Rebecca Ross - Narodziny królowej



"Narodziny królowej". Debiut młodej amerykańskiej pisarki z gatunku młodzieżowej fantastyki. Zaskoczenie czy rozczarowanie? Nadzwyczajna powieść czy przeciętna historia? A może po prostu przyjemne niezobowiązujące czytadełko na wolny wieczór? O tym zdążyłam się już przekonać, więc zapraszam Was do przeczytania paru słów o tej zachęcającej piękną okładką książce. 

Tytuł: „Narodziny królowej”
Autor: Rebecca Ross
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Młoda Brienna trafia do prestiżowego Domu Magnalia, miejsca gdzie młode dziewczęta mogą rozwijać swoje pasje pod okiem mistrzów, by po latach nauki dostąpić zaszczytu otrzymania peleryny mistrzyni. Sztuka, muzyka, sztuki dramatyczne, błyskotliwość oraz wiedza - to pięć pasji, które rozwijają młode adeptki. Jednak Brienna nie czuje się dobrze w żadnej z nich. Lata mijają i dopiero w czwartym roku postanawia wybrać swoją pasję - wiedzę. Czasu jest jednak mało, a Przesilenie letnie, podczas którego sprawdzane są umiejętności uczennic, zbliża się nieuchronnie. Dodatkowo zadanie utrudniają Briennie wizje przeszłych wydarzeń, w których ukryta jest bardzo ważna wiadomość. Wkrótce będzie musiała ona odkryć prawdę o swoim pochodzeniu, która może zaważyć na jej przyszłości.  


Jeżeli ktoś zapytałby mnie o to, czy książka ta jest pełna akcji, to przyznam szczerze nie wiedziałabym, jakiej odpowiedzi udzielić. Z jednej strony wydarzeń na stronach tej powieści jest całkiem sporo, jednak z drugiej w początkowych rozdziałach nie ma jej praktycznie wcale. Myślę, że jest to dość duży problem „Narodzin królowej” – bardzo długi i rozlazły początek, a później pisane pośpiesznie zakończenie, w którym akcja goni akcję, tak szybko, że nawet nie jesteśmy w stanie bardziej zastanowić się nad poszczególnymi wydarzeniami. Niebezpiecznie przypomina mi to taki typowy styl pewnego autora high fantasy – mowa tu, o Terrym Goodkindzie, który potrafił  przez ponad stron trzymać bohaterów na rozstaju dróg w jednym miejscu, a następnie rozwiązać całą akcję i intrygi na czterdziestu końcowych stronach. Żeby czynić takie manewry w książkach trzeba mieć pomysł, dobre i niespodziewane zwroty akcji oraz świetnych bohaterów. Goodkind’owi zdarza się w większości spełnić te warunki, jednak Rebecce Ross w swoim debiucie się to niestety nie za bardzo udało. Spowodowało to, że mamy całkiem ciekawą historię, która dość wolno się rozwija, by w końcu dotrzeć do zaskakująco szybkiego i obfitującego w dużo wydarzeń finału, a wszystko to pozbawione jest ciekawych zaskoczeń oraz takiego pazura.

Niestety jeżeli chodzi o świat wykreowany przez Rebeccę Ross to od razu zaznaczę, że mi absolutnie nie przypadł on do gustu. Autora starała się stworzyć coś naprawdę wyjątkowego i przyznam, że prawie jej się to udało, jednak nie sposób nie zauważyć tej naiwności i prostoty. Wiele jest rozwiązań w tej książce, które moim zdaniem zostało użytych po prostu, bo tak było łatwiej. Sam koncept szkoły w której przez siedem lat uczy się tylko jeden rocznik jest wyjątkowo absurdalny (już całkowicie przymykam oko na kuriozalną "naukę" samej błyskotliwości przez siedem lat). Tajemne przejście, o którym nikt nie wie w obcym dla bohaterki zamku, które ona od razu odnajduje oraz wiele innych wydarzeń i brak praktycznie zdanych przeciwności czy trudności na drodze do celu, to wszystko jest niestety całkowitym pójściem na łatwiznę przez autorkę. Wiele głupotek mogę wybaczyć autorom, ale niestety „lazy writing” do nich nie należy.  
  


