Becky Chambers - Daleka droga do małej, gniewnej planety





W tym roku na liście moich książek przeczytanych króluje, jak zwykle zresztą, fantastyka. Jednakże, co jest jak na mnie dość niesamowitym wynikiem, w pozycjach przeczytanych z tego gatunku znajduje się więcej książek science fiction niż fantasy! Bardzo się cieszę z tego obrotu spraw, bo zdałam sobie sprawę jak wiele pozycji SciFi, przez moje ślepe uwielbienie do Fantasy, ominęłam. W tym roku w moje ręce trafiły książki z tego gatunku lepsze i gorsze. „Daleka droga do małej, gniewnej planety” zdecydowanie należy do tych lepszych, a moje serce skradł fakt, że czytając ją miałam wrażanie, powrotu do świata z mojego ukochanego „Tufa Wędrowca” Georga R.R. Martina.

Autor: Becky Chambers
Tytuł: Daleka droga do małej, gniewnej planety
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rosemary Harper postanawia uciec jak najdalej od ścigających ją duchów przeszłości, dlatego gdy nadarza się okazja zatrudnienia na dalekodystansowym statku kosmicznym, nie waha się ani chwili. Dołącza do załogi „Wędrowca” zajmującej się budowaniem tuneli czasoprzestrzennych w kosmosie, które pozwalają na szybkie poruszanie się między układami planetarnymi. Ich statek, mimo że nie należy do najnowszych, sprawnie i profesjonalnie realizuje wszystkie zlecenia. Jednak kapitan statku marzy o lepszej przyszłości dla swojej załogi, dlatego w momencie gdy nadarza się okazja, „Wędrowiec” przyjmuje nowe, wysoko opłacane zlecenie zbudowania tunelu ważnego dla Wspólnoty Galaktycznej.



„Życie w przestrzeni kosmicznej wcale nie oznaczało życia w ciszy”

Uwielbiam powieści science fiction, które zmuszają czytelnika do przemyśleń. Dodatkowo cenię sobie, gdy autor puszcza wodze swojej wyobraźni i pozwala nam na poznanie jego wizji przyszłości, która zarazem fascynuje jak i przeraża. Nie ma dla mnie znaczenia, czy w dana powieść obfituje w pędzącą akcje, wybuchy lub fajerwerki, o ile poruszane w niej tematy oraz prowadzone przez postaci dialogi są interesujące i pobudzające do refleksji. Dlatego czytając tę recenzję musicie koniecznie mieć to na uwadze, bo „Daleka droga do małej, gniewnej planety” mnie zachwyciła.

W „Dalekiej drodze do małej, gniewnej planety” nie znajdziecie zawrotnej akcji. Jeżeli już to jest jej bardzo mało. Akcja powieści toczy się praktycznie przez całą powieść jednostajnym tempem, co moim zdaniem nie jest jej wadą. Pozwoliło to autorce skupić się na innych elementach powieści, o których przeczytacie w następnych akapitach, ale już teraz powiem Wam z czystym sumieniem, że historia ta tylko na tym zyskała. Wartym zaznaczenia jest fakt, że poszczególne rozdziały są napisane w taki sposób, że mogłyby być osobnymi opowiadaniami gdyby nie to, że spaja je w całość podróż do tytułowej małej, gniewnej planety. Ten zabieg bardzo mi się spodobał, ponieważ pozwalał się skupić na konkretnym bohaterze lub zaistniałym problemie.




