Katarzyna Bonda - Tylko martwi nie kłamią


Moje drugie spotkanie z Hubertem Meyerem uważam za zakończone i zdecydowanie lepsze niż to pierwsze.

Zanim do recenzji chciałabym coś zauważyć. Katarzyna Bonda wprowadziła nową postać Weronikę Rudy, która jest prokuratorem. I jestem załamana. Nie samą postacią, bo o niej to później, ale słowem, którego autorka używa z premedytacją. Nie wiem czy słowo "prokuratorka" weszło już do języka polskiego, czy nie, ale w moim słowniku go nie ma. Spędziłam w prokuraturze miesiąc na praktykach i nikt nie użył tego słowa ani razu, nawet najprostsi ludzie wiedzą, że prokurator to prokurator. Zawsze wzdrygam się jak słyszę kolejne pomysły feministek, które są zupełnie niepotrzebne, no bo po co komu "psycholożka"? Jednak teraz to chyba lekka przesada. Prokurator jest funkcjonariuszem publicznym, kim jest "prokuratorka" nie wiadomo. Może jeszcze zacznijmy mówić "sędzina"? Pozwolę sobie przypomnieć, że "sędzina", to żona sędziego. Wydaje mi się, że nawet jeśli pozwalamy sobie na jakieś skróty myślowe potocznie w języku mówionym, to jest to jeszcze wybaczalne, ale w książce? Jak jeszcze raz zobaczę słowo "prokuratorka" zacznę krzyczeć. Nie ma takiego zawodu.

Tytuł: Tylko martwi nie kłamią
Autor: Katarzyna Bonda
Wydawnictwo: Muza

Profiler Hubert Meyer jak zwykle ma mnóstwo roboty i musi ogarniać zbyt wiele spraw naraz. Tym razem pomaga swojemu przyjacielowi Szerszeniowi rozwikłać sprawę zabójstwa, do którego doszło w jednej z katowickich kamienic. Na pierwszy rzut oka widać, że coś z tą sprawą jest nie tak. Ofiarą morderstwa padł Schmidt - wielki biznesmen zajmujący się recyklingiem. Nie zginął jednak w swoim mieszkaniu, a w gabinecie seksuologa. Co więcej szybko okazuje się, że sprawa ta ma powiązanie ze zbrodnią, która wydarzyła się w tej kamienicy 17 lat temu.

Zawsze jest coś dla czego warto żyć.

Katarzyna Bonda stworzyła intrygę tak zawiłą i rozległą, że aż nieprawdopodobną. Ta historia ma mnóstwo wątków i bardzo, ale to bardzo dużo podejrzanych. W dodatku cała sprawa wyje się być powiązana ze sprawą sprzed siedemnastu lat, co dodatkowo ją komplikuje. W grę wchodzą duże pieniądze, a świadkowie zdecydowanie nie wydają się przydatni. Ta intryga wydaje się genialna, Bonda nie zapomniała o żadnym z wątków, który zaczęła, niestety ta historia jest tak idealna, że aż odrealniona. Szczególnie jeśli chodzi o zakończenie całej książki. Trudno uwierzyć, że mogłaby wydarzyć się naprawdę.

Bonda wprowadziła wątek miłosny i mhm...nie wiem czego się spodziewałam, ale było odrobinę "melo". Powiedzmy, że w skrócie wygląda to tak: jej wydaje się, że kocha jego, on ją może i kocha, ale nie może, bo woli się umartwiać. Mamy również scenę erotyczną, która różni się od reszty opisów, ale generalnie jest w porządku.

Na plus zasługują kreacje bohaterów, które są pełniejsze, niż w poprzednim tomie. Zarówno Weronika Rudy, która jest nową postacią, jak i Hubert Meyer, którego już poznaliśmy są bardzo wyraziści. Każdy z nich ma swoje życie prywatne, problemy i potwory w szafie, których uparcie próbuje się pozbyć lub przed nimi ucieka.

Nadal niestety nie zakochałam się w piórze Bondy i tej rozwlekłości akcji. Zazwyczaj lubię drobiazgowość i realizm, ale chyba tutaj jest tego zbyt wiele i czasem odrobinę przytłacza.


Uciekła w tę miłość przed rzeczywistością, która ją przerastała.

Nadal nie czuję się powalona na kolana. Research Bondy nadal jest na najwyższym poziomie, kreacje bohaterów na pewno zasługują na plus. Niestety historia trochę się wlecze, a książka nie nadaje się do pochłonięcia w jedną noc. No i intryga, która jest tak idealna, że aż mało realna. No nic, jestem ciekawa "Florystki", która podobno jest jedną z najlepszych książek autorki. Może po jej przeczytaniu zakocham się w twórczości autorki?
 
Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)