Remigiusz Mróz - Świt, który nie nadejdzie




Kto błaga o cokolwiek, ten w istocie nie żyje.

Przestępczość w międzywojennej Warszawie istniała i miała się całkiem nieźle...

Ernest Wilmański - były pięściarz, ale także człowiek, który pragnie pozbyć się swojej przeszłości. Stracił co miał stracić i przyjechał do stolicy w celu poszukiwania lepszego życia. Powiedzmy jednak, że jego plan idealny nie wypalił...

Ernest przybył do Warszawy, szukając pracy i miejsca do spania. Niestety zanim znalazł, chociaż miejsce do spania natknął się na jednego z członków grupy przestępczej - Banników, który był w trakcie robienia czegoś, czego zupełnie nie pochwalał. Ernest chcąc nie chcąc musiał się wtrącić co oczywiście skończyło się obiciem gęby Bannika. 

Takim oto zrządzeniem losu Ernest został wciągnięty do grupy przestępczej - Banników, którzy słyną z topienia swoich wrogów. Ernest jednak nie jest wybrednym człowiekiem i szybko wspina się po szczeblach gangsterskiej kariery. W jego życiu pojawiają się dwie kobiety, które skutecznie utrudniają mu jego życie, ale pozbycie się ich wcale nie jest takie proste. W dodatku przeszłość jest tylko kilka kroków zanim...

Niewiele rzeczy na świecie jasno czegokolwiek dowodzi.

Świt, który nie nadejdzie, to kolejny kryminał retro w wykonaniu Mroza. Nie ma jednak powodu, żeby porównywać go z "W cieniu prawa", różnica jest bowiem diametralna. 

Tym razem poznajemy uroki życia w przedwojennej Warszawie. I uwierzcie, że warto się skusić. Autor tworzy niesamowity klimat, w który trzeba po prostu wejść. Razem z bohaterami odwiedzamy restauracje z tamtego czasu, zaglądamy im do mieszkań i spotykamy osoby, o których dzisiaj możemy tylko przeczytać. Nie wiem jak tam z prawdą historyczną u Mroza, bo nie chciało mi się tego sprawdzać, powiedzmy, że zaufałam autorowi na słowo, ale ja pokochałam ten klimat.

Remigiusz Mróz chyba po raz pierwszy, o ile mnie pamięć nie myli, zdecydował się na prawdziwy wątek romantyczny, któremu dzielnie pozwala się rozwijać i nie niszczy go oraz nie kończy z niewyjaśnionych względów. I to kolejny plus za spróbowanie czegoś nowego.

Mnie oczywiście urzekł Ernest Wilmański, chociaż początkowo w ogóle nie mogłam przyzwyczaić się do jego imienia i strasznie mnie ono irytowało. Ernest jest postacią charakterną, inteligentną, przebiegłą i świetnie dostosowującą się do warunków, w których aktualnie się znajduje. W życiu kieruje się swoimi zasadami, które zdaje się czasem naginać dla kobiet, które się wokół niego kręcą.

W powieści mamy również kobietę Elizę Zarzeczną, a dokładniej posterunkową Zarzeczną, która jest członkiem nowo utworzonej jednostki policji. Zarzeczna jest osobą, która wdziała mundur z konieczności, ale szybko zachłysnęła się ideami, które wbijano jej do głowy. Co sprawia, że bardzo szybko pakuje się w kłopoty...

Mróz po raz kolejny udowodnił, że nieoczekiwane zwroty akcji są jego najmocniejszą stroną, podobnie jak zakończenia. Naprawdę po przeczytaniu książki miałam ochotę cisnąć czymś w autora - można to uznać za groźbę :D

Jedynym minusem jaki osobiście zauważyła to trudny początek. To moje zupełnie subiektywne odczucie, ale początkowo jakoś nie mogłam się wczytać w książkę. Czytałam rozdział, odkładałam ją i tak przez kilkanaście pierwszych stron. Za to później wprost nie mogłam się od niej oderwać.

-Najgroźniejsze uderzenie nadchodzi z kierunku, którego się nie spodziewasz - rzuciła. - Tak powiedział mi kiedyś Wilmański.
-Miał na myśli walkę bokserską.
-Walka to walka. Każda rządzi się takimi samymi prawami.

Świt, który nie nadejdzie, to kolejna książka Mroza, którą polecam z czystym sumieniem, chociaż nie ręczę za reakcje na zakończenie, które jest w 100% "mrozowe". 

Polecam ze względu na klimat międzywojennej Warszawy, za uchwycenie atmosfery dawnych lat, za akcję gnającą na łeb na szyję i za charakternych bohaterów :)

Zakup własny.





Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)