Tę historię budują bohaterowie, którzy są bardzo dobrze i przemyślanie zbudowani. Podczas lektury nawet przedstawiciele innych, wymyślonych przez autorkę, ras wydają się na tak realistyczni, że czytelnik jest w stanie bez problemu wyobrazić sobie, że takie istoty rzeczywiście mogą zamieszkiwać na jakiejś odległej planecie. Każdy członek załogi „Wędrowca” jest na swój sposób interesujący i wyjątkowy. To nie jest historia o wybitnej jednostce ratującej świat. To opowieść o załodze, która pomimo różnic rasowych i kulturowych, razem staje przeciwko wszelkim przeciwnościom losy i tylko dzięki współpracy udaje jej się osiągnąć wiele. Relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami zostały bardzo dobrze przedstawione. Niektóre z nich są szyte miłością i pasją, drugie zrozumieniem i akceptacją. Każdy z bohaterów musi zmierzyć się z własnymi demonami, jednak ważne jest to, że nie musi tego robić sam. Cała załoga „Wędrowca” tworzy jedną wielką rodzinę, która stanowi oparcie dla każdego z jej członków.

„ „Podaż i popyt” nie znaczy „proszę, kradnij bez skrupułów gówno, bo wszędzie go pełno”.”

Becky Chambers wykreowała piękny i różnorodny świat przyszłości. Ludzie w tym świecie nie grają wiodącej roli. Są raczej rasą, którą od wyginięcia uratowało tylko szczęście w postaci innej rasy dysponującej przekraczające ludzkie pojęcie technologią. Jednak po wielu latach udało im się zaadaptować do panującego stanu w przestrzeni kosmicznej, a nawet zostać członkiem Wspólnoty Galaktycznej. Autorka stworzyła ogromny świat z różnymi rasami, które mają różne przyzwyczajenia, poglądy, historię i kulturę. Przedstawiciele różnych ras, co bardzo dobrze ukazała nam w relacjach między członkami załogi „Wędrowca”, mają całkowicie odmienny sposób myślenia i inaczej postrzegają sprawy, które wydają się bym oczywiste dla nas, ludzi. Wyłania się tu wspaniale nakreślony wątek rasowy, który zwraca uwagę czytelnika na to, jak bardzo szkodliwy i krzywdzący jest rasizm. Becky Chambers również porusza przyszłościowe problemy, które z pozoru mogą wydawać się futurystyczne, jednak z biegiem czasu mogą zyskać na aktualności, są to między innymi przeludnienie, samozagłada, klonowanie oraz genetyczne i techniczne modyfikacje ciała.




Muszę koniecznie wspomnieć Wam o pewnym rozdziale w tej książce, który sprawił, że nie mogłam przez dłuższą chwilę pozbierać szczęki z podłogi, i na który chciałabym żebyście zwrócili uwagę czytając tę książkę. „Ostatnia wojna” jest moim zdaniem głęboko przemyślanym rozdziałem, który mimo swojej statyki ogromnie porusza. Skupia się wokół rozmowy dwóch bohaterów na temat wojny i dążeniu do samozniszczenia. Jest to tylko dziesięć stron, na których zawarto maksimum treści. Autorka snuje w tym rozdziale absolutnie przerażającą wizję świata, który sam doprowadził się do okrutnego zniszczenia i zagłady. Świat, w którym za broń chwytano bezrefleksyjnie, a nienawiść zaślepiła logiczne myślenie i miłość do bliźniego. Zdecydowanie zmusza to przemyśleń i zapewniam Was, że nie przejdziecie obok wyznania Doktora Kucharza obojętnie.



„Wszechświat jest taki, jakim go czynimy”

Z początku miałam cichą pretensję do Wydawnictwa Zysk i S-ka. Dlaczego nie wybrali tej pięknej zagranicznej okładki? – zadawałam w myślach sobie to pytanie. Dopiero po lekturze tej powieści zdałam sobie sprawę, że polskie wydanie ma okładkę wyjątkowo adekwatną do treści w porównaniu z przyciągającym oko wydaniem zagranicznym. Nie wiem, czy to było powodem zmiany okładki, ale szczerze się cieszę, że wydawnictwo zdecydowało się na ten projekt, bo moim zdaniem idealnie koresponduje on z wnętrzem książki.

Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych dwóch książek tej autorki o przygodach załogi „Wędrowca”! Mam nadzieję, że już niedługo zagoszczą u mnie w biblioteczce!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!







Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)