Tomi Adeyemi - Dzieci krwi i kości


Interesujący opis, przyciągająca oko okładka oraz pozytywne recenzje z zagranicy. Brzmi obiecująco, prawda? Jednak, jak to czasem z głośno wychwalanymi tytułami bywa, potrafią one zarówno nas zachwycić, jak i zawieść w najbardziej dotkliwy sposób. Niestety, co zauważyłam na mojej drodze eksplorowania gatunku, wydawanych zostaje bardzo dużo pozycji dość przeciętnych, które może nie są najgorsze, ale którym zdecydowanie brakuje tej ikry. Czegoś, co by mogło uczynić te książki czymś więcej niż jednorazową, średnio-angażującą rozrywką. Niemniej nie zniechęcam się i nie ustaję w poszukiwaniach książek, które wśród innych pozycji rzeczywiście oferują swoim czytelnikom coś więcej. Dlatego postanowiłam sprawdzić, czy zachwalane "Dzieci krwi i kości" rzeczywiście są kawałkiem dobrze zapowiadającej się serii fantasy. I wiecie co? Nie zawiodłam się.


Tytuł: Dzieci krwi i kości
Autor: Tomi Adeyemi
Wydawnictwo: Dolnośląskie


Siedemnastoletnią Zelie męczą co dzień obrazy z dnia Obławy. To jak strażnicy królewscy pojmali jej matkę i to jak zakuli ją w tłumiące jej magię kajdany. Pamięta również, co zrobili jej i innym magom z jej wioski. Dzień, w którym magia zgasła w Oriszy, przyniósł białowłosym ból, cierpienie i dotkliwą stratę zwiastującą tylko początek okrucieństw zaplanowanych dla nich przez władcę. Pod jego panowaniem bowiem glisty, władający kiedyś magią ludzie, nigdy nie zaznają już spokoju ani sprawiedliwości. Gdy pewnego dnia na targu Zelie pomaga przypadkowo napotkanej dziewczynie uciekającej przed strażnikami, nie przypuszczałaby, że spotkanie to będzie początkiem desperackiej i niespodziewanej podróży. Podróży, do której wybrało ją przeznaczenie. Podróży, która będzie szansą dla niej i jej ludu na powstanie z popiołów i odzyskanie magii.


"Dzieci krwi i kości" są powieścią, z którą zdecydowanie nie można się nudzić. Naszpikowane akcją po brzegi stanowią przyjemną lekturę, z którą w angażujący sposób można spędzić parę godzin. Mimo że jest to autorski debiut Tomi Adeyemi, to nie mogłam powstrzymać zachwytu nad tym jak konsekwentnie zarysowała konflikt w krainie Oriszy. Jest on główną osią fabularną w powieści pięknie wkomponowaną w inspirowany afrykańskimi wierzeniami i kulturą świat. Oczywiście będąc trochę czepliwa zaznaczę, że czułam jednak podczas lektury mały niedosyt związany z tym, że tych odniesień do afrykańskiej kultury nie było za dużo. Jednak mam nadzieję, że w przyszłych tomach to się zmieni i autorka zamiast na akcji, poświęci trochę więcej czasu forze i faunie Oriszy. Oczywiście również czekam na dalsze rozwinięcie konfliktu magów i nie-magów, ponieważ na podstawie tego, co pokazała już autorka w tym wątku będzie się dziać jeszcze bardzo dużo.


Autorka narrację powieści zdecydowała się podzielić na trzy osoby, co sprawia, że otrzymujemy przeplatające się ze sobą narracje Zelie, księżniczki Amari oraz księcia Inana. Jest to zabieg bardzo dobry, ponieważ pozwala autorce pogłębić te trzy postacie ukazując kierujące nimi motywy oraz gnębiące ich niepewności. Miejscami pozwala nam to również ujrzeć konflikt z dwóch stron i przekonać się o słuszności kreowania zalążków rebelii. Głównym bohaterom nie brakuje niestety wad i czasem aż trudno uwierzyć w decyzje, które czasem podejmują pod presją wydarzeń. Jednak zostało to moim zdaniem bardzo sprytnie zamaskowane przez autorkę, która w kreacji swoich bohaterów dużo postawiła na targające nimi uczucia. To one sprawiają, że Ci bohaterowie ożywają na kartach tej powieści. Podczas lektury czułam ich cierpienie, widziałam ich łzy i słyszałam ich krzyki. Ból i niesprawiedliwość biją czytelnika po oczach sprawiając, że zaangażowanie się w lekturę i przejęcie się losem grupki młodych ludzi walczących o lepsze jutro jest tylko kwestią czasu. Książka ta potrafi grać na emocjach i robi to bardzo dobrze.


Wszystkim czytającym polecam również przeczytać notkę od autorki znajdująca się na ostatnich stronach książki. Można ją przeczytać zarówno przed przystąpieniem do lektury, tak jak i po jej zakończeniu. Jednak wszystkim, którzy chcieliby w pełni doświadczyć lekturę "Dzieci krwi kości" również na poziomie metaforycznym, to rekomendowałabym przeczytanie tej króciutkiej notki tuż przed lekturą. Bardzo mnie zaskoczyło, że autorka posługuje się fantastyczną historią młodej Zelie jako metaforą do sytuacji afroamerykańskiej społeczności w Ameryce Północnej. Walka młodej magiczki o przywrócenie magii staje się fantastycznym odbiciem walki czarnoskórych o równe traktowanie i sprawiedliwość. Autorka jasno daje czytelnikom pogląd na sytuację jak niepochlebna opinia o mniejszości może spaczyć zdanie innych o większości. I nieważne, że odpowiedzialna jest tylko garstka jeżeli wszyscy ponoszą konsekwencje ich czynów. To spotkało magów z Oriszy i to spotyka na co dzień czarnoskórych Amerykanów.

Serie fantasy przyzwyczaiły swoich czytelników do wielu rzeczy. Dlatego trudno jest autorom wyjść poza schemat i spróbować czegoś nowego. Tak jak było to w przypadku recenzowanej przeze mnie "Gracji i furii" czasem wystarczy ciekawy pomysł by mimo pozostania w schemacie zainteresować przedstawianą historią czytelników. To robi właśnie również Tomi Adeyemi. Pozostaje w schemacie i konsekwentnie trzyma się w jego ramach ale wypełnia je swoimi ciekawymi pomysłami i głosem wołającym o sprawiedliwość nie tylko dla bohaterów swojej powieści ale również dla Afroamerykanów. "Dzieci krwi i kości" zdecydowanie bardzo wyróżniają się na tle pozostałych powieści z gatunku młodzieżowego fantasy i na pewno sięgnę po ich kontynuację, jak tylko pojawi się ona w Polsce! ;)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!




Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)