Żebro Adama - Antonio Manzini [Przedpremierowo]



Panuje przekonanie, że w literaturze kryminalnej wszystko już było. Może i faktycznie tak jest. Jednak Antonio Manzini po raz kolejny (po „Czarnej trasie”) w swojej nowej powieści „Żebro Adama” jest jak powiew świeżego górskiego wiatru. Tym bardziej, że akcja toczy się w dolinie Aosty. I choć do tej pory zaczytywałam się w kryminałach skandynawskich tak ten nie odstaje od nich nawet na milimetr. A wiadomo, że Skandynawowie nie mają sobie równych w tym temacie.




Tytuł: Żebro Adama

Autor:  Antonio Manzini

Wydawnictwo: Muza

Premiera: 08.11.2017r.



Akcja powieści toczy się głównie w Aoście choć zahacza też o Rzym. Tradycyjnie jak to bywa rozpoczyna się odkryciem zbrodni. W tym wypadku jest to włamanie  do  Państwa Baudo. Odkrywa to pomoc domowa – Białorusinka Irina. Wzywa policję. A ci przy dokładnym obejrzeniu mieszkania odkrywają wiszące na żyrandolu ciało Ester Baudo. Pozornie wygląda to na samobójstwo. I może tak by zostało zakwalifikowane, gdyby dochodzenia nie prowadził

Wicekwestor (przez wszystkich uparcie zwany komisarzem) Rocco Schiavone. Ten nie daje się nabrać i znajduje wskazówki świadczące o tym, że jest to jednak morderstwo.



„Ale żeby zrozumieć egoizm, złość, szaleństwo, musiał utożsamić się z mordercą, jak dobrzy aktorzy przed odegraniem swojej postaci. A żeby to zrobić, musiał wejść w chore głowy tych ludzi, przybrać ich obleśną skórę, upodobnić się do nich i zejść w głąb szamba, by z latarką w ręku spenetrować najpodlejszą i najbrudniejszą część istoty ludzkiej. Musiał zaczaić się w tym bagnie, aż skurwiel, czyli winny, pojawi się w zasięgu. Potem wreszcie mógł wrócić na powietrze i się opłukać. Tylko że wiele dni czy wręcz miesięcy zajmowało mu pozbycie się brudu. Zawsze coś zostawało przyklejone do skóry. „

Schiavone znamy już z poprzedniej pierwszej części cyklu „Czarna trasa”. Nic a nic się nie zmienił.  To nadal niepokorny glina, który ma swoje za uszami. Jest zarozumiały, cyniczny,  arogancki i niegrzeczny. Za wszelką cenę chce dojść do prawdy. Ma gdzieś obowiązujące zasady, ma swoje poczucie sprawiedliwości i kilku kumpli ze świata przestępczego. Czasami musi dać komuś po mordzie i skląć wszystkich na czym świat stoi. Niemniej jednak jego sposób działania potrafi doprowadzić do rozwiązania śledztwa. I choć wydawałoby się, że morderstwo Ester Baudo to zbrodnia doskonała, to Rocco udowadnia, że takowa nie istnieje. W jaki sposób? Zachęcam do sięgnięcia po ten kryminał.



Manzini po raz kolejny czaruje nas czarnym humorem. Powiem szczerze, że nieźle ubawiłam się przy opisie akcji obserwacji podejrzanych o handel narkotykami. Były też inne komiczne sytuacje. W żadnym jednak razie nie jest to powieść na wesoło.



Znów pokazane jest tu zestawienie Włoch Północnych i Południowych. Widać różnice mentalne w zachowaniu jednych i drugich. Manzini stworzył postacie czasami wydawałoby się mało prawdopodobne. On sam w sobie jest ucieleśnieniem wad rzymskich a jego podwładni nie grzeszą mądrością. Poniekąd tworzy to z nich karykatury  policjantów. Jednak kto z nas nie oglądał „Pitbulla”, który pokazuje podobną sytuację w polskiej policji.



Akcja powieści toczy się wartko. Nie jest bardzo rozwlekła. Sama zagadka jest wystarczająco zagmatwana. Postacie charakterne, a miejsce akcji też robi swoje. Szybko się czyta. Polecam.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)