Menu

[PRZEDPREMIEROWO] Mia Sheridan - Bez szans



Nie chcę cię zranić. Nie chcę zranić siebie.

To już trzeci, a zarazem ostatni tom trylogii autorstwa Mii Sheridan. Po przeczytaniu "Bez słów", "Bez winy" i wreszcie Bez szans muszę stwierdzić, że cała trylogia jest wyjątkowa, ale trzeci tom jest najgorszy z nich wszystkich. Wcale to jednak nie oznacza, że jest zły. Poplątane? No to przejdźmy do recenzji.

Tytuł: Bez szans
Autor: Mia Sheridan
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 1 luty 2017 rok

Małe górskie miasteczko, w którym mężczyźni głównie zajmują się pracą w kopalni, a kobiety pracują w niewielkim barze lub w ogóle. Wszystkich mieszkańców wzgórza łączy to, że ledwo wiążą koniec z końcem.

Kyland chce przetrwać. Bieda i samotność to jego najwięksi wrogowie, a czasem wrogiem jest również głód lub zimno. Jedyne co robi Kyland to walka, walka o lepsze jutro. Codziennie uczy się chce zdobyć stypendium. Nie szuka miłości. Nie nawiązuje przyjaźni. Odcina się od miasteczka tak bardzo jak tylko się da. Życie jest dla niego piekłem, z którego chce się wyrwać. To jego cel - zdobycie stypendium i wyjazd do lepszego świata.

Tenleigh codziennie walczy o swoje przetrwanie, jej celem jest po prostu godne życie. Jej matka jest chora psychicznie, a jej wybryki bardzo często prowadzą do ośmieszenia jej córki. Jej siostrze nie udało się wyrwać z miasta, mieszkają więc we trójkę i ledwo wiążą koniec z końce. Teleigh marzy o zdobyciu stypendium, wyjeździe, zdobyciu wykształcenia i pomocy swojej rodzinie.

Kyland i Tenleigh zmagają się z własnymi demonami. W gruncie rzeczy są tacy sami, a ich marzenia są zbieżne. Oboje chcą w życiu zaznać szczęścia. Jednak stypendium, które jest biletem do lepszego świata może otrzymać tylko jedno z nich. I nie byłby to problem, gdyby nie uczucie, które zaczyna ich łączyć...

Nie ma nic złego w pragnieniu od czasu do czasu czegoś dla siebie.

Plusem powieści są kreacje bohaterów co nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem. Autorka potrafi tworzyć postacie absolutnie wyjątkowe w swojej nie wyjątkowości. Jej bohaterowie są realni, prawdziwi w żadnym stopniu nie są przerysowani i podczas trwania powieści nie chwieją się jak chorągiewki na wietrze.

To co mnie zaskoczyło to klimat powieści. Początkowo czułam się tak jakbym czytała o jej dystopii i nie było to do końca pozytywne odczucie. Wiem, że akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych, ale autorka jakoś odrealnia to miejsce, w którym toczy się akcja. W zasadzie Sheridan ma coś takiego w swoim stylu, że wszystkie miejsca akcji w tej trylogii wydają się jakieś odrealnione i niemożliwe do znalezienia w rzeczywistości.

Ponownie autorka wybrała sobie problem tym razem określiła go zwrotem "bez szans", swoich bohaterów umieściła w małej wiosce, w której brakuje pracy, pożywienia i podstawowych warunków dla bezpiecznej egzystencji. Mia Sheridan wykreowała dwójkę bohaterów, która żyła w tym świecie i za wszelką cenę chciała się wyrwać z biedy. Ta historia nie przemówiła do mnie tak jak "Bez słów", ale na pewno jest ciekawa i wartościowa. Często zapominamy o tym, że obok nas żyją ludzie znacznie biedniejsi od nas, bez szans na normalne życie.

W powieści jest oczywiście wątek miłosny, który wbrew pozorom wydaje się całkiem autentyczny. Autorce udało się go nie przerysować. Co prawda bohaterowie podejrzanie szybko się w sobie zakochują, ale to w końcu NA, prawda? Za to rodzące się uczucie rozwija się w swoim własnym tempie, zaliczając bardzo trudne i ciężkie chwile. Jest również i erotyka, jest jej całkiem sporo jak na NA, ale akurat styl Sheridan świetnie oddaje emocje bohaterów i wszystko współgra z całością.

Życie potrafi okaleczyć, ale można znów się podnieść, jeśli ma się wystarczająco wiele siły, a zwłaszcza jeśli istnieje właściwa osoba, która ci w tym pomoże.

Trzy książki Mii Sheridan: "Bez słów", "Bez winy" i Bez szans, to trzy powieści opowiadające o zupełnie różnych bohaterach, miejsca i problemach. W każdej z powieści jej tytuł jest jednocześnie jej motywem przewodnim.

Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadło "Bez słów", które jest absolutnie wyjątkowe. "Bez winy" rozbawiło mnie i bardzo odstawało stylem od dwóch pozostałych powieści. Bez szans bardziej przypomina "Bez słów", ale szczerze mówiąc odrobinę odstaje może nie tyle poziomem co samą historią, która aż tak bardzo do mnie nie przemówiła.

Nadzieja, że życie nie zawsze będzie sprawiało tak ogromny ból. Wiara, że któregoś dnia się stąd wyniosę, że nie będę głodny i zmarznięty w nieskończoność. To dodaje mi sił. To mój ogień. Pomaga mi robić to, co trzeba, żeby przetrwać i pomaga mi mniej sobą gardzić.

Podsumowując Bez szans  to powieść opowiadająca o miłości, która rozwinęła się w bardzo niesprzyjających okolicznościach, opowieść o bólu, głodzie, zimnie, cierpieniu i niezwykłej determinacji, która nie pozwala się po prostu poddać. Myślę, że nikt nie powinien mieć wątpliwości, że warto sięgnąć po trylogię autorstwa Mii Sheridan.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

CARPE DIEM

CARPE DIEM
Kliknij w obrazek, żeby dowiedzieć się więcej na temat fabuły.

ZAJRZYJ TUTAJ

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka