Greta Gulsen - Jak feniks z popiołów [PRZEDPREMIEROWO - PATRONAT]


Po książkę Grety Gulsen sięgnęłam z czystej ciekawości. Przyciągnęła mnie do niej intrygująca okładka, tytuł oraz blurb. Z przyjemnością objęłam również książkę patronatem. Czy było warto? Myślę, że tak! 

Jak feniks z popiołów to dwuwarstwowa powieść. Składa się z warstwy medycznej, w której poznajemy młodą lekarkę - Laurę oraz innych lekarzy i pacjentów szpitala. Autorka wprowadza nas w ich świat, przedstawiając ich romanse, przyjaźnie, niechęci, tragedie i fascynacje. Druga warstwa jest inna, trzeba się postarać, żeby ją dostrzec. Główna lekcja z niej płynąca to: Proszę cieszyć się życiem i brać z niego garściami. Nie każdy mój pacjent ma tyle szczęścia, by dostać nowe życie. Odrodzić się niczym Feniks z popiołów.

Tytuł: Jak feniks z popiołów
Autor: Greta Gulsen
Wydawnictwo: Czarna Kawa
Premiera: 21 lipca 2017 r.
PATRONAT

Laura to młoda lekarka sopockiego szpitala. Poznajemy ją, gdy rozpoczyna swój kolejny staż, tym razem na OIOM-ie. Laura z pozoru ma poukładane w głowie, nie jest marzycielką, a kobietą mocno stąpającą po ziemi i idąc prosto po swój sukces. Wychowywała się w domu dziecka i na przekór wszystkiemu dotarła daleko. Skończyła medycynę i znalazła pracę. Wszystko zaczęło jej się układać, z pozoru...

Od razu widać, że Laura ma problemy z odpowiednim ulokowaniem swoich uczuć albo patrząc na to z drugiej strony przyciąga uwagę zbyt wielu mężczyzn w swoim otoczeniu. Interesują się ją zarówno koledzy stażyści, jak i ordynatorzy oddziałów, ale nie tylko oni, w pewnym momencie napatoczył się także półwłoski amant.

Co więcej Laura cierpi na poważną wadę serca, grozi jej przeszczep, który w 2000 roku wciąż jest uważany za coś niewiarygodnego. Nie wie jak potoczy się jej dalsza kariera zawodowa. Marzy o specjalizacji z chirurgii, ale dla niej to praktycznie nieosiągalne. Jedynym wyjściem wydaje się psychiatria.

Czy Laura da radę spełnić marzenie na przekór wszystkiemu? Czy odnajdzie miłość, zrozumienie, szczęście i akceptację, na które tak bardzo liczy?


Greta Gulsen jest absolwentką Medycznego Studium Zawodowego na kierunku Terapeuta Zajęciowy. Zafascynowanie medycyną bez wątpienia widać w jej powieści. Przygodę z pisaniem rozpoczęła w wieku ośmiu lat, traktując to jak hobby. W 2014 roku podjęła pierwsze poważne decyzje dotyczące przyszłości literackiej. I tak zmodyfikowała, rozbudowała swoje fanowskie opowiadanie "Operacja Życie" tworząc "Jak Feniks z popiołów".

Nie znam się na medycynie, ale na pewno nie rzuciły mi się w oczy jakieś straszne błędy. Autorka zrobiła research i jestem gotowa uwierzyć jej na słowo, że niczego nie pokręciła. Stworzyła klimat szpitala, w którym pacjent jest ważny, ale lekarze również mają swoje prywatne życie i mają prawo się nim cieszyć albo je sobie zniszczyć.

Druga warstwa powieści, którą śmiało możemy określić "carpe diem" jest właśnie o chwytaniu dnia na przekór wszystkiemu, osiąganiu swoich celów i marzeń, a także o podnoszeniu się po upadku. Nie są to myśli przeważające, trzeba je samemu odnaleźć podczas czytania.

Warto również wspomnieć o atmosferze czasów międzywojnia, kina przedwojennego, a także wielu niezapomnianych piosenek. Z pozoru wydaje się, że nie pasują one do klimatu szpitala, ale ładnie wpasowują się w powieść. To co mnie jednak zaskoczyło to brak przypisów. Faktycznie do większości z tych piosenek autorskie prawa majątkowe już dawno wygasły, ale autorka przytaczając duże fragmenty tekstu powinna opatrzyć je odpowiednim przypisem, a nie tylko wzmianką w tekście.

To co mnie zirytowała to pokręcona konstrukcja głównej bohaterki. Autorka z jednej strony przedstawia nam ją jako twardo stąpającą po ziemi młodą i utalentowaną lekarkę. A później na przekór wszystkiemu tworzy z niej głupiutką blondynkę, która nie potrafi w żaden sposób ulokować swoich uczuć i nieraz wikła się w niewygodne sytuacje. W dodatku chociaż jest "przeciętna" ugania się za nią pół szpitala - nie ma innych kobiet na tej planecie? 

Autorka poruszyła w powieści bardzo ważne tematy, niektóre wręcz nudne, bo powtarzane do znudzenia, ale na pewno takie, o których warto mówić zawsze i wszędzie. I tak wspomina o tym, że Jehowi nie godzą się na przetoczenie krwi, o podejściu Polaków do przeszczepu serca, o problemach z zaakceptowaniem choroby, która brzmi jak wyrok. Tych tematów jest mnóstwo, pokazane są z perspektywy lekarzy, którzy nieraz mają ciężki orzech do zgryzienia. No bo jak powiedzieć pacjentowi, że umrze? Albo że bliska mu osoba do końca życia już będzie chorować? Zastanawiam się tylko czy autorka nie przesadziła z ilością tych krótkich wątków. Tak, tak w szpitalu wiele się dzieje, ale powieść liczy nieco ponad trzysta stron, więc ma swoje ograniczenia.


Greta Gulsen napisała książkę, którą dobrze się czyta. Dużo w niej śmiechu, miłości, flirtu, ale także zła, ciężkich wyborów i chorób, które trudno wyleczyć. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać ją przed premierą, a także objąć patronatem. Co prawda znalazłam w niej kilka rzeczy, do których mogłam się przeczepić, ale wierzę, że kolejna książka autorki będzie jeszcze lepsza. Zainteresowanych zapraszam już jutro na konkurs!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)