NIE CZYTAM POLSKICH AUTORÓW, BO SĄ NIEFOTOGENICZNI I KROPKA.


Myślicie, że temat tego postu jest niedorzeczny? Zapewniam Was, że się mylicie. Chciałam jakoś zachęcić Was do wzięcia udziału w dyskusji, niedorzeczny temat wydawał mi się do tego idealny. Szczególnie, że wbrew pozorom ma on sens. Jesteście ciekawi jaki? Przeczytajcie i przyłączcie się do dyskusji!



Polski rynek wydawniczy od bardzo wielu lat zalewany jest książkami zarówno polskimi, jak i zagranicznymi. Pozycji jest tak wiele, że naprawdę trudno znać je wszystkie. 

Przede wszystkim jednak, w Polsce wydawane są powieści zagraniczne, to właśnie one zajmują uprzywilejowane miejsce w księgarniach, a wydawnictwa ładują mnóstwo pieniędzy w ich reklamę.

Polskich autorów oczywiście na rynku również nie brakuje. Rocznie wydawanych jest bardzo wiele książek, do tych finansowanych przez wydawnictwa dochodzą jeszcze pozycje, pochodzące ze współfinansowania i selfpublishingu. Autorzy bardzo chętnie czytani i popularni są oczywiście odpowiednio reklamowani, pozostali radzą sobie sami i na własną rękę poszukują czytelników.

Tak to mniej więcej wygląda. Powiedzmy, że był to krótki wstęp do naszego tematu. Przejdźmy jednak do prawdziwego meritum.



Tytuł tego posta "nie czytam polskich autorów, bo są niefotogeniczni i kropka" jest bezsensowny. Polskie okładki wcale nie są gorsze od tych zagranicznych, ale nie o tym dzisiaj mowa. Argument użyty w tytule jest tak samo bezsensowny jak każde inne stwierdzenie z cyklu "nie czytam polskich autorów, bo ich nie lubię" i wszelkich z tego gatunku.

Jestem polskim czytelnikiem i nie mogę już dłużej zaakceptować stwierdzenia "nie czytam polskich autorów, bo nie". Moim zdaniem jest to niedorzeczne. Myślę, że większość osób, która posługuje się tym stwierdzeniem naprawdę niewiele wie o polskim rynku wydawniczym i zamiast być świadomym czytelnikiem wybiera książki po zagranicznych nazwiskach lub plakatach w księgarniach. Oczywiście zaznaczam "większość".



Bardzo wiele osób posiada niemiłe wspomnienia z czasów gimnazjalnych, czy licealnych, a dotyczy to nawet moli książkowych. Oczywiście mowa tutaj o lekturach szkolnych.

Lektury szkolne, to temat do innej dyskusji. Myślę jednak, że możemy przyjąć sobie pewne założenie: nienawidzimy lektur szkolnych, bo nie lubimy, gdy ktoś zmusza nas do czytania. To oczywiście duże uproszczenie, ale bliskie prawdzie. Każdy z nas pamięta lektury szkolne, które nam się podobały, bo jakimś cudem przypadły nam do gustu, jednak zdecydowana większość z nich nam się nie podobała, a zostaliśmy zmuszeni do jej przeczytania.

Nie wiedzieć czemu większości osób polscy autorzy kojarzą się właśnie z lekturami szkolnymi. Założę się, że każdy zapytany o znienawidzone pozycje od razu przystąpi do wymienienia jednego z tych nazwisk: Prus, Sienkiewicz, Mickiewicz, Słowacki, Żeromski, Gombrowicz czy Herling-Grudziński. 

Dla mnie osobiście jest to zupełnie niezrozumiałe z dwóch powodów:
- co ma piernik do wiatraka,
- lektury szkolne przecież nie są tylko polskie.

No właśnie, pozwólcie, że wyjaśnię. Co ma piernik do wiatraka? Szczerze mówiąc, tego nie rozumiem. Obecnych autorów z tymi znanych z lektur szkolnych aktualnie łączy tylko posługiwanie się językiem polskim, przynajmniej co do zasady. Naprawdę nie wiem czemu ktoś w ogóle to łączy. Mnie taki argument nawet nie przyszedłby do głowy, po prostu się z nim gdzieś spotkałam i starałam się go zrozumieć, ale niestety bezskutecznie.

Natomiast drugi argument to moja odpowiedź. Skoro ktoś twierdzi, że nie czyta polskich autorów, bo kojarzą mu się z lekturami szkolnymi, to pozwolę sobie przypomnieć takie nazwiska jak: Dostojewski, Bułhakow, Kafka, czy Camus. O nich nikt już nie pamięta? Mam uwierzyć, że wszyscy czytali ich z dziką radością?

Osobiście nie mam nic do lektur szkolnych. Część z nich nie przypadła mi do gustu, ale nazwiska wymienione przeze mnie nie mają z tym nic wspólnego. Zostały przeze mnie dobrane przypadkowo.


