Menu

Marek Stelar - Cień


To jest Cień, książka która miała dotrzeć do mnie w czerwcu, a dziwnym trafem, z powodu zagięcia czasoprzestrzeni, w wersji papierowej dotarła w październiku, co wcale nie oznacza, że radość z jej otrzymania była mniejsza. Cień, to ostatni tom trylogii z Krugłym i Michalczykiem w roli głównej. Co mogę napisać na początek?


Po pierwsze: Okładka. Na początku pomyślałam sobie, że ktoś chyba zwariował. Jestem fanką minimalizmu, a tu po prostu jeden wielki miszmasz. Widzimy dom, kobietę, dym, ogień i księdza! Fanką tej okładki nie zostanę, ale muszę przyznać, że grafik świetnie przedstawił fabułę powieści.


Po drugie: Napisanie recenzji tej książki wcale nie jest takie proste. Byłam na jednym spotkaniu autorskim z Panem Markiem, który wcale nie nazywa się Marek i nie mogę zapomnieć o tym, że nie jest on fanem "blogowych recenzji". No i jak tu komuś takiemu dogodzić? Trzeba się postarać. Recenzja musi być szczera i rzetelna, problem w tym, że akurat temu autorowi cholernie ciężko wytknąć jakieś błędy. No nic, zobaczymy co z tego wyjdzie...

Tytuł: Cień
Autor: Marek Stelar
Wydawnictwo: Videograf

Robert Krugły, to emerytowany funkcjonariusz KWP w Szczecinie, który aktualnie prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą w postaci biura detektywistycznego. Krugły nadal robi to, co robił wcześniej -> szuka, drąży, rozwiązuje. Jednak tym razem za partnera służy mu lustrzanka marki "Nikon", policjanci go biją, a płacą mu właściciele "luksusowych" psów, natomiast zdradzające małżonki okazują się trudnym materiałem do śledzenia.

Nieoczekiwanie w życiu Krugłego pojawia się biznesmen - Sokołowski, w którym wszystko na pierwszy rzut oka jest podejrzane, a przede wszystkim to, że na wszystko go stać.  Okazuje się jednak, że podejrzany czy nie, poszukuje pomocy. Jego siostrzeniec trafił do goleniowskiego aresztu śledczego  i jest podejrzany o dwa zabójstwa. Co prawda nikt specjalnie nie wierzy w jego winę, ale skoro nie ma innych podejrzanych, a sam aresztowany niekoniecznie chce wyjść na wolność, to nikt specjalnie się nim nie przejmuje. I tu pojawia się zadanie dla Krugłego. Sokołowski postanawia wynająć go, żeby znalazł dowody na niewinność jego siostrzeńca.

Przypadek, los, czy też Bóg sprawiają, że Krugły i Michalczyk spotykają się ponownie, jednak tym razem podejmują nieformalną współpracę w celu znalezienia mordercy. Problem w tym, że wszystkie tropy prowadzą do księdza lub tajemniczej brunetki z grzywką.

Czy z tego śledztwa może wyniknąć coś dobrego?
Czy przypadkiem nie ucierpi na tym wizerunek kościoła?

Kiedy zapominasz o wyglądaniu na twardziela, masz wzrok chomika wyciąganego z klatki przez złośliwego dzieciaka na kolejną porcję pieszczot.

Stelar postanowił zrobić coś nowego. Tym razem zamiast od razu podać czytelnikowi mordercę na tacy, od początku zwodzi go, miesza lub podaje zbyt wiele informacji. Wszystko po to by biedny czytelnik dopiero pod koniec książki domyślił się co tak naprawdę się wydarzyło. A kiedy wydaje mu się, że już wszystko wie, że sprawcę ujęto, to jak na złość ma on alibi. Przez co książka zamiast się skończyć, gna dalej aż do drugiego zakończenia. No tego jeszcze u Stelara nie było.

Co do bohaterów, to osobiście kocham i uwielbiam, Krugłego i Michalczyka. To świetny męski duet, który zdecydowanie zapamiętam na dłużej. 

Mam jednak drobną uwagę: Krugły jako detektyw odrobinę stracił w moich oczach. Chyba zabrakło mu trochę pazura, który miał wcześniej. Co prawda jego życie rodzinne przechodzi transformację, ale to właśnie w tym zawodowym odrobinę zabrakło mu tego "czegoś" co miał wcześniej. -> Nie ma to jak składna, logiczna opinia, zrozumiała dla wszystkich :D

Pachnie mi czarną owcą pośród baranków na pastwisku Pana. 

Intryga, którą snuje Stelar z jednej strony jest intrygująca, z drugiej kontrowersyjna, szczególnie w czasie panowania aktualnych rządów. Podejrzewanie księdza wydaje się, godne najwyższej kary. 

Fabuła prowadzona jest w jednostajny sposób. Nie ma w niej błyskawicznych zwrotów akcji, ale zapewniam, że tych nieoczekiwanych zdecydowanie nie brakuje.

W dodatku nadal lubię styl Stelara, który naprawdę sprawnie posługuje się językiem. Sposób w jaki pisze, idealnie dostosowuje się do jednostajnej akcji. Nie pozwala czytelnikowi gnać do przodu na złamanie karku, a wymaga skupienia się nad tekstem.

To też Krugły rozumiał. Żeby coś zamieść pod dywan, trzeba wcześniej się przygotować i go podnieść. A może nawet sprawdzić, czy jest tam w ogóle jeszcze trochę miejsca.

Z trylogiami jest tak, że mają ściśle określoną konstrukcję. Jest tom pierwszy, później drugi i trzeci, inaczej się nie da. Co więcej trylogię wypada ocenić w całości. Jak to zrobić?

Moim zdaniem, żeby nazwać trylogię "genialną", tom pierwszy musi czytelnika zaintrygować, tom drugi zaskoczyć, a trzeci powalić na kolana. I niestety według tych kryteriów, trylogia z Krugłym i Michalczykiem genialna nie jest, co wcale nie oznacza, że jest zła.

Pierwszy tom "Rykoszet" mnie zaintrygował, przede wszystkim swoją drobiazgowością i sposobem prowadzenia akcji. Doceniłam też ogromną pracę jaką autor włożył w jego przygotowanie.

Drugi tom "Twardy zawodnik", to była bardzo dobra kontynuacja, która zaskakuje czytelnika już od pierwszych stron, nie wspominając o tym, że tom drugi diametralnie różnił się od poprzedniego, pokazując wszechstronność autora. Szczególnie pod względem tematu i budowania konstrukcji fabuły.

No i wreszcie trzeci tom Cień, nie spełnia kryterium "powalenia na kolana". Nie zrozumcie mnie źle, to dobry kryminał, ciekawa historia, dobrze poprowadzona fabuła, ulubieni bohaterowie. Po prostu Cień nie nadaje się na wielki finał trylogii, zabrakło mi takiego "bum" na koniec. Moim zdaniem, jest to najmniej skomplikowana historia, stworzona przez Stelara i tylko dobra konstrukcja fabuły, w połączeniu z ulubionymi bohaterami i ciekawym tematem sprawia, że książka się broni. 

Zemsta powinna być przemyślana... Za i przeciw, wady i zalety, zyski i straty, skutki, ale wszystkie możliwe, a nie tylko te, które sobie życzysz. Trzeba ją zaplanować w najdrobniejszych szczegółach!

Wszystkie osoby, które nie znają twórczości Stelara, szczerze zachęcam do zapoznania się z nią. Trylogia z Krugłym i Michalczykiem, nie jest genialna, ale na pewno to świetna historia, którą naprawdę warto poznać. 

Stelar ma świetny styl, jednak tym co naprawdę wyróżnia tego autora to: drobiazgowość i różnorodność. Każda z trzech części trylogii jest inna, zarówna pod względem konstrukcji fabuły, jak i doboru historii. A drobiazgowość wpływa na duży realizm powieści. No i nie zapominajmy o Krugłym i Michalczyku, którzy w duecie są naprawdę genialni.

A teraz tak na marginesie do autora:
Panie Marku, który wcale na imię Marek nie masz, chyba spoczął Pan na laurach. Nie wybaczę braku tego "bum" na końcu trylogii. Po przeczytaniu "Rykoszetu" i "Twardego zawodnika" liczyłam na genialny finał. Cień jest dobrym kryminałem, ale wiem, że stać Pana na znacznie, znacznie więcej. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę i mam nadzieję, że tym razem powali mnie na kolana.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

CARPE DIEM

CARPE DIEM
Kliknij w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej na temat fabuły.

ZAJRZYJ TUTAJ

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka