Martyna Senator - Z otchłani [PRZEDPREMIEROWO]



W połowie lutego nadchodzi taki czas, gdy zewsząd atakują nas pluszowe misie, kusząco pachnące czekoladki i serduszka, którymi oblepione jest praktycznie wszystko. Osobiście bardzo lubię tą czerwono-różową odsłonę lutego, ponieważ wprowadza ona dużo ciepła do serca i daje pozytywny zastrzyk uczuć, przypominając tym samym żeby wyrażać je częściej niż tylko w Walentynki. W te dni zawsze wypatruję jakiejś miłosnej historii, którą mogłabym pochłonąć mroźnymi wieczorami. Mimo że mam w mojej biblioteczce parę pozycji, do których uwielbiam wracać w walentynkowy czas, to czasem stawiam na coś nowego i odświeżającego. I tak było tym razem.

Autor: Martyna Senator
Tytuł: Z otchłani
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 15 luty 2018 r.


"Jestem typową romantyczką, która podąża za głosem serca. Nawet wtedy, gdy wskazuje drogę wiodącą donikąd."

Martyna Senator powraca z kolejnym tomem cyklu, który zapoczątkowało „Z popiołów”. Tym razem w „Z otchłani” śledzimy losy nowej historii miłosnej, której głównymi bohaterami są Kaśka oraz tajemniczy, młody dziennikarz - Szymon. W tej powieści bliżej poznajemy Kaśkę, przyjaciółkę Sary, której historię w malutkim ułamku zdążyliśmy już poznać w poprzedniej części. Kaśka jest żywiołową, młodą kobietą, uwielbiającą gotowanie. Od pięciu lat jest w związku ze swoim chłopakiem Adamem, jednak gdy nadchodzi dla nich czas próby, ich relacja tego nie wytrzymuje. Adam na spóźnionej kolacji walentynkowej wyznaje Kaśce, że podczas jego pobytu w Paryżu ją zdradził. Takiego uczynku nie może mu wybaczyć ani zapomnieć… Złamane serce trudno jest uleczyć, a Kaśka z dnia na dzień coraz bardziej staje się cieniem tego, kim kiedyś była, gdy nagle na jej drodze los postawił Szymona. Jak się poznali i co z tego wynikło, tego dowiecie się oczywiście sięgając po „Z otchłani”, ale zdradzę Wam, że zamieszana w to była aplikacja randkowa – Tinder.



Ciężko będzie mi w tej recenzji zachować obiektywność, ponieważ przyznam Wam się szczere, że „Z otchłani” mnie absolutnie oczarowało. Pamiętacie jak w mojej recenzji „Z popiołów” skarżyłam się na brak tego czegoś? W tym tomie już tego nie odczuwałam. To spójna, lekka i słodka historia, którą pochłoniecie w jeden wieczór. Nie jest on skomplikowana, jednak w unikatowy sposób chwyta za serce i nie pozwala o sobie zapomnieć. To historia przede wszystkim o miłości, ale również i o przyjaźni, poświęceniu oraz o trudnych wyborach, które stawia przed nami życie. Martyna Senator stworzyła opowieść piękną i współczesną, której ogromną zaletą są wypływające z każdej strony emocje. Czytając tę powieść nie raz niekontrolowanie zaśmiałam się na głos, czy też westchnęłam przepełniona wzruszeniem.


"Daj sobie czas. I jak to mówią: nie decyduj w złości i nie obiecuj w szczęściu."

Nie sposób odmówić tej powieści realizmu. Czytając ją miałam wrażenie, jakbym słuchała opowieści koleżanki, która naprawdę się wydarzyła. Autorka nie pozostaje obojętna na media społecznościowe, które szturmem stały się nieodłączną częścią życia młodych ludzi, dlatego nie ukrywa, że jej bohaterowie aktywnie z nich korzystają. Kaśka i Szymon to bohaterowie z krwi i kości. Nie da ich się ich nie lubić, jak i im z całego serca nie kibicować. Mimo że los nie jest dla nich momentami łaskawy i rzuca im pod nogi różnej wielkości kłody, to nie poddają się i z uporem próbują zawalczyć o lepsze jutro.

Można by zarzucić tej powieści, że jest trochę przesłodzona, albo że była przewidywalna. Jednak dla mnie sprawiła się idealnie w lutowy wieczór. Autorka tak dobrze poprowadziła tę historię, że nawet domyślając się gdzieś z tyłu głowy rozwiązania pewnych wątków, bawiłam się niesamowicie, a czytanie sprawiło mi ogromną przyjemność. Tak jak i „Z popiołów” była miodem na moje serce oraz dostarczyła mi nie małej dawki pozytywnych emocji.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona!


Previous
Next Post »
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)