Alice Broadway - Tusz


To, że jestem okładkową sroką nie zdziwi już chyba nikogo. Uwielbiam pięknie wydane książki, które po przeczytaniu pozostają ze mną, jako piękna ozdoba półek.  Oczywiście, ile razy to nie słyszeliśmy, że nie należy oceniać książki po okładce, ale kogo my chcemy oszukać? Tym pięknym, lśniącym okładkom czasem wprost nie da się oprzeć!

Tytuł: tusz
Autor: Alice Broadway
Wydawnictwo: We need YA


Wyobraź sobie świat, w którym każdy dobry i zły uczynek w Twoim życiu, ważne wydarzenia, wszystko, co definiuje Ciebie, pozostawia ślad na Twojej skórze w postaci tatuażu. Nic nie jest tajemnicą, wszyscy są transparentni, a karą za uczynione zbrodnie, jest naznaczenie znakami, które zostaną na skórze przestępcy całe życie. W tym świecie nie ma fałszu, odkupienia,  czy przebaczenia. Każdym dniem pracujemy na to kim jesteśmy, by później nasze dusze uległy zważeniu, a nasza skóra została przerobiona na księgę, którą mogą podziwiać potomni. Bo tylko tak zostaniemy zapamiętani. 
W takim świecie żyje Leora i w momencie, kiedy jej ojciec umiera przekonana jest, że pozostanie on zapamiętany. W końcu jego skórę zdobią same dobre symbole, a on sam był w jej oczach nieskazitelnego charakteru. Jednak kiedy odkrywa, że skóra jego jest niekompletna, a miejsca wcześniej zakryte przez włosy zaczynają ujawniać prawdę o znakach, których wcześniej nie widziała, zaczyna zastanawiać się, czy naprawdę znała swojego ojca. Zdeterminowana, by odkryć prawdę, postanawia udowodnić, że życie jej taty godne jest zapamiętania.



Mimo że na początku czułam się lekko przytłoczona tym światem i w moim wyobrażeniu trochę jego konstrukcja się nie kleiła, to jednak strona po stronie autorka przekonywała mnie do swojej wizji. Na początku sam pomysł tatuowania się wydawał mi się dość niezrozumiały, a nawet i kuriozalny. Jednakże w momencie, w którym odkryłam, że dyktowane to jest kwestiami religijnymi, to zdałam sobie sprawę, jak bardzo obraz przedstawiony w książce jest bliski znanym nam w dzisiejszym świecie sektom, w których ludzie ślepo wierzą w prawdy im wmówione. I nie mam tu na myśli wyłącznie sekt pochodzenia religijnego, ale również takie grupy ludzi, jak na przykład płaskoziemców czy antyszczepionkowców, którzy z pseudonaukowymi klapkami na oczach nie są w stanie ujrzeć prawdy. Tym właśnie jest społeczeństwo naznaczonych w "tuszu". Uciśnionym ludem ślepo wierzącym w prawdy wmawiane im przez rządzących oraz, jak się okazuje ściśle przez nich kontrolowanych. Bardzo cenię tę wizję autorki, jako metaforę do naszego świata i problemów z którymi niektóre grupy w światowej społeczności się zmagają. Będąc już po lekturze "tuszu" mogę powiedzieć, że Alice Broadway mimo że nie kupiła mnie w całości światem wykreowanym w jej powieści, to urzekła mnie ona swoim spojrzeniem na świat i tym jak poprowadziła znany oraz oklepany już w książkach motyw zbuntowanej jednostki przeciw złemu systemowi.


Tak, jak zaznaczyłam to w poprzednim akapicie, powieść ta powiela pewne schematy. Nie robi jednak tego, w sposób wulgarny, co powoduje, że nie mamy tu takiej kalki z "Igrzysk śmierci", którą widziałam w wielu powieściach po sukcesie trylogii Suzanne Collins. Czytając "tusz" możecie mieć wrażenie, że gdzieś to już czytaliście, jednak nie będzie to uczucie nachalne i przeszkadzające w ogólnym odbiorze powieści.  Motyw tatuowania naprawdę bardzo dobrze pasuje do klimatu powieści i wydaje się dość ciekawy na tle wielu dystopii proponowanych nam przez innych autorów. Debiut Alice Broadway ni jest idealny, jednak nie można mu odmówić drzemiącego w nim potencjału, który jeżeli autorka posłucha swoich czytelników, pięknie rozwinie się w przyszłych tomach i pomorze autorce na stworzenie jeszcze wielu ciekawych książek z unikatowymi pomysłami.


Niestety bardzo przykro mi jest o tym pisać, ale "tusz" cierpi bardzo na brak wyrazistych bohaterów. Nawet główna bohaterka Leora nie wzbudziła w pełni mojej sympatii. Jest ona, jako jedyna niestety, najlepiej zbudowaną postacią w tej powieści. Ma swoje wady i zalety. Targają nią poważne rozterki i dylematy. Podejmuje zaskakujące decyzje i mimo że tego po niej, mając gdzieś w głowie te schematy, oczekujemy, to nie podąża ona tak w pełni za głosem rewolucji, jak mogłoby się wydawać, co było niesamowitym powiewem świeżości w tej książce. A pozostali bohaterowie? Mocno niewyraziści i niezapadający w pamięć. Nawet tuż po skończeniu książki miałam problem, by przywołać z pamięci ich imiona. A, szkoda. Ponieważ takiej bohaterce, jak Leora przydałoby się dobre towarzystwo. Autorka zbudowała ciekawy świat, ale niestety kosztem bohaterów.


Zdecydowanie większe nadzieje pokładam w drugim tomie. Tom pierwszy mimo ciekawego pomysłu, wydaje mi się taki nijaki. Brakuje mu pewnej iskry, pazura. Czegoś, co mogłoby sprawdzić, że książka ta nie zginęłaby w natłoku nowości wydawniczych, których ostatnio mieliśmy całkiem sporo. Nie jest to pozycja na tyle wyjątkowa moim zdaniem, żeby się przebić. Jednakże nie można zapomnieć o jej cudownej okładce, która mieni się niesamowicie w jakimkolwiek świetle i to ona jest nieodzownym czynnikiem przyciągającym do tej pozycji. Więc jeżeli skusi Was sama okładka, to już uspokajam - czeka Was przyjemna, niezobowiązująca lektura na wieczór lub dwa. Jeżeli jednak historia nie przypadnie Wam do gusto to przynajmniej Wasza biblioteczka summa summarum zyska na przepięknie wydanej książce, którą będziecie mogli eksponować.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję bardzo wydawnictwu We need YA! 


Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)