"Kartka ze szwajcarskim adresem" - Maria Ulatowska, Jacek Skowroński [przedpremierowo]



Maria Ulatowska i Jacek Skowroński po raz kolejny zabierają nas w podróż śladami babci i dziadka autorki. „Kartka ze szwajcarskim adresem” jest kontynuacją losów bohaterów przedstawionych w powieści, o której pisałam kilka dni temu, „Historia spisana atramentem”.

Tytuł: "Kartka ze szwajcarskim adresem"
Autorzy: Maria Ulatowska, Jacek Skowroński
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Premiera: 13.02.2018 r.

„Mój małżonek jest takim lekkoduchem, zawsze był, ale dopiero teraz to dostrzegam. […]Był jak rozradowane dziecko, a ja, choć dostrzegłam wtedy, chyba po raz pierwszy jego niefrasobliwość w kwestiach materialnych, nie mogłam się nie uśmiechnąć. Takim go wówczas kochałam. Nade wszystko i pomimo wszystko…wiesz, Osmi? Teraz też go kocham, to mój mąż i ojciec naszego synka.”

Uwaga spoiler poprzedniego tomu
Maria na tyle mocno pokochała swojego wybranka, że zostawiła dla niego poprzednie spokojne życie, narzeczonego i ruszyła w nieznane. Czesław w końcu dokonał wyboru i porzucił stan kapłaństwa i pojął za żonę swoją ukochaną Marię. Zamieszkali w Kostromie na dalekiej północy Rosji. Mogłoby się wydawać, że to, co najgorsze już za nimi, a jednak…

Czesław dostał posadę profesora w miejscowej szkole. Nie było to jego marzenie, z pracy często wracał sfrustrowany i przygnębiony. Jego myśli wciąż nieustannie biegły ku posłudze w Domu Bożym. Ale trwał przy Marii. A ona trwała przy nim. Prowadziła dom, zajmowała się dzieckiem i czekała na powrót „Czesiulka” z pracy. Widziała oczywiście, co dzieje się z jej mężem, więc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Nawiązała kontakt ze swoją szwagierką Ludką. Nie wiedziała jednak, że ta mieszka u jej byłego narzeczonego.

Kobiety, które kiedyś dzieliły się niemal każdym sekretem, nagle stają się sobie „obce”. Stają się „rywalkami” w pozyskiwaniu uwagi byłego narzeczonego Marii. I choć ta bezgranicznie kocha swojego męża, często wraca myślami do Osmiego, a z czasem pisuje do niego listy. 



Pewnego dnia Czesław zostaje aresztowany pod zarzutem spiskowania przeciwko caratowi. Maria zwraca się z prośbą do „swoich” przyjaciół – Ludki i Osmiego. Czy może im zaufać? Wszak nie chodzi już tylko o nią, ale i jej ukochanego synka. A może osoba, której zaufa najbardziej, zdradzi? I jaką rolę w tym wszystkim odegra tytułowa kartka z tajemniczym szwajcarskim adresem? Chcesz się przekonać, jak potoczą się losy bohaterów? Koniecznie sięgnij po książkę Marii Ulatowskiej i Jacka Skowrońskiego.

„A jednak… Zadaję sobie pytanie, czy dla wszystkich nie byłoby lepiej, gdybym nie sprzeciwiał się swemu powołaniu. Kiedy Opatrzność kogoś wybiera, nie obiecuje, że będzie mu łatwo… Może Maria byłaby szczęśliwsza, gdybym zwrócił jej dawne życie, pozwolił pójść własną drogą…”

Maria i Czesław, których znamy już z „Historii spisanej atramentem” nie zmienili się aż tak bardzo. Czesław wciąż przeżywa swoje powołanie i wciąż bije się z myślami, czy nie powrócić do kapłaństwa. Maria nieco osamotniona w Kostromie próbuje nawiązać nowe znajomości, a kiedy Czesław jest przeciwny, kobieta pokazuje pazurki i stawia na swoim. O ile Czesław nie zmienił się praktycznie wcale, nadal zaborczy, zazdrosny i apodyktyczny, tak Maria powoli bierze los we własne ręce i przestaje być pozbawioną własnego zdania zahukaną kobietą. I wychodzi jej to tylko na dobre. Nie zmieniłam zdania i nadal nie pałam sympatią do Czesława, za to Maria zyskuje moją sympatię. 



Tym razem autorzy nie dodali nic ze swoich doświadczeń w podróży po miejscach, w których przebywali przodkowie Marii. Nieco mi brakowało tych wątków. Ale niezmiennie akcja toczy się wartko, bez zbędnych i irytujących opisów. Brakuje też wątku kryminalnego, który był w pierwszej części, ale rozumiem fakt, że tutaj go być nie mogło. Autorzy całą historię oparli o listy przechowywane przez dziadków autorki.

„Kartkę ze szwajcarskim adresem” czytałam jeszcze szybciej niż jej pierwszą część. Język, którym posługują się autorzy jest prosty i zrozumiały w odbiorze. A wszelkie niejasności i zawiłości historyczne są doskonale wyjaśnione. Czytelnik ma pełne tło historyczne wydarzeń opisanych w powieści.


 Ja zatem wypatruję kolejnej już części. A Was drodzy czytelnicy zachęcam gorąco do sięgnięcia po „Kartkę ze szwajcarskim adresem”. Może to być doskonały prezent dla drugiej połówki na zbliżające się Walentynki.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:


Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)