Menu

Steve Cavanagh - Zarzut

Ludzie wierzą w to, co mogą zobaczyć. Dopóki kontrolujesz, co widzą, kontrolujesz ich umysły.

Doskonale pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Eddiem Flynnem w "Obronie", która była debiutem autorskim Steve'a Cavanagh. Po przeczytaniu poprzedniego tomu obiecałam sobie, że sięgnę po kolejny. I tak o to z wielkimi oczekiwaniami zabrałam się za drugi tom - Zarzut. Czy powieść spełniła moje oczekiwania?

Tytuł: Zarzut
Autor: Steve Cavanagh
Wydawnictwo: Filia



Nowojorska korporacja prawnicza Harland & Sinton, to wymarzone miejsce pracy każdego młodego prawnika. To firma, w której każdy pracownik dostawał do pensji "dodatek ubraniowy", żeby prezentował się odpowiednio podczas spotkań z klientami. Dobre zarobki i prestiż przyciągały tylko najlepszych absolwentów prawa. Niestety to były tylko pozory...

Nowojorska korporacja prawnicza Harland & Sinton, to firma, która zajmuje się przekrętami finansowymi na skalę światową. Nikt nie jest w stanie oszacować ile dokładnie "brudnych" pieniędzy udało im się "wyprać". Ich działalność wkroczyła na całkiem nowy poziom, dotąd nieznany instytucjom ścigającym tego typu przestępców. 

Od dłuższego czasu ich działalności przyglądają się agenci FBI, starając się znaleźć na nich haka. Niestety zaszkodzenie oszustom wymaga zgromadzenia wiarygodnych świadków. Problem w tym, że świadków albo nie ma, albo umierają w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach.

Pewnego dnia, wydaje się, że los uśmiechnął się do FBI. David Child, duży klienty firmy Harland&Sinton, zostaje aresztowany w sprawie o morderstwo. Nikt nie może przegapić takiej okazji. FBI zwraca się do Eddiego Flynna, żeby zajął miejsce aktualnego obrońcy Childa i przekonał go do pójścia na prosty układ - niska kara za morderstwo w zamian za zeznawanie przeciwko firmie. Eddie niekoniecznie ma ochotę być do czegoś zmuszonym, jednak FBI ma kartę atutową - dokumenty, które bardzo mogą zaszkodzić jego żonie.

Wszystko wydaje się w porządku. To ma być prosta robota z korzyścią dla niego. Problem w tym, że nie wierzy w winę Childa, jego obrońca jest bardzo namolny, FBI naciska, a bezpieczeństwo jego żony wisi na włosku. Znowu czas tyka na niekorzyść Flynna, czy i tym razem wyjdzie z tego zwycięsko?


Nie chciałem go zabijać. Ktoś mi kiedyś powiedział, że zabijanie nieznanych ludzi jest nieprofesjonalne.

Jest coś co w drugim tomie doprowadzało mnie do szału. Na szczęście wystąpiło tylko w początkowym etapie powieści. O czym mowa? O wiecznych odwołaniach do pierwszego tomu. Wychodzę z założenia, że jeśli czytelnik przeczytał tom pierwszy i mu się spodobał, to był w stanie zapamiętać kreację głównego bohatera na tyle, żeby wiedzieć kim jest i jaka była jego przeszłość. Nie trzeba było na każdym kroku przypominać, o tym że Eddie Flynn jest prawnikiem, ale był kanciarzem i fachu nauczył go jego ojciec, i tak dalej. Wydaje mi się to naprawdę zbędne. 

No, ale autorowi się upiekło. Dlaczego? Bo się poprawił. Książka została zbudowana na schemacie, a z "Obroną" łączy ją czas. Myślę, że czas jest dobrym motywem, jednak czy wykorzystywanie tego samego schematu wielokrotnie jest dobrym pomysłem? Sprawdziło się to raz, sprawdziło się drugi, jednak czy sprawdzi się trzeci? Powiedziałabym, że nie ale np. Grishamowi jakoś się to udaje, więc kto wie? Tak czy tak z przyjemnością przeczytam trzeci tom.

Natomiast muszę przyznać, że fabuła jest znacznie bardziej logiczna i wbrew pozorom bardziej realna niż "Obrona". Autor utrzymał poziom świetnego thrillera prawniczego i podciągnął się w tworzeniu sensacyjnej części powieści co ja zaliczam na plus.

W więzieniu jakiś zwykły akt przemocy - zupełnie z nimi niezwiązany - zakończy twoje młode życie. Martwy nie zeznaje.

Eddie Flynn, to bohater, którego można albo kochać, albo nienawidzić. Wydaje mi się, że nie da się wobec niego żywić uczuć pośrednich. Ja kocham Eddie'go Flynna i czytałabym o nim nawet, jeśli autor postanowiłby go umieścić w romansie. To po prostu świetna kreacja, która zapada w pamięć.

Zresztą autor potrafi sprawić, że o jego bohaterach bardzo trudno zapomnieć. Dla przykładu w tej powieści jest postać, która występuje praktycznie tylko w kilku scenach, ale jest tak charakterystyczne, że zdecydowanie nie trudno zapamiętać ją na dłużej.

Co do narracji wielu osobom może nie pasować. Narracja z punktu widzenia bohatera niekoniecznie sprawdza się w kryminałach, ale jak wspomniałam kocham Eddie'go Flynna także, jeśli o mnie chodzi mam to gdzieś. Mi ten styl narracji zdecydowanie odpowiada.

Prokurator może przekonać ławę przysięgłych, żeby postawiła w stan oskarżenia nawet kanapkę z szynką.

Zarzut, to dobra książka, którą ciężko przyporządkować jednemu gatunkowi. Zawiera w sobie zarówno thriller prawniczy, jak i powieść sensacyjną. 

Eddie Flynn jest świetnie wykreowanym bohaterem, który dźwiga na sobie ciężar całej fabuły, co może się komuś podobać lub nie. Mnie osobiście taki zabieg przypadł do gustu, gdyż uwielbiam tego bohatera.

Zarzut mogę polecić z czystym sumieniem, chociaż wciąż mi w nim czegoś brakuje, takiej przysłowiowej wisienki na torcie. Być może jeśli autor ucieknie od schematu wtedy będzie jeszcze lepiej? Tak czy tak serdecznie zachęcam do zapoznania się zarówno z pierwszym, jak i drugim tomem.

Za egzemplarz dziękuję:

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

CARPE DIEM

CARPE DIEM
Kliknij w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej na temat fabuły.

ZAJRZYJ TUTAJ

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka