DIANE ROSE rozmawia z AGATĄ CZYKIERDĄ-GRABOWSKĄ




Zacznijmy od czegoś pozytywnego. Rok 2016 zdecydowanie zaczyna się dla Pani miło! Czy świętuje Pani w jakiś szczególny sposób wydanie nowej książki? 
Nie świętuję. Na to jest stanowczo za wcześnie, ale na pewno jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. 


Zdradzi nam coś Pani o „Jak powietrze”? Na co czekamy? 
Czekacie na new adult :D. Czekacie na powieść o dwojgu młodych ludziach, którzy na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Jest jednak coś, co ich łączy…oboje nie mogą oddychać.


Wierzy Pani w to, że każda książka ma duszę? Jaką duszę ma "Kiedy na mnie patrzysz"? 
Książka posiada duszę autora, który wkłada w nią cześć siebie. „Kiedy na mnie patrzysz” zawiera fragment mnie, ale też cząstkę każdego czytelnika, do którego dociera. Przyrównałabym to do akcji book tour, w której książka wędruje pomiędzy czytelnikami. Zanim powróci do organizatora/autora, każdy kolejny odbiorca zaznaczy w niej swoją obecność. Dla mnie duszą książki jest suma tych wszystkich wrażeń, jakich dostarczyła czytelnikom. 


Czy bohaterowie KNMP mają swoje pierwowzory w rzeczywistości?
Karina i Aleksander to wytwory mojej wyobraźni. Nie mają swoich odpowiedników w rzeczywistości. Owszem, kiedy nakreślałam ich charaktery, zapożyczyłam pojedyncze cechy od osób, które dobrze znam, ale nie stworzyłam głównych bohaterów na wzór realnych postaci. 


Czy wróci Pani jeszcze do historii Kariny i Aleksandra? 
Zaczęłam to nawet robić. W głowie mam pomysł na ich dalsze losy, ale w tej chwili zajmują mnie inne pomysły, więc ten na razie pozostawiam w uśpieniu. 


Dlaczego w Pani powieści pojawił się wątek choroby? 
Watek choroby miał przede wszystkim pokazać, że nawet w najgorszej chwili, można znaleźć szczęście i nic nie jest do końca pewne, czy przesądzone. 


Skąd pomysł na napisanie dialogów w języku angielskim bez żadnego tłumaczenia? Dlaczego się Pani na to zdecydowała? 
Już kilkakrotnie to wyjaśniałam. Może nikt mi nie uwierzy, ale nie miałam pojęcia, co się dzieje z książką, gdy wysłałam ją do wydawnictwa…teraz już wiem, że nie tak pracuje się z autorem, ale wtedy nie miałam tego świadomości. Dałam znać, że potrzebuję kogoś, kto zredaguje tekst też po angielsku. Niestety nikt nie zapytał mnie o tłumaczenie, chociaż do końca myślałam, że ta kwestia padnie przed drukiem i że wydawca się tym „zaopiekuje”. Cóż, pomyliłam się. 
A sam pomysł miał po prostu dodać realności postaciom. 


KNMP można było pobrać na chomiku. Co Pani o tym myśli? To zbrodnia wobec autora? 
Zbrodnia to bardzo mocne słowo i chyba nie do końca pasuje w tym kontekście, ale jest to olbrzymie utrudnienie dla autora i wydawnictw. O ile ten proceder dzieje się na przykład w USA, gdzie ani autor, ani wydawca nie odczuje strat, o tyle u nas, to jest jak dobijanie i tak ledwie dychających autorów. W Polsce bardzo mało ludzi czyta, z tych czytających niewiele ludzi kupuje książki. Nie trzeba być geniuszem, aby dodać dwa do dwóch ;). 


Czy napisanie i wydanie książki było Pani marzeniem, czy wyszło spontanicznie? 
Wyszło zupełnie spontanicznie. Pomysł wydania tego, co piszę pojawił się na samym finiszu. Po przeczytaniu opinii z forów poświęconych tej tematyce bardzo zniechęciłam się do tego pomysłu. Mimo wszystko zdecydowałam się wysłać fragment do pierwszego i jedynego wydawnictwa czyli Novae Res. 


Jak to jest być debiutantem w Polsce? Ciężko się przebić? Co potem? Czy wydanie książki otwiera później drzwi? 
W Polsce jest bardzo trudno zostać debiutantem, chyba że trafi się na profesjonalne i dobre wydawnictwo. Wówczas autor nie musi się martwić ani o promocję, ani o to jak zaistnieć na rynku. To wydawnictwu będzie zależało na tym, aby dany autor zaistniał. W przypadku wydania książki na własny rachunek, ten ciężar spada na autora. Ja miałam duże szczęście, że zauważono moją książkę i dostałam niepowtarzalną okazję wydania jej w znanym i bardzo dobrym wydawnictwie. 


Jak zareagowała Pani na mail od wydawcy? Wahała się Pani? Czy był to tylko jeden mail? 
Jeśli chodzi o pierwszą książkę, to oczywiście byłam podekscytowana, ale decyzję o wydaniu podjęłam po dłuższym czasie, ponieważ w grę wchodziła spora suma pieniędzy. 


Biorąc pod uwagę Pani doświadczenie, co może Pani powiedzieć osobie, które wyciąga właśnie swoją książkę z szuflady i chce ją wysłać do wydawnictwa? Cieszyć się z pozytywnej wiadomości i od razu podpisywać umowę, czy może jednak zastanowić się dlaczego tych wiadomości pozytywnych jest niewiele coś poprawić i wysłać ponownie? A co jeśli nie ma w ogóle odzewu? Odpuścić? 
To bardzo indywidualna sprawa. Każdy przypadek jest inny. Jeśli ktoś rozpoczyna swoją pisarską drogę to warto umieścić fragment swoich prac na portalach takich jak wattpad.com, gdzie ludzie z całego świata prezentują swoje teksty. Można poradzić się ludzi, żeby w pierwszej chwili zweryfikować, czy to, co piszemy jest rzeczywiście dobre. Następnie po tej wstępnej weryfikacji szukać wydawnictw, które teraz otwierają się na polskich debiutantów, co jest pocieszające. Cóż więcej mogę poradzić, chyba tyle, aby uzbroić się w cierpliwość.


W gatunku new adult zawsze mamy do czynienia z jakimś problemem, z którym borykają się dzisiejsze nastolatki. Czy widzi Pani problem, który naprawdę warto poruszyć? 
Jest wiele takich problemów, ale ja nie czuję się ani na siłach, ani nie mam kompetencji (pomimo wykształcenia pedagogicznego) aby rozwiązywać problemy dzisiejszych młodych ludzi. Ja dorastałam w innych czasach, na chwilę przed bumem social mediów, a nawet telefonów komórkowych ;) I to był najlepszy czas mojego życia. Szczerze współczuję młodym ludziom, którzy są poniekąd zmuszeni przedkładać relacje w Internecie nad te w rzeczywistym świecie. Myślę, że to jest główny problem dzisiejszej młodzieży (chociaż nie tylko młodzieży). Jest to problem, którego nie da się tak naprawdę wyeliminować. Musielibyśmy wyzbyć się Internetu i telewizji, co jest przecież niemożliwe. 


Cytat z dyskusji „Mole czytają”: W new adult urzeka mnie przede wszystkim to, że bohaterowie są młodzi i wszystko, co przeżywają jest dla nich nowe, pierwsze i świeże. Pierwsze uczucie, pierwsze doświadczenia seksualne, pierwsze przyjaźnie, nowy etap w życiu związany z wchodzeniem w dorosłość...to tematy, które można łączyć i konfigurować na różne sposoby, co sprawia, że pomysły na fabułę powieści new adult są wręcz nieskończone.
Naprawdę myśli Pani, że nie da się wyczerpać pomysłów na fabułę powieści new adult? Skoro tak to skąd się biorą schematy? 
Ostatnio czytałam książkę new adult, w której autorka użyła wszelkich możliwych schematów, jakimi odznacza się ten gatunek, a mimo wszystko książka bardzo mi się podobała. Wszystko za sprawą nieschematycznych rozwiązań w fabule. Jest to idealny przykład na to, że nawet wykorzystując pewne schematy, można z nich wybrnąć stosując jakiś niespodziewany zabieg, który go przełamie. Wszystko zależy od wyobraźni i pomysłowości autora. 


Czy nasze społeczeństwo wciąż ma tematy tabu? (Ograniczmy się do problemów nastolatków). 
Myślę, że pojęcie tabu w literaturze już nie istnieje.

Czy potrafiłaby Pani stworzyć listę trzech książek z gatunku new adult, które każda nastolatka powinna przeczytać i w jakiś sposób to uzasadnić? 
„Na krawędzi nigdy” J.A. Redmerski. Zakochałam się w tej powieści od pierwszych stron. Książka jest pełna humoru, wzruszeń i mądrości. Mówi o tym, że czasami trzeba się zgubić, aby móc się na nowo odnaleźć. O tym, że nic nie jest do końca przesądzone i jeszcze wszystko możemy w swoim życiu zmienić. Moim największym marzeniem jest podróż po Stanach Zjednoczonych i czytając tę powieść, znalazłam się na chwilę w miejscach, które mam nadzieję kiedyś sama odwiedzę.
„Confess” Colleen Hoover. Powieść o poświęceniu, nadziei i miłości, która nie umiera nigdy.
„Bez słów” Mia Sheridan. Ta powieść zauroczyła mnie swoją baśniową aurą. Porusza temat alienacji i odrzucenia przez społeczeństwo, które ma ogromny wpływ na rozwój człowieka. 


Zdaję sobie sprawę, że nie czyta Pani tylko tego gatunku, a więc jaki jeszcze? Poradniki, romanse, kryminały? Co znajdziemy na Pani półkach? 
W skrócie - wszystko. Książki podróżnicze, kryminały, horrory, fantastykę, obyczajowe, romanse…Dla mnie nie jest ważny gatunek, a konkretna historia. Musi mnie porwać i przetrzymywać do ostatniej strony. Tylko tego od niej wymagam :D 


Czy jest jakaś uniwersalna książka, którą mogłaby Pani wszystkim polecić? 
Oczywiście „Złodziejkę książek” Markusa Zusaka.


Jak Pani myśli o czytelnika trzeba dbać zawsze, czy dopóki nie odniesie się sukcesu? 
Bardzo tendencyjne pytanie ;). Oczywiście, że zawsze trzeba o nich dbać, przecież bez czytelników nie ma książek, a bez książek nie ma autorów. 


Co Pani myśli o blogowych recenzentach? Jedni autorzy ich lubią, inni nienawidzą, w której grupie Pani się znajduje? 
Nie znajduję się w żadnej z powyższych grup. Cenię mądre i przemyślane recenzje, bo bardzo często na ich podstawie sama sięgam po dana lekturę. 


Czy ma Pani swój ukochany blog recenzencki? 
Moim ukochanym blogiem recenzenckim jest “Mowa książek” Martyny. Uwielbiam jej recencje, bo widać w nich prawdziwą pasję i miłość do książek. Często odwiedzam bloga Beaty “Thieving books”, który lubię za piękne recenzje i cudowną grafikę. Uwielbiam blog Kasi z “Kasik recenzuje”, za bezkompromisowe i szczere recenzje. Bardzo cenię bloga Karoliny “Dzosefinn’s books” za to, że nie płynie z prądem i do swoich recenzji wybiera tytuły inne, niż wszyscy. 
Odwiedzam często “Lustro rzeczywistości”, “Nie teraz – własnie czytam”, “Gosche books”, “Przeczytanki”, “Zapatrzona w książki”... i wiele innych. Najważniejsza cechą, która mnie do powyższych blogów przyciaga to pasja, z jaką dziewczyny je prowadzą. Bez niej ich blogi nie miałby racji bytu. 


Jakie recenzje Pani lubi? Te, które wychwalają Pani twórczość pod niebiosa, czy te które wytykają błędy? 
Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli napiszę, że tylko te pochlebne, to wydam się mało wiarygodna. Jeśli napiszę, że uwielbiam czytać te niepochlebne, to skłamię. Myślę, że prawda leży po środku. Lubię być chwalona (a jakże), co nie znaczy, że nie cenię sobie słów konstruktywnej krytyki i takiej, która nie ma za zadanie mnie poniżyć, ośmieszyć, czy ująć mi włożonej w książkę pracy. Jeśli ktoś napisze: „nie podobała mi się ta książka, ponieważ…” i tu wymieni powody tej opinii, to ja tylko się ucieszę z takiego podejścia, bo mogę przeanalizować te uwagi i zastanowić się nad ich zastosowaniem przy kolejnej książce. Ale jeśli recenzent ze swojej opinii chce zrobić show, zamieniając przy tym autora i jego powieść w rekwizyt teatralny, to ja takiej recenzji nigdy nie potraktuję poważnie. 


