznacznego stwierdzenia, że kobieta kocha mądrzej, że kocha mężczyznę ze względu na jego charakter, ani że kiedy już mężczyzna kocha kobietę to dlatego, że ma kształtne łydki. Myślę, iż zarówno po jednej jak i po drugiej stronie liczba „złych przykładów” jest podobna. I zwykle gdy ktoś kogoś „kocha” z powodu „fajnego tyłka”, to taka „miłość” nigdy nie kończy się dobrze. Musi być coś więcej. Ciało to powłoka, która się psuje, starzeje, więc jeśli związek opiera się tylko na cielesności, to ludzie w pewnym momencie zaczynają walczyć z czymś, z czym wygrać się nie da – z czasem, zapominając o tym, co tak naprawdę ma w życiu znaczenie. 

Pyta Pan, co dla kobiet jest ważne w miłości, w wyborze tego jedynego. Tutaj też bym tego nie rozgraniczała płciowo. Mężczyznę od kobiety odróżnia jedna zasadnicza rzecz, której nie widać na co dzień ;) (Dla pana cytat z Virigini Voolf).

Źródło
Każdy człowiek kocha inaczej i ma inne potrzeby, które są wynikiem doświadczeń życiowych, temperamentu, wieku... i wielu innych rzeczy.

Jako drugie wybrałam pytanie apricort:
Twoje obrazy, szczególnie autoportrety, są odważne i niemal ekshibicjonistyczne;) a już na pewno niosą duży ładunek emocjonalny. Czy chciałabyś aby któryś z nich znalazł się na okładce Twojej powieści? Który?

Każda forma sztuki to w pewien sposób ekshibicjonizm ☺.

Wygląda na to, że jestem ekshibicjonistką. Nie ukrywam, że dość często maluję siebie. Powód? Brak modela. Moje ostatnie autoportrety są rzeczywiście odważniejsze, choć do Katarzyny Kozyry mi daleko (jej ekshibicjonistyczna fotka wisi w Muzeum Narodowym w Krakowie, gdzie artystka eksponuje wszystko bez skrępowania ☺).

Jakiś czas temu zaprojektowałam okładkę mojej drugiej powieści „Joanna”, gdzie wykorzystałam swój autoportret. Jest to idea, niezobowiązujący projekt, który raczej będzie zmieniony. Nie chciałabym, żeby kojarzono mnie z głównymi bohaterkami moich książek. Akurat na obrazie, którym się posłużyłam, nie widać, że to ja. Chciałam, żeby okładka „Joanny” była malarska i oddawała klimat książki.

Dołączam ten projekt do odpowiedzi. Zobaczcie. Możecie skomentować ☺. 



DZIEŃ VI
Jako pierwsze pytanie wybrałam pytanie Patki:
Patrząc na ilość pracy i siły, jaką wkładasz w swoją twórczość, nasuwa mi się pytanie, wynikające z codzienności, mianowicie: skąd brać pewność w swojej pracy, motywację, siłę, żeby choć przez tę godzinę dziennie zrobić coś rozwijającego? Jak radzisz sobie z trudniejszymi chwilami, momentami, w których pojawia się zwątpienie w swoją pracę, a nawał obowiązków przytłacza? I jak wyrobić w sobie chęć do wyjścia ponad monotonię i wiarę w to co robimy? Co poza twoją rodzinką daje ci pewność, siłę i mentalnie pomaga ci w pracy? ;)

Pytasz, Pati, skąd brać pewność i siłę w pracy twórczej. Myślę, że motywacja odgrywa kluczową rolę, to ona zmusza do działania. 

Załóżmy, że ktoś chce zadbać o siebie i postanawia codziennie biegać. Pragnie być szczuplejszy, atrakcyjniejszy, ale mimo tego nie może wyjść z domu i zacząć. I teraz pytanie: co on, biedak, ma zrobić, skoro chce, ale z drugiej strony tak bardzo mu się nie chce? Ja mu powiem tak: „Nie myśl za dużo, włóż buty, zawiąż sznurówki i wyjdź z domu.”. Ja tak robię z pisaniem. Codziennie rano „wpycham się” do edytora tekstu, niezależnie jak bardzo mi się nie chce, jak bardzo paskudny mam nastrój i jak bardzo utrudniają mi to moje dzieci. A kiedy już zacznę, okazuje się, że idzie. Tak zwana „wena” jakoś się przykleja, czymkolwiek ona jest. 

Wówczas pisanie staje się rutyną, która organizuje pracę. Co więcej – każde przerwanie rutyny wybija z rytmu, rozleniwia. Biegacz, który nie pójdzie biegać w poniedziałek, nie biega we wtorek i środę. 

Jednym łatwiej przychodzi motywowanie siebie poprzez rytuały (kawa, posprzątane biurko, cisza), potrzebują „warunków”, żeby pracować. Ja jestem zahartowana, mogłabym pisać książkę wszędzie. Ale, żeby było jasne, nie jestem maszyną i mam też swoje ograniczenia: chęć ciszy, zwyczajnego lenia, zmęczenie, frustracje. Czasami zdarzają się nieprzewidziane sytuacje (choroby, wyjazdy), które powodują, że zawieszam pisanie. 

Co pomaga wrócić na właściwe tory? Rodzina i przyjaciele. Ludzie, którzy wierzą we mnie. 


Drugie pytanie zadała Cyrysia:
Kiedy kolejna powieść i o czym będzie?

Zakładam, że moja kolejna powieść ukaże się jesienią tego roku. I będzie nią „Róża”, druga książka z cyklu Art, choć napisana jako trzecia. „Joannę” na razie wkładam do szuflady. Na krótko ☺.

O czym jest Róża? O wyborach, miłości, przyjaźni.

Róża jest młodą mężatką, nauczycielką matematyki w krakowskim liceum. Jedynym jej pragnieniem jest rodzina i chęć posiadania dzieci. Jej życie wywraca się do góry nogami, kiedy odkrywa, że jej mąż, Daniel, utrzymuje zażyłą znajomość z dawną szkolną miłością. Równocześnie z wiadomością o kłamstwie jej męża, spada na nią informacja o ciężkiej chorobie ukochanego wuja. Wysokie koszty leczenia zmuszają ją do zostawienia wszystkiego i wyjazdu do Francji. Tam poznaje Christophera…

Uwielbiam „Małego Księcia” (to książka, do której często wracam). Róża mocno nawiązuje do jego historii. Przetłumaczyłam też parę cytatów z francuskiego ☺. 

Oto jeden z moich ulubionych cytatów z „Małego Księcia”: 


„Annę May” zgarniają:

1) Marta Daft 
2) Bogdan 
4* JAKUB 
Agnieszka Opolska: Mam prywatnie-publiczną wiadomość dla pana Jakuba;). Pana pytanie wyjątkowo mi się podobało, a więcej nawet, spodobała mi się determinacja zdobycia mojej książki dla ukochanej. Ma pan u mnie „Annę May” ze specjalną walentynkową dedykacją, proszę mnie odnaleźć przez FB, wyślę ją osobiście.

Dziękuję też za pytania:
Miłki, Agaty P., Magdy, Apricort1, Szczęśliwej Mamy, Fajnego, KittyAllia, rudarecenzuje, Agi Guzy, Cyrysi, Kasi E., Patki, boginieris, Moniki Sabeli.

DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM ZA UDZIAŁ :)
Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)