"Czerwony szkwał" - Tomasz Hiledebrandt

Tomasz Hildebrandt po "wizycie" w Bieszczadach i Borach Tucholskich zaprasza nas na Mazury. Tu w niewielkiej miejscowości jaką jest Węgorzewo osadza swój najnowszy kryminał. "Czerwony szkwał" ukaże inne oblicze znanej nam turystycznej miejscowości.

Tytuł: "Czerwony szkwał"
Autor: Tomasz Hildebrandt
Wydawnictwo: Akurat

Mazury kojarzą nam się głównie z wakacyjną sielanką, spływy kajakowe, kąpiele słoneczne i wodne, relaks i wypoczynek. Tomasz Hildebrandt pokazuje nam zupełnie odmienne oblicze tej krainy geograficznej. Mam wrażenie, że zupełnie inaczej to wszystko wygląda - przede wszystkim mroczniej.

Tym razem Nadkomisarz Andrzej Bondar ląduje na posterunku w Węgorzewie. Zostało mu zaledwie sześć miesięcy do zasłużonej emerytury. Chciał tu w spokoju jej doczekać i odejść z Policji. Ba poznał nawet pewną kobietę i rozważa związek na poważnie. Jednak i tu dopada go "zło". Nadkomisarz ma przed ważne zadanie - nie dać się przełożonym i dotrwać do emerytury.
 "Aż mu się świeciły oczy z chciwości, pierwszy zamierzał znać magiczną liczbę. Nadkomisarz nie zdziwiłby się, gdyby już robiono zakłady. Jak można kochać kraj, w którym liczba ofiar zawsze będzie ważniejsza od liczby ocalałych."
A w "Czerwonym szkwale" ofiar nie brakuje. Mamy tu doczynienia z potrąconym w niewyjaśnionych okolicznościach mężczyzną znalezionego na poboczu. Mamy tu ofiary białego szkwału, które w niewiadomym celu nocą nurkowały w jeziorze Mamry. Nie są to jedyne zwłoki wyłowione po "tej" nocy. Poza tym mamy tu brutalne napaści wiążące się z homofobią. Do tego nasz ulubiony nadkomisarz zostaje podejrzany o współpracę z obcym wywiadem - rosyjskim.

Jak skończy się ta historia? Możecie przekonać się sięgając po powieść "Czerwony szkwał". I choć jest to trzecia z z cyklu Andrzej Bondar, to aby po nią sięgnąć nie trzeba znać poprzednich części. Można spokojnie przeczytać tą, a później poprzednie.

Tomasz Hildebrandt pisze dość charakterystycznie. Dużo tu mroku, tajemniczości, zła i "szarości". Podobnie jak w poprzednich powieściach i tu  świat wydaje się z gruntu zły. Ludzie pokazani są od tej mrocznej strony. Tak mało tu tych dobrych wzorów. Każdy ma coś na sumieniu. 

Czytając "Czerwony szkwał" czasami odnosiłam wrażenie chaosu. Niektóre wątki zostały wprowadzone jakby bez konkretnego celu. Przez to momentami czyta się dość ciężko. Jednak fabuła powieści wciąga i niestety przeraża swoją realnością. Autor pokazuje do czego może doprowadzić bieda. A dla kontrastu wprowadza  nuworyszy zza wschodniej granicy, którzy mogą pozwolić sobie na wszystko. Ogromny kontrast powoduje niestety niechlubne zachowania w polskim społeczeństwie.

Akcja powieści toczy się wartko. Co jakiś czas następują jej zwroty i toczone śledztwa odwracają kierunek. Sam Bondar jak zwykle opryskliwy, agresywny, wulgarny i chamski. Jednak inaczej nie byłby sobą i nie miał takiej "skuteczności". Pozostali policjanci też raczej nie są ukazani w pozytywnym świetle. 

"Czerwony szkwał" jak i "Góry umarłych" czy "Wymiary mroku" są stylizowane na powieści skandynawskie a sam Hildebrandt porównywany jest do Jo Nesbo. Czy słusznie? Przekonaj się sam. A książkę polecam jako doskonały prezent dla osób lubiących tego typu klimaty. 

Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu: 

Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)