Agnieszka Lingas-Łoniewska - Wszystko wina kota! [PRZEDPREMIEROWO]


Życie to nie tylko cholerne kwiatuszki. Czasami to pot, krew i łzy. I nie tylko romantyczne płatki róż. Czasami to tłusty i prosty hamburger.

Agnieszka Lingas-Łoniewska to autorka, której książek mam zaledwie kilka. Nie tak dawno temu zawiodłam się trochę na "Boys from Hell", a jeszcze wcześniej zachwycałam się "Piętnem Midasa". Do Wszystko wina kota przyciągnęły mnie okładka oraz tytuł. Czy tym razem byłam w pełni usatysfakcjonowana lekturą?

Tytuł: Wszystko wina kota
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 24 maja 2017 r.

Lidia Makowska to bestsellerowa autorka powieści popularnych głównie wśród kobiet. Znana wszystkim pod wyjątkowym pseudonimem Róża Mak żyje sobie spokojnie wraz z kotem James'em pod jednym dachem w mieszkaniu z tarasem i to właśnie taras oraz kot okazały się bardzo problematyczne dla Lidii.

Nasza bestsellerowa autorka właśnie kończy kolejną książkę, nie może jednak się w pełni z tego cieszyć. Nie dość, że jej upierdliwa agentka Karolina, która jest jednocześnie jej najlepszą przyjaciółką wraz z wydawcą naciskają na nią i żądają jej ujawniania, a już najlepiej ujawnienia z wielką pompą w ogólnopolskiej stacji telewizyjnej, to w dodatku Lidia obawia się recenzji. Tak, tak bestsellerowa autorka obawia się recenzji niejakiego Jacka Sparrowa, który jest czołowym blogerem bezlitośnie wytykającym niedociągnięcia we wszystkich powieściach naszej autorki.

Co łączy Jacka i Lidię? Zdecydowanie to, że oboje ukrywają się pod pseudonimem. Może właśnie z tego względu Lidia stawia pewien warunek. Ujawni się, pokaże wszystkim kim jest Róża Mak pod warunkiem, że wywiad w telewizji poprowadzi Jack, który również się ujawni.

Czy na pewno tylko to łączy te dwa światy? I co niby jest winą kota?

Każdy ma kłopoty. Każdy ma jakieś sekrety, przeszłość, która się za nim ciągnie. Ale nie można się poddawać.

Byłam bardzo ciekawa tej książki i chociaż podeszłam do niej odrobinę sceptycznie nastawiona to nie zawiodłam się. Styl autorki jest lekki, zabawny, książkę czyta się szybko, a sama lektura jej jest naprawdę przyjemnym doświadczeniem. Nic tylko chwycić kubek mrożonej herbaty (no chyba, że za oknem nadal macie śnieg to wtedy lepiej jednak nie mrożoną) i po prostu zanurzyć się w lekturze.

Lidka to autorka lubiąca mocne brzmienie, przy których wymyślała najbardziej gorące romanse z lekkim dramatem w tle. Czy ktoś widzi podobieństwo do pewnej autorki? Tak czy tak to bohaterka sympatyczna, której trudno nie polubić, chociaż nie wszystkie jej wybory dla mnie były zrozumiałe.

Trudno również nie wspomnieć o Jamesie, który stał się iskrą, która roznieciła całą historię i to w spektakularny sposób.

Liczyłam na książkę, która mnie odmóżdży, przy której popłaczę się ze śmiechu i miło spędzę czas, ale ta książka taka nie jest. Tak, tak przyjemnie spędziłam czas, uśmiechałam się podczas czytania, ale nie tylko. Ta powieść zdecydowanie ma drugie dno, inne, mniej wesołe, bo trochę w niej także dramatów życia codziennego i mądrych słów, które warto zapamiętać.


...bardzo nie lubię, gdy ktoś coś mówi, a potem okazuje się, że to było tylko kłamstwo

Wezmę przykład z Jacka Sparrowa i wytknę tej książce kilka błędów. Nie jestem jednak pewna czy moje stanowisko ich dotyczące jest do końca krytyczne. W zasadzie można z tym polemizować, bo te błędy nie do końca błędy standardowe przypominają.

Błędy czy też nie-błędy, ale były sobie cztery:
1) Rozumiem, że Jack Sparrow był ważny dla powieści. Rozumiem, że autorka stworzyła postać jednocześnie tajemniczą, ale nie rozumiem dlaczego jednocześnie  zupełnie nietajemniczą. Smutno mi, że praktycznie od pierwszych stron książki wiadomo kim jest Jack. Lubię być zaskakiwana na każdym kroku. No, a z drugiej strony, gdyby Jack nie był tym Jackiem to jakby to było?

2) Komedia omyłek? No nie śmiałam się do łez, a jak nie śmieję się na komedii to nie jest to dla mnie komedia. To była bardzo przyjemna lektura, na pewno wesoła, podnosząca na duchu, z lekkim dramacikiem w tle i z morałem na końcu, ale nie nazwałabym tego komedią. Może mam zbyt czarne poczucie humoru na to?

3) James - świetny pomysł, niby nie jakoś szczególnie odkrywczy, ale sympatyczny i bardzo przypadł mi do gustu. Tylko tego Jamesa było mi odrobinkę za mało w powieści, mógłby się częściej pojawić.

4) W książce było kilka zwariowanych i przesympatycznych bohaterek. Każda z nich miała swoją własną historię, która musiała zmieścić się na kartach powieści. Myślę, że książka mogłaby być dłuższa, bo wtedy poznalibyśmy wnikliwiej bohaterki.



Wszystko wina kota! to zdecydowanie przyjemna lektura, idealna na prawie wakacyjny czas. Lekka, wesoła, sympatyczna i z morałem. Na pewno podczas czytania nikt się nie znudzi. Myślę, że mogę ją polecić z czystym sumieniem :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)