Przeczytajcie uważnie różowy tekst na czarnym tle i zapamiętajcie go na długo, to w zasadzie sens całego posta. Nigdy nie zapominajcie o polskich autorach, bo niczym się nie różnią od tych zagranicznych!

źródło
Znacie tego pana? Tak, to Zygmunt Miłoszewski autor trylogii z Teodorem Szackim w roli głównej, która została przetłumaczona na wiele zagranicznych języków, m.in. angielski, niemiecki, francuski, rosyjski, ukraiński, hebrajski, włoski, hiszpański.

Nie lubicie kryminałów? Spoko, spieszę z innym przykładem.

źródło
Janusza Leona Wiśniewskiego wypada znać. Tłumaczenia jego książek ukazały się w 18 krajach, m.in. w Rosji, Chinach, czy Wietnamie.

Wielu polskich autorów wydaje swoje powieści za granicą, m.in. Magdalena Witkiewicz, Katarzyna Michalak, jednak w internecie niewiele o tym informacji. Nie chwalimy się naszymi pisarzami, a przecież jest czym. 

W Polsce wydaje się powieści z całego świata, jednak naszych autorów również czyta się za granicą o czym często zapominamy. Jeśli ktoś nie czyta polskich autorów tylko dlatego, że wydają książki w Polsce to jest to słabe, skoro czytają je np. w Wietnamie!

Myślę, że polscy autorzy cierpią trochę z powodu promocji. Przyznaję bez bicia, zanim zaczęłam prowadzić blog moja wiedza o polskich autorach była marna. Nie miałam nawet pojęcia, że w Szczecinie jest tylu autorów! Wcale nie byłam nastawiona przeciwko polskim autorom, po prostu nie szukałam ich z wielkim zaangażowaniem, a oni niekoniecznie pojawiali się na mojej drodze. Dopiero kiedy zaczęłam prowadzić blog i podejmować współprace z wydawnictwami zrozumiałam jak bogaty jest polski rynek wydawniczy. Obfituje w wiele pozycji tych złych, średnich, dobrych i tych na naprawdę światowym poziomie. Nie można skreślać wszystkich polskich autorów tylko dlatego, że jeden nie przypadł nam do gustu, to niedorzeczne. Przecież nie wszystkie zagraniczne pozycje kochamy, prawda?

Myślę, że gdyby każda z osób, która bezsensownie twierdzi: "nie czytam polskich autorów, bo są niefotogeniczni i kropka", poszperała w recenzjach na jakimkolwiek blogu znalazłaby jakiegoś polskiego autora, który przypadłby jej do gustu.

Polscy autorzy nie są gorsi, gorszą to oni mają po prostu promocję. Na próżno twierdzić, że Wrocław nie może być romantyczny, a Kraków przerażający. W polskich miastach mogą rozgrywać się takie same dramaty, jak w miastach zagranicznych. No, ale dla przeciwników polskich miast w powieściach warto zauważyć, że polscy autorzy jeżdżą za granicę i często umieszczają akcję poza granicami naszego kraju.

Wiele osób mówi, że czymś cudownym jest przeczytanie utworu w oryginale, po angielsku, hiszpańsku, francusku, czy niemiecku, bo tylko wtedy możemy poznać treść książki nieprzekształconą przez tłumacza. Dlaczego nie doceniamy tego, że czytamy polskich autorów w oryginale?

Po ponad dwóch latach prowadzenia bloga i zgłębiania polskiego rynku wydawniczego, czytaniu pozycji polskich i zagranicznych mogę stwierdzić, że polscy autorzy niczym nie różnią się od tych zagranicznych.

Tak sobie myślę, że problem leży w tym, iż wydawnictwa zazwyczaj kupią tylko te najlepsze pozycje zagraniczne. Wówczas wydaje nam się, że te książki z zagranicy są lepsze, a ci autorzy są pewni, a to nieprawda. Książki z zagranicy przechodzą wnikliwą selekcję zanim zostaną kupione. Przyznam nawet, że czasem kiedy sięgam po pozycję zagraniczną i oceniam ją bardzo nisko zastanawiam się jak bardzo kiepskie pozycje zostały za granicą i nigdy do nas nie dotarły. Z polskimi autorami jest trudniej, bo na rynku mamy i tych słabszych, i tych lepszych. Czasami trafiamy gorzej.

Polski autor pisze po polsku dla polskiego czytelnika, wcale nie jest gorszy od tego zagranicznego. Nie lubię stwierdzenia w stylu: "nie czytam polskich autorów, bo są niefotogeniczni i kropka", wydaje mi się ono krzywdzące. Wystarczy wykazać trochę dobrej woli i naprawdę można znaleźć polskiego autora, którego będzie się uwielbiać, przynajmniej myślę, że warto spróbować.

Nikogo nie oceniam i nie zmuszam do czytania polskich autorów. Po prostu nie rozumiem jak można czegoś nie lubić, jeśli się tego nie zna.

Co o tym myślicie?


Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)