10 PYTAŃ DO MAŁGORZATY FALKOWSKIEJ



1. Ilias, siódma książka, nowe wydawnictwo, pozytywne opinie czytelników - cieszysz się? 

Cieszę się to mało powiedziane. Ja regularnie wysyłałam propozycje do Wydawnictwa Helion, ale dopiero Ilias się wpasował w profil. Pamiętam, jak dostałam maila, że chcą mnie wydać i wołałam męża, bo sądziłam, że chyba proces rozumienia tekstu kompletnie mi wysiadł. Chcieli mnie wydać? Mnie, zwykłą Falkowską. 

Co do pozytywnych opinii, to nie zapominaj o tych mniej przychylnych, które także mnie cieszą. Lubię je, jeśli nie dotyczą analizy psychologicznej mojej osoby, a i takie się zdarzają. Fakt, więcej jest tych pozytywnych, niby z groźbami, ale to tylko z mojej winy, że ludzie tak reagują na książkę. O to chodziło J 


2. Okej, Iliasa napisałaś po swojej wycieczce na wyspę Kos. Co Cię do tego zainspirowało? 

Ewidentnie miejsce sprzyjające romansom. Morze, piasek i ciepło. Oj, jak ja bym chciała mieszkać w takim miejscu. Już pierwszego dnia poznając hotel, wpadłam na pomysł, by stworzyć książkę, której akcja będzie działa się w tym konkretnym miejscu. Miałam wypocząć, a ja robiłam resarch, wypytywałam pracujące polki o warunki pracy, wyszukiwałam potrzebnych mi imion. I chyba dzięki mojej miłości do sorbetów Ilias jest właśnie Iliasem, bo pracujący na plaży barman (o takim właśnie imieniu) szybko zauważył, że regularnie przychodzę po sorbet truskawkowy i wlewał mi go, gdy tylko ujrzał mnie w drzwiach. Można więc rzec, że inspiracje się wszędzie, a Ilias jest tego najlepszym przykładem. 


3. Gabi to kobieta, która ma za sobą nieudany związek, Ilias to typowy bawidamek, Kos z kolei to idealne miejsce na wakacyjną przygodę…przyznasz, że brzmi to jak typowy romans. Co więc wyróżnia Iliasa na tle innych tego typu książek? 

Według mnie realizm. Postać Gabi jest taka swojska, typowa młoda kobieta, która czasem zachowuje się nielogicznie. Również Ilias jest nie tylko bawidamkiem, jak go określiłaś, ale też facetem, którego w zwyczajnym życiu niby staramy się unikać, ale ta nasza wiara w chęć zmiany sprawia, że to właśnie „takiego Iliasa” darzymy uczuciem. Historia tych dwojga może być dla wielu z pozoru czymś powtarzalnym, ale ja zapewniam, że tak nie jest. Już od samego początku tak nie miało być i według recenzentów i pierwszych czytelników, to się udało. 


4. Od Twojego debiutu „Mąż potrzebny na już” do „Iliasa” wiele się zmieniło. Czy inna Małgorzata Falkowska stawiała ostatnią kropkę w debiucie, a inna w już siódmej powieści? 

Na pewno bardziej wymagająca J Pewnie za kilka książek, stwierdzę, że Iliasa napisałabym inaczej, tak samo podchodzę do pierwszych książek. Ale nie inaczej treściowo, ale warsztatowo. Z każdą napisaną książką mam wrażenie, że wymagam od siebie więcej i to mnie cieszy. Sprostanie samej sobie jest bowiem w mojej twórczości najtrudniejsze i to właśnie Falkowską najtrudniej zaskoczyć. Jeśli podczas pisania tak właśnie się dzieje, to wiem, że i czytelnicy zrobią wielkie WOW, kiedy skończą kolejną książkę. Może nie innej, ale na pewno bardziej świadomej Falkowskiej. 


5. Była już komedia romantyczna, był thriller, była powieść obyczajowa, było new adult, była powieść dla dzieci, a Ilias to gorący romans. Skąd taka różnorodność? Chcesz mieć szeroki repertuar do zaoferowania swoim czytelnikom? Poszukujesz czegoś nowego czy dopasowujesz gatunek do historii, bohaterów? Co jeszcze planujesz? 