Udostępniła Pani na fanpage’u słowa: Nie denerwuj autorów. Jeszcze umieszczą Ciebie w książce. A potem zabiją. Co Pani o tym myśli? Czy nieprzychylni recenzenci mają się bać?
 To był żart ;) Nieprzychylne recenzje były, są i będą. Trochę się już na to uodporniłam, bo wiem, że nie jestem w stanie dogodzić wszystkim. 


Katarzyna Bonda twierdzi, że pisanie to głównie rzemiosło, a nie talent, bo sam talent nie wystarczy do napisania książki. Co Pani o tym myśli? 
Myślę, że nie sam talent do pisania a talent do „wymyślania” historii jest tu istotny. Czytałam książki napisane poprawnie, wręcz idealnie pod względem stylistycznym, dopracowane technicznie, ale co z tego, jeśli ich fabuła była wycięta z szablonu pod tytułem „jak napisać ciekawą książkę”. Taką powieść można przyrównać do podręcznika szkolnego – jest napisany poprawnie, ale ma ujemną emocjonalność. Jest też druga strona medalu. Jeśli książka ma ciekawą fabułę, ale napisana jest w sposób niechlujny, niedopracowany, to przez taką książkę nie przebrnę, mimo szczerych chęci. Jak zwykle…równowaga w przyrodzie musi być zachowana ;) 


W jaki sposób zabiera się Pani do pisania? Sporządza Pani jakiś plan czy idzie na żywioł? 
Nie mam planu, tylko gotową historie w głowie. Wszystkie pomniejsze wydarzenia wymyślam na bieżąco. 


Czym dla Pani jest wena? Czy w ogóle istnieje? 
Dla mnie wena to stan, w którym nie mam zmartwień i szeregu obowiązków na głowie. Jeśli te warunki zostały spełnione, to znaczy, że mam wenę ;)…bo pisać i wymyślać nowe wątki potrafię w każdej sytuacji i o każdej porze dnia i nocy. 


Młodzież powinna czytać mało i rzadko książki im narzucone, czy dużo i często te które sami wybiorą? 
Młodzież powinna czytać. To moje główne zalecenie. Myślę, że zanik czytelnictwa wynika z tego, że ludzie nie potrafią czerpać przyjemności z czytania. Jeśli ktoś był zmuszany do czytania czegoś, co kompletnie mu nie podchodziło (szkoła) to utożsamia czytanie z jakąś karą. Jeśli uda mu się trafić na swój ukochany gatunek, wtedy nigdy nie porzuci tej przyjemności i nawet jeśli przyjdzie mu zmierzyć się z „Tangiem” Mrożka…nie dozna trwałej traumy czytelniczej :D 


Co Pani myśli o naszym kanonie lektur? Są dostosowane do wieku? Są konieczne? 
Nie potrafię odpowiedzieć na takie pytanie, gdyż do szkoły chodziłam jakiś czas temu. Nie mam zielonego pojęcia, czy na przykład po licznych reformach coś się pod tym względem nie zmieniło. Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie wspominam źle szkolnych lektur. Żadna z nich nie pozostawiła we mnie negatywnych odczuć.


Czy w Polsce można być pisarzem new adult? Jak reagują ludzie? Może lepiej napisać kryminał? 
New adult to powieści o młodych ludziach a młodzi ludzie istnieją w każdym kraju, a ich problemy są uniwersalne, więc odpowiadając na pierwsze pytanie: tak, można być pisarzem new adult w Polsce. Najważniejsze to dostosować fabułę do naszych realiów, w przeciwnym razie, przedstawione wydarzenia mogą wydać się mało wiarygodne. 


I na zakończenie. Jest coś co chce Pani powiedzieć swoim czytelnikom albo coś o co chce ich Pani zapytać? 
Chciałabym jedynie powiedzieć, że pisze dla czytelników. Jeśli czytelnicy będą ze mną, ja zawsze będę z nimi.
Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)