[PRZEDPREMIEROWO] Jennifer Sommersby - Prawda i iluzja



Trochę magii, trochę cyrku, trochę iluzji - czyli o nowej powieści młodzieżowo-fantastycznej autorstwa Jennifer Sommersby.

Tytuł: Prawda i iluzja
Autor: Jennifer Somersby
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Premiera: 28 sierpnia 2018 r.

Wyjątkowo pozwolę sobie na umieszczenie zarysu fabuły wprost od wydawcy, który lekko zmodyfikowałam, ponieważ uważam, że dokładnie przedstawia esencję tej historii. 
Genevieve Flannery wraz z mamą Delią pracują w cyrku. Pewnego dnia Delia Flannery ginie podczas wykonywania sztuczki na obręczy. Okoliczności jej wypadku są dosyć tajemnicze, gdyż wykonywała ten numer wielokrotnie, bez najmniejszych problemów. Dziewczyna, próbując rozszyfrować tę zagadkę, powoli odkrywa rodzinne sekrety.W czasie wyjścia na jaw tajemnic, które matka starannie ukrywała, dziewczyna poznaje historię rodów, wywodzących się ze starożytnej Mezopotamii, którym powierzono trzy magiczne księgi Avrakedavra. Każdy z tych tomów dotyczy innego aspektu egzystencji – życia, śmierci i pamięci. Okazuje się, że mama Genevieve bardzo głęboko ukryła tom, nad którym sprawowała pieczę, by jeden z potomków pradawnych rodów nie zdołał zdobyć wszystkich trzech ksiąg, ponieważ zgromadzenie ich w jego rękach mogłoby mieć katastrofalne znaczenie dla świata.


„Śmierć to największy złodziej. Okrada nas ze zdolności do czucia i myślenia. To przez nią po miłości, poczuciu bezpieczeństwa i szczęściu zostają nam w piersi czarne dziury. Gdy w końcu wydaje się, ze się zasklepiły, coś –jakiś zapach, wspomnienie, przedmiot – rozrywa je na nowo.”

 „Prawda i iluzja” jest całkiem sprawnie napisaną książką młodzieżową. Akcja, co prawda nie pędzi na łeb i szyję, ale jednostajnie ciągnie się pewnym określonym tempem, które momentami podbijane jest lekko różnymi tajemnicami i nieprzewidywalnymi zdarzeniami. Oczywiście, jak na powieść młodzieżową przystało, znajdziemy tu również wątek romantyczny, jednak nie przysłania on reszty akcji, ani też nie staje się on główną osią tej historii, z czego się bardzo cieszę, ponieważ ta relacja między bohaterami nie za bardzo mnie przekonała. 

Książkę czyta się dość dobrze, chociaż momentami pojawiły się jednak pewne sceny, w których dosłownie nie wiedziałam o co chodzi! Nie wiem, czy wynikało to z tego, że tłumacz nie zawsze chwytał sens tłumaczonej sceny, czy może w tej książce dzieją się specjalnie jakieś dziwne rzeczy, przez które autorka chce coś przekazać czytelnikowi myśląc, że jest to dość oczywiste (a nie jest). Cokolwiek zaszło w tych paru dziwnych dialogach i scenach nie zostawiło po sobie miłego wrażenia, tylko ogromne uczucie konsternacji i lekkiej żenady. „– Ładne rękawiczki. – Zimny namiot.” (że co proszę? o.o).

„Jednak mimo nieustannej obecności tych osób – mojej przybranej rodziny, ludziej i zwierzęcej – nigdy nie czułam się bardziej samotna.”

Jeżeli chodzi o kreacje głównej bohaterki, to Genevieve nie da się nie lubić. To bardzo inteligentna i dojrzała bohaterka. Nie jest ona pozbawiona wad, dzięki czemu czytelnikowi łatwiej jest się z nią utożsamić. Bardzo podobało mi się to, że poddawała ona pod wątpliwość rzeczy, które mi również nie za bardzo grały w tej historii, jak chociażby fakt, trzymania przed nią w tajemnicy tak znaczących rzeczy, które prędzej czy później i tak miałyby wpływ na jej życie. Bohaterka nie należy do tych postaci, które z podniesioną głową pakują się w nieznane i na ratunek wszystkiemu. Próbuje podejść do większości spraw zdroworozsądkowo oraz nie ufa również ślepo nowo poznanym osobom. W tej powieści staje ona przed paroma wyborami, które mogą zaważyć na jej przyszłości i co prawda nie każdy z tych wyborów mogłam zrozumieć, to i tak doceniam bohaterkę za to, że zdecydowała się postąpić tak, a nie inaczej. Jeżeli chodzi o innych bohaterów, to trudno mi jest o nich jakoś głębiej się wypowiedzieć, oprócz tego że po prostu są. Jak dla mnie autorka trochę poskąpiła na rozwoju innych bohaterów, przez co dla mnie wydają się po prostu mdli. Polubiłam co prawda również Henrego i Małego (nadal zastanawiam się, czy nie można było jakoś inaczej przetłumaczyć tej ksywki), ale to są postacie typu takich słodkich męskich ideałów, o których lubi się czytać.



Moją uwagę przyciągnęła kwestia praw zwierząt, którą autorka porusza w powieści. Niejednokrotnie podkreślane są dobre warunki i rodzinna atmosfera, która łączy nie tylko ludzi w cyrku pracujących, ale również i zwierzęta. Główna bohaterka przejawia dużo empatii do przebywających w cyrku zwierząt i również realizuje swój autorski projekt Arewhana, który propaguje wiedzę o życiu w cyrku ze szczególnym naciskiem na opiekę nad zwierzętami, a dotacje otrzymywane w ramach tego projektu przeznacza organizacjom zajmującym się słoniami. Jest to bardzo wyraźnie podkreślony manifest autorki, która sprzeciwia się okrucieństwu wobec zwierząt równocześnie pokazując, że wykorzystywanie zwierząt w  rozrywce nie musi wiązać się z ich cierpieniem, o ile są one odpowiednio traktowane.

Nie mogę jasno określić, czy polubiłam tę książkę. Na pewno przeczytam następny tom, choć z tego co zdążyłam się zorientować jeszcze nie pojawił się on za granicą, a więc będę musiała uzbroić się w cierpliwość. Obawiam się, że będę musiała przed lekturą drugiej części jeszcze raz przeczytać „Prawdę i iluzję”, ponieważ nie jest to jedna z tych powieści, która mogłaby utkwić mi w pamięci na długi czas. „Prawda i iluzja” jest niezłą powieścią z gatunku młodzieżowej fantastyki pełną mrocznych sekretów, motywu cyrku i potężnej magii czającej się tuż za rogiem, więc jeżeli podobały Wam się tytuły, takie jak „Cyrk nocy” czy „Caraval”, to serdecznie zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Natomiast innym radziłabym wzięcie pod uwagę rzeczy, które zaznaczyłam w recenzji i postawienie na własną intuicję.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka!



Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)