"W samym środku zimy" - Isabel Allende [Przedpremierowo]

Kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania najnowszej powieści Isabel Allende postanowiłam zapoznać się notą wydawniczą. Zapowiadała ona świetną lekturę na wieczór. Jednak męczyłam się z nią przeszło tydzień (a ma niecałe 350 stron). A kiedy przeczytałam ostatnią stronę, odetchnęłam z ulgą i stwierdziłam, że na szczęście to już koniec.
 
Tytuł: "W samym środku zimy"
Autor: Isabel Allende
Wydawnictwo: Muza S.A.
Premiera: 17 październik 2018 r.

Akcja powieści rozgrywa się na terenie Stanów Zjednoczonych oraz w krajach Ameryki Łacińskiej. Trójka bohaterów Evelyn, Lucia i Richard zostają wspólnikami w pozbyciu się zwłok. Wprawdzie to nie oni popełnili morderstwo, jednak postanawiają się pozbyć "trupa" w bagażniku. 

I tu w zasadzie kończy się akcja. Autorka nieustannie wraca do przeszłości i zapoznaje nas z wcześniejszymi losami bohaterów. Nie mam nic przeciwko takim zabiegom, ale to właśnie te retrospekcje stanowią zdecydowaną większość powieści.
"Richard wlókł za sobą ciężkie brzemię dawnych błędów, o których nikomu nie opowiadał, póki wydarzenia z zimy 2016 roku siłą nie otworzyły jego serca."
Historia przemiany uczuć Richarda też wydała mi się jakaś taka nijaka. Wprawdzie ze szczegółami poznajemy jego osobistą historię i dramat, jednak wiele szczegółów wydaje się zbędnych. 

Owszem sporo dowiedziałam się o historii Gwatemali i Chile, jednak to nie zdecydowało o  zmianie mojej opinii o powieści Allende "W samym środku zimy". Owszem nieco zaciekawiły mnie losy dwóch latynoskich kobiet, która musiały uciekać ze swojej ojczyzny z różnych przyczyn.

Czytając tę powieść miałam wrażenie, że autorka próbowała zawrzeć w powieści zbyt wiele wątków i problemów. Tuż obok handlu ludźmi, nielegalnej imigracji znalazły się takie wątki jak przestępczość zorganizowana, przemoc domowa, rewolucja, morderstwa i ukrywanie dziecka niepełnosprawnego.

Gdyby to był debiut autorki można by jej wybaczyć tak nijaką książkę. Jednak jest to już jej kolejna powieść tuż obok "Domu duchów" czy " Japońskiego kochanka". I powiem szczerze, że jestem bardzo rozczarowana tą powieścią.

Zawsze staram się znaleźć plusy w nawet najsłabszej powieści. Tu jednak jest mi niezmiernie ciężko je znaleźć. Mogę polecić ją jedynie osobom, które interesują się historią Ameryki Łacińskiej. Chyba, że macie ochotę spędzić czas i nie wiecie co z nim zrobić.

Za książkę do  recenzji dziękuję wydawnictwu:
 
Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)