Kolejną rzeczą, do której muszę się przyczepić są bohaterowie. W tej powieści pojawia się bardzo dużo różnych postaci i niestety jedyną mocną stroną „Narodzin królowej” pod tym względem jest Brienna. Jest to zrozumiałe, ponieważ to na jej barkach spoczywa ciężar całej historii ze względu na to, że to ona jest w niej główną bohaterką i to przez jej oczy śledzimy rozgrywające się wydarzania. Jednakże nie da się zapomnieć o tym, ze poza nią są w powieści naturalnie inni bohaterowie. Autorka naprawdę wiele wysiłku włożyła w kreację tej postaci, co widać bardzo mocno na tle innych mdłych i mało wiarygodnych postaci, przy których tego wysiłku zwyczajnie zabrakło. Brakowało mi w „Narodzinach królowej” takiej postaci z charakterem, kogoś kto mocno zaznaczyłby swoją obecność w tej historii. Niestety w powieści mamy festiwal, bardzo ubogo wykreowanych postaci, których motywy czasem są dla czytelnika niezrozumiałe.

„Narodziny królowej” jest dobrą historią do przeczytania w jeden z takich wieczorów, podczas którego pragniecie tylko wyłączyć myślenie i cieszyć się z bardzo prostej, nie wymagającej zaangażowania, fantastycznej historii. Zdecydowanie poleciłabym tę książkę młodszym czytelnikom, ponieważ myślę, że będą oni znacznie lepiej bawić się podczas lektury czerpiąc z niej więcej przyjemności. W moim przypadku „Narodziny królowej” były świetnym umilaczem czasu podczas bardzo długiej podróży pociągiem. Mimo że w tej recenzji przez większość narzekam, to niezaprzeczalnie czerpałam z jej lektury przyjemność. Jest ona takim czytadełkiem,  które czasem lubimy przeczytać dla całkowitego rozluźnienia, mimo że dobrze zdajemy sobie sprawę z jego widocznych wad.


Po lekturze „Narodzin królowej” byłam przekonana, że będzie to powieść jednotomowa. Cała historia doczekała się zadowalającego zakończenia, dlatego myślałam, że nie powrócę już do królestwa Maevany i Valenii. Po szybkich poszukiwaniach na portalu Goodreads dowiedziałam się jednak, że dane nam będzie zapoznać się z dalszymi losami postaci znanych nam z debiutanckiej powieści Rebeccki Ross. Zdecydowanie, mimo wspomnianych powyżej wad, sięgnę po drugi tom „The Queen’s Resistance” oraz po zapowiedzianą również trzecią część. Nie mam wobec nich dużych oczekiwań, niemniej jest ciekawa, jak autorka poprowadzi dalej akcję. Czy rozwinie intrygi zawiązane w pierwszej części, a może stworzy całkiem nowe?

Mam nadzieję, że przyszłe tomy zobaczymy na polskim rynku wydawniczym w równie pięknych wydaniach, tak jak to uczyniono z „Narodzinami królowej”, bo to trzeba przyznać, tytuł przepięknie się mieni, a projekt okładki, oraz środka zachwyca. Bardzo ucieszyłam się z mapy królestw oraz spisu postaci w środku. Dyskusyjne natomiast dla mnie jest umieszczenie w pierwszym tomie drzew genealogicznych rodów. Myślę, że taka informacja powinna się raczej pojawić w drugim tomie, ponieważ drzewka zdradzają dużo z fabuły. 

Mieliście okazję zapoznać się z "Narodzinami królowej", a może macie tę pozycję w planach? Co sądzicie o debiucie amerykańskiej pisarki?

Za możliwość zrecenzowania "Narodzin królowej" dziękuję Wydawnictwu Kobiece!



Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)