George R. R. Martin - Ogień i krew część I


Trudno mi zachować obiektywizm przy książkach George'a R.R. Martina. Zwłaszcza jeżeli chodzi o świat Pieśni Lodu i Ognia. Z "Grą o tron" od paru lat jestem już nierozerwalnie związana. Dostarczyła mi ona wielu pozytywnych emocji zarówno w formie książek, jak i w formie serialu czy gier będących ich adaptacją. George R.R. Martin stworzył niesamowity, fantastyczny świat, który oczarował mnie już przy pierwszym spotkaniu. Różnorodność bohaterów, stworzeń, wydarzeń, bogate tło historyczne dla tego świata sprawiają, że nie sposób docenić kunsztu tego autora w tym, jak go stworzył, czyli z dbałością o wszelkie detale. Co nie dziwne, większość czytelników zachwycił potężny i wyjątkowy ród Targaryenów, co sprawiło, że autor postanowił wyjść swoim czytelnikom naprzeciw i stworzył "Ogień i krew" - historię królów Westeros ze smoczej dynastii. 

Tytuł: Ogień i krew. Część I
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka


Z wielką niecierpliwością wyczekiwałam tej pozycji w mojej biblioteczce. Co prawda, nie usychałam z czytelniczego pragnienia tak, jak to jest w przypadku "Wichrów zimy", których premiera przez cały czas przesuwana jest przez samego autora, jednak nie zaprzeczę, że z napięciem wypatrywałam daty tej ognistej premiery. Należę do osób, które zostały całkowicie kupione wizją świata George'a R.R. Martina i dały się oczarować smoczemu rodowi Targaryenów. Dlatego jak tylko "Ogień i krew. Cześć I" trafiła w moje ręce, to z wypiekami na policzkach zabrałam się za czytanie. 

Mimo że zarys historii rodu Targaryenów jest czytelnikowi "Pieśni Lodu i Ognia" znany, to jednak z ogromną przyjemnością poznajemy wydarzenia i pewne nieznane wcześniej szczegóły z życia smoczych władców i ich rodzin. Trzeba podkreślić, że historia ta została napisana jako kronika. Wobec czego musimy zmierzyć się podczas lektury z tym dość nietypowym sposobie narracji jak na książkę z gatunku fantasy. W "Ogniu i krwi" mamy do czynienia z pojedynczymi wypowiedziami, a nawet z małymi dialogami, ale jednak cała historia snuje się przed nami niczym historyczna opowieść, naszpikowana różnymi bohaterami i wydarzeniami. Jest to bardzo ciekawy zabieg, który autorowi na pewno pozwolił na szybsze i łatwiejsze przekazanie czytelnikom ponad 300 lat historii władców Westeros z dynastii Targaryenów. George R.R. Martin stworzył tę książkę tak, jakby została ona napisana rzeczywiście przez postać z tego świata. Tym samym posługując się arcymaestrem Gyldaynem z Cytadeli Starego Miasta daje czytelnikom, to na co najbardziej czekali, czyli "Ogień i krew".


Nie ma tytułu bardziej idealnego dla kroniki rodu Targaryenów, niż ich rodowa dewiza "Ogień i krew". Wielki podbój, dużo walk, ogromna ilość konfliktów i spisków, pożerający wrogów ogień, kazirodcze związki, przerażające i fascynujące zarazem smoki. Z zachwytem czytałam rozdział za rozdziałem śledząc te okropne i te piękne wydarzenia z historii smoczego rodu. Historia Targaryenów zawsze mnie fascynowała dlatego spijałam z kartek praktycznie każdą informację ich dotyczącą. Prowadzących nas po tych dziejach kronikarz arcymaester Gyldayen posługując się notatkami, prywatnymi pamiętnikami i kronikami jego poprzedników układa chronologicznie wszystkie wydarzenia dotyczące tego rodu. Przede wszystkim znajdziemy tu bogate opisy walk i najważniejszych wydarzeń z okresu panowania każdego smoczego władcy. Mimo że jest to kronika, to i tak przebijają przez nią uczucia różnych bohaterów, których niestety nie jest dane nam bliżej poznać, a szkoda. Sprawia to, że nieobce dla czytelnika może stać się uczucie niedosytu - w końcu z tak bogatej historii tego rodu można by napisać całą serię książek... jednakże patrząc na obecne tempo pisania autora łatwo dojść do wniosku, że lepiej otrzymać coś a niżeli nic ;).


"Jesteśmy tacy, jakimi stworzyli nas bogowie. Silni i słabi, dobrzy i źli, okrutni i łagodni, bohaterscy i samolubni. Pamiętajcie o tym, jeśli chcecie władać królestwami ludzi."
Przyznaję, że jedyną rzeczą, która może przytłoczyć podczas lektury tej kroniki to ogromna ilość różnych imion, nazwisk, wydarzeń. Osobie dopiero zaczynającej swoją przygodę z tym światem raczej bym "Ogień i krew" odradziła. Książka ta natomiast świetnie sprawdzi się dla każdego czytelnika zaznajomionego z cyklem i pozwoli na odkrycie nie jednej tajemnicy oraz na rozwianie nie jednej wątpliwości, ukazując fascynujące zdarzenia poczynając od podboju Aegona I Zdobywcy i kończąc (w części pierwszej) w przeddzień Tańca Smoków, czyli walki o sukcesję pomiędzy Aegonem II a Rhaenyrą. 

Jeszcze jedną rzeczą, o której muszę wspomnieć na koniec są ilustracje w tej książce. Autorem ich jest Doug Wheatley, ilustrator znany głównie dzięki ilustracjom komiksów z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Z cyklem George'a R.R. Martina spotkał się po raz pierwszy przy tworzeniu paru ilustracji do książki "Świat lodu i ognia" i to one sprawiły, że został on zatrudniony do zadbania o graficzną część "Ognia i krwi". Z czego bardzo się cieszę, ponieważ jego ilustracje idealnie oddają klimat odpisywanych wydarzeń. Historia rodu Targaryenów została przepięknie i bogato zilustrowana. Szczególnie cieszy mocno moje fanowskie serce duża ilość grafik ukazujących smoki, a mają ulubioną ilustracją z tej części pozostanie już zdecydowanie dwustronicowa ilustracja z rozdziału "Rok trzech ślubów". 


Tak jak wspomniałam jest to dopiero pierwsza część, wobec czego żeby przeczytać całą dotychczasową historię Targaryenów musimy również zaopatrzyć się w część drugą, która opisuje dalsze losy tej dynastii. Premiera drugiej części na polskim rynku wydawniczym ma miejsce właśnie dziś, 28 stycznia. Mogę Was zapewnić, że jak tylko trafi ona w moje ręce, to od razu ją pochłonę i pospieszę do Was z moją opinią :).

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka! 




Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)