"Tajemnice XI gimnazjum. Unia" - Sławomir Błażewicz [Przedpremierowo]



Kiedy byłam nastolatką, a może i nawet już jako młoda osoba, zawsze marzyłam o przeniesieniu w przeszłość. Tak, tak moi mili. Nie w przyszłość, a przeszłość. Pewnie spytalibyście po co? Czasami sama się zastanawiałam nad odpowiedzią. Niemniej jednak chciałam zobaczyć to wszystko o czym czytałam w książkach historycznych na własne oczy. Nie żebym była wielką fanką historii. Bo jakoś zawsze same lekcje historii były dla mnie dość nudne. Ale książki, których akcja toczyła się w zamierzchłych czasach, to co innego. Zawsze chciałam na własne oczy zobaczyć, jak żyli mieszkańcy średniowiecza czy w późniejszym renesansie. Niestety nigdy się nie udało. Może dlatego tak bardzo zazdroszczę bohaterom powieści Sławomira Błażewicza "Tajemnice XI gimnazjum. Unia".


Tytuł: "Tajemnice XI gimnazjum. Unia"
Autor: Sławomir Błażewicz
Wydawnictwo: Novea Res 

Czwórka gimnazjalistów odwiedza lubelską piwnicę babci Andrzeja. Wiedzą, że jest tam przejście do tajemniczych labiryntów pod miastem. Według legendy miały one kiedyś łączyć Lublin z Sandomierzem, by umożliwić w razie oblężenia ucieczkę z miasta. Młodzi przyjaciele postanawiają sami sprawdzić, gdzie ich zaprowadzą ciasne i kręte korytarze. Wszystko szło zgodnie z planem, aż nagle...

... budzą się w innej rzeczywistości. Początkowo biorą wszystko za żart. Inne stroje, inny wygląd ich rodzinnego miasta i inaczej wyglądający i rozmawiający ludzie. Jednak szybko dochodzą do wniosku, że to nie jakiś głupi wymysł kolegi. Bardzo nieufni próbują rozeznać się w sytuacji. Szybko orientują się, że w niewiadomy dla siebie sposób zostali przeniesieni do roku 1569. 

Dość szybko młodzi przyjaciele orientują się, że nie pochodzą ze zwykłego ludu, ale są dość ważnymi osobami w społeczeństwie. Mają okazję obcować z Janem Kochanowskim, Mikołajem Rejem czy Sebastianem Klonowicem. A jakie jest ich zdziwienie, kiedy okazuje się, że ojciec jednego z nich - Tomasza - jest dworzaninem samego króla Zygmunta Augusta. 

Ewa, Monika, Andrzej i Tomek mają okazję poznać nie tylko funkcjonujący wtedy świat, ludność i obyczaje panujące w Lublinie. Niezmiernie ważne okaże się dla nich spotkanie z królem. A chyba jeszcze ważniejsze okaże się poznanie legendarnego mistrza Jana Twardowskiego. Przeżyją niesamowite przygody, pierwsze miłości, ale i też pierwsze trudne chwile. To tu w renesansowym Lublinie okaże się ile ich przyjaźń jest warta. A wszystkie te wydarzenia będą się działy na tle wydarzeń związanych z podpisaniem unii lubelskiej.

Jeśli lubicie choć trochę przygody i choć trochę historii - to jest to książka właśnie dla Was. Teoretycznie jest to książka przewidziana dla młodzieży. Ale nie powiem, sama ją chętnie przeczytałam i nie żałuję.

"Ktoś kto drążył to przejście, nie przypuszczał,  że przetrwa tyle wieków, gdy z narzędzi i z tych, którzy je trzymali, nie będzie już najmniejszego śladu. To jest historia, pozostałość, skorupy, w których zapisane są niepokoje i nadzieje, miłość i gniew, radość i ból. Czego szukamy w historii sprzed kilkuset lat? Siebie?"

Któż z nas nie marzył o przeżyciu takiej przygody. Dla mnie odwiedzanie starych historycznych miejsc miało w sobie zawsze coś z magii. Stare tunele, twierdze, bunkry, zamki czy pałace budziły niewątpliwie ciekawość. I do dziś mi to chyba zostało. 

Autor pisze lekkim i przyjemnym językiem, który będzie zrozumiały również dla młodszego odbiorcy. Fabuła nie jest może zbyt skomplikowana, ale akcja toczy się wartko i nie ma w niej miejsca na nudę. Opisy też nie  są nużące. A sami bohaterowie wykreowani są w dość ciekawy sposób. Każdy z młodych ludzi jest inny, posiada właściwe dla siebie cechy charakteru. Nie ma tu podziału na białe i czarne charaktery. A postacie historyczne są przedstawione w sposób adekwatny do epoki.

Książka ma na pewno swój  niepowtarzalny klimat. Jeśli ktoś ma dobrze rozwiniętą wyobraźnię, to czytając tę powieść, ma przed oczami to co opisuje autor. Ba ja wręcz czułam zapachy, które "wydobywały" się z kart książki, kiedy opisywane były uczty, jarmarki czy biesiady. I tylko żałowałam, że nie mogę tam być z nimi.

"Myślał przez chwilę o domu, rodzicach, szkole, jak na lekcjach historii walczył ze sobą, aby nie zasnąć. Ten świat był już właściwie nierzeczywisty. Przyszłość jest zamierzchłą przeszłością. Teraźniejszość jest zawsze.  Nigdy bym nie podejrzewał, że dojdę do takich wniosków -  rozmyślał. Widocznie wystarczy wpaść na chwilę do szesnastego wieku.  Na chwilę? Oby."

Samo zakończenie pozostaje kwestią otwartą. Autor pozostawił tu wiele możliwości sobie ale i czytelnikowi. Czy młodzi bohaterowie wrócą do domu, a może zostaną na zawsze w przeszłości? Chcecie się dowiedzieć - koniecznie sięgnijcie po "Tajemnice XI gimnazjum. Unia".

Jeśli uważacie, że lekcje historii są stratą czasu, to zachęcam do sięgnięcia  po książkę Sławomira Błażewicza. Przybliży Wam w ciekawy sposób niewielki wycinek historii Polski. Tak jak już wcześniej wspominałam, to książka nie tylko dla młodzieży, ale każdego, kto ma ochotę oderwać się od codzienności i zanurzyć w otchłań renesansowych przygód. 

Serdecznie zapraszam do lektury i życzę miłych wrażeń.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


 

Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)