Joanne MacGregor - Jej wysokość P.



Wydawnictwo Kobiece ostatnio zaskoczyło mnie swoim nowym projektem, którego owoc możemy już znaleźć na polskim rynku wydawniczym, a następne już są w drodze. Mowa tu o serii wydawniczej Young, w ramach której wydawnictwo wyda książki dla młodzieży. Jak wiecie mimo że do młodzieży już nie należę, to nie stronię w mojej czytelniczej przygodzie od powieści młodzieżowych. W moje ręce tym razem trafiła „Jej wysokość P.”, która jest pierwszą powieścią z nowej serii wydawniczej Wydawnictwa Kobiecego, zwiastująca moc rozrywki i wspaniałych historii pod szyldem – Young!

Tytuł: Jej wysokość P.
Autor: Joanne MacGregor
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece



Peyton jest uczennicą ostatniej klasy liceum wyróżniającą się bardzo wysokim wzrostem. Mimo że jest ładna i zgrabna, to większość rówieśników postrzega ją tylko przez pryzmat wzrostu, co sprawia, że staje się ona często obiektem kpin i żartów. Pewnego razu postanawia jednak, biorąc udział w zakładzie, udowodnić, że wzrost nie czyni z niej dziwoląga, a znalezienie odpowiedniego partnera na bal maturalny nie stanowi dla niej problemu. Stawka jest wysoka, a wygranie zakładu pozwoli Peyton na zabranie odpowiedniego funduszu by zapewnić sobie wyjazd na studia z dala od rodzinnego domu zamieszkanego przez demony przeszłości.   

"Nikt nie jest w stanie cię zawstydzić, jeśli mu w tym nie pomożesz, więc musisz podejść do tego z poczuciem humoru albo przynajmniej udawać. Śmiej się razem z nimi, a zazdrość przyjmuj z uśmiechem."

„Jej wysokość P.” jest leciutką, niepozbawioną wad młodzieżówką, która mimo powielanych schematów, nie raz wywołała mały uśmiech na mojej twarzy. Idealnie spełnia ona kryteria przyjemnej powieści młodzieżowej, którą warto umilić sobie czas, zwłaszcza w nadchodzącym wiosennym okresie. Tak jak wspomniałam, nie jest ona idealna, ale bardzo poruszyła mnie uwypuklonym problemem samoakceptacji oraz pewnej choroby psychicznej, która nieleczona może nieść katastrofalne skutki. Spodobało mi się to, że autorka pokazała w tej młodzieżowej otoczce jedne z wielu problemów gnębiących dzisiejsze społeczeństwo.


Myślałam na początku, że główna bohaterka nie przypadnie mi do gustu, a ja będę narzekać na autorkę wytykając jej stworzenie absolutnie płaskiej postaci, bez żadnej głębi, która została przedstawiona w przerysowany do bólu sposób. Choć pierwsze rozdziały taką właśnie katastrofę prognozowały, to jednak z każdą następną stroną zaczęłam bardziej poznawać Peyton, która w moich oczach przestawała być pozbawionym wyrazu, komicznym tworem autorki. Niewątpliwą tego zasługą jest ogromny rozwój bohaterki, który obserwujemy podczas lektury. Peyton za sprawą kuriozalnego zakładu, wymyślonego przez złośliwych znajomych, postanawia rzucić się od razu na głęboką wodę, co okazuje się dla niej wspaniałym impulsem do rozpoczęcia procesu odkrywania samej siebie. Ta zwykła dziewczyna, którą do tej pory definiował tylko jej wzrost, staje się kimś więcej. W końcu przestaje narzekać i udoskonalać „Prawo Wysokich Dziewczyn”. Odkrywa w sobie siłę do zmian, która pozwala jej na znalezienie i zdefiniowanie swoich zainteresowań oraz planów na przyszłość.


"Jeśli człowiek nie potrzebuje innych ludzi, nie jest tak bardzo wystawiony na ciosy. Będąc całkowicie niezależnym, nie można zostać tak bardzo zranionym."

Nieprzyjemnym zaskoczeniem był dla mnie bardzo dziwny zabieg, który zastosowała autorka. Nie wiem, czy jest dla niego jakaś nazwa, więc spróbowałam usystematyzować go na własną rękę. Zacięcia akcji jest to zabieg, który z niewiadomych przyczyn upatrzyła sobie autorka, polegający na tym, że czytelnik odczuwa znaczne luki w akcji i rozpaczliwie sprawdza, czy przypadkiem jego książka nie zgubiła paru lub parunastu stron. W „Jej wysokości P.” naliczyłam aż trzy znaczące zacięcia akcji, które wprawiły mnie w osłupienie.  Autorka przygotowuje czytelnika do pewnego zdarzenia, które może nie jest ważne z punktu widzenia całości, ale które pozwoli nam na bliższe poznanie postaci drugoplanowych lub nawet samej bohaterki, po czym nagle ucina temat jakby wcale go nie było lub czyni dziwaczny przeskok w czasie (niezdradzające fabuły przykłady warte szczególnej uwagi – Halloween w pracy, rozmowa z ojcem [sic!]). Miałam przez to niemiłe wrażenie niedokończonej powieści, a tym samym rażącej pisarskiej niedbałości, która nawet w książkach młodzieżowych nie wygląda dobrze. „Jej wysokości P.” mogłam wybaczyć przerysowania, niedopracowanych pobocznych bohaterów czy pewną przewidywalność, ale na takie macosze potraktowanie budowanych wątków i zacięcia akcji nie mogę przymrużyć oka.


"Dużo mniej przejmowałabyś się tym, co ludzie o tobie myślą, gdybyś tylko wiedziała, jak rzadko to robią."

„Jej wysokość P.” to osobliwa historia, która mimo że jest czasem komicznie przerysowana, to zawiera w sobie również mądre przesłanie o samoakceptacji, skierowane nie tylko do młodzieży. Wywołało to w moim przypadku refleksje na ten poruszany w powieści temat, którymi podzielę się z Wami poniżej. 
Jak ciężko w dzisiejszym świecie o samoakceptację. Większość z nas patrzy na idealne zdjęcia obcych lub znajomych osób w cyberprzestrzeni, zastanawiając się nad tym, jak by to było wieść takie cudowne życie wśród pięknych ludzi i rzeczy. Gonimy za niedoścignionymi, wymarzonymi celami często nie poświęcając chwili na refleksję nad tym, co tak właściwie chcemy osiągnąć. Zapominamy, że często to co widzimy to tylko ładne powłoki, które najczęściej zakrywają prawdziwe kompleksy lub problemy. Przykrym faktem jest to, że większość z nas, świadomie lub nie, żyje pod presją „innych osób”, dla których stara się być idealna. Takie osoby uzależnione są od opinii innych, szukając aprobaty nawet przy wykonywaniu zwykłych czynności. Są oni więźniami oczekiwań innych. Często nawet nie wiedzą, że nikt tak naprawdę nie zwraca na ich zachowania uwagi, więc niepotrzebnie się przejmują i bardziej starają. Bojąc się krytyki i pogardy innych przestajemy mówić o swoich problemach i uczuciach, zamiatając je pod dywan. Nic więc dziwnego, że w świecie wielkiej, sztucznej szczęśliwości ludzie bojąc się skandalu i krzywdzących plotek wolą samotnie mierzyć się ze swoimi demonami. Ciężko jest dziś otworzyć się przed drugą osobą wyjawiając swoje uczucia i nie odbić się od muru obojętności czy niezrozumienia. Dlatego myślę, że tak ważne jest w tym szalonym, szybkim i złudnie pięknym świecie odnalezienie samego siebie i osób, które będą nas akceptowały takimi jakimi jesteśmy. A co z osobami ślepo wierzącymi w piękne obrazki i lubującymi się w sztucznych powłokach? Od nich lepiej się odciąć – to nie boli ;).

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!


Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)