Aleksander Michałowski - Szalony król [PRZEDPREMIEROWO]





Naprawdę ciężko jest mi pisać tę recenzję. Nosiłam się z myślą, że może z czystym sumieniem będę mogła Wam polecić coś dobrego z fantastyki, autorstwa polskiego, debiutującego autora. Okładka jak i opis zapowiadały niesamowitą przygodę pełną walk, smoków, namiętności, zazdrości i żądzy władzy. Miała być to powieść trochę schematyczna, z wyraźnym motywem drogi, ale również wyróżniająca się ciekawym pomysłem oraz wartką akcją. Niestety, tak się nie stało...

Tytuł: Szalony król
Autor: Aleksander Michałowski
Wydawnictwo: Novae Res

W tej recenzji wyjątkowo odejdę od trochę utartego już schematu i nie przedstawię Wam dokładnie tego, o czym jest ta książka. Moją decyzję argumentuję tym, że z jednej strony wiem, o czym ta książka miała być, ale z drugiej strony książka o tym, o czym miała opowiadać, po prostu nie opowiada. Dlatego postanowiłam uwiecznić dla Was zapowiadający fabułę książki opis, który pojawia się na tylnej okładce. Natomiast ja przejdę już do części, w której wyjaśnię Wam, dlaczego "Szalony król" był dla mnie tak ogromnym rozczarowaniem.


Niezaprzeczalnym faktem jest to, że w „Szalonym królu” akcja rozgrywa się naprawdę bardzo szybko. W większości powieści ta cecha jest ich niepodważalnym atutem, jednak w przypadku tej powieści działa to na jej niekorzyść. Autor wymyślił historię, która moim zdaniem spokojnie mogłaby być trylogią. Niestety książka ta została skondensowana do nieco ponad 300 stron, mimo że treści miała na dobre 1000. Sprawia to, że powieść tę czyta się dość ciężko, co potęguje uczucie dużego niedosytu i pustki po niewykorzystanym pomyśle. Czytając tę powieść przyszło mi do głowy pewne porównanie. To tak jakby w przyszłości w wyniku strasznej tragedii zniknęły wszystkie dotychczas wydane książki i ktoś, bez większej refleksji, chciałby odtworzyć z pamięci „Władcę Pierścieni” czyniąc to na 300 stronach. Dodajmy jeszcze, że osoba ta oglądała kiedyś tylko ekranizację nigdy nie zapoznawszy się z tolkienowskim pierwowzorem. Tym właśnie jest „Szalony król”. Sklejoną z chaosu twórczego historią, która została w nieumiejętny i nieprzemyślany sposób napisana.

Ciężko mówić o jakichkolwiek bohaterach w tej historii, ponieważ ich najzwyczajniej w świecie nie ma. Autor tak lawiruje pomiędzy różnymi postaciami, że trudno jest skupić uwagę na którymkolwiek z nich lub przejąć się losem któregokolwiek z nich. Przez to, że autor poświęca im bardzo mało czasu na kartach powieści, są oni przerażająco sztuczni i nijacy. Brak im motywacji, charakteru, głębi uczuć, czegokolwiek, co by sprawiło, że moglibyśmy jako czytelnicy w nich uwierzyć. Bohaterowie po prostu są i po prostu postępują tak, a nie inaczej, wpasowując się w wymyśloną przez autora koncepcję świata. Jak trzeba walczyć, to walczą, jak trzeba zdradzać, to zdradzają. Najbardziej fascynowały mnie jednak, takie postacie, które pojawiały się dosłownie znikąd. Tak, o. Bez wprowadzenia, bez niczego, po to by tylko odegrać jakieś powierzone im przez autora zadanie, a następnie by znowu magicznie gdzieś się ulotnić.

Kolejną rzeczą, o której muszę napisać jest sposób prowadzenia narracji w tej powieści. Narrator wydaje się być narratorem wszechwiedzącym, który jest częścią wykreowanego przez autora świata. Jednak już w pierwszym rozdziale sprawa się komplikuje, gdy narrator burzy czwartą ścianę mrugając porozumiewawczo do czytelnika. Na przestrzeni powieści zdarza mu się to jeszcze parę razy, a dodatkowo tę dziwaczność narracyjną potęgują niepotrzebne nawiasowe wstawki, które już całkowicie burzą jakikolwiek narracyjny konspekt. Na łopatki natomiast rozłożył już mnie całkowicie przypis w powieści fantasy (sic!) odwołujący do książki "Mitologia Słowian" Aleksandra Gieysztora. 

„Szalony król” to powieść bardzo chaotyczna. Widzę w niej pomysł autora, który niestety nie udźwignął jego realizacji. Nic tak bardzo mnie nie rozczarowuje w książkach, jak niewykorzystany potencjał, a czytając „Szalonego króla” ze strony na stronę czułam coraz większe rozczarowanie.  Nigdy nie żałuję czasu spędzonego z książką, jednak w tym wypadku lektura była tak nieprzyjemnym doświadczeniem, że z niecierpliwością wyczekiwałam jej końca i z trudem dotrwałam do ostatniej strony. Tak powieści fantasy się nie pisze. Sam pomysł i jego spisanie nie wystarczy do napisania książki. Potrzeba jeszcze uporządkowania myśli, narracji i tchnienia życia w wymyśloną historię, co wymaga dużo czasu, pracy i cierpliwości. Tego niestety w "Szalony królu" moim zdaniem zabrakło.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novae Res!



Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)