Menu

Mia Sheridan - Bez słów [PRZEDPREMIEROWO] + zapowiedź

(...) miłość to na tyle abstrakcyjne pojęcie, że każdy z nas ma 
swoje własne słowo na określenie tego, co dla niego oznacza.

Książka Mii Sheridan szczerze mnie zainteresowała. Nie znałam wcześniej twórczości autorki, a sam tytuł wydał mi się intrygujący. Dodatkowo pierwsze recenzje nastawiły mnie bardzo "optymistycznie" do tej książki. No i okładka! W pierwszej chwili pomyślałam - nic specjalnego, dopiero po przyjrzeniu się jej zauważyłam, że jednak jest w niej coś intrygującego. Dobra nie przedłużam już :)


Nie uciekaj ode mnie - zamigałem - Nie mogę cię zawołać. Proszę, nie uciekaj ode mnie.

Zastanawialiście się kiedyś, czy miłość może uleczyć wszystkie rany? Po przeczytaniu Bez słów naprawdę zaczęłam się nad tym zastanawiać. Są bowiem rany tak głęboko wyryte w naszym sercu, że załatanie ich może trwać latami. Sama miłość może do tego nie wystarczyć.

Archer to chłopak, o którym wszyscy wiedzą, ale którego nikt nie zna. Mieszka bardzo blisko lasu, na totalnym odludziu. Ludzie myślą, że jest głuchoniemy, a nawet podejrzewają u niego chorobę psychiczną. Nikt jednak nigdy nie zaproponował mu pomocy. On ignoruje ludzi, a oni jego. Ten układ trwa i trwa.

Bree przyjechała do miasteczka prosto z Ohio. Szuka tu spokoju i bezpieczeństwa, które mogłyby ukoić jej zszargane nerwy. Już pierwszego dnia spotyka Archera, a jego spojrzenie nie wywołuje w niej lęku, podobnie jak cisza, którą wokół siebie rozciąga. Wypytuje mieszkańców o niego. Ich brak wiedzy na jego temat oraz wypchnięcie go poza margines społeczeństwa ją szokuje. Postanawia go lepiej poznać. Czy jednak uda jej się przedrzeć przez mur, który wokół siebie stworzył?



Tytuł: Bez słów
Tytuł oryginału: Archer's Voice
Autor: Mia Sheridan
Wydawnctwo: Otwarte
Premiera: 30.03.2016 rok
Przedsprzedaż - Empik

Bez słów mnie zaskoczyło. Choćbym nie wiem jak pozytywnie nastawiała się do książki, to do każdego new adult podchodzę z rezerwą. W tym przypadku było podobnie. Historia zapowiadała się świetnie, ale co z niej mogło wyniknąć? Bałam się płytkiego romansu. Tymczasem dostałam opowieść, której głębia mnie wciągnęła. Nie wiem jednak czy dam radę napisać recenzję. Brakuje mi słów, którymi mogłabym ją opisać.

(...) byłam naznaczona tragedią i wiedziałam, że życie to nie bajka, że nic nie jest nam dane raz na zawsze, a w świeci trudno o sprawiedliwość.

Bree to postać naznaczona tragedią. Mocno przeżyła śmierć swojego ojca i chociaż minęło sześć miesięcy nie mogła się po tym pozbierać. To dlatego uciekła od swojego dawnego życia. Zostawiła wszystko za sobą żeby zacząć od początku. To całkiem nieźle wykreowana postać. Jest nieustępliwa w dążeniu do celu, a przy tym bardzo miła. Nie interesuje jej co mówią ludzie. Cały czas zmaga się ze stresem pourazowym, miewa halucynacje i napady paniki, a mimo to wstaje każdego dnia i idzie dalej. Tu autorka popełniła błąd. Nie znam się na zespole stresu pourazowego, ale wydaje mi się, że nie można się go tak szybko pozbyć. To akurat wyszło trochę sztucznie.

W zamian otrzymaliśmy idealną kreację Archera. To bohater, którego chyba jeszcze nigdy nie spotkałam. Jest tak daleki od schematu new adult, jak tylko można, a jednocześnie idealnie się w niego wpasowuje. Archer nie jest już chłopcem, a mężczyzną, który nosi w sobie tajemnicę i poczucie winy, które nie pozwalają mu ruszyć naprzód. Jednak to nie jest jedyna przyczyna. Całą winę za sytuację Archera ponosi jego żyjąca rodzina, która pozwoliła żeby chłopca od małego wychowywał chory psychicznie wujek, a także społeczność, która po prostu zostawiła go samemu sobie nawet wtedy kiedy dorósł. Archer żył w świecie ciszy i to w każdym możliwym aspekcie. Nie mógł mówić, a nikt w miasteczku nie chciał poświęcić mu czasu. Sam nauczył się języka migowego, ale nie miał osoby, z którą mógłby się porozumieć. To wszystko zepchnęło go na zupełny margines. Archer miał dobre serce, czystość, ciszę, inteligencję i do zaoferowania całego siebie, tylko że nikt go nie chciał.

Autorka świetnie poradziła sobie również z kreację miłości. Co z tego, że ona poznała jego, a on ją i zakochali się w sobie? Tu wcale nie ma schematu. To tak realne uczucie i tak bardzo namacalne, że naprawdę wierzymy tę historię. Wszystko w niej ma swój czas, swoje miejsce. Nawet kryzysy w tym związku nie zostały w żaden sposób odrealnione. Umacniają tylko nasza wiarę w to, że ta historia mogłaby wydarzyć się naprawdę.

Porozumiewaliśmy się tysiącem słów, nie wymawiając ani jednego.

Autorka porusza tak wiele tematów, o których na co dzień zapominamy, że po jej przeczytaniu miałam kaca moralnego. Czy dla wszystkich jesteśmy mili? Czy przypadkiem nie izolujemy osób, które się od nas różnią? Czy siłą nie spychamy ich na margines? Staramy się je ignorować, bo to tłumi nasze poczucie winy.

Nietoleracja. Cisza. Porzucenie. Miłość. Niezrozumienie. 
Nieakceptacja. Krzywda. Tajemnica.
To fundamenty tej powieści, których nie da się pominąć. Bez słów to naprawdę wyjątkowe new adult, które chwyta za serce, a historia, którą poznajemy zostanie z nami na dłużej.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu



ZAPOWIEDŹ

Kochani!

7 marca rusza 7 dni z Sylwią Trojanowską. Jesteście ciekawi? Zapraszam na stronę wydarzenia! Tam dowiecie się więcej :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

CARPE DIEM

CARPE DIEM
Kliknij w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej na temat fabuły.

ZAJRZYJ TUTAJ

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka