Graham Masterton - Głód


Miałam okazję być na spotkaniu z Grahamem Mastertonem. Myślę, że to naprawdę niesamowity człowiek, a spotkanie z nim było po prostu doskonałe i wbrew pozorom pełne śmiechu. Postanowiłam więc przy pierwszej okazji sięgnąć po książkę autora, padło na "Głód". Czy było warto?

Tytuł: Głód
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: Replika

Ed Hardesty jest właścicielem gigantycznej farmy w Kansas, którą otrzymał w spadku. Od początku zależało mu na uratowaniu farmy, która była oczkiem w głowie jego ojca. Zainwestował w nią sporo czasu i pieniędzy, a także zmienił dla niej życie całej swojej rodziny. Jest jednak dobrej myśli, bo niezmierzone połacie pszenicy mają mu zapewnić czysty zysk. 

Pewnego dnia Ed odkrywa, że część jego zboża została dotknięta tajemniczą zarazą, która rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie. Szybko okazuje się, że zaraz nie dotyczy tylko jego farmy, ale także całych Stanów Zjednoczonych, co gorsza atakuje nie tylko zboże, ale także owoce i warzywa, uszkodzono również niektóre konserwy, więc i żywność w nich nie nadaje się do spożycia. Jeden z najpotężniejszych narodów świata zostaje dotknięty głodem, którego się nie spodziewał i na który nie był przygotowany w żaden sposób. 

Czy komukolwiek uda się przetrwać ten kryzys? Kto jest odpowiedzialny za plagę? Co się stanie z ludźmi kiedy zabraknie jedzenia?

Amerykanie zawsze widzieli siebie jako naród ludzi wszechmożnych, posiadających niebiańskie przyzwolenie na zabieranie dla siebie wszystkiego, czego chcą, nie bacząc na prawo, zasady etyki czy wreszcie reguły współżycia społecznego.

Przede wszystkim zacznę od tego, że temat, który jest motywem przewodnim książki to stary kotlet odgrzewany niezliczoną ilość razy we wszystkich dostępnych wariantach. Zagłada ludzkiej rasy, głód, choroby, plaga, które prowadzą do wymarcia sporej części ludności i budzą w ludziach chęć przetrwania za wszelką cenę. To nic nowego. Niezależnie od tego, że autor skupił się głównie na głodzie jako determinancie zagłady. Sama fabuła po prostu nie zaskakuje.

Stary kotlet czy nie, inspiracja "Bastionem" Kinga czy nie, książka ma swoje plusy i minusy. Przede wszystkim dobrze się ją czyta. Styl Mastertona nie jest ciężki, więc czytanie powieści przychodzi z łatwością i jest "przyjemne", o ile można użyć tego słowa przy temacie, który porusza autor. Z drugiej jednak strony w powieści brakuje napięcia i strachu, który powinna wywoływać u czytelnika. Jest raczej niepokojąca niż przerażająca.

Na plus zasługuje opis upadku ludzkości, który niejednokrotnie bywa wstrząsający. Jesteśmy gatunkiem, który zrobi dosłownie wszystko by przeżyć, co autor doskonale pokazuje w swojej powieści. Niejednokrotnie jest brutalny, niektóre sceny wręcz rażą czytelnika, a powieść skłania do myślenia.

Należy trzymać usta zamknięte na kłódkę aż do ostatniej chwili, dopóki nie nabierze się pewności, że własne słowa nie zaszkodzą przynajmniej osobie je wypowiadającej.

Głód nie jest książką, która powala na kolana. Zapewne większość fanów Mastertona odbierze ją pozytywnie, spodoba się także fanom postapokaliptycznych wizji. Mimo wszystko czytelnik będzie musiał wykazać trochę tolerancji dla tej powieści. Ma ona swoje plusy i minusy. Nie polecam jej wszystkim.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu


Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)