"Dziennik przetrwania. Zapiski niedoskonałej matki" - Małgorzata Mroczkowska

Miód na moje czasami zbolałe serce. Małgorzata Mroczkowska uświadomiła mi, że nie tylko ja zmagam się z pewnymi problemami w wychowaniu moich pociech. A powiem Wam szczerze, że czasem nie jest łatwo. I dlatego, od kiedy odkryłam ten "poradnik", sięgam po niego, kiedy mam ochotę wyjść z siebie.

Tytuł: "Dziennik pretrwania. Zapiski niedoskonałej matki"
Autor: Małgorzata Mroczkowska
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Małgorzata Mroczkowska stworzyła postać Sylwii, matki dwójki dzieci. Zebrała różnego rodzaju scenki sytuacyjne i przedstawiła je w "Dzienniku przetrwania".
"Idealna matka to według mnie taka kobieta, która już od dzieciństwa marzy tylko o tym,żeby kiedyś zostać matką,żeby uwić to swoje cudowne gniazdo i tłuc kotlety dla pana domu".
Ale Sylwia na pewno nią nie jest. Nie potrafi gotować a i z utrzymaniem porządku ma niejaki problem. Natomiast nad życie kocha swoje dzieci. Pokazuje jednak sytuacje, w których równie mocno jak je kocha, chciałaby je "zamordować". Jest to klasyczny przykład matki niedoskonałej.

 I choć czasami bywa trudno, choć czasami ma już dość i chciałaby uciec na drugi koniec świata, to się nie poddaje. Bo jest matką. A ta nie może uciec. Jest też żoną. I jest też kobietą. Ale to dopiero w tej kolejności.

Autorka w bardzo zabawny sposób przedstawia swój wizerunek macierzyństwa. A może ta książka stanowi swoisty lek na to by nie zwariować będąc matką. To wie tylko Małgorzata Mroczkowska. Ale my matki na pewno jesteśmy jej wdzięczne za ten "Dziennik przetrwania". Mi niejednokrotnie pomógł przetrwać trudne chwile. Kiedy dzieci zalezą za skórę, przypominam sobie podobne sytuacje z powieści, biorę trzy głębokie wdechy i jest lepiej. Bo po pierwsze mam świadomość, że nie tylko ja tak mam. A po drugie rozładowuje napięcie, bo przedstawione sytuacje są opisane w niezwykle humorystyczny sposób.
"Jedno jest pewne, będąc rodzicami uczymy się każdego dnia, bo też każdy dzień jest inny".
powyższy cytat doskonale oddaje istotę nie tylko macierzyństwa ale ogólnie rodzicielstwa. Każdy, kto posiada dzieci doskonale o tym wie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co nasze pociechy wymyślą, a tym bardziej nie jesteśmy w stanie przewidzieć naszej reakcji. Autorka pokazuje nam, że warto jednak zdystansować się i spojrzeć czasami z humorem na wybryki naszych pociech.

Książka jest napisana w nieszablonowy sposób. Autorka przedstawia nam scenki sytuacyjne, które nie są uporządkowane chronologicznie. Dzięki temu można odłożyć "Dziennik" na dłuższy czas i wrócić do niego w dowolnej chwili, nie martwiąc się, że nie pamięta się, co było wcześniej. Długość scenek bywa różna od kilku zdań do kilkunastu stron. Mi taki układ bardzo odpowiadał. A nawet przypominał nieco znany chyba wszystkim serial Rodzinka.pl.

Polecam "Dziennik przetrwania" nie tylko matkom początkującym, nie tylko tym z dłuższym stażem, ale również przyszłym matkom, aby miały świadomość, co je w przyszłości czeka. Książki nie należy jednak traktować zbyt serio, a należy się przy jej czytaniu śmiać do łez.
"Ale żyję. Jeszcze tu jestem. Jeszcze mam dzieci do wychowania! I muszę jakoś dać sobie radę. Choćby mnie syn chciał tym autkiem policyjnym rozjechać na pół, choćby mi córka posyłała gromy tym swoim wzrokiem, to się nie ugnę."
Zatem ja też idę. Bo mam jeszcze dzieci do wychowania. A jedno właśnie się budzi. Zatem do następnego spotkania przy mojej recenzji. 

Ps. Ja na pewno idealną matką nie jestem. A Wy?




Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)