Menu

POZNAJ/PRZECZYTAJ/POKOCHAJ

Allen Eskens - Niebiosa mogą runąć [PRZEDPREMIEROWO]


Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym autorem, chociaż słyszałam o jego dwóch poprzednich książkach. Chciałam poznać jego twórczość. 

Do tej pozycji przekonał mnie tytuł. Co oznacza zwrot "niebiosa mogą runąć" i jaki ma związek z całkiem dobrym thrillerem prawniczym? Tego musicie dowiedzieć się sami, ale z przyjemnością zachęcę Was do przeczytania tej pozycji.

Dodatkową zachętę do przeczytania niniejszej pozycji na pewno stanowi rekomendacja Lee Child: "Dojrzała i wyrafinowana. Uwielbiam tę książkę!", z którą trudno mi się nie zgodzić. Na pewno ta powieść jest dojrzała, cechuje ją również pewne wyrafinowanie. Nie zakochałam się w tej pozycji, ale mam ochotę poznać dalszy ciąg tej historii.

Tytuł: Niebiosa mogą runąć
Autor: Allen Eskens
Wydawnictwo: Burda Książki
Data premiery:  10 maj 2017 r.

Detektyw Max Rupert przyjeżdża na miejsce zbrodni odkryte przez biegacza. Okazuje się, że ofiarą jest Jennavieve Pruitt - żona znienawidzonego przez niego adwokata Bena Pruitta, z którym miał już okazję poznać się podczas jednego z procesów. Ben Pruitt próbując obniżyć wagę jego zeznań zagrał wówczas nieczysto wobec niego z czego musiał się tłumaczyć przed komisją dyscyplinarną. Obaj panowie po tym wydarzeniu nie pałali do siebie zbytnią sympatią, a Ben Pruitt od razu stał się podejrzanym numer jeden.

Profesor Boady Sanden niegdyś wspólne z Benem Pruitt'em prowadził kancelarię prawną, jednak kilkanaście lat temu po pewnym przegranym procesie, w którym do więzienia poszedł niewinny człowiek Sanden porzucił swoją praktykę i ograniczył się do pracy na uczelni. Kiedy jednak jego przyjaciel Ben Pruitt zjawia się w jego domu i prosi by został jego obrońcą, profesor Sanden pomimo wszystko postanawia mu pomóc, bo wierzy, że jest niewinny.

Detektyw Max Rupert nie jest w stanie w pełni skupić się na śledztwie. Cztery lata temu jego żona zginęła, potrącona przez samochód, a sprawca zbiegł z miejsca wypadku, dotychczas nie udało się go odnaleźć. Teraz w trakcie trwania śledztwa w sprawie Pruitta detektyw nieoczekiwanie dostaje anonim, który w dość przekonujący sposób sugeruje, że jego żona została zamordowana.

Max Rupert i Boady Sanden przyjaźnią się, chociaż teoretycznie powinni się nienawidzić. Sanden zawdzięcza Max'owi życie, a Max jest mu wdzięczny za pomoc, której ten mu udzielił. Oboje walczą z demonami przeszłości, każdy z innymi, ale równie silnymi. Teraz oboje stają po przeciwnych stronach barykady, nie mogąc udzielić sobie wsparcia. Czy ich przyjaźń to zniesie? Jakie jest rozwiązanie sprawy morderstwa Jennavievie Pruitt? Kto pierwszy dojdzie do prawdy?

Fiat iustitia ruat caelum.
Niechaj sprawiedliwości stanie się zadość,
choćby niebiosa miały runąć.


Autor od początku stawia przed nami sprawę jasno. Mamy do czynienia z morderstwem. Policjant, który sprawę prowadzi ma powody by szczerze nienawidzić męża ofiary z marszu więc wszystkie podejrzenia kieruje do niego. Po drugiej stronie mamy męża ofiary, który stara się udowodnić swoją niewinność z pomocą dawnego przyjaciela, który od wielu lat nie praktykuje już prawa. Z marszu więc wydaje nam się, że Ben Pruitt jest ofiarą systemu i uprzedzeń Maxa Ruperta, a Boady Sanden, który kilka lat temu nie pomógł odpowiednio niewinnemu człowiekowi postanawia stanąć na głowie by pomóc przyjacielowi. Nie myślcie jednak, że wszystko wiecie. Nie wszystko jest takim jakie się wydaje. Nie wyciągajcie pochopnych wniosków, bo możecie zbłądzić. Tak właśnie autor wodzi za nos swoich czytelników.

Nie nazwałabym sposobu prowadzenia akcji - szybkim, ale akcja również się nie wlecze. Powieść ma swoje własne unikalne tempo i nawet jeśli autor czasami przyspiesza to robili to celowo by wzmóc ciekawość u czytelnika. 

Autor ma dużą wprawę w konstrukcji fabuły. Mamy do czynienia z jednym wątkiem główny, którym jest zabójstwo Jennavieve Pruitt oraz dwoma pobocznymi - demonami z przeszłości Boady'ego Sandena i Maxa Ruperta. Wszystkie wątki w jakiś sposób się łączą i przenikają się ze sobą. Wydaje się wręcz, że bez siebie by nie istniały.

Nie jest jednak idealnie. W książce część wydarzeń lub dowodów pojawiła się na zasadzie "szczęśliwego trafu", zasady "głupi ma zawsze szczęście" i w zasadzie "to było do przewidzenia". Autor mógł jeszcze bardziej namieszać czytelnikom w głowie albo w swojej konstrukcji fabuły zrobić trochę bałaganu. Wszystko jest po prostu sterylnie czyste, dlatego chociaż autor wodzi czytelnika za nos to nie jest to specjalnie zaskakujące.

Autor po macoszemu potraktował wątek córki Bena i Jenavievie, który aż się prosił o rozwinięcie w końcu niecodziennie ojciec jest oskarżony o zabójstwo matki dziecka. Niepełna również była kreacja Bena Pruitta, autor zdecydowanie za bardzo skupił się na Max'ie Rupercie i Boady'enie Sandenie. Wypadałoby nad tym popracować.

Książka jest ciekawa, ale niewiele wzbudza emocji u czytelnika. Nie wstrzymujemy oddechu ze zdenerwowania, nie obgryzamy paznokci, tak naprawdę to właśnie ludzka ciekawość sprawia, że czytelnik czyta książkę, bo chce poznać zakończenie tej zagadki, jest ciekawy co autor dla niego przygotował.

...wiarygodność jest jak wiadro z wodą. Każdy świadek podchodzi z tym wiadrem i staje z nim przed sądem. Jeżeli mówi prawdę, odchodzi, nie tracąc nic ze swej wiarygodności. Jeśli jednak skłamie, jeśli spróbuje oszukać sędziego lub ławę przysięgłych, to w wiadrze pojawia się dziura. To bez znaczenia, czy to będzie miała dziura, małe kłamstwo, czy wielka, odpowiednik dużego kłamstwa. Dziura to dziura i prędzej czy później cała woda wycieknie.

Sięgając po książkę Niebiosa mogą runąć spodziewałam się raczej thrillera, dostałam natomiast thriller prawniczy, na którym zdecydowanie się nie zawiodłam. Allen Eskens powoli prowadzi swojego czytelnika, podrzuca mu ochłapy, pokazuje dwa punkty widzenia - oskarżonego i obrońcy, ukazuje również demony z przeszłości osób, które w tym śledztwie odgrywają bardzo dużą rolę i pokazuje ich wpływ na toczące się postępowanie. Zaś biednego czytelnika zwodzi do samego końca, którego tak naprawdę nie ma, a przynajmniej jest niepełny, bo ta historia musi mieć ciąg dalszy...

Niebiosa mogą runąć polecam z czystym sumieniem, pomimo wskazanych w recenzji mankamentów. Max Rupert był już bohaterem dwóch poprzednich tomów, ale brak ich znajomości w żadnym stopniu nie wpływa na to jak odbierzemy powieść. Nie macie więc żadnej wymówki by nie sięgnąć po tę pozycję. Jest dobra, niewybitna, ale dobra i warta przeczytania.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)

RECENZJE Z PAZUREM © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka