Karina Bonowicz - Gdzie diabeł mówi dobranoc. Księżyc jest pierwszym umarłym



Dawno już nie czułam takiego rozdarcia po przeczytaniu książki. W większości przypadków potrafię stwierdzić, czy dana pozycja mi się podoba czy też nie. Oczywiście zdarzają się książki, które w mojej opinii nie są złe, ale równocześnie nie są też i dobre. Zazwyczaj w takich przypadkach narzekam  przede wszystkim na zmarnowany potencjał czy też słabe rozwinięcie głównych postaci. Jednak czasem zdarzają się takie książki jak "Księżyc jest pierwszym umarłym", które już podczas lektury wzbudzają we mnie skrajne emocje zostawiając mnie na koniec oniemiałą. W takich chwilach rozumiem, jak to jest coś kochać i równocześnie nienawidzić.

Tytuł: Gdzie diabeł mówi dobranoc. Tom pierwszy. Księżyc jest pierwszym umarłym
Autor: Karina Boniewicz
Wydawnictwo: Initium

Osierocona po tragicznym wypadku rodziców Alicja trafia pod opiekę niepoznanej nigdy wcześniej ciotki do małego podkarpackiego miasteczka. Nastolatce trudno pogodzić się tą zmianą, jak i odnaleźć w położonym na odludziu Czarcisławie, tak różnym od zamieszkiwanej przez nią wcześniej Warszawy. Sprawy nie ułatwia to, że wszyscy mieszkańcy tego dziwnego miasteczka nie dość, że wydają się wiedzieć o niej wszystko, to jeszcze sami ukrywają swoje własne mroczne sekrety. Szybko okazuje się, że nic nie jest takie jak się wydaje, a magia i legendy to nie jedynie szaleńcze mrzonki.



Mam ogromne pretensje do Dominika Brońka, który jako pierwszy zachęcił mnie do sięgnięcia po tę książkę. Oczywiście, wiem że to nie jego wina, ale nigdy nie jestem w stanie oprzeć się jego ilustracjom, którym wprost uwielbiam się przypatrywać. Z tym ilustratorem mam tak, jak z nazwiskiem George'a R.R. Martina na okładce - po prostu biorę w ciemno. I tak też to było w tym przypadku. Zaintrygowana opisem nie pozwoliłam tej książce za długo leżeć na półce. Usiadłam wygodnie w fotelu i rozpoczęłam lekturę.

Pierwsze strony czytało mi się dość szybko, choć nie obyło się bez redakcyjnych gaf już na samym początku, które łatwe do zauważenia, wzbudziły we mnie zdziwienie i zażenowanie. Starając się być niezrażona kontynuowałam lekturę, jednak im dalej w las tym bardziej szargały mną różne, czasem nawet wykluczające się uczucia. "Księżyc jest pierwszym umarłym" czyta się dobrze, czyta się szybko. Jednak ja mimo tego musiałam robić sobie czytelnicze przerwy, ponieważ nie mogłam znieść tego wylewającego się z każdej strony sarkazmu i czarnego humoru. Ta ilość po prostu mnie przytłoczyła. Początkowo mogło być to zabawne i poczytne, jednak momentami byłam wręcz zmęczona tymi "błyskotliwymi" wypowiedziami czy przemyśleniami bohaterów. Rozumiem, że dla niektóry może być to ogromna zaleta, ale to po prostu nie moja bajka.

W książce znajduje się multum nawiązań do popkultury, z której autorka bierze garściami. Jednak robi to w bardzo niekontrolowany sposób, co sprawia, że często niektóre powiedzonka stają się dla czytelnika kolejny odgrzewanym kotletem. Czasami miałam wręcz ochotę niczym ten pan z zegarem zacząć krzyczeć "It's time to stop". 


Kolejną rzeczą o, której muszę wspomnieć jest ta szalejąca perspektywa. Lubię bardzo, jak autor daje możliwość obserwacji czytelnikowi świata przedstawionego z różnych perspektyw. Rozszerza to bowiem pogląd na wydarzenia rozgrywające się w powieści, ale jeszcze nigdy nie natrafiłam na tak miejscami tragicznie pomieszanie narracji, jak w tej książce. Zdarzało mi się parę razy czytać stronę po dwa razy, ponieważ zmiany w narracji były nagłe, nieprzemyślane i pozbawione sensu. Nie dość, że nie wprowadzały tego dodatkowego, nowego spojrzenia na dane wydarzenia, to jeszcze je niepotrzebnie komplikowały. 

Jeżeli chodzi o głównych bohaterów, to podczas lektury miałam wrażenie, jakby każdy z nich był niestabilny emocjonalnie, a co najgorsze, pisany na jedno kopyto. Praktycznie wszyscy główni bohaterowie w tej powieści mają ostry język, są aroganccy, a zamiast rozmawiać wolą krzyczeć. Sprawia to, że ciężko żywić szczerą sympatię do jakiegokolwiek bohatera w tej książce. Możemy ich lubić za cięte riposty i trafne przytyki, ale niestety trudno nam będzie w nich uwierzyć.




Pewnie teraz się zastanawiacie - o jakim rozdarciu pisałam na samym początku, skoro w poprzednich akapitach praktycznie cały czas narzekałam? To proste. Ponieważ mimo tych wszystkich mankamentów, które wzbudziły we mnie takie emocje, nie mogę zaprzeczyć temu, że sama ta historia mi się podobała. Uwierzyłam w ten położony gdzieś na uboczu Czarcisław i jego dziwactwa. Guślniacy, nocnice, strzygonie czy wilkodlaki - to wszystko tutaj dobrze gra. Jak w typowej powieści z elementami paranormalnymi dla młodzieży, do której już zawsze będę czuć nostalgię. Jednak nie będę zaprzeczać - ciągle w moim sercu walczą ze sobą dobre i złe uczucia do tej książki. Nie jestem w stanie wskazać na ten moment, które zwyciężą, przeważając o mojej ostatecznej ocenie i nie wiem czy w ogóle stanie się, to w najbliższym czasie.

Nie jestem pewna, czy w przyszłości powrócę do tej serii, ponieważ jak sugeruje okładka i zakończenie, nie będzie to jednotomowa przygoda. Jestem przekonana, że jak tylko pojawi się drugi tom, to nie sięgnę po niego. Podejdę, poprzyglądam się, ale nie sięgnę - może kiedyś, kiedy kurz opadnie przekonam się, że warto, bo jest lepiej, mniej chaotycznie. Na razie jednak, pasuję.


Previous
Next Post »

INFORMACJA

Na blogu korzystamy z zewnętrznego systemu komentarzy Disqus. Więcej na ten temat znajdziesz w §3 Polityki Prywatności Bloga.
0 Komentar

Dziękuję za podzielenie się swoją opinią.
Postaram się jak najszybciej odpowiedzieć :)