"Okruch" - Anna Ficner-Ogonowska

W przeciwieństwie do ostatnio recenzowanej przeze mnie książki, ta ma znacznie większą objętość. Ale jest równie ciekawa i czyta się ją również bardzo szybko. Zresztą podobnie jak wszystkie inne powieści Anny Ficner-Ogonowskiej. Jednak "Okruch" był dla mnie totalnym zaskoczeniem.

Tytuł: "Okruch"
Autor: Anna Ficner-Ogonowska
Wydawnictwo: Znak

Maks - policjant pracujący w wydziale zabójstw. Poznajemy go w momencie, kiedy zostaje postrzelony przez zabójcę jego partnerki Patrycji. Jest on w stanie bardzo poważnym, a pomocy udziela mu Sara.

Sara - drobna, młoda kobieta, która niejedno w życiu przeszła. Jednak wydarzenia z przeszłości nie zmieniają charakteru Sary. Jest ona bardzo dobrym człowiekiem. Kiedy zachodzi potrzeba, biegnie ratować nieznajomego. Nie boi się nawet utraty pracy w związku z opuszczeniem stanowiska pracy.

W takich oto okolicznościach poznaje się dwoje młodych ludzi. Początkowo nic nie wskazuje na to, że po zakończonej sprawie tych dwoje miałoby się ponownie spotkać. Jednak Maks postanawia spotkać się ze swoją wybawicielką i podziękować za uratowanie życia. Między tym dwojgiem zacznie iskrzyć i pojawi się głębsze uczucie.
"Każda, nawet najmniejsza iskierka nadziei jest ogromnym powodem do radości."
Kiedy Maks pojawia się po raz pierwszy w domu Sary przeżywa prawdziwy szok. Na ścianie w salonie widzi portret. Dziwnie znajomy portret. Sara twierdzi, że to portret jej babci. Maks jednak twierdzi inaczej. Postanawia rozwiązać zagadkę portretu. I tylko czy rozwiązanie tej sprawy przyniesie spokój jego duszy? A może skomplikuje życie jeszcze bardziej?

"Okruch" to powieść, w której znajdziemy wiele wątków pobocznych. Jednak bez nich, książka nie była by taka sama. Anna Ficner-Ogonowska jest mistrzynią w tworzeniu pięknych, zawiłych i skomplikowanych uczuciowo powieści. Nie można wobec nich przejść obojętnie.

Historia opisana w "Okruchu" wydaje się być niemożliwa, a jednak doskonale wiemy, że czas wojny powodował różne zawirowania losów osób sobie najbliższych. A czy przypadkowo odkryty portret i stare zdjęcie mogą wpłynąć na losy dwóch obcych sobie osób? Czy mogą przestawić ich świat do góry nogami? Autorka udowadnia, że jest to możliwe.

W "Okruchu" poruszonych jest bardzo wiele trudnych tematów, zaczynając od przemocy domowej, na tolerancji skończywszy. Ale jest też wiele pozytywnych i dobrych zdarzeń, które pozwalają zrozumieć, czym jest prawdziwa miłość.
"O ile życie byłoby łatwiejsze i przyjemniejsze, gdyby ludzie przynajmniej trochę ograniczyli swoją potrzebę komentowania wszystkiego, co się dzieje, i wszystkich, którzy biorą udział w tych wydarzeniach."
 Czytając powieść Anny Ficner-Ogonowskiej na kilka wieczorów przeniosłam się w świat, z którego trudno się wyrwać. Ten świat pochłania bez reszty. Nie można opuścić go bezkarnie i o nim zapomnieć. Pomimo odłożenia książki, co wieczór jeszcze długo rozmyślałam o jej treści, bohaterach, targających nimi emocjach. Nie mogłam wobec tego przejść obojętnie.

Autorka stworzyła piękną historię, gdzie fabuła jest mistrzowsko przemyślana, a zwroty akcji potrafią zaskoczyć nawet najbardziej wymagającego czytelnika. Lekkie pióro i literacki warsztat autorki sprawiają, że powieść czyta się szybko. 

Anna Ficner-Ogonowska w opisywaną codzienną rzeczywistość bohaterów wplotła słowa z dziennika mamy Maksa. Pozwala to spojrzeć na całą historię z innej, matczynej strony. Czyni to powieść jeszcze bardziej ciekawą. Tym bardziej, że to właśnie w przemyśleniach mamy znajdziemy wiele mądrych i życiowych prawd, które każdy z nas powinien sobie wziąć do serca.
"Poza tym, co to za życie jest, w którym tylko praca i praca. Praca choćby najlepsza była, to wieczorem nie przytuli, dobrym słowem nie wesprze, na duchu nie podniesie, a na starość w ukojenie się nie zmieni."
 Na początku napisałam, że "Okruch" był dla mnie zaskoczeniem. Tak i to wielkim. Po tę powieść sięgnęłam niemal w ciemno, bo wiem, że na tej autorce się nie zawiodę. Nie czytałam recenzji, nie szukałam zachęty a i nie czytałam tego, co z tyłu okładki. Zasugerowałam się samą okładką - zdjęciem dziewczynki i tytułem. Byłam wręcz pewna, że to powieść o dziecku - małym okruszku. Jakież było moje zdziwienie i rozczarowanie. Miłe oczywiście. Jak to mówi mądre przysłowie "Nie oceniaj książki po okładce". I ja na własnej skórze przekonałam się, że nie należy tak robić...

"Okruch" polecam bardzo, bardzo, bardzo. Jak już pisałam, wzbudza ona wiele emocji. Daje do myślenia. A zawarte w niej mądre słowa, spokojnie można sobie zapisać i wziąć głęboko do serca.  A wtedy każdy dzień będzie tym słonecznym.

Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)