I teraz wyjdę na egoistkę (śmiech). Piszę tak różne rzeczy, żeby samej siebie nie zanudzić. Nie mogłabym pisać wciąż jednego. Dzięki „skokom” mogę dziś kogoś zabić, a jutro innym osłodzić życie. Zawsze po czymś z happy endem, marzę by wbić w kolejnej książce bohaterom szpilę. Nie lubię, gdy jest zbyt różowo, ale też nie chcę by było czarno. Podróże gatunkowe pozwalają mi się bardziej otworzyć, zobaczyć w czym czytelnik mniej najbardziej lubi. Co mi wychodzi, a co powinnam zostawić w cholerę. Czasem się śmieję, że muszę zrobić listę, gdzie mnie jeszcze nie było, co dziś traktuję, jak żart, ale nie mogę z całą pewnością powiedzieć, że tego na pewno nie napiszę. Moja wyobraźnia płata mi figle od bardzo dawna. Pamiętam doskonale, jak w jednym z wywiadów powiedziałam, że nigdy, ale to absolutnie nigdy nie napiszę scen seksu… No nie wyszło, a ja teraz muszę publicznie przepraszać. A co jeszcze planuję? Niedługo premierę będzie miał mój kryminał pt. Nagranie, w tym roku jeszcze wyjdzie duet z Darią Skibą, który także był dla mnie ważną lekcją, a rok zakończę książką, którą nawet mi ciężko wrzucić w gatunek, ale mówię o niej „nawołująca do dobroci”. Takie różne twarze Falkowskiej w 2019 roku to zaskoczenie nie tylko dla czytelników, ale przede wszystkim dla mnie. Wierzę, że nie będzie nudy, a to chyba najważniejsze. 


6. Czy do pisania potrzeba specjalnego miejsca? Czy możesz pisać wszędzie? W domu? W pracy? Kawiarni? 

Mój mąż uwielbia, gdy ktoś zadaje mi to pytanie i śmieje się, że powinien pokazać mój kąt. Dosłownie kąt. Bo owszem mogę pisać wszędzie, ale nigdzie nie idzie tak dobrze, jak w kącie narożnika w naszym mieszkaniu. I po co mi biurko, które już w zasadzie wyrzuciliśmy z racji zabierania niepotrzebnie miejsca czy stół, jak ja mam swój kąt. Wojtek czasem nawet sobie ze mnie żartuje, mówiąc „do kąta”, a ja posłusznie siadam i wchodzę w ulubiony świat. Świat mój i bohaterów, gdzie to ja o wszystkim decyduję, choć wiem, że tak wcale nie jest, bo fikcyjni (jak nazywam bohaterów) nade mną dominują. 


7. Jaka jest najlepsza pora roku do pisania? Radosna wiosna? Upalne lato? Melancholijna jesień? Czy mrożący krew w żyłach grudzień? 

Mogę napisać o najgorszej, ale to chyba nie o porę roku tu chodzi. Są dwa miesiące, kiedy pisanie kompletnie mi nie idzie. Marzec (tak, teraz jedynie redaguję, bo o pisaniu mowy nie ma) i wrzesień. Dlaczego? Pewnie będzie to trudne do wytłumaczenia, ale to przez moją pracę zawodową. To właśnie, kiedy nadchodzi wiosenne i jesienne przesilenie, choroby psychiczne (a w takich warunkach pracuję) się uaktywniają i w domu marzę tylko o ciszy i serialu. Nie ma szans, aby skupić się na losie bohaterów, tworzeniu fabuły. Trzeba odczekać aż wiosna i jesień nadejdą, a potem na spokojnie otworzyć plik. 


8. W jaki sposób piszesz? Czego do tego potrzebujesz? Wystarczy Ci kartka papieru i lecisz na żywioł? A może komputer i dokładny plan działania, który realizujesz krok po kroku? 

I tu zależy od gatunku. Przyznam szczerze, że najtrudniej jest z kryminałem. Go sobie rozpisuję najbardziej ze wszystkich, inne historie mam poukładane w głowie i spisane w zeszytach, jeśli spisaniem można nazwać dwie strony J Prawdą jest, że zasiadam do pisania, gdy znam…zakończenie, bo jeśli nie mam takiego w głowie, to bohaterowie są nieznośni. Pewnie brzmi to, jak wyznanie schizofreniczki, bo sama bym to tak odebrała, gdybym nie doświadczała tego osobiście. Trudno mi wyjaśnić, jak to jest, gdy bohaterowie biegają w głowie, gdy każdy z nich chce być najważniejszy, a ja jako „zła matka” muszę ich ustawić do pionu i pokazać, kto rządzi. 


9. Czy istnieje dla Ciebie jakiś autor-wzór? Ktoś kto Cię inspiruje? 

Powiem szczerze, że coraz więcej osób podziwiam i tu nie chodzi tylko o historie, jakie tworzą, ale o to jakimi są ludźmi. Ciężko mi wymienić jedno nazwisko, ale chyba nie zdziwi nikogo, że przywołam Remigiusza Mroza. Nie, nie za twórczość, bo ja sama nie przebrnęłam przez wszystkie książki, ale za samodyscyplinę. Mróz jest przykładem, że ciężka praca popłaca, co mnie inspiruje do otwierania pliku regularnie. 


10. Co chcesz na koniec powiedzieć swoim czytelnikom? 

Moim czytelnikom chcę przede wszystkim podziękować za to, że są. Wiem, że mam w nich wsparcie, ale wiem też, że są skorzy do krytyki, co szanuję i podziwiam. Mam nadzieję, że nasza wspólna przygoda będzie trwać, jak najdłużej, bo mi się ona bardzo, ale to bardzo podoba. Dziękuję <3
Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)