Menu

POZNAJ/PRZECZYTAJ/POKOCHAJ

RECENZENT - istota z piekła rodem



W ostatnim czasie w blogosferze doszło do kilku nieprzyjemnych sytuacji. Wszystkie dotyczyły problemów na gruncie związku recenzent-autor. Żadna z nich nie dotknęła mnie bezpośrednio, ale sama trzykrotnie miałam okazję doświadczyć podobnych problemów. 

O czym mowa? O sytuacjach, w których autor po przeczytaniu niepochlebnej recenzji "napada" na recenzenta. 

Kto jest winny? 
Recenzent czy autor?


Na początku warto zastanowić się nad tym kim jest recenzent i czym jest recenzja. 

Internetowy słownik języka polskiego PWN nie zawiera definicji słowa recenzent, skorzystajmy więc z potocznego znaczenia tego słowa. Za recenzenta uważać możemy osobę, która tworzy recenzję. My skupimy się oczywiście na recenzentach, którzy tworzą recenzje książek.

Czym w ogóle jest recenzja? Według słownika PWN jest to omówienie i ocena dzieła literackiego, zwykle publikowana w prasie. Wikipedia podaje także cele, dla których tworzona jest recenzja, a są to: informowanie o nowych dziełach i prezentowanie ich; ocenianie; kształcenie gustu odbiorców; refleksja krytyczna.

Zgadzacie się z tym?

Recenzentów przybywa. Internet pełny jest blogów recenzenckich. Nieliczne mają po kilka lat, wyróżniają się współpracą z wydawnictwami, a także autorami. Mnóstwo jest także blogów, które mają po kilka miesięcy, tygodni, a także dni. Recenzencka blogosfera rozszerza się.

Zastanawia Was co w tym złego? Pozwólcie, że przedstawię Wam definicję recenzenta mojego autorstwa:


Śmiejecie się w tym momencie? Kręcicie głowami nad moją głupotą? Proszę Was o zaprzestanie. Co prawda moją definicję należy traktować z przymrużeniem oka, ale sprawa jest niezwykle poważna. Czasami wydaje mi się, że właśnie tak postrzegają nas niektórzy autorzy. Mam rację, prawda?

Napisałam kiedyś recenzję książki "Namiętność niejedno ma imię". Recenzja była bardzo niepochlebna. I wiecie co? Dziwna sytuacja. Najpierw napadła na mnie "fanka" autorki, która wystawiła jej na LC 10 gwiazdek. Następnie napadła na mnie kolejna fanka, posługując się tymi samymi słowami. I wreszcie napadła na mnie sama autorka pani Jagielnicka-Kamieniecka. Przypadek? Ta...jasne. W czym był problem?
- Według Autorki, zaatakowałam ją w swojej recenzji. Miałam w sobie mnóstwo jadu, wobec osoby, której nie znam.
Autorka stwierdziła, że nie powinnam jej książce wystawiać negatywnej oceny. Według niej profesjonalny krytyk, jeśli książka mu się nie podoba to ją odkłada i nie wystawia negatywnej oceny.
Proszę sobie przeczytać poniższy link, by zrozumieć, jak pisze się recenzje z namysłem, ze znajomością tematu, bez histerycznej napastliwości na autora. [Chodziło o recenzję pani 10 gwiazdek na LC]
- Byłabym Pani wdzięczna, gdyby usunęła Pani tę recenzję, bo straciłam przez nią wiele czytelniczek, które z pewnością byłyby książką zachwycone, na co wskazują opinie na portalach książkowych.
Więcej o sprawie: Drogi Autorze, przepraszam że jestem!

Byłam "młodą" recenzentką. Mój blog miał kilkanaście miesięcy. Teraz jest trochę inaczej. Nadal nie uważam się za "recenzenckiego guru", ale mój blog istnieje 2 lata i powoli się rozwija, więc chyba nie jest źle, prawda? Chociaż wypowiadałam się już w tej kwestii, postanowiłam zrobić to ponownie, z prostej przyczyny - temat nadal jest aktualny.

DE GUSTIBUS NON EST DISPUTANDUM 
gusta nie podlegają dyskusji; o gustach się nie dyskutuje

Ten cytat poznałam jeszcze w liceum i chyba będzie mi już towarzyszył do końca moich dni. W tej jednej sentencji zawiera się to, co każdy recenzent i autor powinni wiedzieć. To takie proste i logiczne, ale często o tym zapominamy. I winne są obie strony.

RECENZENCI
Nie przeczytana książka - i tak zrecenzowana, najlepiej pozytywnie.
No właśnie, jak to z tym jest? Oczywiście nie mam na myśli żadnego konkretnego recenzenta. Jednak czy zawsze czytamy książkę od deski do deski? Czy recenzujemy książkę pod presją, a jeśli tak, to czyją? Czy piszemy recenzję podobną do innych recenzji? Wpadamy w zachwyt, kiedy wszyscy piszą "wow", a kiedy jest "buuu", to i u nas "buu" jest obecne.

Autorzy, którzy na co dzień nie zaglądają na blogi recenzenckie mają o nich różne zdanie. Jednych to po prostu nie interesuje, ale są też tacy, którym recenzje wydają się fałszywe. Miałam okazję usłyszeć o tym od kilku autorów. Ich zdaniem niektórzy recenzenci nie recenzują książek, a piszą to co chcą przeczytać wydawnictwa lub to co jest na innych blogach. Ich zdaniem recenzje są nieszczere. Jedni autorzy zyskują setki pozytywnych recenzji, a inni wcale i powielany jest pewien schemat. Ich zdaniem lepsze są recenzje na LC osób, które nie mają blogów, bo oni piszą szczerze.

Chciałabym się z tym nie zgodzić, ale coś w tym jest, prawda?

AUTORZY
Mają zbyt wielkie ego i zerową tolerancję na krytykę.
Autorzy mają wielkie ego - oczywiście nie wszyscy. Nie są w stanie pojąć, że "krytyka" jest dopuszczalna. Twoja szuflada Cię nie skrytykuje, ale czytelnik już tak, więc jeśli nie chcesz poznać opinii o swojej twórczości to jej po prostu nie publikuj. Proste? W rzeczywistości wcale tak nie jest.


  • Recenzent napisał pochlebną recenzję - autor się cieszy, podziękuje - wszystko gra
  • Recenzent napisał niepochlebną recenzję - autor ją akceptuje, rozmawia o tym co wytknął recenzent i chce następnym razem go przekonać do siebie w 100%, albo olewa recenzję - wszystko gra
  • Recenzent napisał niepochlebną recenzję - autor jej nie akceptuje, atakuje recenzenta; zakłada fałszywe "fanowskie" konta, które go atakują; wyraża się o recenzencie niepochlebnie za jego plecami - wszystko jest do dupy.


GUST JEST JAK BÓL
Nie da się go udowodnić
Każdy recenzent powinien mieć swój gust, swój gust powinien mieć także czytelnik. Ktoś mi kiedyś powiedział, że moje recenzje są "nierówne". Bywa tak, że skrytykuję jakąś książkę, a następnie będę kolejną wychwalać pod niebiosa, chociaż wiele się od tamtej nie różni. Dlaczego? Moim zdaniem gust jest jak ból, nie da się go udowodnić. Co to dokładnie oznacza? Kiedy boli cię głowa, noga, czy cokolwiek innego tylko Ty o tym wiesz, więc łatwo możesz kogoś okłamać. Każdy z nas odczuwa ból inaczej i ma inną tolerancje na niego. Dla niektórych zrobienie tatuażu to przyjemność, dla innych masochizm. Tak samo jest z gustem. To coś czego nie da się dokładnie określić. W dodatku gust cały czas ewoluuje i zmienia się.

Wszystkie moje recenzje są subiektywne. Staram się, żeby były rzetelne, ale nigdy nie będę w stanie napisać pozytywnej recenzji książce, która nie wywoła we mnie wielkich emocji. Nie mam też wpływu na to, że czasem jestem zmęczona; że mam większą wiedzę niż autor; że nie podoba mi się ujęcie tematu; że mam wobec niektórych większe oczekiwania i coś, co zachwyciłoby mnie u innego autora, u tego konkretnego może nic nie znaczyć. 

Pod swoimi recenzjami widzę różne komentarze. Czytelnicy się ze mną zgadzają; polegają na mojej opinii; stwierdzają, że chcą wyrobić sobie własną; nie są w stanie pojąć dlaczego wychwalam/krytykuję tę książkę; ja osobiście uważam, że to jest świetne. Każdy ma swój gust i tak powinno być.

Jest jeszcze coś, co niektórym autorom, czytającym recenzje umyka. Książka to swego rodzaju produkt, oczywiście ma większą wartość kulturową niż cukier, czy pralka, ale tak czy tak jest to towar. My go oceniamy, wystawiamy mu recenzję. Nigdy jednak nie oceniamy autora! Kiedy mówimy, że pralka jest do dupy, nie dzwonimy do producenta i nie mówimy mu, że jest kretynem skoro pozwolił stworzyć coś takiego. Tak samo jest w przypadku recenzji. Oceniamy towar, który dostajemy, a więc książkę. Nigdy autora, który ją napisał i warto o tym pamiętać. Szczególnie, że gdy autorzy krytykują recenzje często bywają nie fair i atakują samego recenzenta. Moim zdaniem jest to niedopuszczalne.

Czy recenzent to istota z piekła rodem?
Chyba nie, z naciskiem na chyba ;)
Moim zdaniem nie mamy siły sprawczej. Za moją złą recenzję nie mogę brać odpowiedzialności, tak samo jak za dobrą. Wątpię, by po przeczytaniu kilku słów w internecie 60% społeczeństwa ruszyło do księgarni i kupiło książkę tylko dlatego, że jakaś nieznana im kobieta napisała kilka pozytywnych słów na blogu. Nie mogę wziąć też odpowiedzialności za samobójstwa autora po złej recenzji, prawda? 

Nie pracuję też jako recenzent. To nie jest moje źródło utrzymania, o czym część osób chyba zapomina. To prawda, że dostaję książkę za darmo, ale to tyle. Wydawnictwo nie wywiera na mnie nacisku. Piszę to co mi się żywnie podoba.

Ten post miał wyglądać inaczej, ale wyszło jak wyszło. Macie jakieś zdanie na ten temat. Czy recenzent faktycznie jest istotą z piekła rodem?









1 komentarz :

  1. Nie dało się niezauważyć jednej z bitew :bloger-autor,bo doszło do tego,że bloger odwołał konkurs,w którym była nagrodą książka owego autora. To żenujące,że niektórzy nie potrafią przyjmować gorszej oceny i obrzucają błotem za wyrażenie swojego zdania.
    Różne książki czytam. Pamiętam jak raz uległam zachwytom nad książką Paula Coelho "Pielgrzym". Przebrnęłam przez 20 stron,odpuściłam. Nie wiem czym tam się zachwycali. Dla mnie ta książka była nieciekawa,ale są tacy,którzy po kilka razy ją czytają. I szanuję to. Sięgnęłam parę lat później po inne pozycje P.Coelho " Weronika postanawia umrzeć", " 11 minut", i co? Te mi się podobały:) Także o gustach się nie dyskutuje,każda potwora ma swojego amatora itd:)
    A ta wojna między autorem a blogerem powinna zostać między nimi. Po co wciągać w to innych i licytować się kto ma rację,skoro ile ludzi-tyle poglądów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka