Menu

POZNAJ/PRZECZYTAJ/POKOCHAJ

Olga Rudnicka - Były sobie świnki trzy [PRZEDPREMIEROWO]

- Nie martw się, na pewno jest martwy. 
Poklepała Martusię po głowie jak psa.
- Tak...tak...myś...myś...liś?

Autorkę pokochałam za powieść "Diabli nadali". Była po prostu fenomenalna! Szczerze mówiąc liczyłam na ten sam poziom i bardzo wysoko postawiłam poprzeczkę. 

Czy autorce udało się spełnić moje oczekiwania?



Tytuł: Były sobie świnki trzy
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
PREMIERA: 15.03.2016 rok

Czy trudno jest być żoną? Wydaje Wam się, że nie?

A myślicie, że łatwo jest mieć szczęśliwego faceta, który zapewnia pełne konto i nadmiar wolnego czasu? Uwierzcie mi, że trzeba na to ciężko zapracować. I może to w końcu zbrzydnąć. A problem pojawia się w momencie, kiedy przypomnisz sobie, że przed ślubem podpisałaś intercyzę. Po co podpisywałaś ten papier? Teraz masz problem! Nie możesz rozwieść się z mężem, nie możesz doprowadzić go do samobójstwa, więc co Ci pozostaje? 

Zostać bogatą wdową! Życie nabierze wtedy sensu.

Jak to osiągnąć?

Mąż musi odejść. Zginąć tak żeby nikt się nie połapał. 

Jak to jest, że trzy inteligentne kobiety nie mogą wymyślić ani jednego dobrego sposobu zabójstwa, a musimy popełnić aż trzy!

Kamelia Padecka jest nieszczęśliwą żoną Macieja Padeckiego - stołecznego komornika. Ma 36 lat i cały czas walczy o zachowanie urody, figury i statusu materialnego. Niestety to ostatnie było niepewne. Jeśli namiętność było jedynym powodem zawarcia małżeństwa i się wypaliła, to wniosek płynie z tego prosty - trzeba zrobić wszystko żeby zachować status materialny.

Martusia Skałka to kobieta, której zegar biologiczny tyka. Niestety jej mąż - Tobiasz Skałka - doradca podatkowy, nie ma ochoty na małe skałki biegające po domu. Nie mając pociech, musiała znaleźć inne zajęcie. Angażowała się we wszelkie możliwe wolontariaty - domy dziecka, domy pomocy społecznej. Jej hobby było stosunkowo kosztowne potrzebowała więc stałego źródełka z pieniędzmi.

Jolanta Markiewicz miała trzydzieści osiem lat i dwoje nastoletnich dzieci, które zdecydowanie nie były czymś co jej w życiu wyszło, a pewnie i same myślały tak o swojej rodzicielce. Pani Jolanta była w bardzo trudnej sytuacji. Musiała być lekko przy kości i chodzić w workowatych ubraniach, bo tylko to ją chroniło przed zaciągnięciem do łóżka przez własnego męża - Tadeusza Markiewicza - radcę prawnego. Do odzyskania seksapilu i figury prowadziła tylko jedna droga i zdecydowanie nie było na niej męża.

Na szczęście nie była adwokatem, co znacznie ułatwiało jej pracę. 
Obawiała się, że prowadząc sprawy karne, nie zdołałaby zachować tak chłodnej obojętności. Gdyby stanęła twarzą w twarz z ofiarą gwałtu, wówczas obrona gwałciciela mogłaby polegać na jego kastracji i solennej obietnicy, że więcej tego nie zrobi.

Trzy nasze świnki to kobiety, które zdecydowanie mają zbyt dużo czasu wolnego i dostęp do zbyt wielkich pieniędzy. Z takich luksusów bardzo ciężko zrezygnować. Niestety trwanie w beznadziejnym małżeństwie nie jest tego warte. A jeśli jest intercyza, to zamiast rozwodu trzeba pozbyć się męża - fabuła wydaje się prosta. Jednak autorka prowadzi ją z tak niezwykłą wprawą, że nie sposób się od niej oderwać. Jest po prostu świetna! 

Uwielbiam język autorki, który z kryminału mrożącego krew w żyłach, czyni wspaniałą komedię, przy której po prostu nie można nie popłakać się ze śmiechu.

Na uwagę zasługują również bohaterowie i nie mam na myśli tylko trzech pań, które Wam przedstawiłam. Moim zdaniem każda kreacja została idealnie przemyślana. Bohaterowie są spójni i świetnie realizują zadania, które wybrała dla nich autorka.


Skarbie, facet do łóżka, a facet do życia to dwie różne rzeczy. A jak ci się zdarzy taki cud, że facet nadaje się i do łóżka, i do życia, to łapiesz go na lasso, wleczesz do piwnicy, zamykasz na cztery spusty i pilnujesz, żeby nie podebrała ci go inna jałówka. Łapiesz, mała?

Wielowątkowość zdecydowanie rządzi tą historią i jest jej największym plusem. Prosta fabuła, dzięki wielości wątków i bohaterów staje się nader interesująca, a zręczność z jaką poprowadziła ją autorka uczyniła z Były sobie świnki trzy wspaniałą powieść, przy której zdecydowanie możemy się śmiać. Najlepsze są niesamowite mhm...zrządzenia losu? To chyba dobre określenie. Nadal uważam, że "Diabli nadali" było fenomenalne i niepowtarzalne, ale Były sobie świnki trzy niewiele ustępuje poprzedniej powieści.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję

Komedia kryminalna




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka