Grzegorz Wielgus - Pęknięta korona [PRZEDPREMIEROWO]



Zastanawialiście się kiedyś, jak mogły wyglądać śledztwa w średniowiecznych czasach? Jak bez nowoczesnych technologii ujawniano zabójców i wykrywano spiski? Jak odróżniano prawdę od fałszu i czy istniała granica między zdrowym rozsądkiem, a wiarą w gusła? Jeżeli poczuliście ukłucie zainteresowania, to zapraszam Was na ziemie krakowskie w 1273 roku…

Tytuł: Pęknięta korona
Autor: Grzegorz Wielgus
Wydawnictwo: Initium
Premiera: 21 września 2018 r.

Pewnego dnia na brzegu Wisły odnalezione zostaje ciało zamordowanego, w wyjątkowo okrutny sposób, mężczyzny. Nikt nie wie, kim on jest, ani czym zasłużył sobie na taki los. Śledztwo postanawia podjąć dominikanin, brat Gotfryd – doświadczony inkwizytor przebywający wtenczas w Krakowie. W odkryciu prawdy pomoże mu dwóch rycerzy – Jaksa z rodu Gryfitów oraz Lambert z Myślenic. Razem spróbują rozwikłać zagadkę tajemniczego morderstwa, która z dnia na dzień będzie stawała się coraz bardziej zawiła.


"- Stary młyn, stare czasy, stare czyny - westchnął brodaty rycerz. - One zawsze wydają się lepsze z jakiegoś powodu. Tym jaśniejsze, im przyszłość ciemniejsze szaty wdziewa."

Autor przenosi czytelnika w niespokojne czasy rozbicia dzielnicowego w Polsce. Mamy podany tu rok i miejsce, także dla osoby, która mniej więcej wie, co działo się w tym czasie na ziemi krakowskiej, sam główny wątek nie będzie aż takim zaskoczeniem. Bardzo spodobało mi się to, że przez pewien czas autor trzyma czytelnika w napięciu, co do tego, na jakich zasadach będzie oparta ta historia. Na początku wiemy od razu, że przyjdzie nam zapoznać się z historyczną powieścią sensacyjno-kryminalną, jednak z czasem zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie otrzemy się również o jakiś wątek fantastyczny? Tego Wam niestety nie zdradzę, ponieważ powoduje to zwiększenie napięcia podczas czytania, którego nie chcę Was pozbawiać ;). W ogólnym rozrachunku jestem bardzo zadowolona z decyzji autora i cieszę się, że poprowadził tą historię właśnie w ten sposób.

Warto podkreślić na początku też to, w jaki sposób „Pęknięta korona” została napisana. Autor postanowił zaryzykować i w całości stworzył tekst stylizowany odpowiednio do epoki,w której dzieje się akcja. Wobec tego w książce pojawia się wiele wyrażeń, które wyszły z użytku, a nawet i takie, których znaczenia możemy nie znać. Nie stanowi to jednak przeszkody w czytaniu, a nawet przeciwnie, wprowadza w odpowiedni dla tamtych czasów klimat. Dodatkowo wstawki z łaciny potęgują ten zabieg, co sprawia, że bardzo łatwo wczuć się w tę historię. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu czytelnikowi może to odpowiadać, jednak dla mnie, łącznie z konceptem całej powieści, grało to idealnie. Zwłaszcza bardzo podobały mi się stylizowane dialogi i powiedzonka bohaterów, które nie raz wywołały podczas lektury uśmiech na mojej twarzy.


"Nie zawsze jednak służba Bogu była prosta, a wydzieranie prawdy ze szponów kłamców nieraz zmuszało inkwizytora do podejmowania straszliwych wyborów. Jednakże veritas - prawda - była mu najwyższą wartością i nie mógł pozwolić, by utonęła w smolistych odmętach grzechu. Należało jej dochodzić bez wahania i litości, nie bacząc na to, jak straszliwe brzemię ze sobą niesie."

