"Na ścieżkach złudzeń" - Joanna Sykat



To już moje kolejne spotkanie z twórczością Joanny Sykat. Tym razem sięgnęłam po jej najnowszą powieść "Na ścieżkach złudzeń". I mam dylemat. Mam mieszane uczucia i nie do końca wiem, jak ocenić tę powieść. Z jednej strony autorka porusza bardzo ważne tematy i gra na uczuciach. A z drugiej strony niemal brak akcji i nic się nie dzieje. Ale może takie właśnie było założenie autorki, by to odczucia odegrały najważniejszą rolę. Im dłużej o tym myślę, tym jestem coraz bardziej skłonna przychylić się do tej wersji. 


Aldona Wójcik główna bohaterka powieści ma pracę, kochającego męża, wyczekanego synka i kompletny brak problemów finansowych. Wydawałoby się, że jej życie to sielanka. Ale jak to w życiu bywa, wszystko ma swoje dwie strony medalu.

Wioletta Piech zwana przez Aldonę "Królikiem" - zaniedbana matka trójki dzieci, której w życiu się nie przelewa. Dzieci z problemami. Zatrudniona w firmie, w której pracuje Aldona, wykona każdą pracę, by otrzymać wynagrodzenie. Z pozoru szczęśliwa mężatka. 

Czy te dwie kobiety będą potrafiły się ze sobą zaprzyjaźnić? Czy ich los splecie się na dłużej? Jaką rolę w tym odegrają dzieci? I jaką rolę w powieści odgrywają mężowie kobiet? Jak wygląda prawdziwe życie małżeństw? Jakie sekrety ukrywają? Chcesz się przekonać - sięgnij po książkę Joanny Sykat "Na ścieżkach złudzeń".

Autorka w swojej powieści ukazuje różne relacje jakie panują między małżonkami, między dzieckiem a rodzicem, a także pomiędzy pracownikami w firmie. Niemniej jednak na pierwszy plan wysuwa się relacja między rodzicem a dzieckiem. Główna bohaterka niejednokrotnie obwinia siebie, że nie jest dobrym rodzicem, że jej relacje z synem są trudne. Do tego dokłada się jeszcze relacja między ojcem dziecka a samym dzieckiem.

" - A wytłumaczysz mi, czemu kopnąłeś tatę?
-Dla taty ważny jest tylko smartfon. Nie słucha, co mówię. Tylko gr i gra! A dla ciebie... - rozpędził się. - Dla ciebie nic nie jest ważne!"
 
Sama mam małe dziecko i czytając tę powieść niejednokrotnie otwierał mi się przysłowiowy nóż w kieszeni. Jestem w stanie wiele zrozumieć, ale tego, że dziecko traktuje się jak zbędny balast już nie. Jeśli ktoś nie chce dziecka, to nie powinien się do tego zmuszać. Bo później już nie ma odwrotu, a cierpi tylko niewinna istota. Nie mogłam zrozumieć zachowania męża Aldony - Sebastiana. Jego odzywki, zachowanie w stosunku do Michałka były wręcz okropne. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że te zachowania w dzisiejszym świecie są niemal na porządku dziennym. Ba są jeszcze gorsze, ale o nich nawet nie chcę myśleć. Przecież nie da się być idealnym rodzicem, idealnym dzieckiem, ale pewne normy społeczne obowiązują  i to głównie rodzice są za nie odpowiedzialni, a nie kilkuletnie dziecko.

Książka niewątpliwie wzbudza emocje. I pomimo braku wartkiej akcji uważam, że warto po nią sięgnąć. Szczególnie powinni po nią sięgnąć przyszli rodzice i osoby, które mają dylemat w związku z posiadaniem potomstwa. Bo po co później unieszczęśliwić siebie i dziecko?

Niezaprzeczalnym atutem powieści są jej bohaterowie - bardzo autentyczni. Ich cechy charakteru idealnie pasowałyby do osób w naszym otoczeniu. Czytając "Na ścieżkach złudzeń" miałam wrażenie, że bohaterowie mieszkają tuż obok, za ścianą. Kolejną zaletą jest niewątpliwie przyjemne pióro autorki oraz lekkie opisy. 

Do wad powieści należy zaliczyć niewiadomą w powieści. Czytając tę książkę nie można być pewnym, do czego zmierza autorka, co chce ukazać.  Tym bardziej, że poza rodzicielstwem porusza jeszcze wiele innych tematów. Ale tak naprawdę nie zagłębia się w nie. Mam wrażenie, że zostały one jedynie liźnięte. Pozostało jedynie uczucie niedosytu.

Podsumowując:

Dzięki powieści przyjrzałam się również sobie, swojemu małżeństwu i swojej relacji z córką. Wyciągnęłam wnioski na przyszłość. I postaram się nie popełniać błędów bohaterów powieści.

Powieść czyta się szybko i nie trzeba zagłębiać się bardzo w fabułę, bo nie ma tu wartkiej akcji. W sam raz na zimowy wieczór.

Pomimo mieszanych uczuć, nie oceniam książki negatywnie. Ma swoje plusy i minusy. Jednak uważam, że warto po nią sięgnąć. I zachęcam do tego wszystkich, a przede wszystkim przyszłych rodziców. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:

Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)