Piotr Tymiński - Wołyń. Bez litości




Historycy „rzezią wołyńską” nazywają pogromy ludności polskiej na Kresach Wschodnich, które dokonane zostały przez ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny światowej. Masowe, brutalne mordy dokonywane na całych rodzinach, a wszystko przez nienawiść, która niczym trucizna płynęła w żyłach ludzi.

To jedna z największych zbrodni przeciwko narodowi polskiemu , o której, co mówię z bólem serca, do niedawna niewiele osób pamiętało. Dnia 22 lipca 2016 roku została przyjęta przez Sejm uchwała, w której oddano hołd ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej w latach 1939-1945 oraz wyrażono wdzięczność tzw. „Sprawiedliwym Ukraińcom”, którzy odmawiali udziału w mordach i ratowali Polaków. Sejm wyraził uznanie dla żołnierzy AK, Samoobrony Kresowej i Batalionów Chłopskich, którzy podjęli heroiczną walkę w obronie, zagrożonej atakami, ludności cywilnej. Został również ustanowiony Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej, który wypada 11 lipca, w dzień rocznicy tzw. „Krwawej niedzieli” 1943 roku, podczas której na Wołyniu doszło do największej fali mordów na Polakach. Z jednej strony wiadomość ta wywołała u mnie uczucie radości – nareszcie ofiary tego zapomnianego ludobójstwa doczekały się należnego im szacunku i pamięci. Natomiast z drugiej strony ogarnął mnie smutek, ponieważ na tę chwilę czekały ofiary, jak i świadkowie tych wydarzeń, zdecydowanie za długo.   



Z wielkim zainteresowaniem śledzę wszelkiego rodzaju publikacje na temat rzezi wołyńskiej. Uważam, że warto mówić o tamtych wydarzeniach, żeby budować współczesność na prawdzie, a nie na krzywdzących kłamstwach. Największe wrażenie wywarł na mnie film Wojciecha Smarzowskiego pt. „Wołyń”. Zapadający w pamięć obraz wydarzeń, który polski reżyser przedstawił w monumentalny sposób. Polecam go Wam serdecznie, jeżeli jeszcze nie mieliście okazji go zobaczyć. Na fali popularności tego filmu nastąpił wysyp publikacji związanych z tym tematem. Niezmiernie mnie to ucieszyło gdyż dzięki różnym publikacjom mogłam zaspokoić mój głód wiedzy. Dlatego w momencie, w którym pan Piotr Tymiński zaproponował "Recenzjom z pazurem" zrecenzowanie jego debiutu literackiego, o wymownym tytule „Wołyń. Bez litości”, nie wahałam się  ani przez chwilę.

Tytuł: Wołyń. Bez litości
Autor: Piotr Tymiński
Wydawnictwo: Novae Res



Dnia 22 kwietnia 1943 roku, w Wielki Czwartek, Stanisław Morowski wraz ze swoją rodziną spożywał tradycyjną postną kolację. Posiłek przerywa im brutalnie uzbrojona banda Ukraińców, która w niewyobrażalny sposób zaczyna mordować mieszkańców. Jedynie Stanisławowi udaje się uciec, ale jego najbliżsi wraz z resztą sąsiadów zostają zabici. Po tych traumatycznych wydarzeniach Stanisław trafia w wir wydarzeń, które odcisną na nim duże piętno. Zostaje wcielony do oddziału partyzanckiego, którego zadaniem jest ochrona mieszkańców wołyńskich wiosek przed oddziałami UPA.

Z początku miałam duży problem z narracją powieści oraz z ustaleniem jej głównej osi. Książka jest napisana z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego, który, z tego co odczułam, starał się skupiać uwagę czytelnika na głównym bohaterze powieści – Stanisławie Morowskim. Jednakże w niektórych momentach, zwłaszcza tych na początku powieści, kiedy bohater wchodzi w interakcję z innymi bohaterami, narrator wydawał się go gubić. Czasem miałam wrażenie jakbym traciła głównego bohatera z oczu i z zaniepokojeniem szukałam go między wierszami. Uczucie to było spotęgowane również tym, że autor skąpił w opisach przeżyć wewnętrznych Stanisława. Z tego powodu przez chwilę nachodziła mnie wątpliwość, czy to rzeczywiście Stanisław i jego losy są osią tej historii.
„Jednak zaglądając sobie nawzajem w twarze, widzieli tragedię całego ludu wołyńskiego, obejmującego Żydów, Rosjan, Czechów, Polaków i Ukraińców.”
Warto jednak podkreślić, że to stronienie autora od ukazywania emocji bohaterów wpływa na uwypuklenie samej wojny – jej surowości, szorstkości i brutalności. Jest ona, moim zdaniem, drugim bohaterem tej historii, tuż obok Stanisława, którą do bólu realną przedstawia nam autor na stronach swojej powieści. Autor bezbłędnie ukazuje chaos wojenny. Bohaterowie raz walczą z jedną stroną, a współpracują z drugą, z kolei dalej walczą z drugą, a współpracują z pierwszą. Bardzo spodobało mi się to zatarcie granic, ponieważ sygnalizowało nam, że nie wszystko jest czarnobiałe. Nie powinniśmy z góry wydawać osądów, bo po każdej stronie znajdowali się dobrzy i źli ludzie. Oczywiście w różnych proporcjach, ale warto o tym pamiętać i z góry nie pałać nienawiścią do wszystkich Ukraińców, czy też do wszystkich Niemców. Naszą złość powinniśmy skierować na ideologię, którą kierowała się UPA, bo to ona, niczym faszyzm czy nazizm, doprowadziła do tych wydarzeń.

Ogromnym atutem powieści są barwne opisy potyczek, bitew i zasadzek. Dokładne i realistyczne. Zwolennicy tego typu opisów akcji zdecydowanie docenią to w tej powieści. Dodatkowo na uwagę zasługują opisy ukazujące bestialstwo i okrucieństwo oddziałów UPA, którzy z zimną krwią mordowali nawet kobiety w ciąży i niemowlęta - opisy te zdecydowanie wbijają w fotel. Momentami musiałam na chwilę przerywać lekturę by mocniej otulić się kocem, czy też wypić ciepłą, kojącą herbatę, żeby uspokoić rozdarte tymi piekielnymi wydarzeniami serce.  


„To co rozpętała ta wojna, na pewno pozostawi straszne, trwałe blizny.”
Autor w tej powieści ukazuje nam przede wszystkim historię walczących, bohaterskich oddziałów Samoobrony Kresowej, która płaciła najwyższą cenę by chronić swoich rodaków. Niestety przez to, że autor skupił się nad wyraz na otoczce sami bohaterowie są dość bezbarwni. Nie mamy szansy zapoznać się z żadnym z nich. Jedynie możemy zżyć się z Stanisławem, którego poznajemy jedynie przez pryzmat tych kilku miesięcy, podczas których śledzimy jego losy. Jeszcze raz podkreślę, że brakuje mi bardzo opisów przeżyć wewnętrznych bohaterów, które mogłyby nadać im kształtu, realizmu.  Można to jedynie wytłumaczyć tym, że w zderzeniu z takim okrucieństwem i brutalnością człowiek musi zepchnąć w głąb siebie jakiekolwiek uczucia, by nie dać  się pochłonąć otaczającemu go szaleństwu.



 „Wołyń. Bez litości” jest powieścią emocjonującą i pełną akcji. Niestety zawiera parę niedociągnięć, przez co nie jest to łatwa lektura. Autor bardzo dobrze przygotował się do napisania tej książki, jednak, moim zdaniem, musi on jeszcze popracować nad warsztatem, wówczas, jestem pewna, jego powieści będą przyciągać czytelników jak magnes.


Za egzemplarz recenzencki i dedykację dziękuję autorowi, Piotrowi Tymińskiemu!
Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)