Autor bardzo konsekwentnie zbudował ten świat. Nawet myślę, że jego wyobrażenie o tamtych czasach, wcale nie odbiega od tego, jak rzeczywiście kiedyś było. Brutalna, szara średniowieczna rzeczywistość, którą rządzili ludzie przede wszystkim silni i sprytni. Z pozoru głęboko wierzące społeczności, które zamiast w chrześcijańską wiarę wierzyły jednak nadal w gusła, pogańskie demony i zabobony. To był świat, w którym łatwo było o samosądy, a na wierzchu przeważnie była wola tego, co sprawniej władał mieczem i językiem. 
Sama historia utrzymuje bardzo dobre tempo. Mamy tu liczne pojedynki, zagadki, pełne napięcia akcje oraz intrygi. Wpływa to na to, że całość czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko. Zabrakło mi jednak przez to pełniejszego rozwoju postaci, jednak nie przeczę, że trójki głównych bohaterów nie da się nie polubić, jednak ze względu na ograniczoną ekspozycję pozostałych postaci, to właściwie trudno się o kimkolwiek innym wypowiedzieć. Najciekawszą i najlepiej zbudowaną postacią w "Pękniętej koronie" jest moim zdaniem brat Gotfryd. Jest inkwizytorem dźwigającym na swoich barkach nie lada brzemię. Ścigany non stop przez duchy przeszłości pozostaje w głębokiej wierze i przekonaniu, co do słuszności podejmowanych decyzji. Woli wziąć na siebie winę i grzech byle uratować od potępienia inne dusze. Jest on postacią przekonaną o swojej misji i powołaniu. Dążącą do odkrycia prawdy i zwalczającą gorliwie wszelkie herezje.
Postanowiłam również wspomnieć Wam o pewnym małym mrugnięciu ze strony autora w kierunku fanów Białego Wilka. Osobiście bardzo spodobało mi się to odwołanie do sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego w tej książce. Jest taka scena, w której jeden z bohaterów zapytany o to, czy łowi potwory, odpowiada, że chętnie by je łowił, gdyby ktoś mu za to płacił. Fakt, że zapytany został o to rycerz Lambert dodatkowo wywołało u mnie dużo radości. Nie wiem, czy ten mały easter egg był przez autora zamierzony, ale nie wierzę w aż taki przypadek. A Wam udało się coś jeszcze takie podobnego zauważyć? ;)



"Ignorancja, zabobon, kłamstwa oraz chciwość rodziły straszliwe plony, jeżeli tylko pozwolić im wzrastać bez dozoru."

Przejdę teraz do rzeczy, która moim zdaniem nie do końca w „Pękniętej koronie” zagrała. Mianowicie zakończenie. Dla osób znających dobrze historię Polski nie będzie ono zaskoczeniem i rozumiem, nie taki był zamysł autora żeby kogokolwiek tym zaskakiwać. Jednak przedstawiając wydarzenia w finale powieści, miałam wrażenie jakby autor po prostu zgubił gdzieś po drodze na koniach swoich bohaterów. Oś akcji nagle boleśnie się od nich odrywa i przechodzi do pewnego historycznego wydarzenia. Myślę, że „Pęknięta korona” zyskałaby na tym gdyby w całości skupiła się właśnie na tej trójce bohaterów, a dopisanie im jeszcze paru scen uczyniłoby tę historię pełniejszą. 

Na początku byłam zachwycona tą powieścią. W trakcie czytania, jednak mój zapał zmalał, ponieważ czuję, że brakuje w niej trochę rozwinięcia, poszerzenia paru wątków. Historia w "Pękniętej koronie" aż prosi się o więcej niespodziewanych zwrotów akcji. Oczywiście znane są główne wydarzenia, ale nieznani są czytelnikowi bohaterowie i to na nich autor powinien zbudować w większości akcję, pobudzić niepokój o ich los. Niestety tego nie robi przez co trudno przejąć się jakimkolwiek pojedynkiem, czy losem jakiejś postaci.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest to dobra pozycja ukazująca w sposób bardzo ciekawy historyczne wydarzenia z 1273 roku. Polska ma bardzo bogatą historię i cieszę się, że Grzegorz Wielgus postanowił sięgnąć po jej mniej znany fragment. Na pewno przeczytałabym, więcej o tym niesamowitym, szpiegowskim trio z "Pękniętej korony", ale niekoniecznie już w centrum takich wydarzeń, ale gdzieś bardziej na ich uboczu. Moim zdaniem ten męski trójkąt spokojnie mógłby jeszcze parę historii osadzonych w tamtych czasach pociągnąć, ale nie wiem jaki był i jest na tym polu zamysł autora. Niemniej polecam tę pozycję wszystkim spragnionym awanturniczej przygody w średniowiecznej Polsce! 


Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)