Menu

Ingar Johnsrud - Naśladowcy

Mam taki problem z kryminałami skandynawskimi, że zawsze mnie do nich ciągnie. Zazwyczaj wymyślone historie są naprawdę ciekawe i niezwykle złożone. To klasa sama w sobie.

Dlaczego więc czytam je tak rzadko?

Styl pisarski autorów jest dla mnie czymś męczącym i dopiero, gdy akcja zaczyna nabierać zawrotnego tempa, to wtedy o nim zapominam.

Udusi mnie ktoś za to? :D 

Dobra przejdźmy do krótkiej recenzji.

Tytuł: Naśladowcy
Autor: Ingar Johnsrud
Wydawnictwo: Otwarte

Fredrik Beier to komisarz norweskiej policji, którego życie w ostatnim czasie wcale nie rozpieszcza. Rozwód i narastający, wciąż konflikt z przełożonymi wcale nie sprawiają, że jest szczęśliwy.

Policjant otrzymuje wezwanie. Zapowiada się kolejna rutynowa sprawa - zaginięcie, nawet nie porwanie! W dodatku zaginiona kobieta była członkiem organizacji religijnej Boskie Światło. Wydaje się, że po prostu zerwała kontakt ze wszystkimi. Fredrik musi jednak zmienić zdanie, kiedy na własne oczy może zobaczyć, jak wygląda siedziba organizacji. To co tam zastał nie ma nic wspólnego z rzekomym porwaniem, to po prostu istna masakra w stylu Charlesa Mansona...

Pytania tylko się mnożą, a na żadne nie da się uzyskać pewnej odpowiedzi. Czy zaginiona kobieta życie? Kim jest zabójca? Kim jest porywacz? Czy organizacja religijna Boskie światło nie ma przypadkiem z tym nic wspólnego? A może to jakaś terrorystyczna organizacja islamistów? Bo przecież niemożliwe żeby tego wszystkiego dokonał jeden człowiek. Śledztwo komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że ktoś je sabotuje. Być może nawet od środka...

Historia ma dwie płaszczyzny. Z jedną z nich jest czas teraźniejszy, a więc śledztwo, które prowadzi Fredrik Beier. Drugą są czasy II wojny światowej jest to więc czas dokonywania okrutnych eksperymentów medycznych. Płaszczyzny te przenikają się, a czytelnik wraz z rozwojem akcji dowiaduje się, jak wiele mają ze sobą wspólnego.

Poczucie winy jest jak księżyc. 
Wszystkiego nie przysłania, ale gdzieś jest. 
Najgorsze są noce.

Ingar Johnsrud jest norweskim dziennikarzem. Pisze dla największych krajowych grup medialnych.

Naśladowcy to jego debiut, który ukazał się w 2015 roku. Zapowiada on również kolejne dwa tomy, w których również wystąpi Fredrik Beier.

Swoim debiutem wkradł się do świata norweskiego, a nawet skandynawskiego kryminału, ponieważ zdecydowanie zrobiło się o nim głośno. Krytycy chwalą go za ostry i pewny styl prozy, oko do detali oraz konstruowanie bogatej i innowacyjnej fabuły. Zdobył również miano pisarza, który nie pozwala swoim czytelnikom usiedzieć na miejscu. źródło


Mnóstwo bohaterów, przesyt informacji, natłok motywów i to wszystko w bardzo krótkich rozdziałach. Jednym zdaniem, zanim zorientowałam się o co chodzi, rozdział dobiegał końca. Taki początek nie nastrajał mnie zbytnio optymistycznie do tej książki. Początkowo naprawdę nie mogłam się w nią "wgryźć", a styl autora mnie irytował. Kiedy jednak akcja nabrała tempa, część informacji okazała się niepotrzebnych, pewne motywy niemożliwe i zaczęłam odróżniać bohaterów, to było już zdecydowanie łatwiej i nawet nie zauważyłam kiedy skończyłam książkę.

Główny bohater - Fredrik Beier zdecydowanie nie jest oryginalny. Pana komisarza, który ma na pieńku ze śledczymi i problemy z przeszłości, poznałam już nie raz. Co jednak z tego? Autor świetnie wkomponował go w akcję. Przedstawił sam go jako samca alfa, który uwielbia kobiety. Nie lubi wykonywać poleceń. Złapał już niejednego mordercę, a jego własna przeszłość nie daje mu odpocząć. 

Wątek drugiej wojny światowej, czy broni biologicznej, a już przede wszystkim czystości rasy wcale nie jest czymś nowym. Natomiast autorowi udało się wyszarpnąć z tego tyle ile trzeba żeby stworzyć własną, unikalną historię.

Czy jest to wstrząsający kryminał? Tego bym nie powiedziała. Czym jest? Nie mam pojęcia. Autorowi zabrakło w książce emocji, napięcia, grozy. Jakoś niespecjalnie przeraziła mnie ta pozycja. Nawet krwawe opisy. No chyba, że to ze mną jest coś nie tak :D

Myślę, że Naśladowcy to całkiem niezły debiut, chociaż jeszcze trochę mu brakuje. Nie zmienia to jednak faktu, że fani skandynawskich kryminałów powinni być usatysfakcjonowani, a autor zapewne zaskoczy w drugim tomie.

Zdjęcia:
- okładka
- zdjęcie



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

CARPE DIEM

CARPE DIEM
Kliknij w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej na temat fabuły.

ZAJRZYJ TUTAJ

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka