Tradycja vs nowoczesność


Wszyscy w moim środowisku wiedzą, że jestem książkoholikiem i książkożercą. Kiedy ktoś pyta mnie, czy jestem zwolennikiem tradycyjnej, papierowej książki czy jej odpowiednika w wersji elektronicznej, odpowiadam, że cenią sobie zarówno jedne jak i drugie. Niejednokrotnie byłam światkiem zażartych dyskusji na ten temat. Raz doszło niemal do rękoczynów. A ja uważam, że każda forma ma swoje wady ale też i zalety. Sama korzystam naprzemiennie to z wersji papierowej to cyfrowej.


Postaram się przekazać Wam mój punkt widzenia dotyczący porównania tych dwóch form prezentacji słowa pisanego.

- W jednej okładce jest najczęściej jedna książka – w jednym czytniku… może ich być tysiące.

Można by się pokusić o stwierdzenie, że wydanie w jednym egzemplarzu książek np. Katarzyny Michalak czy Marry Higgins Clark mogłoby posłużyć za podręczny stolik do kawy lub co najmniej jako pufa do siedzenia. A te same książki w czytniku zajmą mały procent naszej pamięci.

- Książka pachnie – czytnik niestety nie.

Taka kuriozalna sprawa jak zapach jest niekiedy bardzo istotna. Książka na początku pachnie nowością, papierem, drukiem. Później nabiera osobliwego zapachu perfum, domu, dłoni… Chłonie zapach otoczenia. Czytnik może i ma jakiś zapach, ale czy ktoś się nim delektuje?


- Książka jest ciężka – czytnik e-booków lekki.

Każdy mężczyzna wie, że w damskiej torebce znajdzie niemal wszystko. To teraz wyobraźcie sobie, że do tej damskiej torebki chcecie upchnąć jeszcze np. trylogię Tolkiena. Nie da się ukryć, że może być trudno. A jeśli już dokonalibyśmy takiego cudu, to kto chciałby dźwigać takie ciężary. Tylko pamiętajmy o tym, że należy dbać o swój kręgosłup. Alternatywą dla damskiej torebki może być i walizka. Do niej da się już wepchnąć nieco więcej tomiszczy. Ale czy warto płacić za nadbagaż? Oczywiście to pytanie retoryczne. Ale czy wtedy nie będzie wygodniej zabrać czytnik? Małych gabarytów a i do wagi nie można się przyczepić. Natomiast możemy zabrać ze sobą np. na urlop zdecydowanie więcej „książek” na wypadek niepogody i większej ilości czasu przeznaczonego na czytanie.

- Książki nie trzeba podłączyć do prądu, zawsze działa – e-booka musimy co jakiś czas ładować.

Tu zdecydowanie wygrywa książka. Bo chyba nie ma nic gorszego niż to, że w trakcie lektury w jej kulminacyjnym punkcie padnie nam bateria. Z książką nie ma takich problemów, chyba, że sam zdecydujesz o przerwaniu czytania lub książka się po prostu… skończy.

- Książka nie jest odporna na deszcz – czytnik jest wodoodporny.

Przynajmniej do pewnego stopnia czytnik jest wodoodporny. Ja bardzo lubię letni deszcz, kiedy ciepłymi kroplami obmywa twarz. Zdarzało mi się już leżeć na trawie w deszczu i czytać. Oczywiście zarówno e-book jak i książkę. Jednak stan tej drugiej w tym wypadku – był o niebo gorszy niż czytnika.

- Do książek mamy całą masę gadżetów – czytnik ich nie posiada.

Kiedy wchodzę do księgarni to od razu widzę cała masę fantazyjnych, pięknych i wymyślnych przedmiotów, które można użytkować wraz z książką. Nie są to tylko zakładki. Na rynku mamy do dyspozycji cała gamę różnych przedmiotów takich jak, podpórki, podkładki, czy nawet specjalne lampki. Do czytnika możemy ewentualnie dobrać sobie jakieś fajne euti, ale i na tym polu nie ma wielkiego pola do popisu.

- Książki zajmują dużo miejsca – czytnik nie zajmuje miejsca na półce.

Kiedy patrzę na moją biblioteczkę jestem coraz bardziej przerażona. Co jakiś czas oddaję w dobre ręce nabyte przeze mnie egzemplarze czy puszczam je w obieg. A czytnik spokojnie sobie leży i nie potrzebuje dużo miejsca. To zdecydowany plus szczególne przy ograniczonym metrażu.


- Zgubienie książki nie jest bardzo kosztowne – zgubienie czytnika już tak.

Wyobrażacie sobie sytuację, kiedy ginie wasz ukochany czytnik? Ja nie potrafię sobie tego wyobrazić. Chyba bym się zapłakała. A książkę zawsze nabędę. Czytnik teoretycznie też. Ale koszty są nieporównywalne, już nie mówiąc o zawartości czytnika.

- Książki mają tendencję do przyciągania kurzu – czytnika nie trzeba czyścić już tak często.

Jak wszyscy wiemy o książki należy dbać, trzeba je od czasu do czasu zdjąć z półki, przetrzeć szmatką z kurzu i ponownie odstawić na miejsce. Zadanie czasochłonne. Czyszczenie czytnika już nie wymaga tyle atencji. Pomijając kwestię uczulenia na kurz, pozostaje nam więcej czasu na… samo czytanie.

- Każda książka wygląda inaczej – każdy e-book wygląda podobnie.

Kiedy biorę do ręki książkę widzę, co odróżnia ją od innych książek. Nie mam na myśli tu tylko okładki, ale również jej grubość, rozmiar czcionki jej rozmiar i ilustracje. Po prostu cieszą oko. A e-book? No cóż, mogłabym go porównać do wczasów all inclusive w kurortach – trudno je od siebie odróżnić.

- Książki nie da się czytać po ciemku – czytnik ma podświetlenie.

Niejednokrotnie słyszałam, że mam wyłączyć światło, bo przeszkadza tej drugiej osobie, z którą dzielę łóżko w zaśnięciu. Dopóki nie posiadałam czytnika przerywałam w pół zdania i z poczuciem niespełnienia kładłam się spać. Mając czytnik mogę czytać do rana, a delikatny odblask ekranu nie przeszkadza nikomu. Mogę czytać do białego rana.



- Czytanie książki to dobry wzorzec dla dziecka – czytanie e-booka już nie daje takiego przykładu.

Chcąc zaszczepić w dziecku miłość i szacunek do książek trzeba przy nim czytać, trzeba z nim czytać. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie czytał dziecku bajeczek na czytniku. Maluch widzi, że ty czytasz, więc sam sięga po swoje książeczki, najpierw zaczyna je oglądać, a kiedy nauczy się składać literki, powoli je czytać. Na e-booki przyjdzie jeszcze czas.

- dostępność książki jest mniejsza – dostępność e-booka jest natychmiastowa.

Niezależnie od tego, czy czekacie na kolejną cześć przygód Waszych ukochanych bohaterów, wyczekujecie bardzo głośnej premiery bądź musicie zapoznać się z konkretnym tytułem najszybciej, jak to możliwe np. z powodów zawodowych, wystarczy kilka kliknięć myszką lub ruchów palcem. Szczególne znaczenia ma to w przypadku literatury obcojęzycznej.

Myślę, że znalazło by się jeszcze kilka porównań, jednak nie o to tu chodzi, by wymieniać w nieskończoność. Ja osobiście korzystam zarówno z jednej formy jak i drugiej. Wszystko zależy od sytuacji. Na wakacje wolę zabrać e-booki, w zaciszu domowym lubię zasiąść z tradycyjną papierową wersją książki. Do wanny zabieram czytnik, ale w prezencie wolę dawać książki. Grunt to dostosować czytanie do swoich potrzeb, nie zamykać się na nowości, ale też nie odbierać sobie na siłę przyjemności z czytania. Wniosek nasuwa mi się jeden: Nieważne czy czytasz e-booki czy tradycyjne książki, ale ważne jest to, że w ogóle czytasz.

Jak Wy najbardziej lubicie czytać? Jakie wersje wybieracie najczęściej? Preferujecie sentyment czy praktyczność, tradycję czy nowoczesność?

Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)